poniedziałek, 30 czerwca 2014

243. Truskawki zapiekane pod kruszonką z płatków owsianych i czekolady

Czasem się nie ma ochoty na ucieranie ciasta albo zagniatanie albo inne lepienie. Czasem się złapie humor wisielczy i nic nie pomaga. Natomiast coś słodkiego by człowiek zjadł. Pochłonięcie kolejnej tabliczki czekolady nie wchodzi w grę, bo przecież nie po to człowiek zasuwa po tym basenie w te i z powrotem, żeby teraz wszystko na marne poszło. Od czegoś takiego to można w jeszcze większą depresję wpaść. Truskawki pod kruszonką z płatków owsianych i czekolady to taki deser na szybko, żeby przyswoić coś pysznego, w miarę zdrowego i pocieszającego :)

TRUSKAWKI ZAPIEKANE POD KRUSZONKĄ Z PŁATKÓW OWSIANYCH I CZEKOLADY:
(w tym przepisie nie ma sztywnych proporcji bo jakoś nie miałam weny twórczej na ich zapisywanie, są luźne propozycje co można zrobić.....a tak w ogóle to używałam małego naczynia do zapiekania, rozmiar 15x25cm)
-trochę truskawek 
-małe jabłko
-łyża mąki razowej żytniej
-2-3 łyżki płatków owsianych
-2 łyżki masła
-pół tabliczki czekolady gorzkiej
-duża szczypta cynamonu
-chlust esencji waniliowej
-odrobina gałki muszkatałowej

1. Truskawki umyć i odszypułkować. Jeśli są bardzo dużo przekroić na połówki. Jabłko obrać ze skórki i pokroić na małe cząstki. Owoce przesypać do naczynia żaroodpornego, posypać je cynamonem, gałką muszkatołową i polać esencją waniliową i dokładnie wymieszać. 

2. Masło rozpuścić w rondelku. Czekoladę posiekać na małe kawałeczki. W misce wymieszać dokładnie płatki owsiane, mąkę i czekoladę oraz wlać rozpuszczone masło. Tak powstałą kruszonkę wyłożyć w miarę równomiernie na owoce. Naczynie wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 30 minut, aż wierzch się lekko zarumieni. 
Najlepsze według mnie te truskawki są na gorąco, chociaż na zimno też były dobre. Można dodać lodów, bitej śmietany, czy co tam kto uważa za stosowne :)

SMACZNEGO!


piątek, 27 czerwca 2014

242. Razowe pancakes z truskawkami

Póki jeszcze są truskawki trzeba korzystać. Z tego właśnie powodu od jakiegoś czasu na śniadanie, obiad i kolację wsuwam je aż się uszy trzęsą. Tym razem wyszły razowe pancakes z truskawkami (w zasadzie pierwotnie miały być bliny ale nigdzie nie mogłam dostać mąki gryczanej). Same w sobie robiłam całkiem bez cukru, ale jako dodatek był miód prosto z Rumunii z orzechami włoskimi w środku. Postał chwilkę (prawie rok) na półce, aż w końcu doczekał się dania wartego otwarcia słoiczka :)

 RAZOWE PANCAKES Z TRUSKAWKAMI
-szklanka mąki (3/4 razowej żytniej i 1/4 pszennej)
-1 jajko
-50g masła
-3/4 szklanki jogurtu naturalnego lub maślanki
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-duża szczypta cynamonu
-trochę ekstraktu waniliowego
-szczypta soli
-garść truskawek


1.Masło rozpuścić w rondelku. Obie mąki przesiać do miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodać jajko, jogurt, przyprawy i rozpuszczone masło i dokładnie wymieszać. Umyte truskawki pokroić w dosyć duże plasterki lub przekrawać na połówki. Delikatnie wmieszać je do ciasta na placuszki. Na rozgrzanej patelni, bez użycia dodatkowego tłuszczu, smażyć placuszki na rumiany kolor z obu stron. Podawać od razu gdy są jeszcze ciepłe.

SMACZNEGO!


