poniedziałek, 31 marca 2014

206. Gruzińskie ciasto herbaciane z orzechami

Gruzja jest jednym z moich podróżniczych marzeń od kilku już lat. Wciąż mam nadzieję, że się tam wybiorę. Niestety za każdym razem jak już jest prawie wszystko gotowe to w rejonie znów robi się niespokojnie i ostatecznie wyjazd musi być przełożony. Chociaż zdaję sobie sprawę, że być może nigdy nie będzie tam tak na 100% spokojnie, to jednak ta odrobina rozsądku którą posiadam, podpowiada mi żeby nie pchać się w sam środek rozróby. 
Póki co chętnie chłonę wszelkie książki podróżnicze o Gruzji, oraz wszystkie przepisy i potrawy gruzińskie. Dlatego się bardzo ucieszyłam jak w moje chciwe łapki wpadł przepis na ciasto herbaciane. Bardzo wilgotne, o korzennym aromacie i do tego wypełnione orzechami włoskimi i żurawiną. Co prawda ode mnie jest tam jeszcze dodatek kremu krówkowego, ale on nie jest konieczny. Po prostu zostały mi dwie łyżki po zrobieniu innego ciasta, a że nie lubię wyrzucać jedzenia to resztki wykorzystałam jako polewę. 

GRUZIŃSKIE CIASTO HERBACIANE:
-szklanka świeżo zaparzonej bardzo mocnej herbaty
-2 szklanki mąki pszennej
-3 łyżki miodu
-2 jajka
-3 łyżki roztopionego masła
-1 płaska łyżeczka sody oczyszczanej
-duża szczypta cynamonu, mniejsza gałki muszkatałowej, 
-garść orzechów włoskich i garść suszonej żurawiny

Ubić jajka z miodem na gładką masę. Dodać rozpuszczone masło, herbatę sodę i cynamon z gałką muszkatołową. Wszystko dokładnie wymieszać. Dodać mąkę i bakalie. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Przelać do przygotowanej foremki (u mnie 20x30cm) i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200st, na około 25 minut. 

SMACZNEGO


Kilka zwierzęcych osobistości napotkanych na sobotnim spacerze, tym razem wybraliśmy się trochę bliżej niż do Gruzji. Jak można się łatwo domyślić różnych, cudnych i oryginalnych zwierząt mieliśmy akurat pod dostatkiem, ale najbardziej urzekło mnie małe surykaciątko (czy one rodzą się już z umiejętnością stania na dwóch łapkach?) i wszędobylskie wiewiórki, które w dużych ilościach śmigały tuż nad głową.

Ulubieniec mojego Miśkosława, czyli rekin. Chociaż Miś wzdycha, że jeszcze wciąż jest za mały jak na jego gust, widocznie za mało człowieków mu dają do jedzenia :)

Zadanie dla spostrzegawczych: znajdź wszystkie wiewiórki znajdujące się drzewie...dla podpowiedzi dodam że są trzy :)

niedziela, 30 marca 2014

Tort z lwem i ciasteczka lwy dla Leosia

W poprzedni weekend szalałam w kuchni tworząc torty, w ten trochę odrabiam spacery i w ogóle aktywność na świeżym powietrzu. Przez to trochę się opóźniło przejrzenie i wrzucenie zdjęć kolejnego stworzonego tortu. Tym razem dla małego Leosia (dla którego już robiłam tort na chrzciny z aniołem) miał powstać tort lew, a do tego ciasteczka z kocimi pyszczkami. Dla wszystkich małych gości Leosia, jako niespodzianka, były przygotowane również maślane ciasteczka z ich imionami. Jak dla mnie najwięcej trudności było z wymyśleniem jakie nadzienie ma mieć tort, żeby sam jubilat kończący dumnie pierwszy rok życia, mógł spróbować ciasta. Moje ulubione truskawki, maliny i czekolada odpadały, ale po licznych konsultacjach z dzieciatymi znajomymi, powstał tort brzoskwiniowy. 
Efekt końcowy ponoć wywołał szał-ciał i zachwyt uczestników zabawy. Leosiowi podobno tort podobał się bardzo, a oczy tortowego lwa mogą każdego zahipnotyzować :)


Jednemu z gości Leosia tak się spodobały ciasteczka z imionami, że na swoje urodziny dnia następnego, również takich zapragnął. Oprócz spersonalizowanych ciastek maślanych, była cała menażeria i gwiazdozbiór pięknych gwiazd.

piątek, 28 marca 2014

205. Zapiekana cynamonowa kasza manna z truskawkami i śliwkami, jako odchudzona wersja deseru lub śniadania

Prawie wszyscy krewni i znajomi już wiedzą, że po zimie postanowiłam nieco popracować nad sobą. Niestety odkryłam, że ilość spożywanych kalorii ma jakiś negatywy związek z szerokością ubrań i wcale mi się to nie podoba. Nie powiem, żeby moje starania o powrót do dawnej sylwetki, odbywały się jakoś bardzo drastycznie. W końcu nie chodzi o to, żeby nagle schudnąć kilka/kilkanaście kilogramów, a chwilę po odstawieniu diety i katorżniczych ćwiczeń znowu przytyć. Ja wolę spokojniej, ponoć to nawet zdrowsze jest. Dlatego też pożegnałam się z windą, a za to przywitałam schody w moim bloku, codzienne spacery do i z kolejki stały się normą, a do tego kombinuję jak tu zrobić coś co będzie pyszne i słodkie i może nie będzie bombą kaloryczną (żeby nie było zbyt drastycznie to jednak od czasu do czasu jakąś bombę pochłonę).
Z tego kombinowania i z przeglądania różnych blogów kulinarnych wyszło coś pomiędzy sycącym, słodkim śniadaniem i deserem, czyli kasza manna zapiekana z dużą ilością cynamonu, truskawek i śliwek. Bo kasze są zdrowe (wolę kasze mannę niż jaglaną do której wciąż się nie mogę przekonać w 100%), bo cynamon przyspiesza przemianę materii i poprawia proces trawienia, bo owoce są pyszne i pełne witam i błonnika.

ZAPIEKANA KASZA MANNA Z TRUSKAWKAMI I ŚLIWKAMI:
-2 szklanki mleka
-3-4 łyżki kaszy manny
-1 jajko 
-2 płaskie łyżki cukru trzcinowego
-duża szczypta cynamonu
-łyżeczka masła 
-kilka truskawek i śliwek (mrożone się do tego nadają wyśmienicie, więc nawet teraz można przyrządzić ten deser)

1. 1,5 szklanki mleka wlać do garnuszka i podgrzewać. W reszcie mleka rozmieszać kaszę mannę. Gdy tylko mleko zacznie się gotować wlać do niego mieszankę z kaszą i cały czas mieszając (żeby kluchy nie powstały) podgrzewać jeszcze przez kilka minut. Po tym czasie zdjąć kaszkę z ognia i odstawić do wystygnięcia. 

2. Jajko roztrzepać dokładnie, dodać do niego cynamon i cukier. Do kogla-mogla wlać ostudzoną kaszkę oraz odrobinę masła i wszystko razem dokładnie wymieszać. 

3. Do przygotowanych kokilek (u  mnie to były 2 całkiem pojemne kokilki) nałożyć po kilka truskawek i śliwek, lub inne ulubione owoce. Zalać całość mieszanką z kaszy i jajek i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 25-30 minut. Po tym czasie wyjąć kokilki z piekarnika, odczekać chwilę aż nie będą parzyć i już można jeść :)

SMACZNEGO!

środa, 26 marca 2014

204. Ciasto karmelowe z kremem krówkowym

Dopadł mnie kiedyś kryzys i zrobiłam sobie wagary od korporacji (w dorosłym świecie zwane urlopem na żądanie). Poza spacerem w pełnym słońcu i słuchaniem śpiewu ptasząt (jaki piękny jest świat poza korpo), postanowiłam zaszaleć i roztrwonić posiadany w portfelu majątek. W tym konkretnym momencie było to całe 6 zł. Nogi same mnie zaniosły do cukierni uwielbianej w czasach dzieciństwa. Hipsterzy czy inni dziwni ludzie zapewne by orzekli, że jej wystrój jej w stylu vintage, ale dla mnie jest po prostu miejscem, które praktycznie nie zmieniło się od wielu lat. W uroczym, trochę staroświeckim wnętrzu, w wielkich gablotach pysznią się tradycyjne eklerki, bezy oraz ptysie, a obok nich bardziej nowoczesne muffiny, tarty i brownie. Każdy znajdzie coś dla siebie, a wszystko pyszne niemożliwie. 
Tamtego dnia kupiłam 2 ciacha. Popisowe ciastko cukierni Zosisz, czyli frajszyc, oraz kostkę karmelową. Oba cudowne, ale to właśnie ciasto karmelowe powaliło mnie na kolana. Po lekkim kombinowaniu i próbowaniu zrobiłam własną (podobną do "Zosiczowej") wersję tego ciasta :)

CIASTO KARMELOWE Z KREMEM KRÓWKOWYM:
CIASTO:
-pół szklanki cukru i pół szklanki wody na karmel
-5 jajek
-2 łyżki cukru trzcinowego
-chlust esencji waniliowej
-1,5 szklanki mąki
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia

KREM KRÓWKOWY:
-500g twarogu na sernik
-100g masła
-400g kremu krówkowego

-ewentualnie kilka kostek gorzkiej czekolady


1. Miękkie masło utrzeć na gładką masę z twarogiem sernikowym i kremem krówkowym. Gotowy krem wstawić do lodówki, żeby trochę stężał.

2. Do garnka o grubym dnie wsypać cukier na karmel. Potrząsnąć trochę garnkiem, żeby wyrównać poziom cukru. Wstawić na mały ogień i stopić cukier na karmel. Ostrożnie dolać do niego wody (może być dosyć gwałtowna reakcja i trochę pary wodnej :) ). Całość trzymać cały czas na małym ogniu i ciągle podgrzewać do momentu, aż zastygły od wody karmel znowu się rozpuści. Odstawić do wystygnięcia.

3. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę (można dodać szczyptę soli żeby sobie sprawę ułatwić). Nie przerywając ubijania dodać do piany cukier trzcinowy, następnie żółtka, a na koniec przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. W tym momencie wyłączyć mikser i przerzucić się na drewnianą łyżkę, ponieważ teraz trzeba dodać karmel i esencję waniliową i wszystko delikatnie wymieszać. Ciasto przelać do przygotowanej foremki (u mnie to była foremka wielkości 20x30cm) i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 25-30 minut. 

4. Przestudzone ciasto przekroić na pół i posmarować je grubą warstwą kremu. Ja jeszcze na wierzchu zrobiłam mazaje z kilku kostek rozpuszczonej gorzkiej czekolady, ale i bez tego jest pysznie. Ciasto z kremem wstawić do lodówki na kilka godzin, żeby dobrze się z kremem związało. 

SMACZNEGO!


Warszawiakom z Woli i okolic raczej nie trzeba przestawiać tej miejscówki. A gdyby ktoś inny szukał pysznych ciasto to polecam bardzo cukiernię Zosicz (ul. Żelazna 64, Warszawa).

poniedziałek, 24 marca 2014

203. Bajaderka, czyli przegląd tygodnia

Bajaderkę lubiłam zawsze, bo to takie fajne ciasto z mnóstwem różności w środku. Jak byłam mała to często kupowaliśmy bajaderkę w cukierniach, dopóki moja ciotka cukiernica (czyt. kobieta cukiernik) nie uświadomiła nas, że różne rzeczy mogą się w takiej kupnej bajaderce znaleźć. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałam określenie "przegląd tygodnia". Nie powiem, ale nawet w mojej młodej głupiutkiej główce, to wywołało lekką panikę i od tej pory chyba nie zdarzyło mi się kupić bajaderki. Niestety zdarzają się nieuczciwe cukiernie, które mogą różne dziwne rzeczy w taką bajaderkę wmieszać. Na szczęście niezawodna mama Krysia wygrzebała gdzieś dobry przepis i same zaczęłyśmy ją robić. 
Biorąc pod uwagę, że w weekend robiłam 3 torty i skrawków ciasta zostało całe mnóstwo to u nas też powstał przegląd tygodnia, czyli ciasto z różnych resztek (ale są to resztki które znam i wiem co wchodzi w ich skład). A poniżej zamieszczam przepis, na bajaderkę którą można zrobić bez zapasu okruchów, kremów i kawałków czekolady :)

BAJADERKA:
CIASTO:
-300g mąki pszennej
-2 żółtka
-100g cukru
-125g masła
-trochę śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia

NADZIENIE:
-1 z upieczonych blatów z kruchego ciasta (opcjonalnie skrawki biszkoptów które zostały po robieniu tortów :) )
-1 czubata łyża kakao
-szklanka mleka
-kieliszek rumu
-trochę ulubionych bakalii

-dżem z czarnych porzeczek lub jakiś inny kwaskowaty

-100g gorzkiej czekolady +łyżka masła na polewę

1. Z podanych składników zagnieść kruche ciasto-nie powinno się za bardzo lepić do rąk. Schłodzić przez pół godziny w lodówce. Ciasto podzielić na dwie równe części, każdą po kolei rozwałkować na ok. 0,5cm placek i piec w przygotowanej blaszce przez ok.25 minut (aż do lekkiego zarumienienia) w temperaturze 170st.

2. Jeden z blatów ciasta posmarować równomiernie dżemem porzeczkowym, drugi rozkruszyć dokładnie na drobne kawałeczki. Do tego rozkruszonego dodać bakalie, kakao, rum i mleko i dokładnie wszystko wymieszać. Powstałą masę rozsmarować na kruchym blacie i wstawić do lodówki.

3. W kąpieli wodnej rozpuścić połamaną na kawałeczki czekoladę z odrobiną masła. Kiedy całość będzie już płynna polać nią wierzch bajaderki. Wstawić jeszcze na trochę do lodówki, żeby polewa zastygła. 

SMACZNEGO!

niedziela, 23 marca 2014

Karmelowy tort z aparatem dla fotografa

Dawno tortów nie robiłam, a więc trzeba było nadrobić zaległości. Ostatnie kilka dni to było dla mnie czyste (kulinarne) szaleństwo. Do zrobienia miałam 3 zwariowane torty. Żeby dodatkowo utrudnić mi zadanie, wszystkie trzy robiłam dla tej samej osoby, więc musiałam się starać wymyślić 3 różne  kremy i smaki. Oprócz tortów miałam jeszcze do upieczenia i udekorowania dwa zestawy bardzo spersonalizowanych ciasteczek na kinderbale. Biorąc pod uwagę, że czasem mam całe życie pod górkę, to jeszcze na weekend wyjechała moja podstawowa pomoc kuchenna, czyli mama Krysia. Łatwo nie było, kilka kryzysów i jedną małą depresję zaliczyłam, ale teraz jestem dumna z siebie, że dałam radę. 
A tutaj zdjęcia pierwszego z szalonych tortów, niestety jakości trochę kiepskiej, bo już nie było kiedy zrobić porządnej sesji :) Na szczęście nie o jakość zdjęć, a o jakość tortu tutaj chodzi. Jubilat był zachwycony i stwierdził, że cukrowy Nikon jest lepszy od oryginału.

piątek, 21 marca 2014

202. Ciasto migdałowe z kwiatkiem na rozpoczęcie wiosny

Ostatnio zauważyłam, że porządna dawka słońca może mnie mocno pozytywnie nastroić do działania. Może to przez fakt, że kilka (za dużo) godzin dziennie spędzam obecnie w mrokach korporacji i każdy promyczek jest dla mnie cenny. Dlatego też po obowiązkowej dawce spaceru można skonsumować radosne ciasto z różowym kwiatkiem w środku. Co bardziej leniwe łakomczuchy mogą sobie odpuścić robienie kwiatka, bo ciasto samo w sobie jest dobre, wilgotne i migdałowe z lekką nutką dekadencji...znaczy czekolady. Znam dwóch wyrafinowanych smakoszy, którzy zawzięcie twierdzili nawet, że część kwiatkowa smakuje inaczej niż biała część. Ja tych różnic nie wyczuwałam, a za to cieszyłam się że mi takie ładne ciasteczko wyszło.

MIGDAŁOWE CIASTO Z KWIATKIEM:
-2x 3/4 kostki  masła
-2x 150 g cukru brązowego
-2x 3 duże jajka
-2x 100g mąki pszennej
-2x 100g zmielonych migdałów
-2x czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-2x pół szklanki jogurtu naturalnego (ok. 100ml)
-2x duży chlust esencji waniliowej
-odrobina różowego barwnika (ja używałam w proszku, ale zapewne równie dobre będą te w żelu lub płynie)

-100g gorzkiej czekolady
-50g masła

1. Przygotować pierwsze ciasto. Masło utrzeć z cukrem na gładką masę. Nie przerywając ucierania/miksowania dodawać po jednym jajku, a następnie przesianą mąkę, proszek do pieczenia, zmielone migdały, wanilię oraz jogurt i barwnik. Gotowe ciasto przelać do keksówki (używałam rozmiaru ok. 10x28cm). Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st na około 40-50 minut, aż do etapu suchego patyczka. 

