poniedziałek, 31 października 2016

Torty z Miśkowej cukierni w październiku

Trochę się lenię jeśli chodzi o wymyślanie nowych przepisów i siedzenie nad blogiem, ale jak na mnie miałam intensywny miesiąc przy tworzeniu tortów. Kilka tortów z dekoracjami z masy cukrowej, jeden wypasiony tort weselny, który przyprawiał mnie o drżenie serca i jeden tort dla jubilata na diecie bezglutenowej. 


Pierwszy w miesiącu był tort bezglutenowy i bez cukru dla diabetyków.  Bardziej niż dekoracją stresował mnie tym, że muszę wymyślić przepis odpowiadający wymagającej diecie, ale wyszedł pysznie. Miłe słowa od rodziny jubilata potwierdziły, że chyba umiem zrobić bezglutenowy jaglany biszkopt i całkiem dobrze mi to wychodzi.


 Następnie przyszedł czas na tort weselny z motywem ludowym. Wysoki, efektowny, pełen zdobień które miały nawiązywać do motywu łowickiego. Najwięcej stresu dostarczył kierownik sali weselnej, który całkiem nie chciał współpracować i np. schować tort do chłodni na czas obiadu. Dużo wycinanek, dużo masy, dużo wszystkiego. Na szczęście państwu młodym się podobał. I niech to będzie słodka wróżba na resztę wspólnego życia. 
(Niestety zdjęcia wyglądają jak wykonane ziemniakiem, bo nie było już czasu na robienie lepszych zdjęć).

 Prosty tort na 33 urodziny, ozdobiony czerwoną szpilką na wzór tych, które jubilatka nosiła na swojej imprezie. W zestawie do tortu była jeszcze tarta z brokułami  jako wytrawna przekąska, żeby imprezowanie nikogo nie zmęczyło nadmiernie.

A na koniec tort z papużkami na urodziny papużek nierozłączek, czyli bliźniaczek. Nie będę zdradzać ich wieku, można policzyć....chociaż działanie nieco zaniża wiek jubilatek. 

czwartek, 27 października 2016

459. Pyszne gofry na śniadanie

 W moim ukochanym konkubencie rozbudziła się ostatnio jakaś iskierka romantyzmu. Romantyzm jego objawia się na przedziwne sposoby. Czasem kupi kwiatka (a nawet dwa bo jeden zawsze dla Lucy jest), czasem przybije w końcu gwoździa o którego go proszę od pół roku, czasem sam z siebie zajmie się Luśką, albo gary piętrzące się w zlewie umyje własną ręką. Ostatnio zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Kupił dwa jakże cudowne prezenty. 
Dostałam mianowicie gofrownicę, do której wzdychałam już od kilku lat. Teraz mogę sama robić gofery o każdej porze dnia i nocy. Nie muszę śmigać na Senatorską po gofry z lodami, albo jeszcze dalej, nad morze po chrupiące wafle z bitą śmietaną. Teraz mamy gofry na śniadanie co drugi dzień. Lucy się cieszy, ja się cieszę, mój obwód bioder mniej się cieszy, ale nie siedzi cicho póki co.To jeden z tych prezentów, które się używa aż do zajechania i wyeksploatowania. 
Drugi z prezentów najchętniej schowałabym do szafy i w ogóle na niego nie patrzyła. Tamtaratam (fanfary)....dostałam mopa. Wypasionego, drogiego, kolorowego, ale jednak nadal mopa. Sam niestety nie myje podłogi. Nie wiem czy śmiać się czy płakać, czy lać lubego po łbie czy może przytulić do piersi. 
Może lepiej żeby iskierka rozmantyzmu już nieco przygasła, bo boję się co będzie dalej. Jedno zaskoczenie na rok mi wystarczy. Gdy już nieco ochłonę po najnowszym prezencie zrobię sobie gofry, bo niestety mycie podłogi nie jest tym co tygryski lubią najbardziej. 

