środa, 30 listopada 2016

467. Domowa nutella w wersji fit

 Są takie poranki w życiu kiedy musisz zjeść śniadanie, które poprawi ci humor. I chociaż wiesz, że serce podpowiada ci nutellę, albo inną porządną dawkę czekolady, tłuszczów trans i innych cukrów, to rozum mówi, że dupa już jest wielkości szafy i większa już w spodnie nie wejdzie. Doświadczenie życiowe zaś podpowiada, że niestety ale te wszystkie kalorie w cycki nie pójdą. Trzeba zrobić ulubiony smakołyk w wersji dietetycznej, która nie grozi otyłością. 
Ale do rzeczy. Śpię sobie spokojnie. Podświadomość podpowiada mi, że jest dobrze, bo Lucy też śpi niespodziewanie długo i może wreszcie jest ten szczęśliwy dzień kiedy wygram w totka i się wyśpię. Śnię o podróży do Włoch, gdzie mogę się objadać makaronem ile dusza zapragnie, słońce świeci, Lucy jest grzeczna jak nigdy. Życie jak we śnie. Aż tu nagle, w tym śnie ciągle, odpalam komputer, a tu się okazuje że do mojego konkubenta pisze jakaś Pamela. Blond cizia, cud-miód bez cellulitu i bez śladów na ciele po przebytej ciąży. Bożesz ty mój. Miśko mnie zdradza z Pamelą. No zabije gada jak nic. Ja mu dziecię wychowuję i obiadki gotuję a ten się puszcza z jakąś blondyną cycatą...nie zdążyłam zrobić we śnie awantury, bo mnie obudził całkiem realny Miśkosław z prośbą żeby mu zrobić kanapki do pracy. No kuuuurczaczki pieczone. Motyla noga! Kurdebalans! To ty mnie z Pamelą zdradzasz a ja ci kanapki mam robić??? I czemu się dziwi, że awanturę robię od rana. Mógł mnie nie zdradzać to bym nie krzyczała. I jeszcze dziecko przez to wszystko się obudziło. 
No i właśnie dlatego ja muszę, po prostu muszę, mieć w zanadrzu jakiś poprawiacz humoru na śniadanie. Domowa nutella z awokado i banana w tym przypadku sprawdzi się idealnie. 

DOMOWA NUTELLA W WERSJI FIT:
-2 bardzo dojrzałe banany
-2 dojrzałe awokado
-ewentualnie trochę miodu żeby dosłodzić
-2- 3 czubate łyżki kakao
-garść orzechów laskowych
-szczypta soli

1. Orzechy posiekać i uprażyć na suchej patelni. 

2. Wrzucić do miski wszystkie składniki kremu czekoladowego i wszystko dokładnie zmiksować. Przełożyć tak przygotowaną nutellę do słoika i wsadzić całość do lodówki na kilka godzin. Po tym czasie nutella jest już gotowa do jedzenia. Można ją przechowywać w lodówce ok. 2 tygodnie. 

*gdybyście chcieli dobry przepis na gofry to znajdziecie go tutaj

SMACZNEGO!

poniedziałek, 28 listopada 2016

466. Tradycyjny makowiec świąteczny na cieście krucho-drożdżowym według przepisu mamy

Chociaż do świąt jeszcze mnóstwo czasu, moja ekscytacja prezentami, wypiekami i dzierganiem sałatki śledziowej, osiągnęła już wybitnie wysoki poziom. Pierwszy raz będę tworzyć kalendarz adwentowy dla Lucy i jeszcze wymyślałam co ciekawego mogłaby dostać pod choinką. Rok temu też niby było fajnie, bo to pierwsze święta Luśki i w ogóle szał-ciał i łzy wzruszenia. Jednak teraz jest jeszcze fajniej, bo dziecię moje zaczyna już rozumieć co się dzieje wokół niej. Ma już swój gust i ulubione postaci, więc nie zadowoli się byle czym. Nad prezentami trzeba było trochę dłużej posiedzieć i pomyśleć. Co gorsza okazało się, że nie doceniłam mojej latorośli. Schowałam prezenty w zbyt łatwych miejscach i już je wygrzebała. Część trzeba było oddać, więc kolejne trzeba dokupić. Trudno, dla Lucy wszystko, byle tylko portfel to udźwignął :)
A wszelkie plany świąteczne najlepiej robić zagryzając jednocześnie tradycyjny makowiec mamy Krysi. Najlepszy, najpyszniejszy i już czuć, że coraz bliżej święta.

TRADYCYJNY MAKOWIEC NA CIEŚCIE KRUCHO-DROŻDŻOWYM:
 (proporcje są przewidziane na 2-3 makowce, ale spokojnie mogą poleżeć kilka dni i się nie zsychają)
 CIASTO:
-1 kg mąki
-250g cukru pudru
-40g świeżych drożdży
-3 żółtka
-2 jajka
-3/4 kostki masła
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-3-4 łyżki śmietany
 
MASA MAKOWA:
-0,5 kg maku
-pół kostki masła
- 3 jajka
-3/4 szklanki cukru
-pół łyżeczki proszku do pieczenia
-ewentualnie pół  szklanki posiekanych ulubionych orzechów

1. Mak zalać wrzątkiem i odstawić na co najmniej godzinę, odlać wodę i znowu zalać wrzątkiem. Taką procedurę trzeba powtórzyć 3 razy.  Po tym czasie zmielić mak w maszynce do mięsa, najlepiej trzykrotnie.  

2. Na stolnicę wysypać mąkę i cukier. Masło pokroić nożem na małe kawałki. Wbić jajka i jeszcze żółtka, pokruszyć drożdże, wsypać proszek do pieczenia i wlać śmietanę. Wszystko razem zagnieść ze sobą w ciasto dosyć elastyczne, powinno być podobne w konsystencji do ciasta kruchego.
 
3. Masło utrzeć z żółtkami i cukrem. Osobno ubić białka na sztywno. Mak dodawać stopniowo do masła, następnie dodać proszek do pieczenia i dokładnie wymieszać. Delikatnie wmieszać białka do całej masy i ewentualnie posiekane orzechy. 

4. Ciasto podzielić na 3 części. Rozwałkować na prostokąt, o grubości ok. 0,5cm. Rozłożyć równomiernie część masy makowej i zwinąć w roladę. Piec w piekarniku rozgrzanym do 170st, przez około 50-60 minut, aż się zarumienią. Po wyjęciu obsypać cukrem pudrem, lub jeśli ktoś lubi polukrować. 

SMACZNEGO!


piątek, 25 listopada 2016

465. Sałatka z brokułem i kurczakiem

 Konkubent mi się ostatnio znarowił i zacząć jęczeć na moją kuchnię. A bo kotleciki bym mogła usmażyć jak moja mama, albo kartofelki zwykłe obrać i ugotować, zupę po bożemu zrobić, a nie tylko jakieś fanaberie z grilla posypane fiu-bździu i otrębami. I jeszcze mogłabym od czasu do czasu zrobić porządną sałatkę do jedzenia, taką gdzie jest i jajo i majo(nez), a nie dietetyczną gdzie tylko kiełki i wiatr co hula po lodówce. Zebrałam się w sobie, niech ma chłopina coś z życia, skoro się musi użerać z taką jedzą jak ja. Udziergałam sałatkę co to dietetyczna nie jest, tylko troszkę odchudziłam ją w stosunku do pierwowzoru, po jednej łyżce człowiek jest syty przez pół dnia.Taka sałatka z brokułem i kurczakiem idealna będzie dla każdego głodnego chłopa, ewentualnie na przekąskę w pracy. Zatem do kuchni, dziergać coś smacznego. 

