piątek, 21 kwietnia 2017

508. Muffiny jajeczne ze szpinakiem na śniadanie

Niby gdy decydowaliśmy się na dziecko, zdawałam sobie sprawę z tego, że może być ciężko. Niby obserwowałam zmagania bliższych i dalszych znajomych z ich dzieciorami. Niby się oburzałam na matki, co burczą na swoje dzieci, albo dają im telefon lub tablet dla zatkania pyska. A jakie ja miałam światłe pomysły na wychowanie. No i....teraz mam czasem ochotę zamknąć cholerę w szafie, a wcześniej zakneblować tego pyskatego pyska. Wyrzuty sumienia za chwilę spokoju po włączeniu Maszy i Niedźwiedzia na laptopie, to mnie kiedyś całkiem zjedzą. Tak samo jak myśli, że moje dziecko będzie miało pod górkę w życiu, bo jednak nie chce mi się codziennie wymyślać jakiś zabaw bardziej kreatywnych niż układanie klocków, a na hasło "mamo, ja siama zrobię" zamiast radością reaguję głośnym warczeniem. Jednocześnie czytam całą serię kryminałów Puzyńskiej, gdzie każdy zbrodniarz stał się zbrodniarzem, bo miał okropnych rodziców i pod górkę do szkoły. Cholera, no nie chcę żeby moje dziecko było skrzywione przeze mnie. 
Jednocześnie trochę oddycham z ulgą, bo jednak moją ostatnią myślą przed snem jest co zrobić na śniadanie. A wiem, że mam trudne zadanie, bo to musi być jajeczko, tylko najlepiej nie takie samo jak było poprzedniego dnia. Jeszcze dobrze by było gdyby poza jajeczkiem były jakieś warzywa. Po serii omletów, jajek na miękko, jaj sadzonych i tych ubranych w koszulki przyszedł czas na fikuśne jajka w formie muffinów ze szpinakiem i serem śmierdziuchem. Robi się łatwo, dziecię szpinaku nie zauważa i nie marudzi na zieleninę, a całość prosta i smaczna. Więc chyba macie pomysł na weekendowe śniadanie. 

MUFFINY JAJECZNE ZE SZPIANKIEM:
-3-4 jajka od szczęśliwych kur (ja tym razem użyłam 3 jajek i 2 białek które mi zostały po świętach)
-ok. 0,5 szklanki mleka
-garść liści szpinaku
-1 nieduży pomidor
-2-3 ząbki czosnku
-ok. 100g sera z niebieską pleśnią (np. gorgonzola) 
-sól, pieprz, łyżeczka nasion siemienia lnianego

Jajka rozbełtać z mlekiem, przyprawami i startym na tarce czosnkiem. Dodać do tej mieszanki posiekany drobno szpinak oraz pomidor. Masę wylać do kokilek lub foremek na muffinki nasmarowanych tłuszczem. Trzeba pamiętać tylko, że jajka będą rosły i należy zostawić trochę wolnego miejsca. Wierzch posypać pokruszonym serem. Tak przygotowane muffiny jajeczne wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 15-20 minut, aż jajko się zetnie. Gdy tylko ostygną, tak że nie będą parzyć można już jeść. 

*nie wszystkie dzieci są takie wszystko-jedzące jak Lucy, więc można im ser pleśniowy zastąpić delikatniejszym w smaku serem żółtym

SMACZNEGO!


środa, 19 kwietnia 2017

507. Kawa kuloodporna

 Kawa kuloodporna (bulletproof coffee) została wymyślona przez jakiegoś mądrego Amerykanina, Dave Asprey się nazywał. Po wizycie w Tybecie go tak natchnęło, że kawa z dodatkiem tłuszczu będzie super zdrowa. O cudownych właściwościach tej kawy nie trzeba się rozpisywać, internety i wujek Google wszystko wam powie. Ja wiem, że taka kawa czasem ratuje mi życie. Nie rozwala żołądka pita na czczo, dodaje kopa i uczucie sytości na dłuższy czas. Gdy Lucy po kilku dniach z dziadkiem na działce przyzwyczaiła się do picia kakałka o 6 rano, a matka o poranku to tak raczej zombie przypomina taka kawa naprawdę pomoże. Rankiem, o barbarzyńskiej porze, mój żołądek zdecydowanie odmawia współpracy i nawet jeślibym miała siły na przygotowanie śniadania to i tak nie zdołałabym nic przełknąć. Organizm kawoholika jest jednak przyzwyczajony do spożywania kawy hektolitrami, dlatego nie buntuje się przed kolejną dawką kofeiny. Spróbujcie kiedyś w sytuacji kryzysowej, a też ją polubicie.

