piątek, 15 stycznia 2016

Mięsożercy na wege obiedzie w nowym Falafel Bejrut


Są takie miejsca, które mija się codziennie, a jednak zawsze coś przeszkodzi do nich zajrzeć. O Falafel Bejrut przy ul. Senatorskiej słyszałam już od dawna, że pysznie, że niepowtarzalnie, że mnóstwo aromatów i jednym słowem wspaniale. Przyznaję, ile razy przechodziłam obok ślinka mi ciekła gdy czułam te zapachy rozchodzące się po całej ulicy, ale...chyba już nieco za stara jestem na tą miejscówkę. W tej niewielkiej klitce powstają pyszności, jednak czasem ciężko się do niej wcisnąć samodzielnie, a co dopiero mówić o wjechaniu z wózkiem (aż tak wyluzowana żeby zostawiać Lucy samodzielnie gdy matka by jedzenie zamawiała nie jestem). Letni ogródek z leżaków i skrzynek po piwie też jakoś nie do końca do mnie trafił, ale przyznaję bez bicia, że jestem już chyba ze zbyt starego pokolenia. Kiedyś w końcu udało nam się z Miśkiem skosztować falafeli stąd i byliśmy zachwyceni. Obydwoje jesteśmy zadeklarowanymi mięsożercami, ale to było tak dobre, że chcieliśmy wrócić po więcej, tylko warunki lokalowe nam nieco stały na przeszkodzie.

Ale ale moi mili jest nadzieja i dla takich wapniaków. W zeszłą sobotę został otwarty kolejny Falafel Bejrut w bardziej sprzyjających dla starszych państwa warunkach. No Muranowie (swoją drogą w tym samym budynku jest bardzo smaczna Pizzeria na Nowolipkach) jest lokal przestronny, z kilkoma przytulnymi stolikami. Można zamawiać na wynos, można też zjeść na miejscu w ludzkich warunkach. Jak określił Miśko, został otworzony niebezpiecznie blisko naszego mieszkania, więc istnieje ryzyko częstego odpuszczania stania przy garach na rzecz Falafela.  

Zdjęć naszych falafeli nie uświadczycie, bo zbyt apetycznie wyglądały i zanim wyciągnęłam aparat już je zjedliśmy. Zamówiliśmy na wynos, bo Luśka akurat nie przejawiała chęci na dłuższe biesiadowanie. Miśko miał klasycznego falafela, ja w wersji greckiej z serem feta. Oboje dostaliśmy pity wypełnione dodatkami, mnóstwo ziół, pomidorów, marynowanej rzepy i oczywiście wege kotleciki. Było smacznie, jednak nie było tego uderzenia zachwytu jak przy falafelach na Senatorskiej. Wszystko przez to, że żadne z nas nie dostało do swojego posiłku sosu. Swoją drogą uważajcie, bo sos średnio ostry jest sosem naprawdę ostrym, nawet dla kogoś lubiącego pikantne smaki. 
Brak tego sosu w "kanapkach" był odczuwalny, brakowało tej przysłowiowej wisienki na torcie. Szkoda. Jednak oboje liczymy, że wpadka była spowodowana po prostu dużym ruchem w dniu otwarcia (byliśmy już wieczorem więc obsługa miała prawo być zmęczona), albo potknięciem i brakiem wprawy. Wrócimy tam na pewno sprawdzić czy tym razem sos dostaniemy, jak również spróbować pozostałe pozycje z menu, bo te aromaty zdecydowanie zachęcają do rozkoszowania się libańskimi smakami. 

*ceny w Falafel Bejrut są bardzo miłe dla portfela. Duży klasyczny falafel kosztuje 12 zł, a jest to porcja, którą może się nasycić dorodny mężczyzna.   
Adres to ul. Nowolipki 15, Warszawa 

Drukuj to!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz