wtorek, 30 grudnia 2014

289. Rozgrzewająca czekolada z papryczkami chilli

Się wzięła i przyturlała do nas zima. Na ten mróz to nawet ocieplane termono-leginsy ciążowe, które dostałam od mamy Misia, nie do końca pomagają. W domu się zamknąć całkiem nie można, bo małego Niedźwiadka w brzuchu też w końcu trzeba wietrzyć. Do tego Warszawa (fragmentami) tak ładnie oświetlona jest, więc po zmroku nie pozostaje nic innego jak chwytać aparat w jedną a Misia złapać drugą łapkę. W ramach rozgrzewki proponuję wypić trochę gorącej czekolady z przyprawami i sporą szczyptą rozgrzewających płatków chilli. Wyśmienicie smakuje zarówno z kubasa termicznego zabranego ze sobą na spacer jak i po powrocie.

GORĄCA CZEKOLADA Z PAPRYCZKAMI CHILLI:
-ok. 150g gorzkiej czekolady
-pół szklanki śmietanki 30%
-2 szklanki mleka
-duża szczypta cynamonu, trochę gałki muszkatołowej, trochę suszonych płatków chilli

Mleko ze śmietanką podgrzewać na małym ogniu. Czekoladę pokruszyć na małe kawałeczki, odłożyć ewentualnie ze 2 kostki do dekoracji. Czekoladę wsypać do mleka ze śmietanką. Dodać również cynamon i gałkę. Całość zamieszać od czasu do czasu. Na koniec rozlać gorącą czekoladę do filiżanek/kubeczków czy co tam mamy pod ręką, a na wierzch każdej porcji zetrzeć na tarce trochę odłożonej czekolady i posypać chilli do smaku. 

SMACZNEGO!



 Poza Warszawską Starówką, Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem proponuję wam też spacer po pięknie oświetlonej ulicy Saskiej, oraz odwiedziny u misiów polarnych, które zadomowiły się pod cerkwią na Pradze.

wtorek, 23 grudnia 2014

288. Świąteczne ciasto cynamonowe z kawą i czekoladą dla zabieganych

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie każdy jest tak popieprzony na punkcie kulinariów i tradycji jak ja i reszta mojej domowej ferajny. Nie każdy musi lubić stanie w kuchni i mieszanie zawzięte w garach. Nie każdy musi również być aż tak poukładany jak ja, że większość prac już jest zrobiona, albo przynajmniej dobrze zaplanowana...ok. po prostu mam dużo wolnego czasu więc pierwszy raz w życiu się tak ogarnęłam. 
Co by nie było jeśli ktoś nie ma ciśnienia na tylko i wyłącznie tradycyjne ciasta, albo talentu kulinarnego mu brakuje, a jednak chciałby jakoś zabłysnąć to proponuję upiec to ciasto cynamonowe z dodatkiem kawy i czekolady. Robi się go tylko i wyłącznie ze składników, które raczej każdy posiada w domu. Męczyć się nie trzeba, nawet żadnego miksera nie trzeba posiadać, bo mieszanie zwykłą trzepaczką wystarczy. 
Dla większego, świątecznego efektu przyda się jakaś świąteczna foremka. Ja swoją dostałam od pewnych "złodziei", którzy zakradli się do nas w noc przed Mikołajkami i jeszcze bezczelnie chichrali się w przedpokoju. Na całe szczęście wystraszyli się i nic nie ukradli, a za to zgubili kilka prezentów :)

CIASTO CYNAMONOWE Z KAWĄ I CZEKOLADĄ:
-szklana mąki pszennej
-niepełna szklanka cukru
-2 jajka
-3/4 kostki masła
-3/4 szklanki mleka
-5-6 łyżeczek mieszanki cynamonu i odrobiny gałki muszkatołowej
-2 czubate łyżeczki kawy rozpuszczalnej
-2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
-szczypta soli
-tabliczka gorzkiej czekolady
-ewentualnie trochę esencji waniliowej

dodatkowo do dekoracji: tabliczka gorzkiej czekolady+łyżka masła+kolorowa posypka 

1. Masło rozpuścić i odstawić do przestygnięcia. Czekoladę posiekać na drobne kawałeczki, wymieszać ją z połową cynamonu i kawą. 

2. Jajka roztrzepać i dokładnie wymieszać z mlekiem. Cały czas mieszając dodawać do nich cukier, a następnie mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon (oraz ewentualnie wanilię). Na koniec dolewamy roztopione masło. Połowę tak przygotowanego ciasta przelewamy do przygotowanej foremki. Na ciasto równomiernie rozsypujemy mieszankę kawy z czekoladą, a następnie pokrywamy resztą ciasta. Ciasto wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 35-40 minut.

3. Gdy ciasto stygnie można przygotować polewę czekoladową. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej razem z masłem. Gdy całość już będzie gładka, aksamitna i bez grudek oblać nią dokładnie ciasto. Na wierzch, do dekoracji można użyć jakiś ładnych posypek.

*w ramach urozmaicenia można zamiast cynamonu dodać mieszankę przypraw piernikowych, a zamiast lub dodatkowo do czekolady dodać orzechy, migdały lub suszoną żurawinę.

SMACZNEGO!


poniedziałek, 22 grudnia 2014

287. Tradycyjne uszka z grzybami do barszczu wigilijnego i kilka pomysłów na szybki prezent

Praktycznie wszystkie wigilijne dania lubię bardzo, ale barszcz z uszkami zajmuje topowe miejsce wśród tych ulubionych (tuż obok kapusty z grzybami). W tym roku mam takiego farta, że mam szansę załapać się na podwójną porcję tego specjału na dwóch wieczerzach wigilijnych. 
Co by nie było tradycyjnie co roku razem z mamą Krysią lepiłyśmy i tworzyłyśmy najpyszniejsze na świecie uszka. Chociaż nie ukrywam, że w tym roku to mi bardziej stacjonarna rola przypadła, bo brzuch już ciąży trochę. Ale funkcja gotowacza i próbowacza jest również bardzo ważna. W końcu kontrola jakości każdej partii uszek musiała być przeprowadzona.

USZKA Z GRZYBAMI:
(proporcje są orientacyjnie podane na ilość uszek która nasyci 14-15 głodnych gości)
CIASTO:
-ok. 0,5kg mąki pszennej
-1 jajko
-ok. 0,25l wody
-duża szczypta soli

FARSZ:
-ok. 0,25 kg suszonych grzybów
-1 średnia cebula
-sól, pieprz

1. Przygotować farsz grzybowy. Grzyby najpierw namoczyć w zimnej wodzie, a potem gotować ok. pół godziny, aż zmiękną. Posiekać je w bardzo drobną kosteczkę (ponoć niektórzy ludzie nie będący aż takimi wyznawcami tradycji jak my przepuszczają grzyby przez maszynkę do mięsa). Cebulkę obrać i również bardzo drobno posiekać. Na patelni rozgrzać trochę oleju lub masła, zeszklić cebulę, dodać do niej grzyby i wszystko razem przysmażyć. Doprawić do smaku solą i pieprzem (dosyć dużą ilością pieprzu).

 2. Z podanych składników zagnieść elastyczne ciasto, które nie powinno się kleić do rąk. W razie potrzeby dolać trochę wody lub dosypać mąki.

3. A teraz najtrudniejszy punkt programu czyli lepienie uszek. Za pomocą małej szklaneczki lub kieliszka (u nas w użyciu był kieliszek do wina) wycinamy kółka z cienko rozwałkowanego ciasta. Na każdy krążek należy nałożyć trochę, ok. łyżeczkę, farszu. Następnie zlepić całość jak pieroga, następnie tą falbankę pierogową zagiąć i przykleić do pieroga, żeby nie sterczała. Całość takiego pierożka zawijamy wokół palca i sklejamy dwa końce, tak żeby falbanka była w środku zagięcia. Brzmi kosmicznie, ale po kilku uszkach dochodzi się do wprawy.

4. Tak przygotowane uszka wrzucamy małymi partiami do dużej ilości wrzącej i mocno osolonej wody. Po wrzuceniu delikatnie należy zamieszać, żeby żadne uszko nie przykleiło się do dna garnka. Gdy wypłyną na wierzch, trzeba poczekać jeszcze ok. minuty i wyłowić je łyżką cedzakową. Przekładamy na talerze lub miski tak żeby leżały dosyć luźno i nie zlepiały się.
*cały ten proces można wykonać kilka dni (lub nawet tygodni) wcześniej, a gdy uszka wystygną przełożyć je do torebki lub plastikowego pudełka i zamrozić do czasu gdy będą potrzebne.

SMACZNEGO!
 

W tym roku trochę przycwaniakowałam i pierwszy raz w życiu mam gotowe wszystkie prezenty na kilka dni przed czasem. Nawet zapakowane są. Gdyby jednak ktoś miał jeszcze coś do kupienia i nie wiedział co ma kupić poniżej kilka moich książkowych (bo książka to prezent idealny) propozycji różnego sortu. Tak więc szybciutko do księgarni :)

-"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"-Jonas Jonasson
genialna książka, pełna absurdalnego szwedzkiego poczucia humoru. Ja się popłakałam ze śmiechu czytając, a mama Krysia się silnie krztusiła. Zdecydowanie poprawia humor

-"Toskania dla początkujących"-Imogen Edwards-Jones
książek o pięknej Toskanii i sielskim życiu już było mnóstwo, za każdym razem bohaterki (bo to głownie kobiety były), były piękne, mądre, sympatyczne i utalentowane...tutaj główna bohaterka jest dokładnym przeciwieństwem tego opisu. Aż mi jej czasem żal, że jest taka paskudna. Za to jak się dobrze czyta z myślą że to nie moja mamusia jest taka upiorna.

-"Www.1939.com.pl"-Marcin Ciszewski
Historią aż tak bardzo się nie fascynuję. Nawet nigdy nie próbowałam dorównać chociażby bratu w jego wiedzy, więc wszelkie książki historyczne omijałam szerokim łukiem, a szczególnie te o II wojnie światowej. Ta jest inna. Przedstawiona w niej jest alternatywna wersja wojny, a dokładniej mówiąc Kampanii Wrześniowej, na tyle alternatywna, że to my wygrywamy ze szkopami...jak od razu się lepiej to czyta. A do tego autor jest zdolny na tyle, że aktualnie już kolejną jego książkę pochłaniam i wszystkie są silnie wciągające, wstrząsające i dramatyczne (jak również odrobinę romantyczne)

-"Jak znaleźć przepis na szczęście"-Barbara O'Neal
Ta i pozostałe książki autorki to lektury idealne dla kogoś kto nie może się denerwować i stresować. Bohaterki mają jakieś ciężkie przeżycia, ale zawsze obok jest wierny pies, który wysłucha i do którego można się przytulić. Wspaniały ukochany mężczyzna też się znajdzie. A ostatnia strona okraszona jest pocałunkiem i żyli długo i szczęśliwie. Łatwe, proste i przyjemne, znaczy się idealne na długie, ciemne i zimne wieczory.

-"Ojciec chrzestny"-Mario Puzo
Klasyka. Chociaż aktualnie nie jestem w stanie przeczytać całości, bo przez hormony za bardzo się wzruszam, to mimo wszystko w normalnym stanie polecam. Bo się dobrze czyta, jak dla mnie zdecydowanie lepsze niż film. 

-"Ciężarówką przez 9 miesięcy"-Kaz Cooke
Coś dla kobiet w ciąży i takich które ewentualnie zaczynają się przymierzać do posiadania potomstwa. Jedyny poradnik/nie-poradnik, który byłam w stanie przełknąć, bo napisany na luzie jak opowiadanie, a przy okazji naładowany informacjami.  Nie straszy, nie poucza, a rozśmiesza. Przynajmniej wiem, że przy porannych mdłościach nie tylko mi zdarzały się nieładne myśli.

niedziela, 21 grudnia 2014

Tort urodzinowy dla bliźniaków

Bliźniaki to podwójne szczęście dla rodziców (chociaż nie ukrywam że się cieszę z faktu że Niedźwiadek w moim brzuchu jest jeden). Jak podwójne szczęście to i podwójny tort. Chociaż Julka i Antek w rzeczywistości wyglądają zdecydowanie lepiej to i tak z tego co wiem tort zrobił furorę :)

piątek, 19 grudnia 2014

286. Miodowe espresso con panna specjalnie na zimę

Dawno temu, tak dawno że najstarsi wikingowie tego nie pamiętają, nie lubiłam kawy. Potem poszłam na studia i nauczyłam się pić lurę z automatu. Jeszcze troszeczkę później zaczęłam pracować w różnych ciekawych miejscach, gdzie nauczyli mnie pić porządną kawę, a nawet posłali na kurs dla baristów.
Od tego czasu minął czas jakiś, kawę piję w ilościach hurtowych bo lubię bardzo. Co chwilę dokupuję sobie jakieś miłe akcesoria i różne syropy smakowe, żeby mi jeszcze bardziej kawa smakowała. I tu następuje pewien mały problem. Z małym Niedźwiadkiem w brzuchu nie mogę już pić tyle kawy co poprzednio (czyt. nie mogę jej pochłaniać hektolitrami). Jednak zdrowy rozsądek, poparty w tym przypadku zdaniem lekarza, podpowiada mi że tak całkiem nie muszę rezygnować z ulubionego napoju. Niedźwiadek może nie uzna mnie kiedyś za wyrodną matkę, jeśli raz na jakiś czas wypiję sobie porządną, pysznościową kawę, zamiast tylko ciągle męczyć się z herbatą. 
Lubię od czasu do czasu łyknąć szybciutko filiżankę espresso, a teraz żeby mi się Niedźwiadek za bardzo nie pobudził w brzuchu i nie kopał mamusi za bardzo, dodaję trochę np. bitej śmietany do małej czarnej. Wychodzi z tego espresso con panna, a jak dodam jeszcze trochę innych dodatków to już całkiem mam świąteczną, zimową wersję tej kawy.

MIODOWA ESPRESSO CON PANNA:
-filiżanka świeżo zaparzone espresso
-łyżeczka miodu
-odrobina esencji waniliowej
-trochę bitej śmietany
-cynamon

Do filiżanki z espresso dodać miód i wanilię. Dokładnie zamieszać, a na wierzch kawy nałożyć trochę (tak około czubatej łyżeczki lub dwóch a nie 5 łyżek). Wisienką na torcie w tym przypadku jest szczypta cynamonu na wierzchu bitej śmietany.
A jako dodatek proponuję do kawy pyszne pierniczki :)

BON APPETIT!


środa, 17 grudnia 2014

285. Pyszny piernik z powidłami i kremem śliwkowym

Po kilku alternatywnych wersjach świątecznego makowca przyszła kolej na piernik. Zazwyczaj to mama Krysia szalała w tej kwestii w kuchni, robiąc tradycyjny piernik z bakaliami. To taki rodzaj piernika, który jak się robi to trzeba (zgodnie z wieloletnią tradycją) najpierw zamieszać ręką 500 razy w prawą stronę, potem ze 150 razy w lewą, potem wsypać całą górę bakalii (którą wcześniej jakiś kopciuszek posiekał na drobne kawałeczki), a na koniec upiec i trzymać kilka tygodni zanim będzie go można zjeść. 
Hm.....no cóż! Chyba wspominałam już kiedyś, że ja jestem lekko leniwa i jakby nie do końca cierpliwa. Tak więc ja sobie wymyśliłam inną trochę wersję. Spód piernika jest wykonany według mojego ulubionego przepisu na pierniczki, które nie muszą leżakować, więc od razu są miękkie. Natomiast na wierzchu piernika jest warstwa powideł śliwkowych, na nich krem śliwkowy, a całość oblana jest gorzką czekoladą. Dla niecierpliwych ten piernik śliwkowy jest idealny, bo tylko jeden dzień trzeba czekać na konsumpcję :)


PIERNIK Z POWIDŁAMI I KREMEM ŚLIWKOWYM:
(proporcje są przewidziane na blaszkę o wymiarach ok. 25x35cm)
CIASTO:
-500g mąki pszennej
-pół szklanki cukru
-pół szklanki śmietany
-4 żółtka i 2 białka
-szczypta soli
-1 czubata łyżeczka sody oczyszczonej
-2 czubate łyżki ulubionej mieszanki przypraw do piernika
-pół kostki masła
-4-5 łyżek miodu

KREM ŚLIWKOWY:
-duży słoik powideł śliwkowych
-2 szklanki śmietanki kremówki
-chlust esencji waniliowej
-2 łyżeczki żelatyny

-tabliczka gorzkiej czekolady i łyżka masła na polewę

1. Ciasto proponuję zacząć robić wieczorem, bo musi kilka godzin poleżakować w chłodnym miejscu, np. przez całą noc. 
Miód podgrzewać w rondelku razem z przyprawami, aż do zagotowania, potem zdjąć go z ognia. Do śmietany dodać sodę i poczekać, aż zacznie rosnąć. W międzyczasie białka ubić na sztywną pianę z solą. Następnie dodawać stopniowo cukier, a potem żółtka. Do tej mieszanki, nie przerywając mieszania, dodać przesianą mąkę, następnie miód z przyprawami i na koniec śmietanę z sodą. Nie należy się przejmować, że ciasto jest dosyć rzadkie. Zgęstnieje w trakcie kilku godzin leżakowania. 