SAŁATKA Z BROKUŁEM I KURCZAKIEM:
-1 duży brokuł
-1 podwójna pierś z kurczaka
-4 jajka
-pęczek koperku
-sól, pieprz, oliwa, curry, sok z połówki cytryny
-2 łyżki jogurtu greckiego
-1 łyżka majonezu

1. Pierś z kurczaka umyć, pokroić w długie paski. Skropić sokiem z cytryny i dużym chlustem oliwy, posypać hojną ręką curry i odrobinę soli i pieprzu. Wszystko dokładnie wymieszać. Rozgrzać patelnię grillową i smażyć na niej kawałki kurczaka na złoty kolor.

2. Jajka ugotować na twardo.

3. Brokuła umyć i pokroić w różyczki. Wsypać go do wrzącej osolonej wody i gotować przez krótką chwilę, żeby zmiękł tylko odrobinę. Odcedzić i odstawić do ostygnięcia.

4. Pierś z kurczaka pokroić na małe kawałeczki, tak samo jajka. Wymieszać je z ugotowanym brokułami. W szklance wymieszać jogurt, majonez i posiekany koperek z solą i pieprzem. Polać sosem sałatkę i od razu podawać głodnemu mężczyźnie.

SMACZNEGO!

środa, 23 listopada 2016

464. Cantuccini, włoskie ciasteczka z migdałami wypiekane dwa razy

 Miałam ja kiedyś absztyfikanta, który często jeździł do słonecznej Italii w jakiś swoich biznesach interesach. A ponieważ miłość nasza była płomienna (acz krótkotrwała) to przywoził mi z każdego wyjazdu różne pyszności, między innymi moje ulubione ciasteczka cantuccini. Miśko zgrzyta zębami, gdy napomknę coś o tym dobiegaczu. Niech rozpłynie się więc ten niedoszły narzeczony w mrokach niepamięci,  lepiej przypominać sobie te wszystkie smakołyki, które dzięki niemu zjadłam.  A były to piękne czasy gdy jadłam, a obwód bioder pozostawał niewzruszony, więc tym bardziej z łezką w oku o tym myślę.
Cantuccini to nie jest tiramisu, które musi wszystkich zachwycać. Cantuccini, to słodkie sucharki, wypełnione migdałami, idealne do kawy. I gdy czyta człowiek książkę i się zapomni i nie ma czasu iść po coś konkretnego do jedzenia. Do włoskich ciasteczek proponuję włoską sagę Eleny Ferrante (o pierwszej części pt. "Genialna przyjaciółka" pisałam w tym poście). Wciągnęły mnie losy dwóch przyjaciółek i obraz zmieniającego się Neapolu na przestrzeni lat. Teraz tylko zostało mi położyć dziecię ukochane na drzemkę i zaszyć się w fotelu z kocem, kawą, książką i ciasteczkami. I niech nikt mi nie przeszkadza.

CANTUCCINI:
-ok. 1,5 szklanki mąki pszennej
-100g migdałów
-0,5 szklanki cukru pudru
-2 duże jajka od szczęśliwych kur
-skórka otarta z 1 cytryny
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-szczypta soli

1. Połowę migdałów posiekać bardzo drobno. Dodać do nich wszystkie składniki ciastek i zagnieść na jednolitą masę. Uformować z ciasta wałek o średnicy 2-3 cm i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na 20 minut. 

2. Po 20 minutach wyjąć ciasto z piekarnika i ostrym nożem kroić plastry o grubości 1-1,5cm. Ułożyć je z powrotem na blaszce. Piec przez 10 minut z jednej i 10 minut z drugiej strony. Przechowywać w szczelnej puszce. 
Włosi maczają je w winie, a ja wolę w pysznej kawie. 