GOFRY:
(proporcje przewidziane na ok. 6 gofrów)
-1 jajko
-1 szklanka mąki pszennej
-1 szklanka mleka
-2 łyżki cukru
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-duża szczypta cynamonu
-2 łyżki masła (chociaż ja akurat używałam oleju kokosowego)

1. Białko oddzielić do żółtka i ubić na sztywną pianę. 

2. Wszystkie pozostałe składniki gofrów wymieszać dokładnie ze sobą. Do ciasta wmieszać delikatnie pianę z białek. 

3. Na mocno rozgrzaną gofrownicę wylewać porcjami ciasto i piec gofry przez kilka minut, aż będą rumiane. Po upieczeniu odłożyć gofra na kratkę i ostudzić nieco. 
Wyśmienite są z cukrem pudrem, jogurtem naturalnym lub ulubionymi owocami. Polecam też spróbować gofrów z lodami. 

SMACZNEGO!


wtorek, 25 października 2016

458. Bezglutenowa szarlotka sypana z kaszą jaglaną i amarantusem


 

Nie da się ukryć, że jesteśmy łasuchami, wszyscy ile nas tu jest w naszej małej komórce społecznej. Dzień bez czegoś słodkiego jest dniem zdecydowanie straconym. Czasem jest to słodkie śniadanie, czasem słodkie drugie śniadanie, a czasem ciasto zjedzone cichaczem do wieczornego serialu. 
Wychodzę z założenia, że nie ma co z tym walczyć, lepiej pokochać i po prostu praktycznie zawsze mamy w domu upieczone ciasto. Zdecydowanie to lepszy wybór niż kolejna tabliczka czekolady zagryzana paczką ciastek.
Poza tym, że mam ochotę na coś słodkiego w stanie ciągłym, to nie mam ochoty na jakieś długie zabawy kuchenne. Jakoś tak mnie napadła ostatnio chandra jesienne i niestety nic mi się nie chce. Jedynie jeść mi się chce. Dlatego też pomysł na szarlotkę sypaną jest idealny. Nic nie trzeba robić, tylko sypać składniki, a ciasto obłędnie pachnie w całym domu i pysznie smakuje. A do tego jeszcze liczę na to, że zostanę rozgrzeszona ze zjedzenia tych kilku kawałków ciasta, bo ta szarlotka składa się z super zdrowych super food-kaszy jaglanej i amarantusa i jeszcze trochę masła do tego, żeby nie zwariować. Już czuję, że mi wracają siły witalne i chęć do życia przy tej paskudnej pogodzie. 

BEZGLUTENOWA SZARLOTKA SYPANA Z KASZĄ JAGLANĄ I AMARANTUSEM:
-ok. 1 kg jabłek (ja zamieniłam kilka jabłek na gruszki)
-pół szklanki brązowego cukru
-pół szklanki mąki jaglanej
-3/4 szklanki kaszy jaglanej (nie ugotowanej)
-pół szklanki amarantusa ekspandowanego
-2 łyżeczki sody oczyszczonej
-2 łyżeczki cynamonu
-1/3 kostki masła
1. Masło włożyć do zamrażalnika.
2. Jabłka i ewentualnie gruszki obrać, wykroić z nich gniazda nasienne i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Wymieszać z cynamonem.
3. Wszystkie suche składniki wymieszać ze sobą dokładnie.
4. Dno blaszki (ja używałam tortownicy o średnicy 22cm) wysmarować na grubo masłem. Na to wysypać równomiernie ok. szklankę suchych składników, na to połowę jabłek, znowu trochę suchego, resztę jabłek i na samą górę resztkę suchych składników. Na wierzch całości zetrzeć na tarce zmrożone masło. Wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 40-50 minut, aż wierzch się zarumieni. 
Gdy nieco ostygnie można już jeść.
SMACZNEGO!

czwartek, 20 października 2016

457. Gulasz warzywny z bakłażana i cieciorki

Nigdy nie byłam specjalną fanką pogody gdy zimno i pada. W tym roku dodatkowo ją znielubiłam za to, że nijak nie można skorzystać z placu zabaw i spożytkować na nim nadmiar dziecięcej energii. Dlatego też po domu krąży mi mały krążownik, który tłumaczy wciąż i wciąż dwie rzeczy. 
Po pierwsze i najważniejsze "Cicio oć!". W wolnym tłumaczeniu kiciu chodź to wytarmoszę cię za wsze czasy, aż ci ślepka z orbit wyjdą. Pociągnę za ogon tak silnie, że będziesz chciała go sobie sama odgryźć. I jeszcze krzyknę radośnie, wprost do uszka, jak bardzo cię kocham i uwielbiam. Bo to wszystko to z czystej, żywej sympatii, takiej na jaką tylko stać 1,5 roczną panienką o ogromnym serduszku dla zwierzątek. Pragnę tylko zauważyć, że hasło "cicio oć!" słychać nie tylko gdy nasza kotka Zołza jest w pobliżu, ale też gdy obok znajduje się któryś z pluszowych kotów. Czyli praktycznie non stop, bo bez któregoś kota nie ruszamy się nigdzie.
Drugim podstawowym hasłem mojego dziecka lubego jest "nie, nie cie!". Czyli jednym słowem, nie nie chcę. Nie chcę jeść w tej sekundzie mojego życia, więc wywalę całą łyżkę jogurtu na twoje czyste spodnie (nic to że za 5 sekund już jednak zgłodnieję). Nie chcę wycierania nosa, bo mi wcale nie przeszkadza glut do pasa. Nie chcę się ubierać, bo najwygodniej mi w życiu biegać w wersji na golasa, nie obchodzi mnie że na dworze wichura i zawierucha. Nie chcę iść spać, wolę biegać do późnej nocy doprowadzając rodziców do rozpaczy. Nie chcę teraz grzecznie malować, wolę wysmarować kota różową farbką. 
Więcej póki co nie zdzierżę. I tak już trochę tęsknię za czasami gdy Luśka tylko spała, jadła i wymagała zmiany pieluchy. Żeby nadążyć za tym harpaganem też muszę mieć dużo energii. Dlatego też upichciłam na szybko gulasz warzywny z bakłażanem i cieciorką. Pożywnie, zdrowo i kolorowo. Bakłażan zawsze cieszył moje oczy, bo taką ładną barwę posiada. A cieciorkę mamy dla zbuntowanego bobasa, który odmawia jedzenia wszelkiego mięsa. Wrzućcie warzywa do gara i mieszajcie, a zyskacie pyszny obiad. 

GULASZ WARZYWNY Z BAKŁAŻANA I CIECIORKI:
-1 średniej wielkości bakłażan
-1 duża cebula
-2-3 ząbki czosnku
-2/3 szklanki suchej cieciorki (albo puszka gotowej cieciorki) i soda oczyszczona
-4-5 dojrzałych pomidorów
-1 żółta papryka
-pęczek natki pietruszki
 -ziarna gorczycy i kozieradki
-sól, pieprz, cynamon, kmin rzymski, sok z połówki cytryny
-oliwa

1. Jeśli mamy suchą cieciorkę zalać ją zimną wodą, wsypać 2 łyżeczki sody oczyszczonej i odstawić na kilka godzin (lub najlepiej całą noc do namoczenia). Po tym czasie zlać wodę i wymienić ją na nowo. Wstawić cieciorkę z wodą na mały ogień, dosypać jeszcze łyżeczkę sody oczyszczonej i gotować do miękkości ziaren. Należy tylko zbierać powstającą pianę z wierzchu. 

2. Na rozgrzaną patelnię wsypać łyżkę ziaren gorczycy i kozieradki. Poczekać aż ziarenka zaczną podskakiwać i wlać duży chlust oliwy. Na rozgrzany tłuszcz wrzucić posiekaną w piórka cebulę oraz posiekany w drobną kosteczkę czosnek. Gdy cebula się zeszkli dorzucić pokrojoną w pół paski paprykę oraz bakłażan w kosteczkach. Na koniec jeszcze dodać pokrojone w cząstki pomidory i całość przykryć. Gdy pomidory nieco się rozpadną zmniejszyć ogień do minimum, dolać szklankę wody i dosypać cieciorkę. Doprawić, zamieszać i przykryć całość. 

3. Gdy pomidory całkiem się rozpadną i warzywa będą już przypominać gulasz zdjąć patelnię z ognia. Dodać posiekaną natkę pietruszki i sok z cytryny.Podawać od razu jako samodzielne danie lub jako dodatek jeśli ktoś musi mieć mięso. 

SMACZNEGO!
 

poniedziałek, 17 października 2016

456. Muffiny ze śliwkami i czekoladą

 Blogosfera kulinarna ma swoje mody i ulubieńców. Topinambury, nasiona chia, kasza jaglana czy inne krewetki raz pojawiają się często na przeróżnych blogach, a raz popadają w niełaskę. Muffiny swoje triumfy święciły kilka lat temu. Moda na te małe babeczki szalała i każdy miał w swoim kajeciku przepis na te okrągłe słodkości. Sama piekłam je co chwilę, a nawet u jednego absztyfikanta przetarłam sobie niby drogę do serca.
Absztyfikant po popadł w niepamięć, ja ze słodkości coraz częściej zdrowe słodycze wybieram, jednak i muffiny powróciły do mojej kuchni. Lucy bardzo polubiła takie słodkości, które idealnie mieszczą się w jej małych łapkach. Wobec czego ciężko jej było usiedzieć cierpliwie gdy próbowałam zrobić zdjęcia ilustrujące przepis. Stety lub niestety muffinki ze śliwkami i czekoladą zostały bardzo dokładnie przetestowane. Luśka nadgryzła kilka i z tego co widziałam miała zamiar popróbować pozostałych muffinów. 
Niech więc zachowanie małego łasucha będzie dla was rekomendacją, że nie samym budyniem jaglanym człowiek żyje. Czasem warto upiec "swojskie" muffiny wypełnione cząstkami śliwek i kosteczkami czekolady. 

MUFFINY ZE ŚLIWKAMI I CZEKOLADĄ:
-200g czekolady gorzkiej
-garść śliwek
-2 jajka
-pół kostki masła
-2/3 szklanki maślanki lub kefiru
-szklanka mąki pszennej
-2 łyżki cukru
-szczypta cynamonu i soli
-łyżeczka proszku do pieczenia

1. Śliwki umyć, odpestkować i pokroić na małe cząstki. Połowę czekolady posiekać na małe kosteczki.

2. W kąpieli wodnej rozpuścić pozostałą czekoladę i masło.

3. Ubić ze sobą jajka, maślankę i rozpuszczoną czekoladę z masłem. Gdy masa będzie już dokładnie wymieszana dodać mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i cukier. Wymieszać kilkoma ruchami, mogą zostać grudki. Na koniec dosypać posiekaną czekoladę i pokrojone śliwki. Delikatnie zamieszać masą na muffinki. Gotowe ciasto nakładać do przygotowanych foremek do 3/4 wysokości. Tak przygotowane muffiny ze śliwkami i czekoladą wstawić do piekarnika rozgrzanego do 175st, na około 15-20 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić przez kilkanaście minut muffiny w środku do ostygnięcia.

SMACZNEGO!

Kontrola jakości :)

piątek, 14 października 2016

455. Pieczony kalafior z orzechami

 Chociaż lato pełne moich ulubionych owoców już minęło i tak na straganach jest kolorowo. Ostatnio wybitnie mnie urzekły kalafiory w przeróżnych barwach. Na moim ulubionym bazarku można znaleźć nie tylko te kosmiczne romanesco, ale też te o klasycznym kształcie ale mniej klasycznej barwie. Są więc kalafiory białe, żółte, fioletowe i zielone. U nas na stole wylądował ostatnio zielony jegomość. Nie chciałam z niego robić klasycznej zupy kalafiorowej, ani też gotować go i potraktować podsmażoną bułką tartą. Nasz kalafior został upieczony i posypany uprażonymi orzeszkami. Pyszny był takie pieczony kalafior bardzo. Idealnie się nadaje na przekąskę lub dodatek do dania mięsnego. Pieczcie warzywa moi mili, bo zyskują całkiem nowy smak. 

PIECZONY KALAFIOR:
-ok. 1 kg kalafiora podzielonego na różyczki
-ok. pół szklanki oliwy
-ząbek lub dwa czosnku
-duża szczypta soli, pieprzu, kmin rzymski, płatki chili, papryka wędzona, odrobina cukru pudru
-garść orzechów włoskich

1. W oliwie wymieszać wszystkie przyprawy oraz starty na tarce czosnek. Do miski wrzucić różyczki kalafiora, wlać oliwę z przyprawami i dokładnie je wymieszać Różyczki kalafiora przełożyć do blaszki lub naczynia żaroodpornego. Wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 20-25 minut. W połowie pieczenia przemieszać całość. 

