środa, 7 grudnia 2016

468. Piernikowa caffe latte z domowym syropem

 Na co dzień staram się patrzeć co jem i czy przypadkiem za jednym zamachem nie przyjmuję pierdyliona kalorii. Ale czasem człowiek musi. Inaczej się udusi, jak śpiewał klasyk. 
Wiadomo, że jak od poranka zaczną się problemy to dalej już może polecieć tak, że trzeba będzie wypić duszkiem cały zapas waleriany z domu. Najpierw konkubent zapakował się, zabrał swoją walizeczkę i wybył na tydzień zostawiając mnie za całym chaosem na głowie. Potem Lucy tęskniąc za tatą zaczęła marudzić, jęczeć, stękać, nudzić, płakać, stawać na głowie, jednym słowem doprowadzać matkę do rozpaczy i bólu głowy. Między jednym jękiem stęsknionego dziecka, a drugim usłyszałam, że nasza pralka wydaje z siebie jakieś dziwne zgrzyty. To nie brzmiało jak miarowa praca, tylko raczej jak okrzyk że będą kłopoty. Bo przecież zbyt prosto by było gdyby pranie zostało odwirowane. Gdy jest całe mokre jest zabawnie. A to, że przenosząc pranie z kuchni do wanny, zalałam pół mieszkania, to tylko dodatkowa atrakcja. To, że Lucy oczywiście musiała chodzić za mną krok w krok i oczywiście wywróciła się na tej mokrej podłodze, było już taką oczywistą oczywistością, że tylko na nią czekałam. Kto kiedyś próbował jednocześnie utulić nieszczęśliwe dziecko, a drugą ogarnąć jakoś chaos wie, że po całej operacji jest się spoconym, wykończonym i marzy się tylko żeby ten dzień się już skończył. A to dopiero południe. Z głodu już mi ciemnieje w oczach. To może bym coś przekąsiła i przy okazji dziecię nakarmiła, może jej się też humor poprawi. Ale ale ale....nie może być tak prosto. Wyciągając jakieś produkty z lodówki wylałam cały kubek białek czekających na przerobienie ich na lukier do pierniczków. Na najwyższej półce stał ten kubek. I bardzo malowniczo jego zawartość spływała na sam dół. I już nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. A z boku dziecię moje stoi i trzymając się za spodnie mówi "mama sisi!". Jednak zapach dolatujący do mojego nosa wskazuje jednoznacznie, że to nie sisi to grubsza sprawa.......Stop! mam dość. Trzeba zmienić gacie dziecku. Lodówka nie zając, nie ucieknie. Żeby nie oszaleć trzeba zaparzyć pyszną kawę, dodać do niej mleko, domowy syrop piernikowy i jeszcze górę bitej śmietany. Dla mnie kawa, dla dziecka bita śmietana i może jakoś przeżyjemy do końca tego dnia. 

KAWA LATTE PIERNIKOWE Z DOMOWYM SYROPEM:
-espresso
-szklanka ciepłego spienionego mleka
-syrop piernikowy*
-dużo bitej śmietany
-starta gałka muszkatołowa

Do wysokiej szklanki lub ulubionego kubka wlać ciepłe mleko i trochę syropu pierniczkowego, spienić je spieniaczem. Dolać powoli espresso. Na wierzchu nałożyć dużą czapę bitej śmietany. Całość posypać świeżo startą gałką muszkatołową. 

*SYROP PIERNIKOWY:
-szklanka wody
-szklanka cukru
-łyżeczka cynamonu
-łyżeczka imbiru w proszku
-chlust esencji waniliowej
-3-4 goździki
-gwiazdka anyżu

Wszystkie składniki oprócz wanilii włożyć/wlać/wsypać do rondelka i postawić na małym ogniu. Podgrzewać aż całość się połączy i zgęstnieje do konsystencji syropu np. malinowego. Dodać wanilię, wyłowić goździki i anyż i zamieszać całość. Przelać do słoiczka lub butelki i odstawić do wystygnięcia. Gdy wystygnie jest już idealnym dodatkiem do kawy....jest też świetnym pomysłem na jadalny prezent :)

SMACZNEGO I MIŁEGO DNIA!
Drukuj to!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz