niedziela, 30 listopada 2014

Jesienny tort imieninowy

Na zakończenie listopada kilka zdjęć jednego z tortów, które robiłam w tym miesiącu. Tort piękny, w barwach jesieni, imieninowy. Przy jego okazji nauczyłam się nowy gatunek kwiatów lepić...chociaż nawet moje wykształcenie ogrodnicze jest niewystarczające, żeby jednoznacznie określić co to za kwiatki. Tak po prostu to ładne kwiatki :)

piątek, 28 listopada 2014

279. Zimowe muffiny czekoladowe z kremem piernikowym

Dobra nie ma co ściemniać, w sklepach od dawna już królują bombki, w radiu "Last Christmas" to w sumie już od połowy października leci, a w telewizji plushowy oszołomek bombki pali. Znaczy się święta się zbliżają. Cały grudzień pełen więc będzie przepisów świątecznych i pomysłów co można pysznego na stół zrobić. W zasadzie pierwszy wpis miał być z pomysłami na świąteczne prezenty. Tyle tylko, że takie wpisy można znaleźć na wszelkiej maści blogach, a ja w tym roku na święta marzę jedynie żeby w końcu mi poranne mdłości minęły i żeby w przeciągu kilku najbliższych miesięcy nie zamienić się w wieloryba :) Ot takie proste, kobiece marzenia. 
Dla tych więc co jak ja posiadają różne, ciekawe, kulinarne zachcianki oraz dla tych co zachcianek nie mają, ale lubią zjeść coś pysznego mam przepis na bardzo czekoladowe muffiny z kremem piernikowym. Na wierzchu kilka cukrowych śnieżynek i kawa z cynamonem w kubeczku reniferowym i świat jakiś taki milszy jest od razu.

MUFFINY CZEKOLADOWE Z KREMEM PIERNIKOWYM:
MUFFINY:
-2 jajka
-pół kostki rozpuszczonego masła
-3 łyżki konfitury śliwkowej
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-200g przesianej mąki pszennej
-100g cukru 
-2 czubate łyżeczki kakao
-szczypta cynamonu
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-tabliczka mlecznej czekolady

KREM PIERNIKOWY:
-300-400g sera śmietankowego (np. President lub Philadelphia)
-100g gorzkiej czekolady
-pół kostki masła
-duża szczypta cynamonu, gałki muszkatołowej, kilka goździków, gwiazdka anyżu, esencja waniliowa

1.Najpierw trzeba przygotować krem, bo musi trochę poleżakować w lodówce i zgęstnieć. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. W czasie jej roztapiania w moździerzu rozetrzeć wszystkie przyprawy oprócz esencji waniliowej (jak ktoś lubi może do tego zestawu dodać kardamon, skórkę otartą z cytryny lub pomarańczy, chilli albo inne ulubione przyprawy). Masło utrzeć na gładko z serkiem śmietankowym. Nie przerywając mieszania dodawać czekoladę i przyprawy. Gdy krem będzie już wymieszany na gładko wstawić go do lodówki.
 
2. Wszystkie suche składniki muffinów wymieszać w jednej misce (czekoladę posiekać na malutkie kawałeczki), a mokre składniki w drugiej. Następnie zawartość obu misek zmieszać ze sobą i wymieszać kilkoma ruchami łyżki (nie mieszać zbyt zawzięcie bo muffiny wyjdą twarde). Gotowym ciastem napełnić przygotowane foremki do 3/4 ich wysokości i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 15-20 minut. Następnie wyjąć i odstawić do wystygnięcia.

3. Przełożyć krem do szprycy cukierniczej. Wycisnąć kremową czapeczkę na każdego muffina. Na każdej porcji kremu można dodatkowo położyć cukrowe ozdoby*.

SMACZNEGO!

*aktualnie w sklepach mamy cały wysyp cukrowych ozdób w jakże pięknych i jakże niepraktycznych opakowaniach, za które trzeba płacić jakieś chore pieniądze. Polecam poszukać w swojej okolicy sklepu z artykułami dla cukierników, bo w niewielkiej cenie można w nich dostać prawdziwe cuda. Warszawiakom polecam odwiedziny w sklepie Pomocnicy Kuchenni na Woli.

czwartek, 27 listopada 2014

W poszukiwaniu smaku umami warsztaty kuchni japońskiej

Alicja i Alon Thanowie-materiały sponsora
W ostatnią sobotę miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach kulinarnych dla blogerów, zorganizowanych w ramach 6. Kuchnia+ Food Film Fest. Tematem warsztatów była kuchnia japońska, a wszystko poprowadzili Alicja i Alon Thanowie, twórcy i właściciele restauracji Izumi Sushi.
Przyznam się szczerze, że do kuchni japońskiej podchodzę trochę jak pies do jeża. Wszystko przez to, że kilka lat temu pracowałam przy organizacji szkoleń z tworzenia sushi. Wtedy był szał-ciał na to, co tydzień tłumy waliły do nas drzwiami i oknami, a na każdej ulicy była co najmniej jedna knajpka z kwaszonym ryżem (a czy wy wiecie drogie misiaczki że pierwotnie to sushi powstawało ze zgniłego ryżu który skwaśniał ze starości). Ja jestem miłośnikiem bardziej wyrazistych smaków i raczej nie widziałam nic nadzwyczajnego w kupce kwaszone ryżu z dodatkami zawiniętych w kawałek glona.
Dlatego też po otrzymaniu zaproszenia na warsztaty na początku nieufnie podeszłam do całej imprezy, ale stwierdziłam co by nie było to trochę rozrywki mi się przyda i urozmaicenia w moim życiu kury domowe.
Na całe (moje) szczęście na warsztatach nie było nawet kawałeczka sushi, poznawaliśmy kuchnię japońską w wersji "normalnej". Głównym motywem warsztatów był smak umami, czyli taki jakby mięsny. Gotowaliśmy bulion z suszonej ryby bonito z kawałkami dorady, grzybami shitake i glonami nori. Smażyliśmy doradę z glonami, panierowaną w panierce panko (jak kupujecie u "chińczyka" np. banany w cieście to pewnie są w panko), podawaną z salsą pomidorowo-imbirową. Do tego była surówka z kapusty, marchewki i glonów konbu, a na deser ciasto czekoladowe z zieloną herbatą. Wszystko wyszło pyszne, chociaż niektóre smaki były dosyć zaskakujące. Już wiem, że będę niektóre rzeczy robić też w swojej kuchni, a jak się uda mi zebrać w sobie to wrzucę też na bloga. Tak więc wielkie brawa dla prowadzących i organizatorów za super warsztaty. Taką kuchnię japońską to ja chętnie będę poznawać :)
Żeby nie było tak kolorowo to organizatorom należy się mały minus za złe oznakowanie miejsca warsztatów. W tym samym budynku odbywały się warsztaty dla trzech różnych grup i przez to, że jakaś miła pani mnie źle pokierowała pierwsze kilkanaście minut spędziłam w nie tej sali co potrzeba.

Przepraszam za jakość moich zdjęć, ale moje lenistwo zwyciężyło i nie nie chciało mi się zabrać ciężkiego aparatu na warsztaty, dlatego zdjęcia były robione telefonem :) Na szczęście nasz sponsor przysłał kilka swoich (odrobinkę wyraźniejszych) zdjęć :)

Na pierwszym planie widać jak zawzięcie kroję marchewkę jednocześnie słuchając prowadzących i usiłując nie odciąć sobie palców-materiały sponsora

Zestaw do panierowania i przygotowania dorady.
Dorada w wersji końcowej
Bulion w wersji końcowej-chociaż był z ryby i miał kawałki ryby w środku rybą go czuć nie było....tylko mięsem. Ponoć idealny na kaca :)
Z tej zielonej brei powstało ciasto czekoladowe z zieloną herbatą...chociaż wygląd na to nie wskazywał było naprawdę dobre
Wszyscy uczestnicy warsztatów-materiały sponsora

wtorek, 25 listopada 2014

278. Ciasteczka ryżowe z konfiturą, na czasie bo bez grama glutenu

Ja może jestem trochę zacofana kulinarnie, ale nie uznaję diet z wykluczeniem białka, żywienia się tylko kaszą jaglaną w różnych postaciach, odrzuceniem glutenu, albo żywieniem się tylko i wyłącznie żywnością z etykietką bio/eko. Na szczęście nie mam żadnych problemów zdrowotnych, ograniczać się w żaden sposób nie muszę (chociaż zjedzenie 12 pączusiów może mi lekko zaszkodzić na szerokość bioder a micha bigosu też tak jakby do końca wskazana nie jest). 
Od czasów podstawówki mam jednak koleżankę, która co jakiś czas musi być na jakiejś specjalistycznej diecie, kiedyś nawet żywiła się głównie jakimiś galaretkami. Dlatego też jak wiem, że mamy się spotkać na ploty to się wolę wcześniej zapytać co aktualnie jest dopuszczalne u niej do jedzenia. Aktualnie na topie jest wegetarianizm bezglutenowy. Łatwo mi nie było, mama Krysia wspomogła i wygrzebała swój stary przepis i tak powstały ciasteczka znakomite i pysznościowe z kleiku ryżowego i konfitury. 

