czwartek, 13 sierpnia 2015

350. Buza, orzeźwiający napój z Podlasia

Pisanie o tym, że jest upalnie powoli staje się nudne. Tak samo nudne jest ciągłe picie wody. Może i zdrowe, ale niestety nudne. A niestety napoi, które potrafią ugasić pragnienie nie jest tak dużo. Zimno piwo odpada póki co, woda mi już uszami wychodzi, kawa mrożona jest fajna ale po niej też się trochę chce pić. Padło na buzę. Opis buzy zdecydowanie nie jest zachęcający, bo to jest napój ze sfermentowanej kaszy jaglanej i rodzynek (mniam). Wygląd też jakiś taki nieszczególny, za to smak bardzo orzeźwiający. No cóż, gdyby nie ciekawość pewnie bym jej nigdy nie spróbowała. Wszystko dzięki temu, że rok temu odbyłam bardzo miłą wycieczkę do Białegostoku (relację można znaleźć na blogu). Na Podlasie buza trafiła dzięki osadnikom z Macedonii, tradycyjnie podawana jest w towarzystwie chałwy. W tamtych rejonach buzę robi się tradycyjnie zamiast kompotu do obiadu :)
Żeby zrobić ten napój zapaprać trzeba niestety całą kuchnię. Po nabałaganieniu jeszcze trzeba dzień odczekać i dopiero po tym czasie można już pić buzę. Za to otrzymujemy napój lekko gazowy i bardzo orzeźwiający. W tym tropikalnym klimacie idealny.

BUZA:
-300g kaszy jaglanej
-300g cukru
-3 cytryny
-30g świeżych drożdży
-3l wody
-garść rodzynek

1. Kaszę jaglaną gotujemy w niewielkiej ilości wody. Zanim wystygnie przetrzeć ją przez w miarę gęste sitko lub zmiksować blenderem. 
2. W drugim garnku zagotować wodę z cukrem. Następnie dodać sok z cytryny oraz kaszę. Gdy woda ze wszystkimi dodatkami nieco ostygnie (ale wciąż będzie ciepła) odlać ok. pół szklanki płynu. Wkruszyć do niej drożdże i odstawić w ciepłe miejsce, aż zaczną pracować. Zaczyn drożdżowy wlać do reszty napoju. 

3. Do butelek (najlepiej szklanych-zakręcanych lub z takim kapslem na druciku) wsypać trochę rodzynek. Wlać buzę do 3/4 wysokości butelki i dokładnie zatkać. Odstawić na dobę w ciepłe miejsce. Po tym czasie można butelki wstawić do lodówki i po schłodzeniu pić. 

SMACZNEGO!

*do przygotowania napoju nie polecam butelek plastikowych, bo plastik się mocno rozciąga gdy buza pracuje. Nie polecam również butelek z korkiem, bo strzelają z wielkim hukiem gdy za słabo się wepchnie korek.


Drukuj to!

5 komentarzy :

  1. Jestem z Podlasia. Jadłam różne potrawy, także te tatarskie, ale o buzie nigdy nie słyszałam. Kartacze, babkę ziemniaczaną, kiszkę ziemniaczaną, tołkanicę, pierogi z ziemniakami (czyli festiwal, jak mawia mama 'bieda obiadów' z ziemniaków), pierogi z mięsem (choć chyba powinnam je nazwać raczej kołdunami, bo dziadkowie zawsze robią je z surową wołowiną i gotują w rosole), czy pierekaczewnik jadłam. Największą atrakcją zawsze jest zaproszenie przez babcię i dziadka na obiad, na który ugotują pierogi czy kartacze. A oni mają taką wprawę, że zawsze otwierają małą produkcję i robią je w ilościach hurtowych. Pierogi zawsze w ilości ponad 100, więc dostajemy jeszcze na wynos. ;)
    Co do buzy - nie potrafię sobie wyobrazić do końca jej smaku, może jak przyjadę na weekend do Białegostoku to wpadnę do Esperanto żeby jej spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba zawsze tak jest, że kuchnia regionalna ma pewne wspólne składniki, ale finalnie w każdym domu się trochę od siebie różni :) nie zmienia to faktu, że te wszystkie kluchy, ziemniaczane dania i pierogi we wszelkich postaciach uwielbiam i zawsze chętnie jeżdżę w tamte strony :)
      a w cafe Esperanto buza jest pyszna, ale trochę słodsza niż ta według mojego przepisu. Rodziny na Podlasiu nie mam, więc tylko z informacji innych ludzi wyczytałam, że ta tradycyjna jest właśnie bardziej kwaskowata i wytrawna :)

      Usuń
    2. a i jeszcze jedno pytanie....cóż to jest tołkanica?? tego jeszcze nie jadłam :)

      Usuń
    3. Tołkanica to kolejny sposób na ziemniaka. :P Właściwie jest dosyć podobna do babki ziemniaczanej, ale jadłam ją tylko u prababci. Ugotowane i dokładnie potłuczone ziemniaki, z dodatkiem skwarek (jeśli akurat są, albo bez jak 'większa bieda przyciśnie') i długo pieczone w piecu kaflowym, w niskiej temperaturze, przez co na wierzchu robi się taka cudowna skorupka. Pewnie powinno się to robić w blachach, ale na nasze przyjazdy prababcia robiła jej dużo, więc piekła w emaliowanych garnkach i miskach. Do tego jakieś mięsko, albo tylko kwaśne mleko, to się nazywa smak dzieciństwa i beztroski. :)

      Usuń
    4. chętnie bym spróbowała....tylko kurcze skąd ja teraz piec kaflowy wytrzasnę :( u mojej babci już został zlikwidowany niestety. Ale spróbuję zrobić wersję oszukańczą w piekarniku :)

      Usuń