KAWA KULOODPORNA:
-podwójne espresso
-3/4 szklanki mleka
-1-2 łyżeczki oleju kokosowego (lub masła klarowanego)
-pół łyżeczki cynamonu, szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

Mleko podgrzać razem z olejem kokosowym i przyprawami. Gdy będzie już bardzo ciepłe, ale nie gorące, zdjąć je z ognia. Przelać je do blendera lub użyć spieniacza do kawy i wszystko dokładnie wymieszać. Przelać mleko do ulubionego kubka i dolać espresso. 

SMACZNEGO! 


piątek, 14 kwietnia 2017

506. Wielkanocna pascha

Są takie wypieki i słodkości, do których zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę. Paschę pierwszy raz próbowałam chyba 2 lata temu. Najchętniej bym jej wtedy zjadła taką ilość, że dla całej głodnej rodziny by nic nie zostało. O dziwo jest to jedyny rodzaj sernika, w którym toleruję bakalie i nawet uważam, że im ich więcej tym lepiej. 
Według mojego sprytnego przedświątecznego planu, który sobie rozpisałam w kalendarzu, miałam wypróbować przepis na paschę jakiś czas temu. Tak na spokojnie sprawdzić czy mi się uda, żeby na święta nie było wtopy. A potem były problemy z samochodem, koło do zmiany, rewolucje brzuszkowe Lucy, moje zapędy dekoratorskie i jakieś niespotykane ilości mebli z Ikea do skręcania, oraz szalony kot który czuje się zaniedbany i zawzięcie zwraca na siebie uwagę. Jednym słowem plany wzięły w łeb.
 Więc byłą improwizacja. Bez próby generalnej  i z uszczkniętym kawałeczkiem, żeby spróbować co wyszło. A wyszło coś obłędnego. Ser kremowy i waniliowy, mnóstwo bakalii i ta charakterystyczna odciśnięta gaza. Mam już kolejne ciasto, które chyba będę robić co roku na Wielkanoc. 

PASCHA WIELKANOCNA:
-1 kg sera trzykrotnie zmielonego 
-kostka masła
-5 żółtek
-szklanka cukru pudru
-skórka otarta z 1 cytryny
-ziarenka z 1 laski wanilii
-1-1,5 szklanki ulubionych bakalii (u mnie to były migdały, orzechy włoskie i laskowe, rodzynki oraz skórka pomarańczowa)

1. Masło, ser i jajka ogrzać do temperatury pokojowej. Utrzeć masło z cukrem, wanilią i skórką z cytryny na puszystą masę. Nie przerywając mieszania dodawać pojedynczo żółtka, a następnie ser. Delikatnie wmieszać do masy bakalie. 

2. Masę serową przełożyć na durszlak lub sito wyłożone podwójną gazą i ustawione w misce. Brzegi gazy zawinąć do środka, ustawić na wierzchu talerz i obciążyć go dodatkowo np. kartonem mleka. Wstawić całość do lodówki na co najmniej 12 godzin. 

3. Położyć duży talerz na wierzchu sita. Przekręcić całość do góry nogami i zdjąć gazę z wierzchu paschy. Wierzch można udekorować bakaliami. 

SMACZNEGO! 



wtorek, 11 kwietnia 2017

505. Wielkanocny tort królik z ajerkoniakiem

Weszłam na wyższy stopień oszołomstwa. Lucynda przechodzi etap buntu i fochów przebrzydłych 500 razy w ciągu dnia, ja już chodzę na rzęsach ze zmęczenia, a w uszach wciąż mi brzęczy dziki wrzask. Logiczne by było, że jak już spacyfikuję ten huragan w łóżku, to sama zajmę się relaksem. Książkę poczytam, czy poleżę gapiąc się w sufit. No nie, to by było za proste. Ja o północy siedzę na balkonie i świecąc rowkiem hydraulika sadzę kwiatki w skrzynkach, byle tylko dziecię miało na wyciągnięcie ręki ulubioną rozrywkę, czyli podlewanie roślin. I jeszcze w niezbyt odległej perspektywie truskawki, sałaty i pomidorki z własnej, balkonowej uprawy. Ubaw po pachy i ziemia pod paznokciami. 
Zresztą ziemię zaraz trzeba wyszorować, bo kolejnym punktem nocnych rozrywek jest testowanie nowego przepisu przed świętami Wymyśliłam sobie tort z ajerkoniaku i to jeszcze wyglądający jak śpiący królik. 2 w nocy jest idealnym momentem na sprawdzanie czy dostatecznie dobrze umiem operować rękawem cukierniczym. Ot, takie lekkie zboczenie. Zamiast zrobić zwykłe ciasto to ja się męczę z rozetkami z kremu i uszami królika z czekolady. Normalne to nie jest, ale za to jak ładnie wygląda.

 TORT Z AJERKONIAKIEM:
BISZKOPT:
-4 jajka
-4 łyżki cukru
-4 łyżki mąki pszennej


KREM Z AJERKONIAKU:
-500g serka mascarpone
-300ml śmietanki 36%
-200g białej czekolady
-szklanka (ok. 200ml) ajerkoniaku-przepis na likier jajeczny można znaleźć tutaj

1. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Śmietankę ubić na sztywno, nie przerywając mieszania dodawać do niej stopniowo serek mascarpone, następnie czekoladę i ajerkoniak. Gdy krem będzie już dokładnie wymieszany wstawić go do lodówki na co najmniej godzinę.

2. Biszkopt zacząć przygotowywać od oddzielenia żółtek od białek. Z białek ubić sztywną pianę. Następnie dodawać do niej stopniowo cukier, następnie żółtka, a na końcu mąkę. Przelać ciasto do przygotowanej tortownicy i wstawić biszkopt do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15-20 minut, aż się zarumieni.

3. Ostudzony biszkopt przeciąć na 3 części. Najlepiej nasączyć biszkopty przed smarowaniem ich kremem. Każdą warstwę ciasta posmarować grubą warstwą kremu. Wierzch i boki również przesmarować krem z ajerkoniaku. Na koniec wycisnąć rozetki przy pomocy rękawa cukierniczego (ja używałam końcówki Wilton 1M). Wstawić tort do lodówki, żeby się schłodził i po godzinie jest już gotowy do podawania.

*używałam tortownicy o średnicy ok. 18cm. Jeśli ktoś nie chce robić dekoracji z rozetek z kremu może upiec większy biszkopt. Jednak taka dekoracja zabiera mnóstwo kremu dlatego średnica biszkopta nie jest zbyt duża

** dekorację z króliczymi uszami robi się bardzo prosto ze 100g białej czekolady i 2-3 kostek czekolady mlecznej. Roztopione w kąpieli wodnej, a później wyciśnięte z pomocą rękawa cukierniczego, po ok. 1 godzinie zastygają w pożądany kształt. Rzęsy zrobione są z masy cukrowej

***pomimo słodkiego wyglądu tortu, pamiętajcie że ma w sobie alkohol, więc nie jest to tort dla dzieci

SMACZNEGO!

piątek, 7 kwietnia 2017

504. Domowy ajerkoniak na święta

Lubię się rozpieszczać czasem. Na co dzień nie mam czasu, pomiędzy praniem tysięcy spodenek i majtek w rozmiarze mikro małym, wymyślaniem kolejnego sposobu na przemycenie brokuła w obiedzie i zrzucaniem śpiącego kota z czystego prania.  Na co dzień z lekką obawą patrzę na biurko gdzie odkładam wszystkie rzeczy do szybkiego ogarnięcia-kocyk dla bratanka, który obiecałam uszyć, kartkę z rozpoczętym wyliczeniem ile jaj i ile masła potrzebuję do świątecznych mazurków, 3 jednocześnie czytane książki które za chwilę muszę zwrócić do biblioteki. W tle na zmianę pomrukuje pralka lub odkurzacz i nie wiem, które mnie bardziej wkurza. No i jeszcze okna zza firanek wyglądają tak, że wstyd nawet na nie patrzeć. Muszę je chyba umyć z zamkniętymi oczami. 
I jeszcze z konkubentem nie przyleci na święta. Pieprzę to. Zamiast jajek z majonezem, wolę na święta spożyć jajka w poprawiającej humor postaci, czyli w postaci ajerkoniaku. Pyszny, kremowy, pachnący wanilią. Mam plan pić go bujając się na huśtawce na działce. Od święta chcę dla siebie samej zrobić coś przyjemnego.

 AJERKONIAK:
-6 żółtek
-ok. szklanka cukru pudru
-ziarenka z laski wanilii
-ok. 300ml niesłodzonego mleka skondensowanego
-szklanka spirytusu +pół szklanki przegotowanej wody

1. Ubijamy żółtka z cukrem oraz wanilią na puszystą, białą masę w kąpieli wodnej. Gdy cukier będzie całkowicie rozpuszczony cienką strużką, nie przerywając mieszania, dodajemy mleko skondensowane.  Ciągle mieszając dodajemy powoli alkohol z wodą. Gdy ajerkoniak będzie już dokładnie wymieszany, zdejmujemy go z ognia i rozlewamy do butelek lub karafek. Wstawiamy na co najmniej jednej dzień (a najlepiej tydzień) do lodówki.