BUON APPETITO

środa, 16 listopada 2016

463. Tarta czekoladowa z orzechami (bez pieczenia)

Moje uzależnienie od czekolady jest faktem niepodważalnym. Uwielbiam, ubóstwiam, nie mogę sobie bez niej poradzić. Dlatego chciwie zacieram łapki, kiedy jadę oddać krew i dostaję w nagrodę 8 tabliczek. Już w głowie kiełkuje myśl czy zjeść tak po prostu czy może upiec ciasto czekoladowe. 
Ostatnio też tak było. Namęczyłam się, bo igieł nie znoszę, a tu wbijają w człowieka taką grubą że aż słabo. Wysiedziałam swoje w kolejce do badań, lekarza i żeby swój leżaczek dostać. Dostałam wreszcie kolejną pieczątkę w książeczce krwiodawcy i słodkie pudełeczko z czekoladami. Uszczknęłam sobie trochę z  jednej czy drugiej tabliczki i schowałam (jak mi się wydawało) głęboko żeby konkubent nie znalazł. Ale ten cholernik ma szósty zmysł. Gdy ja i Lucy pojechałyśmy na basen, ten został w domu pod pretekstem sprzątania. Dziad jeden, nic nie odkurzył, ale za to czekolady zeżarł. Nawet okruszek nie został. Ubić to za mało.
Dobrze, że chociaż tych gorzkich nie lubi i nie tyka, to 2 tabliczki na otarcie łez mi zostały. Czym prędzej przerobiłam je na tartę z orzechami, żeby nieco pomnożyć ulubiony przysmak. A tartę zabroniłam ruszać....bo zdjęcia jeszcze muszę zrobić. Wyszła pyszna, smakuje trochę jak czekolada taka z okienkiem, z całymi orzechami. Niebo w gębie, choć to tylko kilka składników. 

TARTA CZEKOLADOWA Z ORZECHAMI (BEZ PIECZENIA)
 KRUCHY SPÓD:
-200g czekoladowych herbatników
-pół kostki rozpuszczonego masła
 
NADZIENIE CZEKOLADOWE:
 -200g gorzkiej czekolady (jeśli ktoś woli słodsze smaki może dodać czekoladę mleczną)
-250ml schłodzonej śmietanki kremówki
-chlust esencji waniliowej i szczypa soli
-ok. 200g orzechów laskowych

1. Herbatniki rozdrobnić w mikserze i dokładnie wymieszać z roztopionym masłem (ewentualnie wrzucić do miski i pokruszyć tłuczkiem do kartofli-też się sprawdza). Całość powinna mieć konsystencję mokrego piasku. Wyłożyć taką ciasteczkową masą spód i brzegi foremki do tarty. Wstawić foremkę do lodówki, żeby się dobrze schłodziła. 

2. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i odstawić żeby nieco przestygła. 

3. Śmietankę ubić na sztywno. Dodać do niej wanilię, czekoladę i sól i dokładnie wymieszać. Gotową masę czekoladową wylać na przygotowany kruchy spód. 

4. Orzechy posiekać na mniejsze kawałki. Podprażyć je na suchej patelni, będzie łatwo obrać je ze skórki. Uprażone i obrane orzeszki rozsypać równomiernie na tartę czekoladową. Całość wstawić do lodówki na co najmniej kilka godzin. Po tym czasie tarta smakująca jak czekolada z okienkiem jest już gotowa.

SMACZNEGO!

PS. Konkubent się już nauczył, że pierwszego dnia po zrobieniu zazwyczaj zabraniam tykać ciasta. Co innego drugiego dnia....tyknął je, nawet bardzo. Wziął sobie połowę, powtarzam POŁOWĘ, do pracy, bo on musi poczęstować kolegów. A potem się dziwi, że mówię o nim "Szarańcza". 