środa, 25 czerwca 2014

241. Tapenada z zielonych oliwek i "Dolce vita" od Wydawnictwa Czarnego

Książki wszelakie lubię czytać bardzo, a kolej (którą codziennie dojeżdżam do mojej korporacji) zapewnia mi dużo czasu na czytanie przez notoryczne opóźnienia. Jedne z moich ulubionych to książki o jedzeniu, nie kulinarne z przepisami, ale takie gdzie kuchnia i jedzenie jest w tle. Wydawnictwo Czarne wydaje całkiem miłą i wpisującą się w mój gust serię Dolce Vita. Każda z historii jest całkiem miło opisana, w każdej jedzenie odgrywa istotną rolę i jest dokładnie opisane. Powoli kompletuję całą serię i ostatnio w moje chciwe łapki wpadła "Świnia w Prowansji". Przyznaję szczerze, że początkowo historia Amerykańki, która postanowiła produkować kozie sery i przeniosła się w związku z tym do Francji, jakoś wybitnie mnie nie zafascynowała. Jednak mam zasadę, że zawsze kończę zaczęte książki i z upływem stron coraz szybciej mi szło czytanie i mimo początkowej niechęci jednak się wciągnęłam. Po skończeniu jej jedyne co miałam w głowie to myśl, że muszę zrobić tapenadę z oliwek. Wszystko przez to, że prawie każdy posiłek, który był opisany w "Świni" zawierał w sobie tę pastę z oliwek. Były co prawda też inne potrawy, sery, grzyby, warzywa, mięsiwa...ale jednak prawie zawsze była też tapenada. Nie było siły, trzeba było zrobić. Piękna z wyglądu może ta pasta nie jest, ale za to jaka aromatyczna i pyszna. Idealna wprost do grzanek i pomidorów. 

TAPENADA Z ZIELONYCH OLIWEK:
-200g zielonych oliwek
-łyżka kaparów
-2 ząbki czosnku
-łyżka oliwy
-pieprz (ewentualnie sól)

Wszystko razem zmiksować na gładką (w miarę) masę. Odstawić na około pół godziny do lodówki, żeby wszystkie smaki się przegryzły. 

SMACZNEGO! 


Jeszcze kilku książek z serii mi brakuje, ale już jest gdzie zaglądać :)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

240. Ciasto mamy Krysi z kremem z kaszy manny i truskawkami

Dziś co prawda Dzień Ojca, a ja tu będę chwalić mamę Krysię, ale tata Lesio też się kiedyś doczeka :) Wszystko przez to, że chcę powiedzieć iż posiadanie mamy łasucha to skarb. Jeszcze jak mama ma swój magiczny kajecik z przepisami jest już w ogóle fantastycznie. W momentach jak mam zaćmienie umysłowe i nie wiem co mam zrobić słodkiego, przeglądanie moich książek kucharskich nic mi nie pomaga, żadne zdjęcie z internetu nie wywołuje wzmożonej pracy ślinianek najlepiej iść do mamy....Mamo! co ja mam upiec na weekend???. Na co mama wyciąga kajecik i zaczyna w nim czegoś szukać... bo kiedyś tam gdzieś był zapisany przepis na krem z kaszy manny, taki co to wiesz, 20  lat temu robiliśmy do babeczek na twoją komunię. Babeczki w miarę pamiętam, cholera je wie czy to były babeczki komunijne czy jakieś inne, ale od razu wiem, że mi smakowało i że potrafiłam zjeść ich całą furę na raz. No to ciasto z takim krem i jeszcze z truskawkami i jeszcze z galaretką musi być dobre. I było :)

CIASTO MAMY KRYSI Z KREMEM Z KASZY MANNY I TRUSKAWKAMI:
BISZKOPT:
-4 jajka
-szklanka mąki pszennej
-3/4 szklanki cukru
-łyżeczka proszku do pieczenia

KREM Z KASZY MANNY:
-3 łyżki kaszy manny
-2 szklanki mleka
-kostka masła
-2 opakowania cukru waniliowego
-pół szklanki cukru (w oryginale była cała szklanka, ale jak dla mnie to by było za słodko)

-garść truskawek (lub innych ulubionych owoców)
-galaretka truskawkowa


1. Ugotować  kaszę manną w podanej ilości mleka i odstawić ją do wystygnięcia. Kiedy kasza manna będzie już zimna zmiksować ją na gładką masę z pozostałymi składnikami kremu i odstawić do lodówki, żeby stężała (gdyby ktoś chciał przyspieszyć cały proces gęstnięcia można dodać łyżeczkę żelatyny).

2. Przygotować biszkopt. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania stopniowo dodawać do piany cukier, następnie pojedynczo dodawać żółtka, a na koniec przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej foremki (u  mnie to była tortownica o średnicy 28cm) i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st na około 15 minut (aż się zarumieni i wykałaczka wetknięta w środek będzie sucha). 

