piątek, 30 maja 2014

230. Pirackie truskawki, czyli drink z rumem i truskawkami

Najpiękniejszym miesiącem w roku jak dla mnie jest maj. Kwitną konwalie i bzy, a do tego jest pełnia sezonu rabarbarowego, pojawiają się pierwsze truskawki. No pięknie jest po prostu. Do tych wszystkich wspaniałości dochodzi jeszcze jeden bardzo istotny fakt....w maju są moje urodziny!!! Tak więc przez prawie cały miesiąc dostaję jakieś miłe podarki, sama czuję się rozgrzeszona robiąc sobie kolejne prezenty, a do tego wiadomo że co roku jest impreza rodzinna na której warto zaprezentować jakiegoś miłego drinka. Po jednej z takich imprez hitem był drink z sokiem bananowym i porzeczkowym. W tym roku powstała mieszanka zmiksowanych truskawek, świeżej mięty i rumu przywiezionego z Dominikany przez mojego brata. O dziwo rodzina w tym roku nie miała ochoty na kolorowe drinki z palemką tylko na alkoholizowanie się w inny sposób...no trudno, ich strata. Więcej truskawek z rumem dla mnie :)

PIRACKIE TRUSKAWKI Z RUMEM
(proporcje na jedną porcję, ale ja przygotowywałam kilka za jednym zamachem)
-kilka dużych świeżych truskawek (chociaż mrożone też się nadają)
-kilka listków mięty
-odrobina soku z cytryny (na 3 porcję użyłam soku z połówki cytryny)
-40ml rumu
-woda gazowana do dopełnienia szklanki 
-kruszony lód

Zmiksować razem truskawki, miętę, rum i sok z cytryny. Przelać do szklaneczki wypełnionej kruszonym lodem,  a następnie dopełnić szklankę wodą gazowaną i ewentualnie lekko zamieszać wszystko. Podawać do razu :)

SMACZNEGO!


Jak widać na załączonym obrazku w tym miesiącu w mojej kuchni pojawiło się wiele nowych gadżetów kuchennych, a na półkach z książkami są nowe lektury wymarzone dla smakosza (chociaż o dziwo są też takie mało kulinarne). Wszyscy obdarowywali mnie prezentami kuchennymi, więc sama siebie obdarowałam różowymi szpilkami :)

Najpiękniejsze na świecie szpilki w kolorze fuksja (jak dla mnie w kolorze malinowym). Na pewno idealnie się będą sprawdzały w kuchni....np. robiąc romantyczną kolację dla Miśkosława :)

czwartek, 29 maja 2014

229. Kotlety mielone z kaszy gryczanej...a poza tym dlaczego bloger ma nie jeść kotleta?

Blogowanie mnie wciągnęło, domownicy już się przyzwyczaili że często nie mogą czegoś zjeść, dopóki zdjęć nie zrobię, do tego często dostaję podarki w formie przepisów albo czegoś do jedzenia (o gadżetach kuchennych nie wspominając). Żyć nie umierać po prostu! Jednak według mnie nie jest tak całkiem cukierkowo i różowo, dlatego postanowiłam poszukać inspiracji co by tu jeszcze zmienić na blogu. Tym razem nie sięgnęłam jednak po żadną książkę kucharską, ani w zbliżonej tematyce, tylko po książkę "Blog" Tomka Tomczyka, autora bloga Kominek. Recenzje nie kłamią, faktycznie czyta się Tomka dobrze, przemyślenia ma trafne bardzo (nie dziwota więc że jego blog jest jednym z bardziej opiniotwórczych). Co chwila więc kiwałam głową, że tą czy tamtą radę chyba zastosuję u siebie, to może będzie lepiej...aż tu nagle trafiam na rozdział "Dlaczego bloger nie je kotleta". O matko! On taki mądry to pewnie wie co mówi, a ja właśnie kilka godzin temu fotografowałam kotleciory mielone. Co prawda to nie do końca zwykłe mielone były bo w środku oprócz mięsa miały jeszcze kaszę gryczaną, ale jednak faktycznie nie do końca fotogeniczne, no i każdy może je zrobić w domu bo łatwe, więc nie mogę za ich pośrednictwem stworzyć luksusowej potrzeby u czytelników. Wyrażę jednak o nich swoją opinię, że dla mnie lepsze są od sushi bo smak mają wyrazisty, a nie delikatny i jednowymiarowy. Do tego chyba są jednak mniej powszechne, bo knajpki oferujące sushi są na prawie każdej ulicy (przynajmniej w Warszawie), a mielonego nie każdy potrafi zrobić. Więc wolnoć Tomku w swoim domku! U mnie kotlety mielone będą jednak, bo lubię je przeogromnie, ale inne rady przyswoiłam i powoli będę wprowadzać, bo zacnie prawi ten ironiczny pan :)
Przepis na te jakże mało ekskluzywne kotlety przywiozła mama Krysia od swojej teściowej, czyli mojej babci. Razem z Miśkosławem bardzo lubimy wszelkie wariacje na temat mięsa mielonego i kotletów mielonych, więc pomruki zadowolenia słychać było głośne przy jedzeniu :)

KOTLETY MIELONE Z KASZY GRYCZANEJ:
-1 szklanka kaszy gryczanej
-0,5 kg mięsa mielonego (u nas była wieprzowina)
-1 duża cebula
-2 jajka
-sól, pieprz,

-trochę ciasta naleśnikowego (liczę, że każdy umie je zrobić, a jak nie to w razie czego napiszę :) )

1.  Kaszę gryczaną ugotować w niepełnych dwóch szklankach wody. Kasza powinna być lekko twardawa,  należy odparować z niej jak największą ilość wody.  Odstawić do przestygnięcia.

2. Cebulę obrać i posiekać na drobno. Zeszklić ją na odrobinie oleju. 

3. Mięso wymieszać dokładnie z kaszą gryczaną, cebulką, jajkami oraz przyprawami. Formować z niego niezbyt duże kotleciki. Każdy kotlet delikatnie zanurzyć w cieście naleśnikowym, a następnie smażyć na bardzo rozgrzanej patelni po kilka minut z każdej strony. Do takiego kotleta mielonego nie potrzeba już żadnego "zapychacza" w postaci ziemniaków itp. wystarczy już tylko trochę pysznej zieleniny i obiad gotowy. 

*jeśli ktoś trafi na gruzińską mieszankę przypraw Khmeli Suneli, to polecam zaopatrzyć się od razu w kilka opakowań, idealnie pasuje do kotletów mielonych :)

SMACZNEGO!


wtorek, 27 maja 2014

M jak mama, czyli tort dla mamy na dzień mamy

Prosto, krótko i na temat...tort dla mamy na dzień mamy. W środku wypełniony kremem sernikowym, z całą górą bakalii. Recenzje po zjedzeniu dostałam w samych superlatywach, co niezmiernie mnie cieszy :)

poniedziałek, 26 maja 2014

228. Ciasto jogurtowe z truskawkami specjalnie dla mamy

Kochana mamo jak będę duży to ci przywiozę słonia z podróży.....czyli jednym słowem, wszystkiego najlepszego wszystkim mamom, a szczególnie mojej osobistej mamie Krysi (to właśnie dzięki tej panie tak lubię wszelkie ciasta i ciasteczka i tak lubię siedzieć w kuchni i je robić). Chociaż wiem, że obiecałam zrobić mamie babkę savarin i dziś miał się właśnie pojawić przepis na nią...to niestety przez malutką imprezę rodzinną nie wyrobiłam się, dlatego powstało inne ciasto do którego wzdychała mama. Tym ciastem jest delikatny mus z jogurtu, w którym zatopione są świeże truskawki, a jako orzeźwiający dodatek są listki melisy na wierzchu. Idealne ciasto na plotki i ploteczki z mamusią....a babkę savarin obiecuję zrobić, ale na Dzień Dziecka :)