poniedziałek, 14 listopada 2016

462. Drożdżowe racuchy z jabłkami według przepisu mamy

 Zanim nastała era wszelkich placuszki, pankejków, czy innych racuchów z dziwnymi składnikami, w moim domu jadło się tylko racuchy drożdżowe z dodatkiem cząstek jabłka. W zamierzchłych czasach babcia albo mama smażyły furę takich pulchniutkich i rumianych placuszków, a ja się rzucałam jak szczerbaty na suchary na nie. 
Ostatnio taki miałam pomysł na śniadanie, żeby zrobić właśnie takie tradycyjne, mamusine racuchy drożdżowe z jabłkami. Szybko uzgodniłam tylko przepis z panią matką, coby wtopy żadnej nie było. Wszystko szło pięknie, aż do momentu gdy pierwszą partię zdjęłam z patelni. Nagle zmaterializowało się obok mnie dziecko moje wiecznie nienajedzone. Zdążyłam tylko zarejestrować małą, chciwą łapkę, która porwała placuszka i poniosła go w siną dal. Za chwilę kolejnego i kolejnego i kolejnego. 
Luśka zjadła 6 racuchów, złapała jeszcze 7 i....padła. Znaczy się zasnęła z plackiem w dłoni. Przespała tak ze 3 godziny. W niepamięć więc poszły wszelkie placki i pankejki, żeby mieć spokój w domu choć przez chwilę muszę smażyć racuchy z jabłkami. 

RACUCHY DROŻDŻOWE Z JABŁKAMI:
-2-3 kwaśne jabłka
-ok. 30g świeżych drożdży
-1 jajko
-3-4 łyżki cukru
-duża szczypta cynamonu
-szklanka mleka
-1,5 szklanki mąki pszennej
-olej lub masło klarowane do smażenia
-ewentualnie cukier puder do posypania

1. Mleko nieco podgrzać (tylko nie gotować), dodać łyżkę cukru i pokruszone drożdże. Odstawić w ciepłe miejsce i poczekać, aż zaczyn zacznie pracować. 

2. Jajko utrzeć z resztą cukru. Cały czas ucierając dodać mąkę, cynamon i zaczyn drożdżowy. Całość powinna mieć dosyć gęstą konsystencję (cytując fachowca "taki klajster ma być"). Dodać jabłka obrane i pokrojone w drobne cząstki i wymieszać. 

3. Na patelni rozgrzać tłuszcz (świetnie się sprawdza olej kokosowy lub masło klarowane). Na rozgrzanym tłuszczu układać łyżką niewielkie placuszki, zostawić między nimi spore odstępy bo będą rosły. Smażyć z obu stron na rumiany kolor. Po zdjęciu z patelni położyć placuszki na papierowym ręczniku, żeby odsączyć z nadmiaru tłuszczu. 
Placuszki obsypać cukrem pudrem i od razu zajadać. 

SMACZNEGO!

środa, 9 listopada 2016

461. Pieczone frytki z batatów, z czarnuszką

Odczuwam ostatnio jakiś nieodgadniony niedobór fast-food'ów w organizmie. Na widok McDonalda mnie skręca coś w środku, wzdycham do kebaba, gdy czuję frytki to ślinie się jak pies Pawłowa przy świetle. Nawet mój rozsądek bierze w łeb, gdy Miśko w środku nocy przywozi burgery z ulubionej knajpki. No cóż, to nie mogło pozostać bez odzewu w postaci kilku cm więcej w obwodzie bioder i dodatkowej fałdki na brzuchu. Żeby zaradzić obrastaniu w oponkę fast-foody przygotowuję w domu. Na pierwszy ogień poszły frytki, bo te chyba najprościej zrobić. Powstały frytki z batatów, bo te akurat były u nas w domu. To tego trochę ulubionej czarnuszki, nieco rozmarynu rosnącego na parapecie i jest już pysznie, a ponieważ to frytki pieczone w piekarniku to jest też zdrowo.