3.  W tak zwanym międzyczasie przygotować galaretkę według przepisu na opakowaniu. Gdy biszkopt będzie już upieczony i wystudzony posmarować do równomiernie kremem z kaszy manny. Na wierzchu kremu ułożyć równomiernie owoce i wylać galaretkę. Całość wstawić do lodówki i poczekać, aż galaretka się skrzepnie....i już można jeść, chociaż według mnie najlepszy jest na drugi dzień :)

SMACZNEGO!

sobota, 21 czerwca 2014

239. Pełnoziarnisty makaron z kurczakiem z grilla jako posiłek dla (prawie) sportowca

Ci co mnie znają, albo ci co czytają uważnie, wiedzą że sportowiec ze mnie wybitny....ale tylko jeśli chodzi o dobiegnięcie do lodówki po kolejną kostkę czekolady, albo jakieś ciasteczko. Na rowerze i owszem lubię pośmigać z Misiem moim, ale w naszym misiowym, spacerowym tempie (czyt. tak żeby królewskie podpachy się za bardzo nie zapociły). Jak ostatnio wybraliśmy się na wyprawę rowerową z Rudą i Markiem, to pomimo, że nie jechali jakoś wybitnie szybko, przy pierwszym podjeździe pod górkę oglądałam się za siebie patrząc czy przypadkiem płuc nie zgubiłam....no masakra jednym słowem. Ale świadoma mojej, pożałowania godnej, kondycji i sprawności fizycznej, zaopatrzyłam się w korporacji w magiczną kartę pomagającą uprawiać różne sporty. Jak tylko Miś wyjechał w świat daleki śmignęłam do sklepu po nowy kostium kąpielowy (co to za zaczynanie nowego życia bez jakiejś nowej rzeczy) i wybrałam się na basen. Pełna szczerych chęci i optymizmu, no bo przecież jeszcze niedawno zasuwałam aż się fale robiły w tę i z powrotem, przepłynęłam 2 baseny (słownie dwa) i... prawie ducha wyzionęłam. Po odpoczynku mogłam na szczęście dalej pływać, zdecydowanie spokojniej, zdecydowanie wolniej niż inni pływacy na tym torze, ale dałam radę wytrwać przez prawie 60 minut pływania. A potem wróciłam do domu i prawie całą lodówkę wymiotłam z głodu. 
Na następne wyjście na basen (w tym tygodniu już 3 razy mi się udało zebrać w sobie i pójść pływać) przygotowałam się trochę lepiej. Zadbałam nie tylko o kostium, ale o źródło energii, które jest nie tylko sycące i pyszne, ale starcza mi na cały czas mojego treningu. 


MAKARON Z KURCZAKIEM Z GRILLA:
-400g pełnoziarnistego makaronu (np. penne)
-puszka pomidorów
-1 średnia cebula
-2 ząbki czosnku
-garść zielonych oliwek
-garść orzechów włoskich
-pół szklanki jogurtu naturalnego
-pęczek natki pietruszki
-szczypta cynamonu, sól, pieprz
-olej rzepakowy

-500g filetów z piersi kurczaka
-sok z połówki cytryny
-duża szczypta kminu rzymskiego, sól, pieprz, suszona papryka (ostra najlepiej),
-trochę oliwy

1. Pierś kurczaka umyć i pokroić w paski ok. 1cm szerokości. Skropić ją sokiem z cytryny, odrobiną oliwy, posypać wszystkimi przyprawami i dokładnie wszystko wymieszać. Tak przygotowanego kurczaka odstawić do lodówki na co najmniej pół godziny. 

2. W dużej ilości osolonej wody ugotować makaron al dente.

3. Cebulę i czosnek posiekać na drobno, zeszklić je na odrobinie oleju rzepakowego (ja smażyłam je na patelni ceramicznej, więc nic nie przywierało i użyłam naprawdę kropli oleju). Dolać na patelnię pomidory z puszki, przykryć całość i dusić około 10-15 minut, aż pomidory się rozpadną. Dolać jogurt naturalny. Oliwki, orzechy i natkę pietruszki posiekać i  dorzucić do sosu na patelni. Całość doprawić solą, pieprzem i odrobiną cynamonu. Sos wymieszać dokładnie z makaronem. 

4. Rozgrzać mocno patelnię grillową. Kłaść po kolei wszystkie kawałki zamarynowanego kurczaka i piec z każdej strony po kilka minut, aż się lekko zarumienią. Na każdy talerz nałożyć porcję makaronu i kilka kawałków grillowanego kurczaka. 

SMACZNEGO!

środa, 18 czerwca 2014

238. Sałatka z botwinki i kaszy gryczanej

Buraczki w każdej postaci lubię bardzo. Może ma to niejaki związek z tym, że są one dosyć słodkie. Przez tyle lat nie mogę wyjść z podziwu, że mój osobisty brat buraków nie toleruje i w zasadzie zjada je raz do roku w wigilijnym barszczu...no ewentualnie w śledziu pod pierzynką (je bo ich nie widać, na tej samej zasadzie ja jem śledzia:) ). 
Miś mój i ja wprost przeciwnie, buraczki w każdej postaci i w barszczu i w jarzynce do drugiego dania i w sałatkach jakiś, w formie chipsów, a ostatnio w formie przekąsek np. tarty z botwinką lub właśnie sałatki z kaszą i botwiną. No dobre jest to bardzo. Ta kasza zdrowa jak nie wiem co, do tego zieleniny dużo i jeszcze ziarna słonecznika dla większej zdrowotności, a zwieńczeniem dzieła jest sos z domowego jogurtu naturalnego. No po prostu samo zdrowie i witalność na talerzu. 

SAŁATKA Z BOTWINKI I KASZY GRYCZANEJ:
-pół szklanki kaszy gryczanej (nieugotowanej)
-pęczek botwinki
-cebula dymka i szczypiorek
-pół szklanki jogurtu naturalnego (przepis na domowy jogurt naturalny)
-ziarna słonecznika lub dyni
-sól, pieprz, odrobina oliwy

1. Kaszę gryczaną ugotować na sypko w dwa razy większej ilości wody niż mamy kaszy. Można dodać do gotowania listek laurowy i ziele angielskie dla smaku. Po ugotowaniu odstawić do wystygnięcia. 

2. Botwinkę dokładnie umyć i pokroić w miarę drobno. Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy, wrzucić do niej botwinkę oraz posiekaną dymkę i dusić pod przykryciem przez ok. 10 minut, aż łodyżki lekko zmiękną. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

3. Botwinkę wymieszać dokładnie z kaszą, dodać do niej trochę jogurtu naturalnego, posiekany szczypiorek i ziarna słonecznika. Doprawić ewentualnie do smaku solą i pieprzem, a następnie odstawić do lodówki na co najmniej pół godziny do "przegryzienia się".
*zamiast szczypiorku myślę, że z powodzeniem można użyć natki kolendry....ja miałam taki plan, ale niestety zapomniałam kupić, a ta na parapecie została zaatakowana i zjedzona przez koty :)

SMACZNEGO!


poniedziałek, 16 czerwca 2014

237. Brownie z truskawkami i papryczkami chilli

Co bardziej uważni mogli się już zorientować, że mój Miś wyjechał na dłuższy czas. Troszkę mi smutno z tego powodu. Nawet gotować ani piec nie miałam ochoty (no bo jak coś robić jak mój naczelny próbowacz tego nie spróbuje), więc nawet do kuchni nie wchodziłam....a nie przepraszam, weszłam do kuchni. Rozmrozić lodówkę i umyć kuchenkę w naszym starym mieszkanku. W niedzielny poranek jednak troszkę bardziej optymistycznie popatrzyłam na świat. Pijąc poranną kawkę jednocześnie rozpuszczałam w kąpieli wodnej czekoladę i tak jakoś do niechcenia powstało brownie. Ekstremalnie czekoladowe z dodatkiem ukochanych truskawek....no i papryczek chilli. Bo ja bardzo lubię połączenie czekolady i czegoś pikantnego. Rodzina coś marudziła, że jak to tak to, ale to ja mam depresję powyjazdową więc ja decyduję. Zadecydowałam chyba dobrze, bo do wieczora ciasta już nie było. Czyli chilli jednak zjadliwe jest :)

BROWNIE Z TRUSKAWKAMI I PAPRYCZKAMI CHILLI:
-250g gorzkiej czekolady
-2 garści truskawek
-łyżeczka suszonych płatków chilli
-3 jajka
-125g mąki pszennej
-100g cukru
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
- 120g masła
-duża szczypta soli, cynamonu i ostrej papryki

1. Czekoladę połamać na małe kawałeczki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Gdy już będzie płynna odstawić do przestygnięcia

2. Miękkie masło ucierać z cukrem, solą, ostrą papryką i cynamonem. Gdy masa będzie już gładka wlać do niej czekoladę, a następnie dodawać pojedynczo jajka. Na końcu dodać przesianą mąkę, proszek do pieczenia oraz płatki chilli. Ciasto przelać do przygotowanej foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Umyte i odszypułkowane truskawki przekroić na pół jeśli są duże. Ułożyć w miarę równomiernie w cieście. Tak przygotowane brownie włożyć do piekarnika rozgrzanego do 170st na około 20-25 minut. Gdy tylko lekko przestygnie można jej już jeść.

SMACZNEGO!

niedziela, 15 czerwca 2014

236. Rogaliki z suszonymi pomidorami i czarnuszką, czyli kolejny pomysł na przekąski w podróży

Ten przepis miał być na blogu już kilka dni temu, ale przez bardzo intensywne przeżycia ostatnich dni nie wyrobiłam się z wyborem zdjęć i pisaniem. Teraz nie dość, że pogoda za oknem jest pod psem (więc całkowicie odmienna od tej z zeszłego tygodnia) to jeszcze niektórzy uczestnicy wyprawy zdążyli wyjechać w daleki świat. Ale ale...te rogaliki przydadzą się nie tylko podczas wypraw rowerowych. Przy wojażach w dalsze rejony świata też spełnią swoją rolę. Są również tacy, którzy twierdzą, że świetnie się też sprawdzają jako zakąska do wódki. A jeśli już przy piciu wódki jesteśmy to na blogu Rudej można poczytać gdzie mój osobisty tatunio chodził pić ten zacny trunek w kawalerskich czasach (relacja Rudej z pobytu na Lubelszczyźnie).

ROGALIKI Z SUSZONYMI POMIDORAMI I CZARNUSZKĄ:
CIASTO:
-4 szklanki mąki
-kostkę masła
-1 jajko
-1 szklanka śmietany
-20 dag drożdży
-sól, gałka muszkatałowa, 
FARSZ:
-200g sera feta
-pęczek natki pietruszki
-10-15 suszonych pomidorów

-czarnuszka i 1 rozmącone jajko

1. Mąkę posiekać, na stolnicy, razem z masłem. Drożdże pokruszyć do śmietany i dobrze rozmieszać. Wlać śmietanę do mąki i margaryny, dodać jedno jajko i wyrobić ciasto. Doprawić ciasto łyżeczką gałki muszkatołowej i łyżeczką soli. Dokładnie wymieszać, a następnie odstawić ciasto na pół godziny w ciepłe miejsce.

2. W międzyczasie ser pokroić w drobną kostkę, suszone pomidory i natkę również drobno posiekać. Wszystko razem dokładnie wymieszać i ewentualnie doprawić solą i pieprzem. 

3. Ciasto partiami wałkować na placek o grubości ok. 0,5cm. Wykrawać z niego niewielkie trójkąty. Na podstawę każdego trójkąta nakładać łyżeczkę farszu i zwinąć całość w rogalika. Wszystkie rogaliki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, a następnie posmarować rozmąconym jajkiem i posypać wierzch czarnuszką. Piec w piekarniku rozgrzanym do 170st, przez około 10-15 minut (aż się zarumienią).
*zamiast fety można również użyć naszej polskiej bryndzy...ale niestety jako produkt sezonowy i regionalny nie jest łatwo dostępna.

 
SMACZNEGO! 


Jeszcze kilka słonecznych migawek z poprzedniego weekendu.

środa, 11 czerwca 2014

235.Ciasteczka parmezanowe z oliwkami zamiast kanapki na wyprawie rowerowej

Sezon urlopowy, a co za tym idzie kolejne wyjazdy i wyprawy, coraz bliżej. Nie wyobrażam sobie pojechać na wycieczkę rowerową bez zabrania ze sobą czegoś do jedzenia (ja jestem z ludzi wiecznie głodnych niestety). Zamiast zwykłych kanapek, albo kolejnej słodkiej drożdżówki tym razem wymyśliłam coś nowego (zainspirowanego przepisem z KUKBUKa), czyli ciasteczka parmazanowe z dodatkiem zielonych oliwek. W ostatni weekend sprawdzałam jak takie ciasteczka się sprawdzają w podróży. Było nas czworo jeżdżących na rowerach i testujących przepis, oraz kilka dodatkowych bardziej stacjonarnych osób zawsze chętnych do zjedzenia czegoś nowego i smacznego. Zadanie swoją drogą nie było proste bo w naszej rowerowej ekipie mieliśmy wegetariankę zestawioną z miłośnikami mięcha. Mimo wszystko jakoś się ich udało pogodzić. Ciasteczka wyszły dobre, sycące i aromatyczne. Łatwiej je przewieźć niż kanapkę, bo nie "rozjadą się" i nie rozpadną. Nawet w trakcie jazdy są poręczne jako szybka przekąska. 

CIASTECZKA PARMEZANOWE Z OLIWKAMI:
-200g parmezanu
-pęczek natki pietruszki
-2 garści zielonych oliwek
-1 średniej wielkości cebulka
-200g mąki pszennej
-4 jajka
-pół szklanki mleka
-pół szklanki oliwy
-2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
-sól, pieprz, płatki chilli

1. Oliwki, cebulę i natkę pietruszki siekamy na drobno.Ser ścieramy na tarce o drobnych oczkach.

2. Jajka z mlekiem i oliwą delikatnie ubijamy na lekką pianę. Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy. Dodajemy ser, pietruszkę, oliwki i cebulę. Doprawiamy solą, dużą ilością świeżo zmielonego pieprzu i płatkami chilli (jak ktoś nie jest miłośnikiem ostrych dań to może mniej obficie doprawić). 

3. Ciasto przekładamy do foremek na muffiny do 1/2 ich wysokości (można zrobić bardziej klasyczne i duże muffiny, ale ja wolę opcję małych przekąsek na 2 gryzy). Wstawiamy ciasteczka do piekarnika rozgrzanego 170st na około 20-25 minut (aż się zarumienią i po wetknięciu patyczka wnętrze będzie suche). Dobre są i na ciepło i na zimno. 

*testerzy orzekli, że jakby dodać pieczarki to też by im smakowało, albo szynkę parmeńską (to ta część mięsożernych testerów). 

SMACZNEGO!



Poniżej kilka migawek z naszego rajdu rowerowego po Krainie Wąwozów Lessowych. Jak widać w pewnym momencie nawet prawie że uczestniczyliśmy w zawodach rowerowych :)
Dłuższej i dokładniejszej relacji z wyprawy można zapewne już niedługo spodziewać się na blogu Rudej, czyli Podróże według Rudej.



Robienie zdjęć w plenerze wcale nie jest łatwe....trzeba prawie że na głowie stawać :)
Zdjęcie Rudej-Oli (Bałkany według Rudej i Podróże według Rudej)
 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

234. Tarta rabarbarowa z bezą

Sezon rabarbarowy powoli zmierza niestety ku końcowi. Z tego powodu właśnie chciałam zrobić ciasto, które mocno się zapisze w pamięci rodziny. Wyszła z tego tarta, która łączy w sobie kruche ciasto, mocno kwaskowaty rabarbar (prawie bez dodatku cukru) oraz bardzo słodką bezę dla równowagi. 
Dłużej rozwodzić się nad tą tartą nie będę, bo jest po prostu dobra, a weekend był na tyle intensywny, że przydałby się co najmniej dzień odpoczynku po nim. 

TARTA RABARBAROWA Z BEZĄ
CIASTO:
-1 szklanka mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-2 żółtka
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%
 
NADZIENIE RABARBAROWE:
-5-6 łodyg rabarbaru
-duża szczypta cynamonu
-budyń waniliowy 
 
BEZA:
-2 białka
-1 czubata łyżka cukru
-odrobina octu winnego

1.Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i  rozwałkować ciasto  na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy do tarty o średnicy około 30cm i obciążyć ciasto np. suchym grochem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 170st. przez około 10 minut.

2. Rabarbar umyć, obrać i pokroić w 2-3cm kawałki. Oprószyć je dokładnie kilkoma szczyptami cynamonu i wymieszać dokładnie z budyniem waniliowym. 