SMACZNEGO!

środa, 5 kwietnia 2017

503. Sałatka jajeczna z selerem naciowymi i orzechami

Wiosna rozszalała się na dobre. Okna umyte, żeby było przez nie widać balkony obsadzone kwiatkami bratkami. Jaja zakupione już w ilościach hurtowych, do próbowania coraz to nowych przepisów na święta.
No i chęci też sporo na naukę nowych umiejętności. Na dobry początek poszła nauka obsługi maszyny do szycia i pierwszy własnoręcznie uszyty kocyk dla Lucy. Lucynda szczęśliwa, bez misiowego kocyka się nie rusza. Ja się wyżyłam, w życiu tak dużo przekleństw nie fruwało w powietrzu jak przy okazji poskramiania tego potwora. Teraz mam aspirację na trudniejszy level i uszycie sukienki w rozmiarze chudego zadka mojego dziecka. Już nawet nabyłam profesjonalne nożyczki krawieckie, żeby być bardziej profesjonalną. 
Kolejną umiejętnością (i to jak najszybszego) ogarnięcia, jest nauka obsługi wszystkich tych wiertarek i wkrętarek potrzebnych do zawieszenia chociażby pięćdziesiątej półki na książki. I nie jest to wcale pokłosie namiętnego oglądania Doroty Szelągowskiej w telewizji. To raczej efekt ostatnich działań moich ukochanych mężczyzn, czyli konkubenta i tatunia. Jeden 2 lata się zbierał w sobie, żeby coś powiesić, drugi zrobił to rachu-ciachu ale za to rozorał mi pół ściany. I zrobił dziurę na wylot do sypialni. 
Troszkę czuję presję nauki, przed kolejnym pomysłem o zmianie wystroju. Póki co próbując odzyskać spokój ducha chrupię sałatkę jajeczną z selerem naciowym i orzechami. Czuję, że tylko spokój nas może uratować. 

SAŁATKA JAJECZNA Z SELEREM NACIOWYMI I ORZECHAMI:
-4-5 jajek, od szczęśliwych kur, ugotowanych na twardo
-3 łodygi selera naciowego
-4-5 rzodkiewek
-2 garści orzechów włoskich
-pęczek natki pietruszki
- 2 łyżki musztardy francuskiej (gruboziarnistej)
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-sól, pieprz

Jajka kroimy na ósemki. Selera, rzodkiewki i natkę pietruszki posiekać w miarę drobno. Orzechy posiekać i uprażyć na suchej patelni. Musztardę wymieszać z jogurtem i przyprawami. Wszystko razem wymieszać. Odstawić na co najmniej godzinę do lodówki. Po tym czasie już jest gotowa do jedzenia. 

SMACZNEGO!

czwartek, 30 marca 2017

502. Mini serniczki waniliowe z sosem wiśniowym

 Zdrowa strona mocy i ciasta fasolowe nie do końca mnie jeszcze pochłonęły. Tym bardziej, że wizyta babci Krysi zobowiązuje. Z Krystynką żadne tam zdrowe śmichychichy nie przejdą, za opiekę nad huraganem Lucy należy się odpowiednia zapłata. Tym razem na osłodę wchodzenia na głowę Krystynka dostała małe serniczki z sosem wiśniowym.
Nie ukrywajmy, cukier, gluten i laktoza okraszona odrobiną masła są bardzo smaczne, a mały serniczek do kawy poprawi nam humor. Serniczek mały, w formie nietypowej, ale za to zaskakującej konserwatywną babcię czy teściową. Piecze się je w mgnieniu oka, wyglądają smakowicie, a nam odchodzi problem ewentualnego opadnięcia tradycyjnego sernika, które to opadnięcie mogłoby być pretekstem do kąśliwych uwag co bardziej wymagających gości. Święta tuż tuż, więc czas pomyśleć skąd zdobędziemy zapas pysznego twarogu, czas zebrać siły na mielenie, ucieranie i zagniatanie. Jednym słowem czas już zebrać się sobie i zacząć gromadzić dobre chęci i jeszcze lepsze przepisy na święta. 