CIASTO JOGURTOWE Z TRUSKAWKAMI:
(proporcje są na blaszkę o wielkości ok.30x40cm)
CIASTO:
-3 jajka
-3 łyżki cukru
-3 łyżki mąki

MUS JOGURTOWY:
-1 l jogurtu naturalnego
-2 łyżki miodu
-skórka otarta z cytryny
-szczypta cynamonu
-chlust esencji waniliowej
-2 łyżki żelatyny
-2-3 garści truskawek (a w zasadzie tyle ile uznamy za stosowne)

1. Przygotować ciasto, białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Stopniowo dodawać do nich cukier, następnie żółtka, a na koniec mąkę. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej blaszki. Całość wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 10-15 minut.Trzeba uważać, żeby się nie przypaliło, bo to cienki biszkopt jest :)

2. Żelatynę rozmieszać w odrobinie wrzątku. Gdy będzie dokładnie rozmieszana dolać ją do jogurtu i wymieszać z pozostałymi składnikami musu. Wstawić wszystko do lodówki, żeby zaczęło lekko zastygać. 

3. W tym czasie truskawki umyć i odszypułkować. Rozłożyć je równomiernie na upieczonym biszkopcie, a całość zalać zastygającym musem jogurtowym. Całość wstawić do lodówki najlepiej na całą noc (a przynajmniej na jakieś 4 godziny). Gotowy mus przyozdobić listkami melisy.

SMACZNEGO!

*u mnie występuje jeszcze czekoladowa masa, a to dlatego, że zostało mi trochę kremu z tortu. Gdyby ktoś był spragniony również czekoladowej warstwy to polecam zmiksować miękkie masło, z serkiem philadelpia, roztopioną gorzką czekoladą i szczyptą soli.


sobota, 24 maja 2014

Różowy tort urodzinowy dla dziewczynki

W tym tygodniu znowu robiłam tort (cóż za niespodzianka!). Tym razem miał być to prosty tort dla dziewczynki, która nie jest już przecież dzieckiem, tylko młodą damą. Dlatego nie uświadczysz na nim, żadnych dziecięcych motywów...bo przecież nie wypada w pewnym wieku się zachwycać księżniczkami i lalkami :) Oprócz kwiatków, motylków i kokardek, tort zaskakiwał ekstremalnie czekoladowym kremem, przełamanym świeżością truskawek.

piątek, 23 maja 2014

227. Tarta tatin z rabarbarem i melisą

Historii o tym jak powstała pierwsza tarta tatin przytaczać nie zamierzam, bo chyba wszyscy ją mniej-więcej znają, więc nie ma po co. Ja odwróconą tartę po raz pierwszy zjadłam u swojej koleżanki. Rzetelnie się nią zachwyciłam, a potem dowiedziałam się że przepis pochodzi z książki kucharskiej, którą Marcheweczka zgarnęła z mojej osobistej półki. No bezczelne! Żebym ja nie zauważyła takiego smakowitego przepisu we własnej książce :) Na szczęście dzięki czujności innych przepis wciąż żyje i ewoluuje, a tym razem zamiast tradycyjnych jabłek użyłam rabarbaru, kilku truskawek i świeżych listków melisy, nadających tarcie ciekawej świeżości. 

TARTA TATIN Z RABARBAREM:
CIASTO:

-1 szklanka mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%
 
NADZIENIE:
-5-6 łodyg rabarbaru
-łyżka masła
-2 łyżki cukru
-szczypta cynamonu
 
+kilka świeżych listków melisy i ewentualnie kilka truskawek
 
1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. 
 
2. Rabarbar umyć i obrać. Pokroić i na kawałki ok. 5cm. Na dużą patelnię (z metalową rączką-bo potem będziemy ją wkładać do piekarnika) położyć masła i wsypać cukier. Kiedy cukier się rozpuści wsypać pokrojony rabarbar i dodać szczyptę cynamonu. Dokładnie wymieszać, żeby każdy kawałek rabarbaru był dokładnie oblepiony powstałym karmelem. Poddusić przez kilka minut, tak żeby łodygi odrobinę zmiękły i zdjąć z ognia (rabarbar nie może być zbyt miękki bo się tarta "rozpaćka"). Rabarbar rozłożyć równomiernie po całej patelni.
 
3. Ciasto rozwałkować na placek o grubości ok. 0,5cm. Wykroić z niego okrąg mniej-więcej wielkości naszej patelni. Tak powstałym krążkiem ciasta przykryć kawałki rabarbaru na patelni. Jeśli trzeba delikatnie zawinąć brzegi ciasta do środka. Całość (razem z patelnią!!) wstawić do piekarnika rozgrzanego do 190st, na około 30 minut. 
 
4. Gdy ciasto już się zarumieni wyłączyć piekarnik i ostrożnie wyjąć z niej patelnię. Poczekać aż trochę ostygnie. Nożem objechać wzdłuż brzegu patelnię żeby się wszystko dobrze odkleiło, a następnie położyć na patelni duży talerz i jednym (zdecydowanym) ruchem przerzucić ciasto z patelni na talerz. Teraz ciasto ma być na dole, a rabarbar na górze. Ja na wierzchu ułożyłam jeszcze kilka świeżych truskawek, oraz trochę listków świeżej melisy. Najlepiej smakuje na ciepło :)
 
SMACZNEGO!






środa, 21 maja 2014

226. Babcine kruche ciasteczka z maszynki

Pod wpływem książki Ani Włodarczyk "Zapach truskawek" (o której kilka słów można znaleźć przy okazji przepisu na deser jogurtowy oniro)przypomniały mi się ciasteczka kruche, wyciskane przez maszynkę do mięsa, które kiedyś piekłam z mamą. Te ciasteczka robiła kiedyś moja babcia (mama mamy). Przepis na nie miała w głowie, dlatego właśnie postanowiłam je spisać żeby nie zaginęły gdzieś w mrokach niepamięci. A ciasteczka są urocze, wychodzi ich od razu cała góra i przy kawie lub herbatce znikają jakoś tak niepostrzeżenie. Tylko nie wiem czy nowoczesne maszynki do mięsa mają takie specjalne nakładki do ciastek....bo ja oprócz cuda techniki na prąd, mam jeszcze w domu historyczną maszynkę, starszą ode mnie, której korbkę trzeba kręcić żeby cokolwiek wyszło :)

KRUCHE CIASTECZKA Z MASZYNKI:
-200g cukru pudru
-3 żółtka
-800g mąki pszennej
-300g masła

1. Ze wszystkich podanych składników zagnieść w miarę szybko ciasto i wsadzić na pół godziny do lodówki żeby się trochę schłodziło.

2. Na maszynkę do mięsa założyć specjalną nakładkę do ciastek. Partiami wkładać ciasto do maszynki i odkrajać kikucentymetrowe kawałki ciasta. Tak przygotowane ciasteczka układać na przygotowanej blaszce i gdy cała się zapełni włożyć ją do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 10-15 minut, aż się zarumienią. 

SMACZNEGO!

wtorek, 20 maja 2014

225. Omlet ze szparagami i szynką parmeńską na ciężki poranek

Jak łatwo zaobserwować po tortach ostatnio lepionych, rozpoczął się sezon weselno/wieczoro-panieńsko/imprezowo/urodzinowy. Tak to już bywa, że czasem dnia następnego po takim spotkaniu towarzyskim, dopada człowieka nagła słabość. Ciężko wtedy zmusić się do wstania z łóżeczka (miłego, ciepłego, mięciutkiego, które ma takie mocne przyciąganie do siebie). Gdy mamy czas na leniwe śniadanie i pozbieranie się do kupy, do szczęścia brak już tylko ukochanego Misia, który pomoże przygotować energetyczne śniadanko. Czarna kawa. sok świeżo wyciskany z cytrusów, a do tego najpyszniejszy na świecie omlet z zielonymi szparagami i szynką parmeńską....Pyszności!!!

OMLET ZE SZPARAGAMI I SZYNKĄ PARMEŃSKĄ:
-3 duże jajka
-kilka plastrów szynki parmeńskiej
-kilka zielonych szparagów
-nieduża cebulka
-sól, pieprz, suszona słodka papryka
-odrobina masła

1. Szparagi umyć i odłamać im zdrewniałe końcówki. Następnie pokroić je na kilkucentymetrowe kawałki. Wrzucić do gotującej się wody na kilka minut, żeby tylko odrobinę zmiękły. W międzyczasie posiekać również cebulkę i odłożyć na bok.

2. Jajka wbić do miski, rozbełtać je porządnie. Dodać do nich soli, pieprzu i papryki, oraz posiekaną cebulkę i ugotowane szparagi. Wszystko razem wylać na rozgrzaną patelnię, na której wcześniej roztopiona została odrobina masła. Na wierzch omleta położyć kilka kawałków porwanych plasterków szynki parmeńskiej. Omlet smażyć z każdej strony po kilka minut, aż się zetnie i zarumieni. 
Jeść od razu, z ukochanym Misiem u boku....może nam to doda sił :)

SMACZNEGO!

Są takie dni w życiu dorosłego człowieka, że odczuwa przeogromną słabość i wygląda na takiego zdechlaka jak kot Gustaw.


Szparagi

niedziela, 18 maja 2014

Piętrowy tort weselny z misiami panda

Największy jak do tej pory, wymagający największych nakładów pracy i jadący w najdalszą podróż...wszystko to przyprawiło mnie o kilka załamań nerwowych przy robieniu tego tortu weselnego. Wymagań szczególnych nie było, poza jednym, że na szczycie tortu mają siedzieć misie panda. Gdy Państwo Pandostwo zasiedli już na torcie, niestety nie było czasu na robienie konkretnej sesji zdjęciowej, bo czas był już na zakładanie szpilek i odpalanie samochodu, więc zdjęcia nie są rewelacyjne. Mimo to można zobaczyć chyba wszystkie detale cukrowych ozdób...a zdjęcia z kolejnych etapów powstawania tego 4-piętrowego potwora są na FB :)


sobota, 17 maja 2014

Tort serce na potrójne urodziny

Maj obfituje w okazje, torty wyfruwają z mojej kuchni jeden za drugim. Dzięki temu ja mam okazję pozaplatać moje ulubione cukrowe wstążeczki (tak Misiu, ja bardzo lubię kokardki i nie musisz się ciągle ze mnie śmiać z tej okazji :) ). 
Kolejnym tort niby nie był trudny, bo miał być serduszkiem bez jakiegoś specjalnego motywu w zdobieniach ale....miał być dla trzech osób jednocześnie. W tym dla jednego faceta, więc nadmiar różowości i słodyczy odpadał. Z kolorami starałam się nie szaleć, a motylki są wdzięcznym zdobieniem na tortach niezależnie od płci obdarowywanego. 
 

piątek, 16 maja 2014

224. Proste ciasto z rabarbarem i kruszonką

Chociaż pogoda za oknem raczej na to nie wskazuje, ale jednak wiosna wkoło (i ponoć nawet cieplejszy wieje wiatr). Więc skoro tak wiosennie jest, to rabarbarowe łodygi cały czas są w pogotowiu jakby trzeba było upiec coś dobrego. Tym razem w piekarniku nie wylądowało żadne wyszukane ciasto, ani wymuskana tarta. Tym razem był placek. Taki prosty, swojski placek z rabarbarem, co to trzeba do niego wrzucić kilka składników i zamieszać kilka razy łychą i nie przejmować się jakąś wielką filozofią tworzenia. Miękki w środku, z chrupiącą na zewnątrz kruszonką i masą kwaskowatego rabarbaru. Ot i masz babo placek do kawy :)

PROSTE CIASTO Z RABARBAREM I KRUSZONKĄ:
-6-7 łodyg rabarbaru
-2 szklanki mąki pszennej
-szklanka jogurtu naturalnego
-100g roztopionego i ostudzonego masła
-2 jajka
-3 łyżki cukru 
-łyżeczka proszku do pieczenia
-szczypta soli

KRUSZONKA: 200g mąki: 100g cukru:100 g masła  (proporcje 2:1:1)


1. Rabarbar myjemy, obieramy i kroimy na 1-2cm plasterki.

2. Odpalamy mikser i po kolei do miski wrzucamy jajka, cukier, masło, jogurt, mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Całość powinna mieć konsystencję dosyć gęstej śmietany. Wyłączamy mikser i dosypujemy rabarbar. Całość należy przemieszać kilka razy, żeby rabarbar się w miarę równomiernie rozłożył, a następnie przelać do przygotowanej blaszki (u mnie to była tortownica o średnicy 26cm).

3. Zagnieść kruszonkę z podanych składników (powinna wyglądać jak mokry piasek) i posypać nią wierzch ciasta. Całość wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 45-50 minut. Wyjąć gdy patyczek wetknięty w środek będzie suchy.

Odczekać chwilę, aż lekko przestygnie i ewentualnie posypać cukrem pudrem, a następnie ukroić sobie kawałeczek do kawy i przestać się przejmować paskudną pogodą za oknem :)

SMACZNEGO!


środa, 14 maja 2014

223. Zupa krem z zielonych szparagów z wędzonym łososiem

Tak się jakoś złożyło, że w trakcie studiów pracowałam w różnych miejscach mniej lub bardziej związanych z gastronomią. Na 5. roku miałam (jak mi się wydawało na początku) całkiem ciepłą i miłą posadkę. Blisko na uczelnię, mnóstwo egzotycznych produktów spożywczych i różnych dziwnych naczyń do gotowania, a do tego jeszcze prawie w każdym tygodniu odbywały się u nas kursy kulinarne. Co prawda wtedy był szał na sushi, a ja i sushi nie mamy ze sobą za wiele wspólnego, ale różne ciekawe rzeczy zawsze warto podpatrzeć od zawodowych kucharzy. Mój ówczesny szef, miał o sobie i o swoich umiejętnościach bardzo wysokie mniemanie. Zawsze jak przynosiłam coś do jedzenia to próbował i wydawał (surowy) osąd. Wszelkie moje zupki pomidorowe czy warzywne były dla niego za mało wyszukane, ciasta, ciasteczka i tarty za mało fantazyjne i o dziwo tylko muffiny czekoladowe zyskały aprobatę. Moja kulinarna samoocena spadła prawie do minimum przy nim, bo jakże ja śmiałam nazywać się kucharzem gdy nie umiałam zwijać dobrze rolek sushi lub nie skosztowałam jeszcze różnych produktów udziwnionych jak stuletnie jaja czy inne suszone krewetki. Tuż przed moją obroną pracy magisterskiej zakończyliśmy na szczęście naszą współpracę, ja mogłam odetchnąć z ulgą i znów gotować z przyjemnością, a jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które mi pozostały po tamtej pracy to przepis na zupę krem ze szparagów, którym kiedyś zostałam uraczona. Oczywiście zmieniłam go trochę, żeby bardziej mi pasował i w sezonie lubię go przyrządzać. Zwłaszcza, że mój Miśkosław, odkrył w zeszłym roku, że szparagi mogą być dobre i teraz się upomina o nie co chwila.

ZUPA KREM Z ZIELONYCH SZPARAGÓW Z ŁOSOSIEM:
-2 pęczki zielonych szparagów
-1 l bulionu 
-sól, pieprz, sok z połówki cytryny
-kilka plastrów wędzonego łososia
-garść migdałów

1. Szparagi umyć i odłamać ich zdrewniałe końcówki, a następnie pokroić na kilku centymetrowe kawałki. Bulion podgrzać i gdy zacznie się gotować wsypać do niego szparagi. Gotować do momentu aż szparagi trochę zmiękną. Następnie zmiksować wszystko na w miarę gładką masę i doprawić solą, pieprzem i odrobiną soku z cytryny.

