piątek, 11 marca 2016

Matka Polka Wiecznie na Diecie


Postanowiłam wziąć się za siebie. Wszystko po to, żeby przejść z fazy "nie jest tak źle" na "ale super-hiper-zgrabna-laska-która o dziwo urodziła dziecko". 
Zaczęłam codziennie ćwiczyć, pić hektolitry wody z cytryną i staram się (podkreślam staram się) unikać słodkości i zwiększyć ilość zdrowych produktów w diecie. Ponoć ważne jest też wsparcie otoczenia w dążeniu do poprawy sylwetki, no to powiedziałam otoczeniu co i jak. A moje otoczenie wspiera mnie jak cholera. 

Pół biedy, że gdy ćwiczę to moje dziecko zanosi się śmiechem jak nigdy. Ubaw ma po pachy i boki zrywa. Widocznie widok matki robiącej brzuszki, fikającej nóżkami i oblewającej się potem przy kolejnym przysiadzie gdy trzeszczą stawy kolanowe jest wybitnie zabawny. Trudno niech się dziecina pośmieje, ten świat taki okrutny to niech chociaż ma trochę radości dostarczanej przez rodzicielkę. Dla uciechy Lucy nawet dodatkowe skłony jestem gotowa zrobić. 

Gorzej z konkubentem. Cały dzień dałam radę i nie rzuciłam się na żadną tabliczkę czekolady. Nie zeżarłam nawet całego gara żuru. Brawo ja, czuję się jak bohater w swoim domu. Siadam więc na spokojnie popracować/poczytać/pooglądać telewizję/popuszczać bąki z nudów i słyszę, że nadchodzi ZŁO. Zło siada obok mnie z paczką chipsów albo ciastek w jednej ręce a piwem z sokiem pigwowym w drugiej. I zaczyna chrupać. Kęs i chrup. Kęs i chrup. Kęs i chrup. Jeszcze się trzymam, chociaż już mi ręka drży na myśl o tym ciasteczku oblanym czekoladą i pełnym bakalii. Już mi trybiki pracują, że przecież bakalie zdrowe, a w czekoladzie jest magnez potrzebny dla prawidłowej pracy mózgu. To może jednak się skuszę. Kęs i chrup, kęs i chrup...ciągle to słyszę. Teraz już drży nie tylko ręka ale już cała mam trzęsiawkę. Przecież chipsy też chyba nie są takie złe. Ziemniaki to warzywo przecież, a warzywa są zdrowe. A tłuszczu trochę potrzeba do rozpuszczania niektórych witamin. 
Nie, będę twarda. Patrzę tylko na mojego konkubenta znaczącym wzrokiem, żeby już więcej tego nie robił.

-Kochanie co tak na mnie patrzysz? Zła jesteś na coś? (kęs i chrup)
-Nie, kurna nie jestem. Szczęśliwa jestem jak cholera. Idź sobie jeść gdzie indziej. 
-Kiedy ja lubię z tobą być i dzielić z tobą posiłki.....kochanie, kochanie........no zjedz ciasteczko bo jakoś tak markotnie wyglądasz.

I tak co wieczór.

Drukuj to!

2 komentarze :

  1. 😃 twarda jesteś! Dasz radę! Chyba też się zmobilizuję 😊 pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie że dam radę...Misiek wyjeżdża to będzie łatwiej :)

      Usuń