FRYTKI Z BATATÓW Z CZARNUSZKĄ:
-2-3 bataty
-łyżeczka nasiona czarnuszki
-trochę igiełek rozmarynu
-duża szczypta gruboziarnistej soli
-szczypta słodkiej wędzonej papryki
-szczypta świeżo zmielonego pieprzu
-2 łyżki oliwy

 Bataty dokładnie wyszorować i pokroić a cienkie frytki. Oliwę wymieszać z przyprawami. Dokładnie obtoczyć w niej przygotowane frytki. Bataty rozłożyć równomiernie na blaszce do pieczenia i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220st, na około 20 minut, aż się zarumienią. Podawać od razu, z ulubionymi sosami, chociaż mi smakowały po prostu z jogurtem greckim i szczypiorkiem.

SMACZNEGO!

poniedziałek, 7 listopada 2016

Pompon, miejsce gdzie można dobrze zjeść, wypić kawę i zmęczyć dziecko

Jesień to nie jest łatwy czas dla Matki Polki. Ciężko znaleźć dobre miejsce na plotki, kawę, czy po prostu coś dobrego do zjedzenia w miłym towarzystwie, tak żeby maluch nie okazał się nieproszonym gościem w lokalu. Do modnych miejsc na kawę nawet nie startuję z gagatkiem. Zdecydowanie lepszym wyborem jest "dzieciowa" kawiarnia, np. taka jak Pompon przy ul. Młynarskiej 13 w Warszawie. 

Pompona mijałam od dawna i wzdychałam do niego, bo tak zachęcająco wyglądał. W końcu na jakieś ploteczki w gronie matek polek został wybrany do przetestowania. 


Pompon to kawiarnia, gdzie możemy zjeść coś smacznego-zarówno jeśli chcemy tylko ciasto, jak również jeśli chodzi nam po głowie coś bardziej treściwego jak zupa, czy danie obiadowe. Smaczne kawy i koktajle pozwolą nam ugasić pragnienie. Menu jest krótkie, ale na tyle zróżnicowane, że nawet osoby na specjalnych dietach (bez glutenu, wegetariańska, wegańska itp. ) powinny z łatwością wybrać coś dla siebie. 
Ze zdjęciami jedzenia mam ten problem, że gdy zamawiałam cokolwiek to zazwyczaj Lucy już była na tyle głodna po zabawie, że rzucała się na nie zanim wyciągnęła aparat. Jednak zdecydowanie polecam koktajl truskawkowo-bananowy, racuszki bezglutenowe z jabłkami i zupę pomidorową. Porcje są na tyle duże, że troje dzieci i jedna matka się mogą nasycić. Makarony też zresztą wyglądają zachęcająco, natomiast grzanki z hummusem jakoś mnie nie urzekły. 

Oprócz jedzenia Pompon ma tą zaletę, że posiada 2 duże sale zabaw dla rozbrykanych maluchów, oraz kącik z zabawkami dla dopiero raczkujących bobasów. Zjeżdżalnie, huśtawki, samochodziki, pluszowe tygrysy, książeczki, domki i dużo innych różności czekają tylko aż ktoś będzie chciał przy nich brykać. Dzieciarnia może spokojnie biegać, bawić się i harcować nawet przez kilka godzin, co chwilę znajdując coś nowego do zabawy. 
 Na ścianach widać pięknie wymalowane liski, wiewióreczki, jelonki, ale też różne bliżej nie określone bajkowe stwory. 

Oprócz sali zabaw, która jest jak dla mnie największą zaletą tego miejsca, jest też gabinet kosmetyczny, oraz sala do zajęć zorganizowanych (pełen grafik dostępny jest na stronie Pompona).

W kawiarni pełno jest też mięciutkich poduch, o które może się oprzeć ciężarna koleżanka z bolącym kręgosłupem, na których można przysiąść lub położyć się gdy trzeba odpocząć po intensywnej zabawie. 