CIASTECZKA RYŻOWE Z KONFITURĄ:
-1 paczka kleiku ryżowego
-1 kostka masła
-3 jajka
-niecała szklanka cukru
-3-4 łyżki wiórków kokosowych
-cukier waniliowy
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-konfitura lub dżem ulubiony (najlepszy według mnie jest wiśniowy-lekko kwaskowaty: )

1.Z podanych składników zagnieść ciasto. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na blaszce wyłożonej pergaminem. Na środku każdej kulki zrobić palcem wgłębienie.

2. Piec w piekarniku rozgrzanym do 150st C, przez kilkanaście minut-na jasnozłoto.

3.Po wyjęciu ciastek z piekarnika, do każdego dołka nałożyć trochę konfitury.
 
SMACZNEGO!

piątek, 21 listopada 2014

Za jakie grzechy, dobry Boże

Źródło: http://www.filmweb.pl/film/Za+jakie+grzechy%2C+dobry+Bo%C5%BCe-2014-714022
Nie da się ukryć, że się robi ponuro i ciemno. Jak patrzę na swoje drzewko bonsai to mam nawet wrażenie, że jesień średniowiecza nastała. Ile można jeść czekolady na poprawę humoru, albo czytać pogodne książki, które wiadomo że skończą się pocałunkiem głównych bohaterów. 
W ramach odmiany się wybrałyśmy z mamą Krystynką do kina (dziękować pradawnym bogom że w ratuszu jeszcze nie wpadli na pomysł likwidacji kina Muranów). Wybór padł na francuską komedię romantyczną "Za jakie grzechy,dobry Boże" w reżyserii Philippe de Chauveron. 
Rzecz się ma o konserwatywnych rodzicach czterech córek. Marzyli o ich pięknych ślubach w kościele, a tu niestety zonk! Córki po kolei wychodziły za Araba, Żyda i Chińczyka (czyli raczej na ślub w kościele katolickim nie ma co liczyć za bardzo). Całe nadzieje pokładane są w najmłodszej córce, może chociaż ona znajdzie odpowiedniego kandydata na zięcia. Kandydat wkrótce się znalazł, jest nawet katolikiem tyle tylko, że czarnoskórym i to pochodzącym z Wybrzeża Kości Słoniowej. I sam też posiada ojca rasistę...który nie znosi białych imperialistów. 
Uśmiać się można maksymalnie. Wszystkie możliwe stereotypy i przejawy rasizmu są w tym filnie wyśmiewane okrutnie (podobno w Anglii i Ameryce nie wyświetlają tego filmu bo humoru w nim nie widzą tylko sam rasizm). A mi osobiście żal było obu ojców rasistów, bo widzę własnego tatunia, który ma od dawna wyobrażenie o idealnym zięciu. Niestety jego wizja jest całkowicie odmienna z moją. A tutaj aż z czterema córkami i ich wybrankami się trzeba było uporać...Zgroza!
Do kin polecam się wybrać, zacna to rozrywka :)
Źródło: http://www.filmweb.pl/film/Za+jakie+grzechy%2C+dobry+Bo%C5%BCe-2014-714022
Źródło: http://www.filmweb.pl/film/Za+jakie+grzechy%2C+dobry+Bo%C5%BCe-2014-714022

czwartek, 20 listopada 2014

Tort dinozaur-Bolkozaur

O tym, że będę robić ten tort wiedziałam już z pół roku temu. Tyle tylko, że zmieniał się motyw przewodni...tak mniej więcej z częstotliwością co 2 tygodnie następowała jakaś zmiana (ponoć to małemu Leosiowi zmieniały się ulubione postacie, ale ja mam podejrzenia że to jego tata się nie mógł zdecydować :) ). Ostatni miesiąc był już jednak zdominowany przez dinozaury. W pierwotnej wersji miał być to dinozaur dipolodok (dla niewtajemniczonych to ten z długaśną szyją i malutką główką). Ponieważ mi w zasadzie też się zmieniały koncepcje twórcze na ten tort to z tych zmian zamiast diplodoka powstał raczej bolkozaur. Grunt, że się wszystkim podobał, a najbardziej głównemu zainteresowanemu.