2. Upieczone ciasto odstawić do wystygnięcia. Następnie pokroić je w plastry grubości ok. 2 cm i ulubioną foremką (kwiatek, serduszko czy inne jabłuszko) wyciąć wybrany kształt. Gotowe wycięte plasterki ułożyć ciasno w tej samej keksówce. 

3. Zrobić drugie ciasto według powyższego przepisu, tylko pominąć dodawanie barwnika. Wylać ciasto do keksówki. Powtórzyć operację pieczenia, czyli wstawić ciasto do piekarnika rozgrzanego do 170st, na 40-50 minut.

4. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę i masło. Dokładnie wymieszać, żeby powstała gładka masa. Wylać czekoladę na wystudzone ciasto i poczekać aż zastygnie.

SMACZNEGO :)


środa, 19 marca 2014

201. Zeppole, włoskie pączki św. Józefa

W słonecznej Italii byłam już kilka razy (cudnie było jeść makaron trzy razy dziennie). Ciągle jednak nie do końca poznałam kuchnię włoską. Makarony i pizzę znają i gotują/pieką wszyscy, ci na wyższym stopniu wtajemniczenia czasem przygotowują risotto. Z włoskich deserów zwykły zjadacz chleba kojarzy tiramisu i może panna cottę. A mnie desery interesują bardzo. Dlatego też chętnie czerpię o nich wiedzę z różnych źródeł, a jednym z moich ulubionych jest oglądanie kolejnych odcinków "Cake boss". Pomiędzy najróżniejszymi tortami, ta banda zwariowanych Włochów, przygotowuje bowiem często tradycyjne włoskie ciasta i ciasteczka. W którymś odcinku padło hasło, że na Dzień Ojca (Włosi obchodzą to święto w dniu imienin Józefa, czyli 19 marca) będą piekli zeppole. Chwila poszukiwań u wujka Google i już znalazłam przepis. 
Wyszły pysznościowe bardzo. Miśkosław po zjedzeniu kilku wyraził swój zachwyt w kilku prostych żołnierskich słowach. Dodatkowo zaoferował się, że kupi mi wszystkie składniki i będzie pomagał w kuchni byle bym tylko zrobiła kolejną partię. U Misia, który twierdzi że za słodyczami nie przepada, takie słowa świadczą o najwyższym uznaniu :)

ZEPPOLE:
CIASTO PARZONE:
-1,5 szklanki wody
-150g masła
-220g mąki pszennej
-4 jajka

KREM:
-250g mascarpone
-szklanka śmietanki kremówki
-łyżka cukru pudru z wanilią (ewentualnie zwykły cukier puder i chlust esencji waniliowej)

+trochę cukru pudru do posypania

1. Do garnka o grubym dnie wlać wodę i włożyć masło. Postawić go na małym ogniu i poczekać, aż masło się rozpuści. Po tym czasie zdjąć garnek z ognia i dosypać mąkę. Całość dokładnie wymieszać, aż powstanie dosyć zwarta masa. Odstawić masę do przestygnięcia.

2. Gdy masa nie będzie już gorąca dodawać pojedynczo jajka i dokładnie ucierać (można mikserem ale ja to robię ręcznie-przy okazji można poćwiczyć ramiona). Przygotowaną masę włożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać na przygotowaną blaszkę, wyłożoną papierem do pieczenia, niewielkie obwarzanki o średnicy ok. 5cm. Ciastka wsadzić do piekarnika rozgrzanego do 200st, na około 10-15 minut, aż się lekko zarumienią. Po wyłączeniu zostawić jeszcze przez kilka minut w piekarniku, żeby nie opadły.

3. Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Stopniowo dodawać do niej serek mascarpone oraz cukier puder. Gdy wszystko będzie już dokładnie wymieszane przełożyć krem do szprycy i wyciskać go na upieczone obwarzanki. Kiedy wszystkie ciastka będą już miały swój krem posypać je lekko cukrem pudrem....i już :)

BON APPETTIT!

* zeppole można również robić w wersji smażonej, ale tego jeszcze nie próbowałam-jak już spróbuję to powiem co z tego wyszło. Można również dodać słodkie wiśnie z syropu, owoce kandyzowane, czekoladę, orzechy itp., ale i bez tego ciasta są według mnie odpowiednio słodkie.  