2. Migdały (obrane ze skórki) uprażyć na suchej patelni, a następnie posiekać na drobno.

3. Krem ze szparagów rozlać do talerzy. Na wierzch każdej porcji położyć kilka kawałków poszarpanego na drobno wędzonego łososia. Na łososia zaś posypać posiekane migdały i podawać od razu.

SMACZNEGO!


Szparagi

poniedziałek, 12 maja 2014

222. Oniro, jogurtowy deser z truskawkami i rabarbarem oraz kolejna smakowita lektura

W łapki moje chciwe wpadła ostatnio książka Anny Włodarczyk. Ania prowadzi bloga kulinarnego Strawberries from Poland, przyznaję bez bicia że zajrzałam na niego dopiero pod wpływem książki, ale spodobał mi się bardzo. Książka też mi się wybitnie podoba. Jest to zbiór opowiadań i historii rodzinnych z kuchnią w tle, a każdy rozdział zakończony jest smakowitym przepisem. Chociaż historie mamy różne, to czytając co chwila się uśmiecham, bo smaki dzieciństwa mamy podobne. Tak więc odnalazłam tam między innymi przepisy na pieczone pierogi, rurki z kremem, rogaliki krucho-drożdżowe z marmoladą. szarlotkę na kruchym cieście czy wspomnienie ziemniaków pieczonych w ognisku. Może to kwestia tego, że jesteśmy prawie równolatkami, a więc nasze dzieciństwo przepełnione było podobnymi ciekawostkami (oranżada w proszku spożywana zdecydowanie nie według zaleceń producenta to był hit), a może tym, że również posiadam rodzinę, w której każdy lubi jeść i co najlepsze każdy w mniejszym lub większym stopniu umie zrobić coś dobrego w kuchni. Lektura "Zapachu truskawek" jest bardzo smakowita, ale grozi wzmożonym apetytem i nagłą chęcią wyciągnięcia swojego albumu ze zdjęciami i całym dniem wspominek "...a pamiętasz, jak....." :)
Tak jak napisałam, czytając tę książkę człowiek robi się bardzo głodny i od razu ma ochotę zrobić coś smakowitego. Z tej chęci do zjedzenia jakiś pyszności przyrządziłam słodkie śniadanie dla mnie i mamy Krysi (pierwszej mojej kulinarnej nauczycielki). Ponieważ ostatnio obie jesteśmy na wiecznej diecie wybór padł na deser, który kiedyś jadłam na wakacjach w Albanii. Tam się to nazywało oniro, więc ja przy tej nazwie pozostanę, a jest to nic innego jak jogurt z owocami i migdałami....pyszne bardzo, a ja mogłam się dzięki temu podzielić moimi wspomnieniami z podróży z mamą. 

ONIRO, DESER JOGURTOWY Z TRUSKAWKAMI I RABARBAREM
(konkretnych proporcji w zasadzie nie ma, bo to zależy od upodobań, ja tutaj przedstawiam ilości które użyłam na dwie porcje)
-szklanka gęstego jogurtu naturalnego (używałam takiego domowej roboty, ale można też wziąć jogurt grecki)
-kilka truskawek
-2-3 łodygi rabarbaru
-duża szczypta cynamonu
-łyżeczka mmiodu
-łyżka płatków migdałów
-ewentualnie listki melisy do dekoracji

1. Truskawki i rabarbar umyć, rabarbar pokroić w kawałki ok. 1-2cm. Wszystko razem włożyć do rondelka, do którego dodać również miód, cynamon i ewentualnie odrobinę wody i postawić na małym ogniu. Gdy owoce się rozpadną na sos, zdjąć rondelek z ognia. Całość przerzucić na sitko tak żeby owoce były osobno, a sos osobno. 

2. Na dół pucharków, czy innych jakiś naczynek, nałożyć owoce które zostały na sitku. Na owoce położyć warstwę jogurtu, a na górę wylać sos, który przecedziliśmy. Wierzch deseru posypać płatkami migdałów (ja je jeszcze wcześniej lekko podprażyłam na suchej patelni żeby były bardziej chrupiące), a na migdały listki melisy....i gotowe :)

SMACZNEGO!