czwartek, 30 lipca 2015

345. Zapiekanka z pełnoziarnistych naleśników, warzyw i sosu jogurtowego

Są takie gadżety kuchenne, które wydają się być tylko głupim wymysłem. Wiecie na zasadzie, że to kolejna zapchaj-dziura, która się nie przydaje do niczego. Do tej pory uważałam patelnię do naleśników, za właśnie taki nieprzydatny gadżet. Bo przecież czym się różni patelnia do naleśników, od zwykłej patelni. Całe życie smażyłam naleśniczory na starej, czarnej patelni wyklepanej przez jakiegoś cygana. Aż tu nagle mama Krysia kupiła mi patelnię ceramiczną specjalnie do naleśników (w sklepie z owadem takie czasem można dostać). O raju! Jakie to jest genialne urządzenie. Naprawdę usprawnia smażenie. W sumie to nawet nie wiem kiedy można wytworzyć całą furę pysznych naleśników i jedyne co to trzeba do nich wymyślić nadzienie. Dziś padło na zapiekankę z naleśników i warzyw, oblane sosem jogurtowym. 

ZAPIEKANKA Z PEŁNOZIARNISTYCH NALEŚNIKÓW, WARZYW I SOSU JOGURTOWEGO:
NALEŚNIKI:
-1 jajko
-ok. 1l mleka
-szklanka (lub trochę więcej) mąki pełnoziarnistej pszennej
-trochę piwa lub wody gazowanej
-trochę oleju do smażenia

FARSZ WARZYWNY:
-1 cebula
-2-3 ząbki czosnku
-niewielka cukinia
-2-3 pomidory
-1 papryka
-duża garść świeżej bazylii
-sól, pieprz, odrobina oliwy

SOS JOGURTOWY:
-3 łyżki jogurtu greckiego
-1 łyżka ostrej musztardy
-ok. 100-150 g sera brie
-odrobina startej gałki muszkatołowej 

1. Wszystkie składniki ciasta wymieszać ze sobą, powinny mieć konsystencję niezbyt gęstego jogurtu. Gęstość można modyfikować dodając albo trochę mleka, albo trochę mąki, zależnie od potrzeb. Na rozgrzanej patelni (niezbyt duża powinna być ta patelnia), wylać kilka kropel oleju i wylać ciasto, tak żeby pokryło cienką warstwą całą patelnię. Smażyć z obu stron na rumiany kolor i tak zużyć całe ciast.

2. Na patelni rozgrzać trochę oliwy. Cebulkę posiekać na drobno i zeszklić na oliwie. Dorzucić do niej posiekane ząbki czosnku, a następnie pokrojoną w drobną kostkę cukinię (może ją też zetrzeć na tarce o grubych oczkach) oraz pomidory i paprykę pokrojone w kostkę. Wszystko razem wymieszać dokładnie i zostawić na ogniu do momentu, aż pomidory rozpadną się na sos i trochę odparują, a reszta warzyw zmięknie. Doprawić całość solą i pieprzem oraz posiekaną bazylią.
Te dwa etapy można wykonać dzień wcześniej.

3. Na każdego naleśnika nałożyć trochę farszu i zrolować go ciasno. Nafaszerowane naleśniki ułożyć ściśle obok siebie w naczyniu żaroodpornym. W międzyczasie pokruszyć ser brie na drobne kawałki, wymieszać go z jogurtem i musztardą. Dodać szczyptę gałki muszkatołowej i wszystko wylać na wierzch naleśników. Naczynie wstawić do piekarnika rozgrzanego do 160st, na około 15-20 minut. Gdy ser na wierzchu się rozpuści wszystko będzie gotowe.

SMACZNEGO!


wtorek, 28 lipca 2015

344. Genialna i prosta tarta z czarnymi porzeczkami na kruchym cieście

Nawet w moim leniwym życiu, są takie dni kiedy ciągle gdzieś biegam, załatwiam i w ogóle staram się ogarnąć rzeczywistość. Wszystko na siebie się nakłada. Imieniny mamy, przyjazd przyszłej-ewentualnej teściowej, marudzenie Luśki i problemy zdrowotne mojej kociej Zołzy. 
Szans na chociaż krótką drzemkę, brak. Łapy mi się rozjeżdżały ze zmęczenia, a tu jeszcze coś słodkiego do kawy powinnam mieć podczas wizyty na szczycie. 
Padło na prostą, a jednoczenie dosyć efektowną tartę z czarnymi porzeczkami. Wystarczy zagnieść ciasto (trochę przycwaniakowałam i zagniotła mi je maszyna), a owocowe nadzienie jest najprostsze na świecie. Do kawy i krótkich ploteczek w sam raz.

TARTA Z CZARNYMI PORZECZKAMI NA KRUCHYM CIEŚCIE:
CIASTO:
-1,5 szklanka mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-100g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%

NADZIENIE:
-ok. 300-400g czarnych porzeczek
-garść płatków migdałowych
-2 łyżki cukru
-opakowanie budyniu waniliowego

1.Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i 3/4 ciasta rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy do tarty o średnicy około 26cm i obciążyć ciasto np. suchym grochem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 160st. przez około 10 minut. W międzyczasie resztę ciasta rozwałkować na krążek wielkości przygotowanej blaszki do ciasta.

2. Wymieszać ze sobą dokładnie porzeczki, cukier i budyń waniliowy (proszek), tak żeby owoce dokładnie były pokryte suchymi składnikami. Wysypać porzeczki na podpieczony spód. Wierzch przykryć rozwałkowanym ciastem i lekko nakłuć je widelcem, a brzegi dokładnie zlepić. Całość wstawić z powrotem do piekarnika na około 40 minut, aż wierzch się zarumieni.

3. Po upieczeniu najlepiej odstawić ciasto do wystygnięcia (sok z owoców wtedy zgęstnieje). Można oprószyć całość cukrem pudrem.

SMACZNEGO!

czwartek, 23 lipca 2015

343. Orzeźwiająca sałatka z arbuzem i miętą na upały

 Sorry, taki mamy klimat, że jak jest lato to jest czasem gorąco. Tak jak teraz. Razem z Lucyndą nie ruszamy się aktualnie spod wiatraka i obie wypijamy jakieś hektolitry wody. Jeść też coś trzeba, więc Luśka dostaje mleko, a ja zrobiłam szybką sałatkę. Może piękna wizualnie nie jest, ale szczerze mówiąc jakoś mnie to wybitnie nie obchodzi, bo sił nie miałam na stanie w kuchni. Po za tym, największą zaletą tej sałatki jest bardzo orzeźwiający smak z arbuza i mięty, więc brzydotę można jej wybaczyć :)

SAŁATKA Z ARBUZEM I MIĘTĄ:
-ćwiartka dużego arbuza
-garść czarnych oliwek
-kilka świeżych listków mięty
-mała cebulka
-opakowanie sera typu feta (ok. 200g)
-sok z  1 cytryny

Wykonanie jest banalnie proste. Arbuza pokroić na małe cząstki, ser pokruszyć, cebulkę, miętę oraz oliwki posiekać. Wszystko razem wymieszać i skropić sokiem z cytryny. Dobrze jest odstawić na chwilę do lodówki, żEby wszystko się schłodziło. 