Ciasto parzone

poniedziałek, 17 marca 2014

200. Flaki z kalmarów...to naprawdę jest smaczne

Już wspominałam o tym, że Miśkosław wywiózł mnie w poprzedni weekend nad Bałtyk. Jako osoba rozsądna (prawie że) w pierwszej kolejności sprawdziłam gdzie możemy coś dobrego zjeść w Kołobrzegu, a dopiero później zaczęłam się martwić o nocleg. Całkiem przypadkiem kwaterę mieliśmy w bardzo bliskiej odległości od jednej z lepszych restauracji w mieście (według Gastronautów). W jednej z opinii jakiś smakosz opisywał niesamowite flaczki z kalmarów. Przyznam szczerze, że do tradycyjnych flaków mam stosunek raczej niechętny. Do kalmarów zresztą też. Zadziałała tu jednak moja żelazna logika, że z dwóch rzeczy, których raczej nie lubię może powstać coś co polubię :) Faktycznie zupka była na tyle smaczna, że po powrocie do domu postanowiłam zrobić taką samą. Wyszło naprawdę pysznie, mimo tego że na hasło "flaki z kalmarów" większość znajomych robiło "BLEEEEEEEE...nie rób tego" :)

FLAKI Z KALMARÓW:
-1kg kalmarów  
-szklanka mleka
-2l bulionu warzywnego
-2-3 duże marchewki
-duży kawałek selera
-biała część z pora
-pietruszka
-łyżka koncentratu pomidorowego
-duża szczypta gałki muszkatołowej, papryka słodka i ostra, majeranek,sól i pieprz, 2-3 liście laurowe, ziele angielskie

1.Kalmary (które zapewne są mrożone) rozmrozić, opłukać i wsadzić do garnka. Następnie zalać wodą, tak żeby były w całości przykryte i dolać do nich jeszcze szklankę mleka (ponoć pomaga się to pozbyć ich intensywnego zapachu). Postawić na niewielkim ogniu i gotować ok. 30-40 minut. Po tym czasie odcedzić i ostudzić, a następnie pokroić w cienkie paseczki.

2. Wszystkie warzywa umyć i obrać. Selera i pietruszkę pokroić w kostkę, marchewkę w słupki, pora z plasterki. W międzyczasie podgrzewać bulion, gdy się zacznie gotować dorzucić do niego ziele angielskie i liście laurowe oraz wszystkie przygotowane warzywa. 

3. Gdy warzywa trochę zmiękną dodać do zupy kalmary, koncentrat pomidorowy oraz przyprawy według smaku oprócz majeranku. Gotować wszystko jeszcze 10-15 minut, aż wszystkie smaki się dokładnie ze sobą wymieszają i zdjąć garnek z ognia. W tym momencie dodać całkiem sporo majeranku (nie dodajemy go wcześniej, żeby nie stracił swoich cudownych właściwości wspomagających trawienie). Podawać od razu, najlepiej z kromką dobrego (upieczonego przez tatę) chleba.

SMACZNEGO!

Gdyby ktoś był w Kołobrzegu polecam miejsce gdzie dają takie i inne cudowne pyszności-Grill House Wichłacz.

Cudnie było bardzo i pogoda sprawiała że oboje z wielką chęcią łapaliśmy za aparat. Teraz już tylko miłe wspomnienia zostały :)

piątek, 14 marca 2014

199. Domowa chałka drożdżowa z kruszonką

Jeszcze tylko kilka godzin w korporacji i zacznie się weekend. Można będzie chwilę dłużej poleniuchować, a co za tym idzie porozkoszować się śniadaniem (najlepiej we dwoje). Tym razem na śniadanie proponuję mój ulubiony rodzaj pieczywa, czyli chałkę z przeogromną ilością kruszonki na wierzchu. Taka domowa chałka jest o niebo lepsza i bardziej waniliowa niż kupna, a smak zdecydowanie wynagradza wysiłek, który się wkłada w zrobienie jej. Poza tym przy zagniataniu ciasta trenuje się ramiona, żeby nie były obwisłe...więc same zalety :) Co by nie było po takim słodkim śniadaniu od razu ma się ochotę na jakiś spacer i porcję doświetlania słońcem. I jakoś tak lepiej i wiosenniej się człowiekowi robi na duszy :)
  