3.Białka ubić na sztywną pianę (można dodać do niej szczyptę soli żeby było łatwiej). Dodawać do nich stopniowo cukier a na koniec odrobinę octu. Na podpieczony kruchy spód wysypać równomiernie rabarbar, a na wierzch rabarbaru wyłożyć pianę z białek. Piec przez około 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200st, a następnie zmniejszyć temperaturę do 100st i piec jeszcze 30 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik, uchylić lekko drzwiczki i zostawić tam tartę do wystygnięcia. Idealne ciasto do małej czarnej kawy :)

SMACZNEGO!

piątek, 6 czerwca 2014

233. Klasyczna lasagne z sosem pomidorowym

Lasagne lubię bardzo, ale jakoś ostatnio o niej zapomniałam i nie robiłam. Nawet Miś, który już od kilku lat się u mnie stołuje, marudził że nigdy nie jadł tej zapiekanki makaronowej w mojej wersji (chociaż jemu akurat nie do końca wierzyłam w tej kwestii bo on zawsze twierdzi że go głodzę). Okazja do popisów z włoską kuchnią znalazła się sama, a raczej Unia Europejska mi ją zapewniła. Wszystko dlatego, że są jakiś dziwne przepisy dotyczące przebiegu rur gazowych w budynkach wielorodzinnych (inaczej mówiąc w bloku). Dziwne przepisy spowodowały to, że zostaliśmy odcięci od gazu. Na szczęście zostaliśmy uprzedzeni o tym jakże miłym zdarzeniu, dlatego też przygotowałam obiad, który z powodzeniem może być odgrzewany następnego dnia w piekarniku (piekarnik na szczęście mamy elektryczny).  O tym, że ostatnio dostałam nowe piękne naczynia do zapiekania i trzeba je było wypróbować nie będę wspominać, bo to taka oczywista oczywistość.
Co by nie było dzięki Unii i jej przepisom Miś mój kochany miał okazję zjeść moją wersję klasycznej lasagne. Chyba mu smakowało, bo prawie że mruczał przy jedzeniu.

LASAGNE Z SOSEM POMIDOROWYM:
(składników jest dużo, bo ja przygotowałam 2 takie brytfanki jak są na zdjęciu, czyli dużo)
-kilkanaście płatów lasagne

SOS POMIDOROWY:
-3 puszki pomidorów
-1 duża cebula
-2-3 ząbki czosnku
-1 kg mięsa mielonego (u mnie to była łopatka wieprzowa) 
-garść świeżej bazylii
-trochę suszonego oregano
-płatki chilli
-sól, pieprz, oliwa
-szczypta cynamonu

SOS BESZAMELOWY:
-2 łyżki masła
-2 płaskie łyżki mąki
-szklanka mleka
-gałka muszkatołowa, sól, pieprz

-200g sera mozzarella (starta na tarce o grubych oczkach)

1. Cebulę obrać i posiekać w miarę drobno. Zeszklić na odrobinie oliwy. Do cebuli dodać posiekany czosnek (ja bardzo lubię czosnek więc dałam więcej niż jest w tym przepisie...bardzo lubię czosnek). Następnie dodać mięso mielone i całość doprawić oregano, chilli, solą i pieprzem. Proponuję dodać nawet delikatnie więcej przypraw niż normalnie, bo makaron jeszcze trochę "wyciągnie" smak. Gdy mięso będzie już usmażone dodać wszystkie pomidory z puszki. Wszystko razem przykryć i dusić przez kilka minut, aż pomidory dokładnie się rozpadną. Gdy sos będzie już w miarę gładki dodać do niego szczyptę cynamonu i posiekaną świeżą bazylię, a następnie zdjąć całość z ognia.

2. Przygotować sos beszamelowy. Rozpuścić w rondelku masło. Cały czas mieszając dodać do niego mąkę, a gdy ta będzie już dokładnie rozmieszana dodać mleko oraz przyprawy. Gdy sos zacznie lekko gęstnieć zdjąć go z ognia. 

3. Na spód naczynia żaroodpornego wylać odrobinę oliwy. Ułożyć warstwami płaty makaronowe (ja ich nie gotuję wcześniej, bo uważam że "ugotują się" przy pieczeniu), następnie sos pomidorowy z mięsem i znów płaty makaronowe, aż do wyczerpania składników, ostatnią warstwą ma być makaron. Na wierzch makaronu posypać grubą warstwę mozzarelli, którą następnie należy przykryć warstwą sosu beszamelowego. Całość wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 20-30 minut (aż wierzch będzie zarumieniony). Po wyjęciu z piekarnika można jeść od razu lub odstawić w chłodne miejsce i podgrzewać sobie jak będzie potrzebne. 