wtorek, 18 listopada 2014

277. Filety z piersi kurzej panierowane w parmezanie z szynką parmeńską


Ostatnio w praktycznie każdą sobotę siedzę w kuchni i lepię jakieś torty. Zawsze lepiej pracuje mi się gdy coś mi brzęczy nad uchem Chociaż zdecydowanie wolę brzęczenie jakieś zorganizowanie niż marudzenie któregoś z członków rodziny, że znowu cała kuchnia zajęta i zasypana cukrem pudrem i tak w ogóle to kto to będzie sprzątał ja się pytam. W ramach tego zorganizowanego brzęczenia wybieram JemRadio, a w sobotnie przedpołudnia jest akurat audycja Pawła Lorocha-Gastrozofia rozważania wokół talerza. Czasem są to dosyć egzotyczne rozważania np. o tym jak zrobić zupę z żółwia, czasem jednak rozważania są jakby bliższe i bardziej dostępne dla normalnych ludzi. W jeden z ostatnich weekendów rozważania były o kurzej piersi. Wdzięczny to temat, każdy lubi ten kawałek mięsa, bo go łatwo na różne sposoby przerobić. Mi szczególnie przypadł do gustu jeden z przepisów na pierś po włosku. Co prawda trochę go wzięłam i poprzerabiałam, bo mając ręce upaprane po łokcie w masie cukrowej nie miałam jak zapisać. Zrobiłam więc to co zapamiętałam a czego nie pamiętałam to pokombinowałam po swojemu. 
Dobrze wyszło, nawet bardzo dobrze. Taki kurak się nadaje i na obiad i jako zakąska do wódki...wszystkim smakuje, a do tego można ten przepis zaliczyć do "tych prostych co się ich nie da zepsuć".

FILETY Z PIERSI KURZEJ PANIEROWANE PARMEZANEM Z SZYNKĄ PARMEŃSKĄ:
(ponieważ raz w życiu się zdarzyło, że nie musiałam karmić hordy głodnych ludzi proporcje przewidziane są na 2 osoby i ewentualnie coś zostanie do podjadania)
-filety z 2 piersi kurzych
-kilka plastrów szynki parmeńskiej
-trochę parmezanu (ok.70-100g)
-sok z połówki cytryny
-garść świeżego tymianku
-sól, pieprz, oliwa i masło

1. Filety dokładnie umyć i pokroić wzdłuż na paski o szerokości ok.1,5-2cm (resztki oddać głodnym kotom, które na pewno już od dawna dopominają się o jakieś jedzenie). Mięso włożyć do głębokiego talerza lub miski i zalać sokiem z cytryny. 

2. Na tarce o drobnych oczkach zetrzeć parmezan, posiekać na drobno tymianek. Każdy z kawałków mięsa dokładnie oprószyć sporą ilością pieprzu i tymianku, oraz delikatnie solą, a na koniec dokładnie obtoczyć w parmezanie. Następnie każdy tak przygotowany kotlet owinąć dokładnie jednym lub dwoma (zależnie od wielkości kawałka mięsa) plastrami szynki parmeńskiej.

3. Na patelni rozgrzać kilka kropel oliwy z łyżką masła. Na tej mieszance smażyć przygotowane kotlety po ok. 1,5-2 minuty z każdej strony. 

*można jeść od razu lub jeśli kotlety były przygotowane np. dzień wcześniej odgrzać w piekarniku w naczyniu żaroodpornym-i tak zachowają całą swoją soczystość i aromat.

SMACZNEGO!


piątek, 14 listopada 2014

Tort z autobusem z Komunikacji Miejskiej w Łomiankach

Raz już udało mi się doprowadzić twardziela do łez dzięki tortowi, który zrobiłam. Drugi raz też mi się ta sztuka udało. Co prawda łez nie było, ale na chwilę zatkało solenizanta. A sztuka to nie łatwa była, bo to twarda sztuka, która zawsze ma coś do powiedzenia. Wszystko za sprawą tortu w kształcie autobusu. Jakby tego było mało tort był w barwach Komunikacji Miejskiej Łomianek, gdzie na co dzień pracuje Sławek. Jedyną wtopą moją osobistą było to, że całkiem zapomniałam o światłach dla autobusu...w sumie odkryłam to dopiero jak oglądałam zdjęcia. Na całe szczęście Sławek był w zbyt wielkim szoku, żeby to zauważyć i jak zwykle kąśliwie coś skomentować :)