2. Orzechy posiekać na mniejsze kawałki i uprażyć na suchej patelni. Posypać orzechami upieczonego kalafiora i od razu można zajadać. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 10 października 2016

454. Placuszki z jabłkami i kefirem

 Jestem łasuchem i (prawie) dobrze mi z tym. Uwielbiam słodkie śniadania i zdaje się, że Lucy też już je bardzo polubiła. Miśko często rano wybiega z domu w dzikim pędzie, żeby nie spóźnić się do pracy. A my cóż...my sobie dogadzamy i robimy różne pyszne cuda-wianki. Tym razem na nasz śniadaniowy stół wjechały placuszki z kefirem i jabłkami. Pyszne, pulchne i delikatne. Zrobiłam całą furę. Te placuszki, które nam zostały po śniadaniu, zapakowałyśmy jako przekąskę na spacerze, na drugie śniadanie. A gdy jeszcze kilka zostało wieczorem, Miśko skonsumował przy oglądaniu filmu. Czyli, że nawet chłop co za słodkościami nie przepada, się nich rozsmakował.
Jednym słowem placuszki z kefirem i jabłkami polecają się na śniadanie. 

PLACUSZKI Z JABŁKAMI I KEFIREM:
-2 średniej wielkości kwaśne jabłka
-1 banan
-1 jajko
-duże opakowanie kefiru (ok. 400ml)
-szklanka mąki
-łyżeczka proszku do pieczenia
-2 łyżki miodu
-duża szczypta cynamonu
-olej kokosowy lub masło klarowane do smażenia

1. Jabłka obrać, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w średniej wielkości kostkę. Banana pokroić w pół plasterki.

2. Jajko roztrzepać dokładnie z kefirem i miodem. Dodać mąkę, proszek do pieczenia i cynamon. Dodać jeszcze owoce i wszystko razem wymieszać. 

3. Na rozgrzaną patelnię włożyć nieco tłuszczu. Zmniejszyć ogień do minimum i łyżką nakładać niewielkie placuszki. Smażyć z obu stron na rumiany kolor, a po zdjęciu z patelni położyć na ręczniku papierowym, żeby odsączyć z nadmiaru tłuszczu. Ewentualnie oprószyć placuszki cukrem pudrem i śniadanie gotowe. 

SMACZNEGO!

czwartek, 6 października 2016

453. Bezglutenowe brownie jaglane

 Przyszła taka jesień jakiej nie lubię. Gdy Lucy ma gluta do pasa, z nieba leje coraz większy deszcz, każde wyjście na dwór powoduje skręcenie włosów w takie sposób że wstyd ludziom się na oczy pokazać, a wiatr wiejący wdziera się w każdy zakamarek owiniętego w miliard warstw ciała. Jednym słowem najlepiej nie wychodzić spod kocyka, a po zakupy potrzebne do przetrwania wysłać konkubenta. Miśko przyniósł 2 czekolady. Wybitnie mnie to ucieszyło, ale zamiast je pożreć od razu i nie mieć już nic to wolałam przerobić na ciasto, żeby było więcej dobroci. Gorzej, że "normalnych" składników jakoś akurat zabrakło w szafkach. Same mąki jaglane, gryczane, z tapioki albo innego migdała. Masło wyszło, za to olej kokosowy jest. Nawet cukier się skończył po porannym słodzeniu Miśkowej kawy.Efekt mojego tysiąc pięćsetnego zrywu do zdrowego odżywiania się.
Właśnie z takiej sytuacji wynikło ciasto zdrowe chyba, bezglutenowe na pewno i smaczne też. Wyszło brownie jaglane, na oleju kokosowym. Jakoś nawet nie czuję wyrzutów sumienia gdy jem je na drugie śniadanie. I kopa mi to lekkiego daje, żeby jakoś ogarnąć dziecko, które pomimo przeziębienia dom roznosi koncertowo. 
Pieczcie i jedzcie na zdrowie takie brownie. 

