wtorek, 29 stycznia 2013

44. Cebularze lubelskie


Od zawsze cebularze kojarzą mi się z Lubelszczyzną. Co prawda ja za nimi jakoś specjalnie nie przepadałam (zdecydowanie wolałam te słodsze wypieki), ale cała moja rodzina się zajadała zawzięcie. Dla tych samodzielnie przeze mnie pieczonych zrobiłam jednak wyjątek, może dlatego że są mniejsze niż te kupne i doprawiłam je dodatkowo kminkiem i bardzo dużą ilością pieprzu, więc od razu lepszy smak mają. Uważam, że moja wersja dorównuje tym najsławniejszym wypiekom (zaraz obok chlebowych kogutów) z piekarni Sarzyńskiego z Kazimierza :)

CEBULARZ:
-500g mąki pszennej
-3/4 szklanki ciepłego mleka
-30g świeżych drożdży
-2-3 łyżki oleju
-1 jajko
-1/2 łyżeczki cukru
-płaska łyżeczka soli
-czubata łyżeczka ziół prowansalskich

-3 spore cebule
-gałka muszkatałowa, suszone oregano, sól, pieprz, kminek, trochę maku
-łyżka masła i trochę oleju

+1 rozbełtane jajko


1. Do ciepłego mleka wsypać cukier i łyżkę mąki i wymieszać całość. Następnie wkruszyć drożdże i odstawić zaczyn w ciepłe  miejsce na 20 minut.

2. Wymieszać wszystkie składniki ciasta razem z zaczynem-konsystencja powinna być dosyć zwarta i nie powinna lepić się do rąk. Gotowe ciasto trzeba odstawić na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość.

3. Cebulę pokroić w cienkie piórka i zeszklić na maśle wymieszanym z oliwą. Doprawić całość dosyć mocno solą i pieprzem, oraz oregano, makiem i kminkiem. Gdy cebula będzie gotowa, gdy zacznie być słodkawa.

4. Z ciasta formować niewielkie kulki, które następnie rozpłaszczamy na w miarę cienki placek (bułeczki jeszcze sporo urosną), który powinien wielkości połowy dłoni. Każdą bułeczkę smarujemy rozbełtanym jajkiem, a następnie posypujmy bardzo obficie przygotowaną cebulką. Bułeczki powinny się piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 20 minut aż będą pięknie rumiane.

SMACZNEGO




poniedziałek, 28 stycznia 2013

43. Tarta czekoladowa z wiśniami

Mój tata twierdzi zawzięcie, że on to słodyczy w ogóle nie lubi, a coś słodkiego to jada tylko w weekendy. Nie wiedzieć czemu jednak tarta, którą parę dni temu upiekłam na jego urodziny, znikła co do okruszka i czemu wszystkie ślady wskazują na niego :)
Tarta ta ma cudnie czekoladowe nadzienie, w którym ukrywają się orzeźwiające, kwaskowate wiśnie. Jedynymi jej wadami jest to, że trzeba czekać całą noc, aż będzie gotowa, oraz to że jest jej zdecydowanie za mało zawsze.

TARTA CZEKOLADOWO-WIŚNIOWA
 CIASTO:
-3/4 szklanki maki
-1/4 szklanki cukru
-2 czubate łyżeczki dobrego kakao
-szczypta soli
-1 żółtko
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%


KREM:
-200g czekolady mlecznej
-250ml śmietanki 36%
-50g cukru  
-3 jajka
-cukier waniliowy

+garść lub dwie wiśni mrożonych (w sezonie oczywiście mogą być świeże, wydrylowane)

1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy do tarty o średnicy okolo 30cm. Nakłuć ciasto widelcem, wyłożyć pergaminem i wysypać suchym grochem lub fasolą (żeby nie urosło). Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 10 minut, a następnie zdjąć obciążenie z grochu i piec jeszcze przez 10 minut.

2.Czekoladę połamać na małe kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej.

3. Śmietankę lekko podgrzać z cukrem i cukrem waniliowym aż się całkowicie rozpuści. Jajka  roztrzepać, dodać do nich trochę śmietanki i wymieszać. Następnie połączyć całą śmietanę z jajkami i całość podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje. Gdy masa będzie już wyraźnie bardziej gęsta połączyć ją z rozpuszczoną czekoladą.

4. Na wystygnięty spód wysypać przygotowane wiśnie, a następnie równomiernie wylać na niego masę czekoladową. Wstawić tartę do lodówki i schładzać przez kilka godzina, a najlepiej przez całą noc.

SMACZNEGO :)





piątek, 25 stycznia 2013

42. Torcik kokosowo-brzoskwiniowy


Powoli zaczynam się przyzwyczajać do pieczenia i tworzenia w kuchni różnych pyszności na zamówienie. Ten akurat torcik powstał bo mojej mamie się chciało zjeść coś takiego kokosowo-brzoskwiniowego. No to nie ma przebacz i trzeba piec :) i tak właśnie powstało to cudo. Idealne ciasto, żeby je pałaszować oglądając jakiś miły film, np. "Julie i Julia".

TORCIK KOKOSOWO-BRZOSKWINIOWY
BISZKOPT:
-8 jajek
-2 szklanki mąki
-1,5 szklanki cukru
-1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

KREM KOKOSOWY:
-1,5 szklanki mleka
-200g wiórków kokosowych
-350g masła
-3/4 szklanki cukru pudru

MUS BRZOSKWINIOWY
-puszka brzoskwiń
-2 opakowania cukru waniliowego
-4 łyżeczki żelatyny

+ 2-3 kieliszki rumu (a jeśli tort mają jeść młodociani można użyć wody)

1. Żelatynę namoczyć w odrobinie wody, a następnie rozpuścić w niewielkiej ilości wrzątku. Brzoskwinie odsączyć z zalewy (zalewą zostawić, bo później się przyda) i zmiksować razem z cukrem waniliowym i rozpuszczoną żelatyną.  Gotowy mus wstawić do lodówki, żeby stężał.

2. Przygotować biszkopt zaczynając od oddzielenia żółtek od białek. Białka ubić na sztywną pianę (można dodać szczyptę soli, żeby łatwiej się ubiły). Do sztywnej piany,wciąż mieszając dodawać po trochę cukru, aż się całkiem rozpuści, następnie żółtka pojedynczo, a na koniec przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Gotową masę przelać do blaszki (u mnie to była tortownica o średnicy około 30cm) i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st i piec około 35-40 minut.

3. W międzyczasie, gdy biszkopt się piecze, podgrzać mleko z wiórkami kokosowymi, aż wiórki wchłoną całe mleko, a następnie lekko podstudzić. Miękkie masło utrzeć na gładko z cukrem pudrem. Dodawać do masła kokosową mieszankę. Gotowy krem wstawić do lodówki na około pół godzinę, żeby się wszytko "przegryzło".

4. Wystudzony biszkopt podzielić na trzy części.  Zalewę, która została z brzoskwiń, wymieszać z rumem, gotową mieszanką nasączyć mocno pierwszy placek. Nałożyć na niego połowę kremu kokosowego, przykryć drugą częścią placka. Znów mocno nasączyć i nałożyć większość musu brzoskwiniowego (zostawić kilka łyżek do dekoracji). Przykryć ostatnim plackiem, który nasączyć resztą zalewy brzoskwiniowo-rumowej i posmarować na wierzchu oraz po bokach kremem kokosowym. Na samej górze kremu kokosowego rozsmarować resztkę musu brzoskwiniowego.
Tort po nocy spędzonej w lodówce, będzie gotowy do spałaszowania :)




Takie cudo zakwitło w mojej kuchni ostatnio, żeby przyjemniej się w niej pracowało:)

środa, 23 stycznia 2013

41. Muffinki z Czarnego Lasu


Wciąż nie rozumiem fenomenu muffinek, które uwielbia moja babcia. Żadnych innych "nowości" nie bierze do ust, a muffinów za nowość nie uważa, tylko co chwila się dopomina kiedy je upiekę. Więc na Dzień Babci również nie mogło ich zabraknąć. 
Te akurat są moją wersją zminiaturyzowanego tortu schwarzwaldzkiego, czyli cudnego połączenia wiśni, czekolady i śmietany. Niebo w gębie :)


MUFFINY SCHWARZWALDZKIE
-200g przesianej mąki pszennej
-100g cukru
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-1 łyżeczka cynamonu
-2 czubate łyżeczki kakao
-opakowanie cukru waniliowego
-2 jajka
-3/4 szklanki mleka
-125g roztopionej margaryny

+konfitura wiśniowa
+250g serka mascarpone, 200ml śmietanki 36%, opakowanie cukru waniliowego
+kilka wiśni z konfitury, lub najlepiej z wiśniówki :)

1. Wymieszać ze sobą w osobnych miskach suche i mokre składniki muffinów, a następnie zawartość obu misek wymieszać kilkoma ruchami drewnianej łyżki.

2. Do każdej foremki na muffinki nałożyć trochę ciasta, potem łyżeczkę konfitury z wiśni, a następnie znów ciasto-całość powinna sięgać do 3/4 wysokości foremki. Ciastka piec przez około 15-20 minut w temperaturze 170st.

3. Schłodzona śmietankę ubić razem z cukrem waniliowym. Gdy śmietanka będzie już sztywna dodawać po jednej łyżce serka mascarpone. Gotową masę przełożyć do szprycy cukierniczej i na każdej muffince zrobić kremową czapeczkę. Na wierzchu każdej czapeczki położyć wisienkę na torcie, czyli najlepiej wiśnię z wiśniówki, a jeśli ma być wersja dla dzieci to można użyć wisienek z konfitury.

SMACZNEGO!







niedziela, 20 stycznia 2013

40. Espresso affogato with Baileys...na leniwy poranek

W leniwy poranek, kiedy kawa nie musi koniecznie budzić, a może być małym deserem najbardziej lubię espresso affogato...czyli kawę z topielcem:) Topielcem w tym wypadku jest wielgachna kulka lodów waniliowych. Ponieważ ostatnio lubię się i wszystkich dookoła przy okazji rozpieszczać, żeby nie skupiać się na żadnych smutkach i problemach to do takiej kawy dodaję jeszcze Baileys'a. Ten pyszny likier na bazie śmietanki i whiskey, z dodatkiem wanilii i kakao idealnie komponuje się z kawą lub gorącą czekoladą. Jedna filiżanka pozwala od razu pogodniej spojrzeć na świat-nawet jeśli za oknem siarczysty mróz i leń człowieka ogarnął:)

ESPRESSO AFFOGATO:
-filiżanka espresso
-lodów waniliowych
-kieliszek (shot) likieru Baileys

+ewentualnie odrobina startej czekolady do posypania na wierzchu dla pełnej rozpusty

Do filiżanki, trochę większej niż do tradycyjnego espresso, należy nałożyć sporą kulkę lodów waniliowych. Następnie wlać na nie kawę, a potem likier, na wierzch można  posypać trochę startej czekolady lub dodać odrobinę bitej śmietany.

PYSZNOŚCI :)

piątek, 18 stycznia 2013

39. Rożki rozmaitości z salami i camembertem

Ostatnia impreza rodzinna spowodowała, że przez małą chwilę miałam nawet przesyt cukru we krwi. Już nie chciało mi się nic słodkiego, rzadko się tak zdarza...naprawdę rzadko :)
I właśnie wtedy powstał pomysł na małą wytrawną przekąskę, taki malutki przegląd lodówki, można dowolnie modyfikować ich skład. Te rożki pełne sera pleśniowego i aromatycznego salami są idealne na wszelkie karnawałowe imprezy...zagryzka do różnych alkoholi na dwa kęsy.

WYTRAWNE ROŻKI Z SALAMI I SEREM PLEŚNIOWYM
-opakowanie ciasta francuskiego
-kilka plastrów dobrego salami
-ser camembert
-pomidor
-rozbełtane żółtko
-zioła prowansalskie

+2 łyżeczki koncentratu pomidorowego, pół filiżanki bulionu (lub wody), trochę oregano, sól, pieprz i ząbek czosnku

1. Wymieszać koncentrat pomidorowy z pozostałymi składnikami sosu (na upartego można sobie odpuścić mieszanie i użyć ketchup, ale ja lubię bardzo oregano i czosnek, więc wolę sama sobie modyfikować ilość tych składników).

2.Rozłożyć ciasto francuskie i pokroić je na niewielkie kwadraty-o bokach ok. 7-8cm. Na każdym kwadraciku rozsmarować trochę sosu pomidorowego, położyć plasterek salami, na nim kawałek camemberta i kawałek pomidora. Następnie złożyć nasz kwadracik pełen rozmaitości wzdłuż przekątnej, żeby uzyskać trójkąt i zlepić brzegi pomagając sobie widelcem (uzyskamy wtedy ładne "ząbki").

3.Gotowe rożki ułożyć na blaszce w pewnej odległości od siebie. Każdy rożek posmarować odrobiną żółtka i posypać na wierzchu ziołami prowansalskimi. Blaszkę z przekąskami wsadzić do piekarnika rozgrzanego do 220st, i piec około 10-12 minut, aż rożki będą rumiane.

SMACZNEGO :)





wtorek, 15 stycznia 2013

38. Herbatniki czekoladowe z czekoladą...z miłości do czekolady :)

Czekoladę uwielbiam, jeść bym ją mogła prawie bez przerwy i w różnych postaciach. Właśnie z tej mojej miłości do czekolady powstały te małe i miłe dla łasucha podwójnie czekoladowe herbatniki. Są idealne, takie na jeden kęs, bardzo kruche i bardzo mocno czekoladowe.

HERBATNIKI PODWÓJNIE CZEKOLADOWE:
-250g miękkiego masła
-pół szklanki cukru pudru
-2 czubate łyżeczki dobrego kakao
-2 szklanki przesianej mąki pszennej
-łyżka miodu
-kilka kropli esencji waniliowej
-szczypta soli

+tabliczka mlecznej lub gorzkiej czekolady i łyżka masła

1. Wszystkie składniki ciastka wymieszać ze sobą i zagnieść z nich ciasto-powinno mieć konsystencję mokrego piasku. Należy postarać się w miarę zagnieść wszystko w jedną kulę, a następnie zawinąć w folię spożywczą wsadzić na około godzinę do lodówki.

2.Schłodzone ciasto rozwałkować na cieniutki placek grubości około 5mm. Wykrawać z ciasta ulubione kształty. Ułożyć ciasteczka na przygotowanej blaszczce, ponieważ ciasteczka nie będę rosły prawie w ogóle można je ułożyć dosyć blisko siebie. Piec około 10 minut w temperaturze 160st, po wyjęciu z piekarnika wystudzić herbatniki.

3. Czekoladę połamać na mniejsze kawałki i razem z masłem rozpuścić je w kąpieli wodnej. Gotowa polewa czekoladowa powinna mieć aksamitną konsystencję. Zanurzać w niej herbatniki do połowy, a następnie odłożyć na kratkę lub talerz i poczekać, aż czekolada zastygnie.

SMACZNEGO :)




piątek, 11 stycznia 2013

37. Czekoladowe muffiny nadziewane lemon curd

Bardzo lubię wymyślać różne nadzienia do muffinków, można popuścić wodze fantazji i poeksperymentować na słodko i na słono. Do tej pory tylko kilka razy moje pomysły na nadzienie muffinów się nie do końca sprawdziły. Zważywszy na to, że mam w domu miłośnika wszelkich ciast cytrynowych to pokombinowałam trochę z lemon curd (czyli kremem cytrynowym) i wyszło pysznie, bardzo cytrynowo, bardzo mięciutko i wilgotnie...miłośnik wprost oszalał ze szczęścia jak dostał te muffinki do jedzenia :)

CZEKOLADOWE MUFFINY Z KREMEM CYTRYNOWYM
LEMON CURD:
-sok i skórka z 3 cytryn
-150g cukru
-1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej
-2 całe jajka+2 żółtka
-łyżka masła

MUFFINY CZEKOLADOWE:
-2 jajka
-125g roztopionej margaryny
-3/4 szklanki mleka
-cukier waniliowy
-250g przesianej mąki pszennej
-100g cukru
-2 czubate łyżeczki dobrego kakao
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

1. Wszystkie składniki kremu cytrynowego, oprócz masła, wymieszać w rondlu i postawić na małym ogniu. Cały czas mieszając podgrzewać. Gdy masa będzie już bardzo ciepła dodać masło, nie przerywając mieszania. Gdy masa zgęstnieje zestawić całość z ognia-krem powinien być gładki i błyszczący. Odstawić rondelek z lemon curd do przestygnięcia.

2. Wszystkie składniki suche muffinków wymieszać w jednej misce, a mokre w drugiej. Następnie zawartości obu misek wymieszać ze sobą (używając drewnianej łyżki-bo jest w niej magia pozwalająca udać się muffinom:) ), mogą pozostać grudki byle tylko nie mieszać za długo. Do każdej foremki nałożyć trochę ciasta, następnie łyżeczkę kremu cytrynowego, a potem znów ciasto tak żeby przykryło cały krem-całość powinna sięgać do 3/4 wysokości foremki. Ciastka piec przez około 15-20 minut w temperaturze 175st.

3. Na jeszcze ciepłe muffinki można zetrzeć trochę skórki cytrynowej, co doda jeszcze więcej aromatu cytrynowego naszym ciasteczkom.






środa, 9 stycznia 2013

36. Jajka zasadzone w papryce

To mój kolejny pomysł na jajka śniadaniowe w ciekawej odsłonie. Jako, że mężczyzna którego uwielbiam karmić, bardzo lubi jajka na śniadanie wciąż szukam nowych pomysłów jak można je podać. A ponieważ kiedyś trafiłam na Perfekcyjną Panią Domu, która podawała przepis na takie jajka śniadaniowe to już czuję, że niedaleko mi do perfekcji :)

JAJKA SADZONE W PAPRYCE
-jajka (tyle ile ma się ochotę zjeść)
-papryka w dowolnym kolorze (ale powinna być bardziej szersza niż dłuższa)
-sól, pieprz, ewentualnie ulubione zioła (suszone chilli i oregano)
-trochę oleju

1. Papryki umyć i ukroić około 1-2cm plastry ze środka

2. Rozgrzać olej na patelni. Położyć na niej plastry papryki, w środek wbić po jajku i smażyć aż do czasu ścięcia się białka. W międzyczasie doprawić do smaku.

3. Zdjąć z patelni i czekać na wielkie "ŁAAAAAAAAAAAAŁ" :)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

35. Muffiny z dżemikiem truskawkowym

Moja babcia nie lubi żadnych nowości w kuchni, ale muffiny jakoś dla niej nowością nie są :) Przemianowuje je trochę i co jakiś czas słyszę od niej zapytanie kiedy w końcu upiekę jakieś dobre babeczki. Dlatego też na jej imieniny obowiązkowo musiałam wymyśleć jakiś nowy rodzaj i upiec coś dobrego:)

 MUFFINY TRUSKAWKOWE
-2 jajka
-200g mąki
-100g cukru
-ekstrakt waniliowy
-120g margaryny
-torebka proszku do pieczenia
-kubeczek waniliowego serka homogenizowanego
-po ok. 100g dżemu truskawkowego i malinowego (ewentualnie ok.200g marmolady)
-cukier puder po posypania ciastek

1. Margarynę rozpuścić w rondelku. Jajka ubić z serkiem waniliowym i ekstraktem z wanilii, a po przestudzeniu dodać do nich jeszcze margarynę. W drugiej misce wymieszać wszystkie suche składniki. Wymieszać suche z mokrymi i delikatnie wymieszać (nie używać miksera-najlepiej tradycyjną łyżkę drewnianą :))

2. Foremki do muffinek napełnić do 1/3 wysokości, nałożyć łyżeczkę dżemu, przykryć drugą warstwą ciasta. Całość nie powinna przekraczać ok 3/4 wysokości foremki.

3. Piec w piekarniku rozgrzanym do 170st C, przez około 15 minut. Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem


sobota, 5 stycznia 2013

34. Prawie klasyczny Brownie z białej czekolady


W moim domu nikt jakoś specjalnie nie przepada za białą czekoladą, wszyscy wolą te mleczne lub gorzkie (a najwspanialsza na świecie jest czekolada mleczna z całymi orzechami laskowymi...ta z okienkiem :)). Ponieważ jednak czasem się zdarzy, że właśnie taka czekolada pojawi się w domu, zazwyczaj przerabiam ją na jakiś słodki wypiek. Tym razem padło na białe brownies. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że można takie zrobić, dopóki nie obejrzałam eliminacji do australijskiego MasterChef -Juniorów. Te dzieciaki naprawdę miały przeogromną wiedzę i świetne pomysły na to co można zrobić w kuchni. To dzięki nim wiem, że zamiast klasycznego brownies można zrobić pyszne, wilgotne, aksamitne ciasto z białą czekoladą. 
 
BIAŁY BROWNIES
-200g białej czekolady
-pół szklanki mleka
-2 łyżki śmietany 18%
-50g cukru
-cukier waniliowy
-250g masła
-2 jajka
-350g mąki
-czubata łyżeczka proszku do pieczenia

+łyżka masła i tabliczka gorzkiej czekolady na polewę

1. Na niewielkim ogniu, w rondelku, podgrzewamy masło, śmietanę, mleko, cukier, cukier waniliowy oraz połamane na mniejsze kostki czekolady. Co jakiś czas mieszamy, żeby całość stworzyła w miarę jednolitą mieszaninę.

2. Jajka ubijamy na puszystą masę. Dolewamy do nich lekko przestygniętą mieszaninę czekoladową z rondelka oraz dosypujemy przesianą mąkę i proszek do pieczenia. Gdy wszystko będzie już dobrze wymieszane, wylewamy gotowe ciasto do przygotowanej blaszki (u mnie to była kwadratowa ok. 25x25cm) i wstawiamy do rozgrzanego do 175st piekarnika na około 40-45 minut.

3.W międzyczasie, gdy gotowe ciasto się studzi, w kąpieli wodnej trzeba rozpuścić gorzką czekoladę z łyżką masła. Kiedy czekolada będzie aksamitna i dokładnie wymieszana z masłem należy polać równomiernie ciasto i poczekać chwilę (to najtrudniejsza część z tego wszystkiego), aż polewa zastygnie.

 SMACZNEGO :)





czwartek, 3 stycznia 2013

33. Orientalna zupa szpinakowa


To taka fajna zupa, która wszystkich smakuje. Nawet wielcy przeciwnicy szpinaku dopiero jak im się powie, że tam w środku jest to "zielone paskudztwo"  zaczynają marudzić...a potem zaczynają myśleć, że szpinak nie jest taki zły:)

 
ZUPA SZPINAKOWA:
-200g szpinaku w liściach (może być również mrożony)
-1 filet z piersi kurczaka
-1 cebula
-2 ząbki czosnku
-1,5 l bulionu
-200g nudli (w wersji improwizowanej, makaron z 3 zupek chińskich)
-pęczek szczypiorku
-łyżeczka koncentratu pomidorowego
-sos sojowy, szczypta płatków chilli, pieprz, sok z połówki limonki, przyprawa "5 smaków", olej


1.Pierś kurczaka umyć i pokroić w drobną kostkę. Pokropić odrobiną oleju, posypać pieprzem i przyprawą "5 smaków", dokładnie wymieszać i odstawić na ok. 30 minut do lodówki.

2.Cebulę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na oleju, dodać do niego zgniecione ząbki czosnku a następnie kurczaka. Gdy kurczak będzie zrumieniony zdjąć patelnię z ognia.

3.Bulion podgrzać i dodać do niego koncentrat pomidorowy i podsmażoną cebulkę z kurczakiem oraz liście szpinaku (jeśli jest mrożony to trzeba będzie ze 3 minuty dłużej podgrzewać, żeby się zdążył rozmrozić:)). Doprawić do smaku płatkami chilli, sosem sojowym i odrobiną soku z limonki. Wsypać makaron do zupy i jeszcze przez około 5 minut podgrzewać całość.

Podawać zupę od razu, obficie posypaną szczypiorkiem