SMACZNEGO!

wtorek, 21 lipca 2015

Lub lubelskie Lucynko

Wczasy pod gruszą...znaczy pod jabłonką akurat.
Ja wiem, że wyjazd na wieś do babci (dla niektórych uczestników wyprawy do prababci) to może nie jest jakiś szał i wielkie ŁAŁ! Pewnie bardziej ekscytujące są wojaże po szerokim świecie. Wiecie,  te jakieś Tajlandie, Turcje czy inne Riwiery Francuskie. Jednak swego czasu, poza wyjazdami z rodzicami, wakacje miałam wypełnione pobytem na wsi u jednej lub drugiej babci. Cała dzieciarnia rodzinna była porzucana na wsi i sami sobie musieliśmy wymyślić zajęcie. Pobliskie lasy i wąwozy były przez nas spenetrowane dokładnie, bunkry pobudowane, okoliczne dzieciaki były dla nas kumplami...lub śmiertelnymi wrogami (czasem nawet komuś się przyłożyło paletką od badmintona), a największą frajdą było spanie na sianie w stodole i wypicie butli Ptysia. 
No cóż, może Lucynka nie zazna już wszystkich z tych atrakcji, może nawet by ich nie dokładnie doceniła. Ale chciałabym, żeby jak najszybciej poczuła, że ma miejsce na ziemi gdzie może pojechać i radośnie pohasać po trawie i posłuchać pohukiwania sowy (ulubiony ostatnio dźwięk do zasypiania), a dziadek zabierze ją na spacer i wyjaśni gdzie leży Nizina Mazowiecka a gdzie Wyżyna Lubartowska. Lucynka posiada tutaj również, do spółki z bratem ciotecznym, piaskownicę z najpiękniejszym widokiem na świecie-na górce skąd widać całą okolicę. Zaraz będzie jeszcze domek na drzewie. A do tego tutaj też może spotkać całe zastępy cioć i wujków, którzy wyrywają ją sobie z rąk i noszą niezmordowanie.
Odpoczęłyśmy sobie obie, bo ja też już dawno tak długo na wsi nie siedziałam. Zawsze jakieś ważniejsze wyjazdy były i tylko na dzień lub dwa przyjeżdżałam do babci. Czas spędziłyśmy bardzo miło, co poniektórzy objadali się zawzięcie lodami, owocami i cebularzami oraz opijali mlekiem takim od prawdziwej krowy a nie z kartonika. Inni stymulowali swój rozwój obcując z bratem ciotecznym i wdychali świeże powietrze spędzając całe dni na dworze. I objechałyśmy kawałek Lubelszczyzny, żeby też pozwiedzać co nieco.
Fajnie było :)
Pałacowy paw z Puław

Całkiem miłe miejsce-firmowy sklep "Solidarności"
Cebularz zamiast kocyka...takie rzeczy tylko w Lublinie
Na Lubartowskiej w Lublinie...szukając śladów komisarza Majewskiego

Tak brzydkie, że aż piękne...kupiłabym wszystkie
Perszerony
Konie małopolskie

Dwoje Niszczycieli Świata
Pijalnia wody w Nałęczowie i wilk taki, że strach się bać

Wspominałam już, że uwielbiam swoje dziecko?? :)

czwartek, 16 lipca 2015

342. Mus malinowy z jogurtem

Kolejny pomysł na łatwe, proste i przyjemne ciasto, które w zasadzie robi się samo i nie trzeba odpalać piekarnika. Jeśli ktoś nie chce może nie robić do niego ciasteczkowego spodu-wtedy nie dość że będzie dietetyczne to jeszcze bez glutenu. Samo szczęście i radość dla pałaszującego :)

MUS MALINOWY Z JOGURTEM:
CIASTECZKOWY SPÓD:
-100g herbatników 
-1/4 kostki masła (rozpuszczone)

MUS MALINOWY:
-300g malin
-kubek jogurtu greckiego (ok. 300g)
-czubata łyżka żelatyny
-2 łyżki cukru

1. Ciasteczka dokładnie pokruszyć i wymieszać z masłem. Wyłożyć nimi dokładnie spód tortownicy (o średnicy 22cm). Włożyć do lodówki żeby się dobrze schłodziło. 

2. Żelatynę zalać zimną wodą żeby napęczniała. Następnie zalać odrobiną (ok. 70ml-1/3 szklanki) wrzątku żeby się dokładnie rozpuściła.
Maliny zmiksować dokładnie z jogurtem i cukrem oraz żelatyną. Wylać całość na ciasteczkowy spód i wstawić do lodówki najlepiej na całą noc. 

SMACZNEGO!


wtorek, 14 lipca 2015

341. Proste ciasto z kaszy jaglanej z porzeczkami dla bezglutenowców

To nie jest tak, że skoro ja jem wszystko i lubię różnorodność, to osoby z dietą eliminacyjną się u mnie nie pożywią. Jest wprost przeciwnie. Jeśli tylko ktoś nie chce mnie na siłę nawracać na swoją dietę i jeszcze zapowie się z wizytą z lekkim wyprzedzeniem (bo jednak z Luśką na rękach jestem trochę mniej mobilna niż wcześniej) to chętnie zrobię coś specjalnie dla niego. 
Tak więc na ostatnie damskie spotkanie miałam za zadanie zrobić coś wegetariańskiego i jeszcze na dodatek bez glutenu. Dlatego też w mojej malutkiej kuchni powstało ciasto z kaszy jaglanej z czarnymi  porzeczkami.Ciasto jest ciężkie, wilgotne i delikatne w smaku, świetnie kontrastuje z aromatycznymi porzeczkami. Polecam nie tylko dla tych unikających glutenu.

PROSTE CIASTO Z KASZY JAGLANEJ Z PORZECZKAMI:
-200g kaszy jaglanej
-1/4 kostki roztopionego masła
-2 jajka
-2 łyżki cukru
-pół szklanki mleka
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia 
-szczypta cynamonu
-szczypta soli
-2 garści porzeczek czarnych
-cukier puder do posypania

1. Ugotować kaszę w lekko osolonej wodzie, a następnie dokładnie ją zmiksować.

2. Dokładnie wymieszać ze sobą wszystkie składniki ciasta na jednolitą masę. Wylać ciasto do przygotowanej foremki (używałam takiej o wymiarach ok. 25x25cm).  Na wierzchu ciasta równomiernie rozsypać porzeczki. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 45-50 minut (do suchego patyczka). Gotowe ciasto oprószyć cukrem pudrem.

SMACZNEGO!

*ja na to nie zwróciłam uwagi, bo nie muszę przestrzegać diety bezglutenowej i jeszcze pełnej wprawy nie mam, ale najlepiej zastąpić proszek do pieczenia sodą oczyszczaną. Wtedy będzie już całkowicie bez glutenu.


czwartek, 9 lipca 2015

340. Letnia tarta z malinami i kremem panna cotta (bez pieczenia)

Upał na chwilę zelżał i można na trochę odetchnąć. Jednak mimo to przepis na ciasto, przy którym nie trzeba stać przy piekarniku zawsze się przyda. Ta tarta głównie robi się sama, stojąc w lodówce. Przez ostatnie parę dni ja też chętnie bym w niej postała, ale gabaryty mi na to nie pozwalają. No trudno, nie można mieć w życiu wszystkiego. Grunt, że pyszną tartę malinową mam, a krem panna cotta jest cudnie waniliowy. 
W pierwotnej wersji maliny miały być na wierzchu...ale jakieś złe moce zjadły mi te najpiękniejsze i najbardziej jędrne owoce odłożone na ten cel. Mam pewne podejrzenia co to za złe moce były i raczej wykluczam Luśkę, bo jeszcze do drzwi lodówki nie dosięga :)

TARTA Z MALINAMI I KREMEM PANNA COTTA:
(proporcje przewidziane na foremkę o średnicy ok. 24cm)
CIASTO:
-200g czekoladowych herbatników
-pół kostki rozpuszczonego masła

KREM PANNA COTTA:
-300ml śmietanki 30%
-2 płaskie łyżki cukru
-laska wanilii
-3 łyżeczki żelatyny
-szczypta soli

+2-3 garści malin (ok.300g) i ewentualnie kilka świeżych listków melisy do dekoracji

1. Herbatniki rozdrobnić w mikserze i dokładnie wymieszać z roztopionym masłem (ewentualnie wrzucić do miski i pokruszyć tłuczkiem do kartofli-też się sprawdza). Całość powinna mieć konsystencję mokrego piasku. Wyłożyć taką ciasteczkową masą spód i brzegi foremki do tarty. Wstawić foremkę do lodówki, żeby się dobrze schłodziła. 