BON APPETIT!

czwartek, 5 czerwca 2014

232. Domowy jogurt naturalny z truskawkami

Jestem zwolennikiem czegoś co ja sama określam mianem "kuchni rozsądnej". W moim rozumieniu każdy świadomy kucharz, czy nawet pospolity zjadacz, powinien wiedzieć, żeby nie kupować najgorszego chłamu dostępnego w supermarkecie, ale też nie powinno się rzucać na wszystko co ma etykietę EKO. Dlatego, że to często też jest chłam, a do tego kosztuje 5 razy więcej niż normalne produkty. Jestem też zwolennikiem ułatwiania sobie pracy w kuchni, więc jeśli mam mało czasu to używam pomidorów z puszki zamiast tych "żywych" i ciasto francuskie kupuję w sklepie, bo zdecydowanie jestem zbyt leniwa żeby je samodzielnie przygotowywać. Natomiast widzę sens w robieniu samodzielnie wszelkich przetworów (dżemów, konfitur, soków itp.). Pasztety i wędliny wszelkiego rodzaju rodzice od zawsze pieką. Natomiast mój Miś jakiś czas temu odkrył w sobie talent do wędzenia kiełbas (które osobiście wcześniej doprawia i nabija we flaki). Chleby, bułki, ciasta i ciasteczka to już standardowo się pojawiają na naszym stole, a ostatnio odkryłam nowe hobby....robienie domowym sposobem jogurtu naturalnego. Sam proces jest banalnie prosty, nie wymaga żadnego wysiłku, a dzięki temu mam pyszny jogurt na śniadanie. Jogurt taki przerabiam później na koktajle owocowe, albo dodaję do ciast, albo robię z niego pyszne desery. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że on się robi praktycznie sam, bez naszej pomocy. Dlatego właśnie mój rozsądek podpowiada mi, żeby jogurt robić w domu (jak pamiętam o kupieniu odpowiedniego mleka) a nie biegać po niego do sklepu. Jak mój rozsądek podpowie mi, że trzeba rozwijać pasję mleczarską to spróbuję jeszcze zrobić samodzielnie ser z takiego jogurtu, bo ponoć też jest prosto i pysznie....ale to jeszcze chwilę trzeba poczekać na moją wenę twórczą.

DOMOWY JOGURT NATURALNY Z TRUSKAWKAMI:
-1 l mleka niepasteryzowane (czyli nie UHT)
-200ml jogurtu naturalnego bez dodatku mleka w proszku 

-garść truskawek
-szczypta cynamonu i łyża miodu

1. Mleko wlać do garnka o grubym dnie, podgrzewać je na małym ogniu. Gdy mleko będzie miała temp. ok. 50-60 st zdjąć je z ognia (można sprawdzać za pomocą termometru, a jeśli nie posiada się takiego cuda to można po prostu wsadzić palec do mleka-powinno być przyjemnie ciepłe i absolutnie nie gorące-wtedy będzie dobre). Do mleka wlać jogurt i dokładnie wymieszać. I tutaj moja mała dygresja, jogurt naturalny za pierwszym razem będzie potrzebny kupny, za każdym następnym trzeba sobie odlać do słoiczka czy innego pojemniczka trochę jogurtu z tego co powstało. Można też za pierwszym razem kupić szczepy bakterii, ale szczerze mówiąc nie praktykowałam tego tylko kupiłam dobry jogurt w sklepie i wystarczyło.

2. Mleko wymieszane z jogurtem odstawić na kilka godzin w ciepłe miejsce. Ja zazwyczaj nastawiam jogurt wieczorem, tak żeby miał czas przez całą noc zgęstnieć i był gotowy na rano. W okresie zimowym wstawiam garnek z mlekiem i jogurtem do piekarnika nagrzanego wcześniej do 50 st i zamykam na całą noc. W sezonie letnich upałów po prostu przykrywam czymś garnek i zostawiam na noc gdzieś na szafce. Rano należy tylko wymieszać dokładnie całość, żeby jogurt był jednolity, a potem jeść w wersji najbardziej nam odpowiadającej.
Ja lubię zmiksować jogurt ze zmrożonymi truskawkami, szczyptą cynamonu i odrobiną miodu....pyszności :)

SMACZNEGO!

A poniżej zdjęcie FUKSJI, dla różnych niedouczonych ludzi (czyt. mojego Misia), którzy nie ogarniają że ten kolor jest najpiękniejszy na świecie :)