środa, 12 listopada 2014

276. Pasta alla Norma, makaron z grillowanym bakłażanem

Lubię mieć dużo czasu. Parę lat temu miałam już tę przyjemność z posiadania nieograniczonej ilości wolnego czasu. Nawet nikt nie czepiał się, że leżę cały dzień do góry brzuchem. Złamana noga też się jednak na coś przydaje. Oglądałam wtedy zawzięcie na TVN Style program kulinarny prowadzony przez bardzo sympatyczną Angielkę/Amerykankę (?), która wyszła za mąż za Włocha i razem z nim mieszka na Sycylii (tylko za chińskiego boga nie mogę sobie przypomnieć tytułu i nazwiska prowadzącej). Różne dobre rzeczy wtedy pokazywała, a mi pozostawało leżeć i głodować, bo kuchnia była daleko i ciężko mi było do niej dokuśtykać.
Tym razem nogi łamać nie musiałam, żeby mieć trochę wolnego. Nawet jakby przyjemniejszy sposób na to znalazłam. Łatwiej mi też do kuchni się przejść, jak mam na to ochotę. To teraz mogę wykorzystywać tamte zasłyszane przepisy (przynajmniej te które zapamiętałam albo zapisałam). Jednym z moich ulubionych, z tych zasłyszanych przepisów jest pasta alla norma. Nazwana tak na cześć jednej z oper stworzonych przez Vincenzo Bellini. Prosta do zrobienia, pyszna bardzo, a do tego jak tylko znalazłam makaron o wdzięcznej nazwie "skrętki" to ruszyłam do kuchni.

PASTA ALLA NORMA:
-500g makaronu (np. skrętki, ale mogą też być świderki albo jakieś inne ciekawostki)
-2 puszki pomidorów (w sezonie można używać "żywych" pomidorów)
-1 średniej wielkości cebula
-1-2 ząbki czosnku
-garść lub dwie czarnych oliwek
-ser typu feta
-duża garść świeżej bazylii
-1 średniej wielkości bakłażan
-trochę oliwy, sól, pieprz, szczypta cynamonu

1. Cebulę posiekać w drobną kostkę. Zeszklić ją na odrobinie oliwy. Dorzucić posiekany czosnek, a po kilku chwilach wlać zawartość obu puszek z pomidorami. Dodać dużą ilość świeżo zmielonego pieprzu, trochę soli i szczyptę cynamonu, zamieszać, przykryć całość i dusić aż do momentu kiedy wszystkie pomidory się rozpadną na sos. Dodać wtedy posiekane oliwki i bazylię oraz pokruszony ser.

2. W międzyczasie ugotować makaron w dużej ilości osolonej wody. Odrobinę tej wody z gotowania (ok. 1/4 szklanki) wlać do sosu pomidorowego. Wymieszać sos z makaronem. 

3. Również w międzyczasie przygotować bakłażana. Pokroić go w plastry o grubości ok.1cm. Bardzo delikatnie oprószyć je solą (naprawdę baaaardzo delikatnie) oraz pieprzem, skropić też kilkoma kroplami oliwy. Tak przygotowane plastry upiec na mocno rozgrzanej patelni grillowej. Potrzeba po kilka minut dla każdej strony bakłażana. 
Podawać kilka plastrów grillowanego bakłażana z porcją makaronu. 

BON APPETIT!

poniedziałek, 10 listopada 2014

Tort z dwugłowym orłem dla Albańczyka

Jutro u nas zapewne dużo zamieszania i demonstracji narodowców, albo innych oszołomów. Tymczasem 2 zdjęcia tortu, który robiłam dla pewnego sympatycznego Albańczyka tęskniącego za swoim krajem (a Albania jest naprawdę piękna). Ponoć miał łzy w oczach kiedy go zobaczył, bo dwugłowy, czarny orzeł na czerwonym tle jest na fladze Albanii. Cieszy mnie to niezmiernie, bo ja miałam łzy w oczach gdy go robiłam. Wszystko przez to, że z powodu awarii prądu część prac musiałam wykonywać tylko przy świetle ze świec. A wycinanie dwugłowego, albańskiego orła wcale nie jest proste, nawet przy pełnym świetle.

piątek, 7 listopada 2014

Tort z Myszką Miki na urodziny urwisów

Kolejna bajkowa postać, po Hello Kitty, która pojawiła się na torcie. Ponieważ talentów plastycznych u mnie raczej brak dlatego cały tort jest jedną wielką myszką....przy kombinowaniu figurki główni zainteresowani mogliby nie poznać motywu przewodniego.