2. Żelatynę zalać odrobiną zimnej wody. Śmietankę podgrzewać z cukrem, szczyptą soli, ziarenkami wydłubanymi z wanilii oraz pozostałym strąkiem wanilii. Kiedy śmietanka będzie już bardzo gorąca, ale jeszcze nie wrząca, wyłowić strąk i wlać namoczoną żelatynę. Zdjąć całość z ognia i dokładnie wymieszać, aż cała żelatyna się rozpuści. Odstawić na chwilę do przestygnięcia-najlepiej gdy krem zacznie lekko krzepnąć.

3. Na ciasteczkowy spód tarty wysypać równomiernie maliny, a następnie wylać krem panna cotta. Całość wstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej całą noc) do całkowitego zastygnięcia kremu. Można ewentualnie udekorować kilkoma listkami świeżej melisy.  Do porannej (mrożonej) kawy ciasto idealne .

SMACZNEGO!

 Misie mi w kawie pływają :)

wtorek, 7 lipca 2015

W podróży z niemowlakiem

Od maleńkości rodzice zabierali mnie i brata na różne wyjazdy bliższe i dalsze. W wieku lat "nastu" również całkiem sporo kręciłam się po świecie (chyba nawet należycie tego nie doceniając). Ostatnio trochę mniej mam czasu/pieniędzy/siły na dalekie podróże, ale może dlatego cieszę się jak głupia nawet z wyjazdu na drugi koniec miasta. Szczęśliwa bym była gdyby Luśka też polubiła takie kręcenia się po świecie, chociaż już teraz lekko obawiam się co jej może wpaść do głowy (tak-teraz rozumiem niepokój rodziców na wieść że ich córka wybiera się w podróż stopem po Bałkanach :) ).
Wychodząc z założenia, że przyzwyczajać do podróży i zmiany miejsc trzeba jak najwcześniej, zapakowałam 6-tygoniową Lucindę do Hondy i razem z Miśkiem wywieźliśmy ją w świat. To zdecydowanie nie było proste zadanie. Raczej skomplikowana operacja logistyczna, tym bardziej że po drodze mieliśmy zostawić naszą kotkę u babci, a mi się wydawało że muszę zabrać połowę domu ze sobą, bo na pewno się nam przyda. Niemowlak, kot i tona bagażu....pięknie było, niestety brakowało ręki żeby uwiecznić na zdjęciu ten p....dolnik :) 

W ramach ułatwienia sobie życia, na cel pierwszej podróży wybraliśmy miejsce dobrze znane (czyt. domek babci na wsi), z całym sztabem rodzinnym do ewentualnej pomocy. Po oswojeniu się z niemowlakiem w podróży, liczę że przy kolejnych wyjazdach będzie nam już coraz łatwiej. 

Podróżowaliśmy samochodem, a więc teoretycznie można było w niego zapakować wszystko co potrzeba. Jednak Hondzia swoją pojemność ma i raczej się tego nie przeskoczy. Wiadomo też, że część gratów zabrać trzeba a zajmują bardzo dużo miejsca w bagażniku, np. wózek. Chciałam również nie powielać sytuacji mojego brata, który na ten sam wyjazd naprawdę zabrał ze sobą pół domu.

Część z bagaży mojego brata, bratowej i 11-miesięcznego Niszczyciela świata...mój jest tylko zielony wózek z zawartością

Jest kilka rzeczy, które bardzo mi się przydały w podróży i zapewne będą z nami jeździły za każdym razem.

1. MOSKITIERA 
Ja posiadałam tym razem moskitierę na wózek, w przyszłości przyda się też pewnie łóżeczko turystyczne z taką opcją. Dla takich małych maluchów jak Luśka, nie ma środków odstraszających komary i inne robactwo. Zresztą nie chciałabym jej psikać nadmiernie chemią. A moskitiera zapewnia spokój w trakcie snu na świeżym powietrzu...i mama dzięki temu może spokojnie zająć się grillowaniem.

2. TERMOS Z GORĄCĄ WODĄ
Dla tych mam, które karmią wyłącznie piersią ta rada się nie przyda, one mają pełen catering ze sobą. Luśka jednak częściowo jest na mleku modyfikowanym. Woda z termosu przyda się żeby mleko robić na bieżąco, bo przy tych upałach szybko kwaśnieje. Woda z termosu przydaje się również gdy trzeba umyć butelkę lub smoczek... akurat jest awaria i wody w kranie brak. Dlatego też termos uzupełniam co chwilę, żeby stale był pełen.

3. JEDNORAZOWE PODKŁADY DO PRZEWIJANIA:
Bo przydają się do przewijania w każdych warunkach, ale też jako izolacja jeśli chcę położyć dziecię na trawie, a pewności nie mam czy jest całkiem sucho. Na trawie, podkładzie i kocyku całkiem dobrze i wygodnie się Lucynce spało.

4. CHUSTA LUB SZAL DLA MAMY
Moja arafatka od Mustafy z Kairu przydawała się jako dodatkowa warstwa grzewcza, gdy trzeba było wejść do sklepu gdzie ktoś rozkręcił klimatyzację na maksa. Gdy trzeba było zrobić parawan zacieniający dla panienki (w samochodzie przydają się bardzo roletki zacieniające na szybach). Czasem służyła zamiast pieluchy do otarcia pyszczka gdy się coś ulało. Była też dodatkową warstwą jeśli grunt, na który chciałam położyć Lucy był wyjątkowo twardy lub nierówny. W kryzysowej sytuacji mogłaby być również podkładem do przewijania...na szczęście tego póki co uniknęliśmy.

5.DZIECIOWY PROSZEK DO PRANIA 
Może się tak zdarzyć, że jednak ilość zabranych ubranek jest niewystarczająca, albo wyjazd się przedłużył (jak u nas-z 4 dni do 7). Wystarczy zrobić przepierkę i gotowe.  Trochę proszku warto mieć, żeby nie szukać go potem w sklepach w popłochu.

6. DUŻO SPOKOJU I CIERPLIWOŚCI
To niestety przydaje się najbardziej. Bo nie dość, że sama z siebie stresowałam się jak moje dziecko zniesie upały i wszelkie zmiany związane z podróżą to jeszcze ciągle słyszałam jakieś "dobre rady". Nie wspominając już o rzeszy ludzi wrażliwych na płacz dziecka....no cóż. Niemowlaki płaczą, tak już mają. W ten sposób komunikują, że chcą jeść, zrobiły kupę, albo że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Byłabym szczęśliwa gdyby moje dziecko nie musiało płakać, ale jestem wyrodną matką bo czasem chwilę dłużej zajmuje mi odgadnięcie o co tym razem chodzi....przygodnie spotkane (i nie tylko) staruszki dostatecznie dosadnie mi to wytłumaczyły.
Zresztą brak płaczu też jest zły, bo na pewno coś temu dziecku zrobiłam, że tak śpi długo i smacznie. Co by nie było jestem złą matką i niewłaściwie się własnym dzieckiem zajmuję (i dlaczego ona nie ma czapeczki ani skarpetek na sobie-przecież jest tylko 29stopni i jeszcze zmarznie). 

To są moje typy po pierwszej podróży (o tonie ubranek, zapasie pieluch itp. pisać nie będę bo to się rozumie samo prze się). Zapewne z upływem czasu będę uzupełniać tę listę. Chętnie przyjmę też patenty bardziej doświadczonych rodziców :)
Zdjęcie z serii "Gdzie jest Wally?"