2. Po czasie leżakowania ciasta w lodówce (lub innym chłodnym miejscu), rozwałkować je na grubość ok. 1cm i przełożyć do blaszki. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 20 minut. 
Nadmiar ciasta proponuję rozwałkować na grubość ok. 0,5cm i wykroić małe pierniczki, które następnie należy piec w 170st, przez około 10 minut :)

3. Jeszcze gorące ciasto należy posmarować w miarę równomiernie kilkoma łyżkami powideł śliwkowych.
4. Kiedy ciasto już ostygnie żelatynę namoczyć w odrobinie zimnej wody, a następnie dokładnie rozpuścić w odrobinie wrzątku (50ml, czyli trochę więcej niż kieliszek do wódki wystarczy). Śmietankę ubić na sztywno z odrobiną esencji waniliowej. Dodać do niej 3-4 łyżki powideł śliwkowych, chyba że ktoś lubi bardzo słodkie kremy i ciasta to niech doda więcej. Dolać do kremu śliwkowego żelatynę i dokładnie wymieszać. Gotowy krem wylać na piernik, a całość wstawić do lodówki.

5. Kiedy krem śliwkowy zgęstnieje można przygotować polewę czekoladową. Wystarczy po prostu rozpuścić w kąpieli wodnej czekoladę z odrobiną masła, a następnie taką mieszanką polać wierzch piernika. Znowu wstawić całość do lodówki i najlepiej poczekać kilka godzin, aż całość się zwiąże ze sobą.

SMACZNEGO!


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Tort dla prawdziwego faceta, z domem, drzewem i blond niewiastą

Przed świętami większość ludzi buduje chatki z piernika, ja idę pod prąd i mówię temu stanowczo nie. Ja buduję tort z biszkopta, masy kremu, wiśni i masy cukrowej. Obok domu posadzę kasztanowca i jeszcze ściągnę do niego blond laskę, żeby mogła w nim mieszkać. Dom miał ceglastoczerwony dach i miodowe ramy okienne, a do tego garaż na miliard samochodów. A wszystko było robione według prawdziwego, żywego projektu budowlanego :)


piątek, 12 grudnia 2014

284. Kruche babeczki z makiem i wiśniami, alternatywa dla makowca

Wariacji na temat makowca świątecznego ciąg dalszy. Wszystko dlatego, że według mnie taka zwykła strucla makowa to po jednym dniu jest strasznie sucha i w ogóle jakoś mi nie odpowiada. Tak więc po tarcie makowej, makowcu z jabłkami i bułeczkach drożdżowych z makiem, przyszedł czas na kruche babeczki z makiem i wiśniami w środku. 
Trochę jest przy nich babrania się, ale jak się znajdzie pomocnik ogarnięty to idzie w miarę szybko. Efekt wart jest brudnej kuchni i całej sterty naczyń w zlewie, bo zadowala nawet najbardziej wybrednych. Te babeczki przeszły nawet test u najbardziej krytycznej osoby wśród naszych krewnych i znajomych....Swoją drogą ostatnio często pojawiają się testerzy u nas w domu, chyba się dowiedzieli że sprawdzam nowe przepisy przed świętami :)

KRUCHE BABECZKI Z MAKIEM I WIŚNIAMI:
CIASTO:
-300g mąki pszennej
-2 żółtka
-100g cukru
-125g masła
-trochę śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia


NADZIENIE MAKOWE:
-1500g maku
-2 jabłka
-100g cukru
-2 jajka
-2 łyżki kaszy manny
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-pół kostki masła
-garść wiśni (mrożone sprawdzają się idealnie)

1. Z podanych składników zagnieść kruche ciasto-nie powinno się za bardzo lepić do rąk. Schłodzić  w lodówce.

2. W czasie gdy ciasto się chłodzi przelać mak wrzątkiem kilka razy, a następnie zemleć w maszynce do mięsa co najmniej trzykrotnie (zapewne szybciej byłoby skorzystać z gotowej masy makowej ale jakoś chyba wolę się i rodzinę trochę pomęczyć, bo taka wersja nam bardziej smakuje). Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Żółtka oddzielić od białek, z których ubić pianę na sztywno. Żółtka utrzeć z cukrem i masłem, następnie dodać do nich mak, kaszę i jabłka (oraz proszek do pieczenia). Na koniec delikatnie wmieszać w całą masę pianę z białek. 

3. Przygotować sobie foremki do babeczek. Schłodzone ciasto rozwałkować ciasto na grubość ok. 0,5cm. Za pomocą jednej z foremek lub szklanki wykrawać kółka z ciasta. Połowę z nich użyć jako spód babeczek. Następnie do każdej nałożyć po łyżeczce makowego farszu oraz wepchnąć w środek wiśnię. Drugą połowę krążków z ciasta użyć jako wierzch babeczek. Dokładnie zlepić ze sobą obie części ciasta (można użyć białka do lepszego zlepienia ale nie jest to koniecznie). Gotowe babeczki włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 10-15 minut (aż będą lekko zarumienione).

4. Po ostudzeniu babeczek wyjąć je z foremek, można obsypać je cukrem pudrem lub polukrować.

SMACZNEGO!


środa, 10 grudnia 2014

283. Świąteczne śledzie w sosie z maślanki i jogurtu

Gdzieś wyczytałam, że do śledzi podobno trzeba dorosnąć. No to ja chyba właśnie dorosłam. Ewentualnie ten Niedźwiadek w moim brzuchu ma ochotę na śledzie i tak mi to komunikuje (a ochotę na różne rzeczy i fantazję w komponowaniu posiłków to on/ona ma). Grunt, że pierwszy raz w życiu nie tylko jem śledzie, ale również sama je przygotowałam. Czym wywołałam falę zdumienia wśród rodziny, a Miśkosław nawet stwierdził, że zdecydowanie dobry wpływ ma na mnie ciąża i się nie spodziewał aż tak pozytywnych rezultatów. 
Tak więc pierwsze w życiu śledzie w maślance i jogurcie mam już zrobione...a drugi raz będzie już na święta, bo są tacy co zamówili je sobie w ramach prezentu pod choinkę.

ŚLEDZIE W MAŚLANCE I JOGURCIE:
-300g filetów śledziowych a'la matias (można też użyć po prostu filetów z solonego śledzia, ale są bardzo intensywne w smaku mimo płukania ich w wodzie i jeszcze trzeba się pomęczyć z oddzielaniem ich od skóry)
-4-5 ogórków kiszonych
-1 duże kwaśne jabłko
-1 spora cebulka
-niepełna szklanka jogurtu naturalnego
-niepełna szklanka maślanki
-2-3 liście laurowe
-kilka ziarenek ziela angielskiego
-świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie tych śledzi jest w zasadzie banalnie proste....tylko trzeba zacząć całą operację 2 dni przed imprezą. Cebulkę obrać i posiekać bardzo drobno, tak samo przerobić jabłko i ogórki kiszone. Śledzie pokroić w małe kawałeczki, takie na jeden kęs. Wymieszać ze sobą dokładnie maślankę z jogurtem i dużą ilością pieprzu, liśćmi laurowymi i zielem angielskim. 
W dużej misce lub słoiku zacząć układać naprzemienne warstwy ze śledzi oraz mieszanki cebulowo-ogórkowo-jabłkowej. Nie dociskać i nie ugniatać tego wszystkiego za bardzo, bo na końcu należy całość zalać sosem z maślanki i jogurtu, który musi swobodnie wpływać i opływać wszystkie składniki.
Tak przygotowane śledzie wstawić do lodówki na mniej-więcej 2 dni, od czasu do czasu trzeba dobrze zamieszać w całości.
Do podania wystarczy chleb pieczony przez tatę i już :)

SMACZNEGO!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

282. Makowiec z jabłkami specjalnie na święta od mamy Krysi

W zasadzie z wszelkimi wypiekami z makiem mam jeden problem. Nie jadam ich praktycznie poza domem, bo zawsze mam wrażenie, że cały mak powchodził mi między zęby. I jak tu żyć potem, jak gęby nie można otworzyć, ani się uśmiechnąć, ani nic. Święta jednak mają to do siebie, że je tradycyjnie spędzam w domu z dostępem do łazienki :) Makowca mogę jeść więc spokojnie. Tym bardziej, że ta wersja mamy Krysi jest według mnie lepsza od wszystkich innych, bo oprócz maku jest pełna jabłek, a dzięki temu jest wilgotniejsza. Jedna maruda co prawda zamarudziła, że według niego za mało jest maku w maku, ale widocznie koneserem makowca jest, bo reszta nie marudzi tylko wcina aż miło.

MAKOWIEC Z JABŁKAMI:
(proporcje przewidziane są na dużą blachę makowca-ja używałam takiej o wymiarach 30x50cm)
CIASTO:
-300g mąki pszennej
-2 żółtka
-100g cukru
-125g masła
-trochę śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia

MASA MAKOWA:
-300g maku
-niecałe pół kilo jabłek
-250g cukru
-6 jajek
-6 łyżek kaszy manny
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-kostka masła

1. Z podanych składników zagnieść kruche ciasto-nie powinno się za bardzo lepić do rąk. Schłodzić  w lodówce.

2. W czasie gdy ciasto się chłodzi sparzyć mak (w sensie przelać go wrzątkiem kilka razy), a następnie zemleć w maszynce do mięsa co najmniej trzykrotnie. Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Żółtka oddzielić od białek, z których ubić pianę na sztywno. Żółtka utrzeć z cukrem i masłem, następnie dodać do nich mak, kaszę i jabłka (oraz proszek do pieczenia). Na koniec delikatnie wmieszać w całą masę pianę z białek. 

3. Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość ok. 0,5-1cm, przełożyć je do przygotowanej blaszki, a na wierzch wylać masę makową. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 45-50 minut. Po wystudzeniu makowca można go polukrować lub oblać roztopioną czekoladą.

SMACZNEGO!

niedziela, 7 grudnia 2014

Tort z dziką plażą dla zmarzlucha

Pomiędzy wypróbowywaniem kolejnych przepisów, które mam zamiar wykorzystać na święta, mogłam znów się wyżyć artystycznie. Tym razem miałam zrobić tort dla swojego osobistego wujka. Mogłam zrobić co tylko chciałam, tylko drobne sugestie żeby nadawał się do szerszej publikacji i nie posiadał żadnych kompromitujących fragmentów. Powstrzymałam się więc od zrobienia tortu w kształcie ciepłych kalesonków, zamiast tego jest dzika plaża, palmy i na pewno dużo słońca.

piątek, 5 grudnia 2014

Tort górniczy na Barbórkę

Wczorajsza Barbórka to jak wiadomo święto górników. Tak się akurat złożyło, że mogłam się wyżyć artystycznie z tej okazji i ulepić kopalnię. Co prawda kopalnia była nie węglowa, tylko wydobywana jest w niej sól. Bo tak ogólnie to kopalnia soli z Bochni jest jakby ktoś nie wiedział. Tort zaś był prezentem niespodzianką (w parze z imprezą niespodzianką) dla pewnej Basi. 
Z pewnego źródła wiem, że moje dzieło zrobiło furorę, a najbardziej podobały się wagoniki z "solą".

czwartek, 4 grudnia 2014

281. Sernik piernikowy z orzechami

Serniczki wszelakie to ja lubię bardzo. Odkąd się nauczyłam piec je samodzielnie to nawet jakby bardziej lubię, bo mogę sobie pokombinować co tam powrzucać, żeby jeszcze pyszniejsze były. Boże Narodzenie się zbliża, więc wersję świąteczną też trzeba było wymyślić. Tutaj wyszła wersja 2 w 1 (można by rzec Łosz and Goł), bo to sernik piernikowy wypełniony orzechami. 
Żeby nie być całkiem gołosłowną, że to ja się tak zachwycam tym co sama upiekę, to dałam próbowaczom do oceny swój wypiek. Grupa testowa była zróżnicowana bardzo, zarówno pod względem wieku, stopnia marudności i  jeszcze otwartości na różne nowości i udziwnienia tradycyjnych przepisów. Nawet najtrudniejszy przeciwnik poprosił o dokładkę. W efekcie działalności próbowaczy sernik nie uchował się długo, znaczy się smakował. 
A i jeszcze tylko taką mam uwagę, że ja lubię serniki takie bardziej zbite i o wyczuwalnym aromacie maślanym, więc takie też zazwyczaj tworzę. Ten sernik piernikowy zdecydowanie taki jest.

SERNIK PIERNIKOWY Z ORZECHAMI:
(proporcje przewidziane przy pieczeniu w tortownicy o średnicy 24cm)
CIASTO:
-ok.150g ciastek owsianych
-ok. 100g masła
-ok. łyżka ulubionych przypraw korzennych (u mnie to był cynamon, gałka muszkatołowa, goździki, skórka z cytryny, kardamon, chilli, imbir)

MASA SEROWA:
-1 kg twarogu trzykrotnie zmielonego 
-100g masła
-1 opakowanie budyniu waniliowego
-6 jajek
-4-6 łyżek miodu (zależnie od upodobań)
-łyżka przypraw korzennych (tych samych co do ciasta)
-garść orzechów wszelakich (ja używałam włoskich i migdałów)

DEKORACJA:
-100g gorzkiej czekolady
-łyżka masła
-garść suszonej żurawiny

1. Przygotować ciasto. Masło roztopić, a ciastka dokładnie pokruszyć (tłuczek do ziemniaków sprawdza się do tego idealnie). Wymieszać ze sobą dokładnie ciastka, masło i przyprawy. Całość powinna wyglądać jak mokry piasek. Tak przygotowaną mieszankę wysypać na blaszkę i dokładnie ją ugnieść, tak żeby pokryć dokładnie spód i częściowo boki. Blaszkę z ciastem wstawić do lodówki na czas robienia masy serowej.

2. Do robienia masy serowej wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Masło utrzeć dokładnie z miodem. Nie przerywając mieszania dodawać po jednym jajku, a następnie przyprawy. Wciąż mieszając dodawać po jednej łyżce twarogu na przemian z budyniem (w proszku). Kiedy masa serowa jest już dokładnie wymieszana delikatnie dodać do niej jeszcze orzechy (ja swoje delikatnie posiekałam na mniejsze kawałki). Gotową masę przelać na przygotowane ciasto i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 40-45 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić w nim ciasto na co najmniej godzinę, żeby za bardzo nie opadło. 

3. Na wystudzone ciasto można, chociaż koniecznie nie trzeba, wylać polewę z rozpuszczonej gorzkiej czekolady wymieszanej z masłem. Na samą górę zaś, prawie jak wisienkę na torcie, można dodać kilka suszonych żurawin. 

SMACZNEGO! 

wtorek, 2 grudnia 2014

280. Zupa krem z jarmużu z klopsikami

Może będę złośliwa odrobinę, ale bardzo się cieszę że nie muszę codziennie chodzić do pracy i marznąć. Tym bardziej zadowolona jestem z mojej aktualnej posady kury domowej (lub house-manager jak ktoś woli poprawność polityczną) kiedy czytam kolejne wiadomości o opóźnieniach w kursowaniu pociągów podmiejskich, którymi jeszcze do niedawna podróżowałam codziennie. Czasem jednak nawet ja ruszam się i swój brzuchol na spacer, a po spacerku trzeba się jakoś rozgrzać. Ostatnio w programie Tomka Jakubiaka podpatrzyłam zupę krem z jarmużu, która mi się wydawała całkiem przyjemna dla podniebienia. Faktycznie, zupa genialna, bardzo sycąca, aromatyczna i do tego pełna warzyw i różnych zdrowych rzeczy. A dla marud, które zup kremów nie uznają, bo mają potrzebę gryzienia, dodane są klopsiki w wersji dietetycznej, gotowanej. Na ten stan pogody za oknem idealne danie....a kiedyś jarmużu nie lubiłam i nim plułam :)

ZUPA KREM Z JARMUŻU Z KLOPSIKAMI:
(proporcje przewidziane są na duży gar zupy dla całej bandy głodnych, zmarzniętych ludzi)
ZUPA:
-duży pęk jarmużu (ok. 400-500g)
-kalafior
-2 pietruszki (korzenie)
-seler
-por
-2-3 duże ziemniaki
-4 l bulionu warzywnego
-cynamon, kmin rzymski, gałka muszkatołowa, papryka wędzona, sól, pieprz, kawałek korzenia imbiru
-oliwa

KLOPSIKI:
-500g mięsa mielonego z indyka
-sok z 1 limonki
-pęczek natki pietruszki
-sól, pieprz, kmin rzymski


1. Wszystkie warzywa (oprócz jarmużu) umyć dokładnie, obrać co trzeba i pokroić na małe kawałki. W dużym garnku rozgrzać trochę oliwy i wrzucić na nią przygotowane warzywa. W międzyczasie umyć i pokroić jarmuż, a następnie dodać go do pozostałych warzyw. Dodać hojną ręką przyprawy i wlać większość (ok. 3l) gorącego bulionu. Gotować pod przykryciem, aż do momentu kiedy wszystkie warzywa będą już miękkie, a następnie wszystko zmiksować na krem. Osobiście nie miksowałam wybitnie dokładnie, więc powstał całkiem fajny krem z kawałkami warzyw.

2. Natkę pietruszki dokładnie posiekać i wymieszać ją ze wszystkimi składnikami klopsików (mięso z indyka jest na tyle kleiste samo w sobie że nie potrzebuje już jajka do zlepienia się). Ulepić z powstałej mięsnej masy klopsiki, każdy wielkości orzecha włoskiego. Pozostały po robieniu zupy bulion podgrzać aż do wrzenia. Wrzucać do niego delikatnie po kilka klopsików, a po kilku minutach wyławiać je łyżką cedzakową.
 
3. Do każdej porcji zupy dodać po kilka klopsików. Podawać bardzo gorące.

SMACZNEGO!