CHAŁKA DROŻDŻOWA Z KRUSZONKĄ:
-30g świeżych drożdży
-3/4 szklanki ciepłego mleka
-ok. 400g mąki pszennej
-1 jajko
-100g cukru
-75g roztopionego masła
-szczypta soli
-opakowanie cukru waniliowego

KRUSZONKA:
100g mąki: 50g cukru:50 g masła
+ rozmącone jajko z odrobiną mleka do posmarowania


1. W ciepłym mleku rozmieszać łyżeczkę cukru oraz rozkruszone drożdże. Odstawić zaczyn w ciepłe miejsce na kilkanaście minut.

2. Do dużej miski wsypać mąkę, cukier, cukier waniliowy, sól i wbić jajko. Zacząć wyrabiać ciasto i ciągle mieszając dodawać zaczyn drożdżowy, a na koniec roztopione i ostudzone masło. Ciasto wyrabiać kilka minut, aż będzie dosyć elastycznie i nie klejące się do rąk. Gotowe ciasto odstawić w ciepłe miejsce na około pół godziny, aż podwoi swoją objętość.

3. W czasie wyrastania ciast zagnieść kruszonkę z podanych składników. Powinna mieć konsystencję mokrego piasku. 

4. Wyrośnięte ciasto rozciągnąć w długi wałek. Pokroić go wzdłuż na 4 cieńsze wałeczki. Zapleść z nich zgrabnego warkocza i przenieść na przygotowaną blaszkę. Posmarować wierzch chałkowego warkocza rozmąconym jajkiem z mlekiem i bardzo obficie posypać kruszonką. Chałkę wstawić do rozgrzanego do 170st piekarnika na około 20-30 minut, aż się zarumieni.

SMACZNEGO!

środa, 12 marca 2014

198. Zupa krem z brokułów z szynką parmeńską

Od tej zupy zaczęło się moje gotowanie. Od najmłodszych lat piekłam ciasta, naleśniki też nauczyłam się robić dosyć szybko, wszelkie budynie, kisiele i inne desery też nie miały przede mną tajemnic. Zasadniczo nic co słodkie nie było mi obce. Zupami ani innymi "normalnymi" daniami sobie głowy nie zawracałam, bo przecież mama albo babcie zawsze gotowały. Aż do momentu kiedy mój kolega za studiów (Stefanku gorące podziękowania za kubeł zimnej wody:) ) zaczął mi opowiadać o dobrej zupce, którą gotował swojej dziewczynie. Opowiadał, że taka dobra i taka prosta w zrobieniu i taka aromatyczna i w ogóle cud-miód. No to jak to tak? Facet umie ugotować zupę, a ja nie? Toć to oburzające. Z tego oburzenia wzięłam od niego przepis, zakupiłam brokuła i ugotowałam swoją pierwszą zupę. Co prawda na początku większość moich dań była przyprawiana głównie "Vegetą" czy czymś podobnym, ale od tamtej pory trochę już się nagotowałam i "troszkę" zmieniłam sposób przyprawiania...a co za tym idzie nawet ta pierwsza moja zupa została udoskonalona. 

 ZUPA KREM Z BROKUŁÓW:
-2 duże brokuły
-2l bulionu warzywnego
-1 duża czerwona cebula
-2-3 ząbki czosnku
-garść świeżej bazylii
-sól, pieprz, słodka czerwona papryka, oregano
-kilka plastrów szynki parmeńskiej
-odrobina jogurtu greckiego (lub śmietany) lub parmezanu

1. Brokuły umyć i pokroić w różyczki, cebulę obrać i przekroić na ćwiartki, ząbki czosnku tylko obrać. Wszystko razem wrzucić do bulionu i zagotować, aż warzywa zmiękną. Doprawić jeszcze do smaku solą, pieprzem i czerwoną papryką. Gdy warzywa będą gotowe zdjąć garnek z ognia, dodać posiekaną świeżą bazylię. i zmiksować wszystko na gładki krem. Do każdej porcji dodać szynkę parmeńską porwaną na mniejsze kawałki i w zależności od upodobań łyżkę jogurtu greckiego lub trochę startego parmezanu.

SMACZNEGO!
(naprawdę prosto się ją robi i każdy facet ogarnie taką pyszną zupkę :) )