POMPON:
ul. Młynarska 13,

01-205 Warszawa
strona internetowa: http://pomponart.pl/

Otwarte:
Poniedziałek – Piątek   9.00 – 20.00
Sobota – Niedziela     10.00 – 20.00

Sala zabaw jest płatna: 20zł jeśli korzystamy tylko z niej, lub 5 zł jeśli zamawiamy również coś do jedzenia. 
 

czwartek, 3 listopada 2016

460. Bułeczki drożdżowe z dynią i czekoladą

Taki moment w roku nastał, że moje myśli głównie zaprząta wybór materiału na nowy śpiworek do wózka dla Lucy (jak to dobrze mieć koleżanki które umieją szyć różne cuda), oraz dywagacje dlaczego nie ma ładnych ocieplanych spodni w rozmiarze mama-size. Podstawowym problemem jest jak spożytkować nadmiar energii dziecka, które nie może się wybiegać na ulubionym placu zabaw oraz skąd zdobyć siły żeby wyjść rano spod kołdry. Trochę pomaga wizja zjedzenia pysznego śniadania. Ostatnio udało mi się zebrać w sobie i zagnieść porcję ciasta drożdżowego. Powstały z tego idealne, pulchniutkie, pachnące masłem drożdżówki z dynią i czekoladą. 
Przyznaję bez bicia, że miałam plan żeby zawieźć je do rodziny. Według planu mieliśmy zjeść sobie po drożdżówce podczas wspólnego picia kawy. No cóż...peszek. Zjedliśmy wszystkie drożdżówki na śniadanie, takie były dobre. Bierzcie przepis i pieczcie moi mili. 

BUŁECZKI DROŻDŻOWE Z DYNIĄ I CZEKOLADĄ:
-ok. 30g świeżych drożdży
-3/4 szklanki mleka
-3/4 szklanki cukru
-3 szklanki mąki pszennej
-skórka otarta z pomarańczy
-1 jajko
-pół kostki rozpuszczonego masła
-ok. 400 g dyni (dodatkowo 2 łyżeczki miodu, duża szczypta cynamonu, kilka goździków i gałka muszkatołowa)
-200g gorzkiej czekolady posiekanej na małe kawałeczki
-ewentualnie rozbełtane jajko z odrobiną mleka do posmarowania bułeczek z wierzchu
1. Mleko odrobinę podgrzać (nie gotować!), dodać do niego łyżeczkę cukru i pokruszone drożdże. Odstawić zaczyn w ciepłe miejsca na kilkanaście minut, aż zacznie pracować i rosnąć.

2. Dynię pokroić na mniejsze kawałki. Włożyć do naczynia żaroodpornego, polać miodem i obsypać przyprawami. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 20 minut, aż będzie całkiem miękka. Po tym czasie wyjąć dynię z piekarnika i rozdrobnić widelcem na puree. 

3. W dużej misce wymieszać mąkę, cukier, jajko, skórkę z pomarańczy i zaczyn drożdżowy. Wyrabiać energicznie przez kilka minut, po czym dodać roztopione i ostudzone masło i wciąż wyrabiać. Ciasto powinno być elastyczne i w miarę łatwo odchodzić od rąk. Gdy będzie już gotowe odstawić je w ciepłe miejsce na co najmniej pół godziny-godzinę. 

4. Wyrośnięte ciasto drożdżowe rozwałkować w kształt prostokąta, na grubość ok. 1 cm. Posmarować ciasto puree z pieczonej dyni i rozsypać równomiernie posiekaną czekoladę. Następnie ciasto zwinąć w roladę i pokroić w ok. 2-3 cm plastry. Każdą z drożdżówek delikatnie wgnieść palcem pośrodku, żeby powstały pawie oczka i posmarować rozbełtanym z mlekiem jajkiem. 

5. Drożdżówki z dynią i czekoladą wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 10-15 minut, aż się nieco zarumienią. Po tym czasie pozwolić im ostygnąć i można już jeść. 

SMACZNEGO!