BROWNIE JAGLANE BEZGLUTENOWE
-2 tabliczki (200g) gorzkiej czekolady
-3 jajka
-3 łyżki oleju kokosowego
-3/4 szklanki mąki jaglanej
-1/2 szklanki mleka
-2-3 łyżki miodu
-1 łyżeczka sody oczyszczonej
-szczypta soli

1. 1,5 tabliczki czekolady połamać na małe kosteczki i rozpuścić w kąpieli wodnej. Pozostałe pół tabliczki pokroić na malutkie kawałeczki. 

2. Jajka ubić na puszystą, białą masę z miodem. Dodać do nich wystudzoną czekoladę. Następnie wsypać mąkę, sól i sodę oczyszczoną, oraz dodać olej kokosowy i mleko. Wszystko razem dokładnie wymieszać. 

3. Masę czekoladową wylać do przygotowanej blaszki (ja używałam takiej o wymiarach 25x20cm). Na wierzchu brownie jaglanego rozsypać równomiernie posiekaną czekoladę. Tak przygotowane ciasto czekoladowe wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 20 minut. Wyjąć z piekarnika i lekko ostudzić. Po krótkiej chwili mamy bezglutenowe brownie gotowe do spróbowania. 

SMACZNEGO!

wtorek, 4 października 2016

452. Tarta sernikowa ze śliwkami

 Dostałam ostatnio bardzo fajny prezent od konkubenta mojego kochanego. Nie była to biblioteka pełna książek, o których marzę. Nie były to żadne nowe gadżety kuchenne. Nie była to nawet podróż w wymarzony zakątek świata. Wbrew oczekiwaniom całego wszechświata nie było to również magiczny pierścień, który by sprawił że konkubent przemieni się w narzeczonego. 
Było za to wolne popołudnie. Miśko po prostu zabrał Lucy na całe popołudnie żebym mogła odpocząć trochę. Dostali spakowaną torbę, dostali torbę chrupek i jeszcze mleczko na zapas, oraz dobre słowo i pojechali. 
A ja zamiast się wyspać, albo poczytać książkę do się zastanawiałam czy dziecię za mną nie płaczę. Kwoką jestem do kwadratu z tego wychodzi. Zaletą takiego wolnego wieczoru było wymyślenie przepisu na pyszne ciasto. Musiałam po prostu zagospodarować różne ciekawostki z lodówki i tak powstała tarta sernikowa ze śliwkami, taki fajny smak jesieni. Do kawy idealna. Do łapania energii podczas zabawy również. 

TARTA SERNIKOWA ZE ŚLIWKAMI:
 CIASTO:
-szklanka mąki pszennej
-1 żółtko
-1/4 szklanki cukru
-łyżeczka cynamonu
-pół kostki zimnego masła
-łyżeczka jogurtu greckiego
MASA SERNIKOWA:
-500g twarogu na sernik
-1 jajko
-opakowanie budyniu waniliowego
-2 łyżki miodu
-garść dojrzałych śliwek

1. Ze wszystkich składników zagnieść ciasto. Powinno być elastyczne i nie lepiące się do rąk. Zawinąć ciasto w folię spożywczą i włożyć na godzinę do lodówki. Po tym czasie wyjąć ciasto i rozwałkować na grubość ok. 0,5 cm. Wyłożyć ciasto na przygotowaną blaszkę (ja używałam formy do tarty o średnicy ok. 24cm). Na ciasto położyć kawałek papieru do pieczenia i wyłożyć groch lub inne obciążenie. Tak przygotowaną tartę wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 10 minut, po tym czasie zdjąć obciążenie i piec jeszcze przez 5 minut. 

2. W międzyczasie umyć i odpestkować śliwki. Pokroić je na ćwiartki. 

3. Twaróg, jajko, miód i budyń waniliowy (proszek) dokładnie wymieszać. 

4. Na podpieczonym spodzie rozłożyć równomiernie śliwki. Na owoce wylać masę sernikową i wygładzić. Tak przygotowaną tartę sernikową wstawić do piekarnika (temperatura 180st) na około 30-40 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i pozwolić tarcie wystygnąć.

 *myślę, że taka tarta świetnie będzie smakować również z malinami, wiśniami czy porzeczkami

SMACZNEGO!