MINI SERNICZKI WANILIOWE Z SOSEM WIŚNIOWYM:
(z podanych proporcji wychodzi 12 serniczków)
KRUCHY SPÓD:
-3/4 szklanki mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru trzcinowego
-1 żółtko 
-ok. 50g zimnego masła
-szczypta soli

MASA NA SERNIK:
-ok. 500g twarogu
-3 jajka +1 białko
-50g masła
-łyżka mąki ziemniaczanej
-ziarenka z jednej laski wanilii
-pół szklanki cukru trzcinowego

SOS WIŚNIOWY:
-garść wiśni (mrożone są idealne)
-1-2 łyżki cukru trzcinowego
-duża szczypta cynamonu

1. Z podanych składników zagnieść kruche ciasto. W razie potrzeby dodać odrobinę jogurtu naturalnego lub mąki. Wylepić ciastem spody wgłębień przygotowanej i nasmarowanej masłem blaszki (chodzi mi o blaszkę z dołkami na muffiny, można ewentualnie użyć foremek sylikonowych ale chyba są mniej wygodne).  Wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 170st, na ok. 5-10 minut.

2. W czasie podpiekania spodów przygotować masę sernikową. Zmiksować twaróg w blenderze na w miarę gładką masę. Dorzucić do niego żółtka, cukier, wanilię, masło oraz mąkę ziemniaczaną. Wymieszać wszystko na gładką masę. Ubić białka na sztywną pianę i delikatnie wymieszać je z masą serową. 

3. Na podpieczone spody wyłożyć przygotowany ser do 3/4 wysokości foremek. Tak przygotowane serniczki włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 15-20 minut. Najlepiej wyłączyć piekarnik gdy serniczki będą jeszcze delikatnie niedopieczone i zostawić je do ostygnięcia w piekarniku. Gdy serniczki będą już ostudzone można wyjąć je z foremki. 

4. Sos wiśniowy zacząć przygotowywać od wlania 1/4 szklanki zimnej wody do rondelka. Wsypać wiśnie, cukier i cynamon i gotować całość aż owoce nieco zmiękną, a sos odparuje. 

5. Każdy serniczek ozdobić odrobiną sosu wiśniowego i ewentualnie małym kleksem z bitej śmietany. 

SMACZNEGO!

wtorek, 28 marca 2017

501. Bezglutenowe, pyszne ciasto z fasoli i bananów

 Człowiek uczy się przez całe życie. Przeglądając gazetę telewizyjną, pomiędzy streszczeniem Klanu i zapowiedzią kolejnego odgrzewanego kotleta, przeczytałam o fleksitarianach. Taka elastyczna wersja wegetarianizmu, gdzie jesz dużo warzyw, owoców, kasz i innych zdrowych rzeczy, ale jak najdzie cię ochota to możesz dziabnąć kotleta. No wypisz wymaluj, jam jest fleksitarianinem. Dom zatowarowałam zieleniną, kaszami i ziarnami wszelkimi, a jak jestem na obiedzie u mamusi to wciągam pierogi z mięsem. Przynajmniej póki Miśko nie wróci i nie zacznie marudzić o potrzebie kotleta na obiad. 
Jak już się dowiedziałam, że jestem swoistą wegetarianką, to z emocji upiekłam zdrowe ciasto. Może na to też jest jakieś magiczne określenie. Polubiłam ostatnio ciekawe przepisy na zdrowe słodycze, ale nie pogardzę tłuściutkim ptysiem czy eklerką skąpaną w czekoladzie. A może takie określenie to zdroworozsądkowizm.
Tym razem padło na ciasto z fasoli, bananów i masła orzechowego. Bez glutenu, bez laktozy, bez większych wyrzutów sumienia. Idealne na miłe spotkanie towarzyskie. 

BEZGLUTENOWE CIASTO Z FASOLI I BANANÓW:
-1 puszka białej fasoli (lub szklanka ugotowanej fasoli)
-2 dojrzałe banany
-2 łyżki masła orzechowego
-2 jajka
-1 łyżka mąki ziemniaczanej
-duża szczypta cynamonu
-1 łyżeczka proszku do pieczenia *
- ewentualnie garść płatków migdałowych

Wszystkie składniki, oprócz migdałów, wrzucić do miksera i zmiksować na gładką masę. Dodać migdały i wymieszać łyżką. Gotową masę przelać do keksówki. Tak przygotowane ciasto fasolowe wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 40-50 minut.  
Po wystudzeniu można obsypać ciasto fasolowe cukrem pudrem i podprażonymi płatkami migdałów.

*ja nie jestem na diecie bezglutenowej, dlatego swobodnie używam do wypieków proszku do pieczenia. Jeśli komuś faktycznie szkodzi nawet odrobina tego białka polecam użyć zamiast proszku sody oczyszczonej

SMACZNEGO!

czwartek, 23 marca 2017

500. Wegetariańskie burgery z batatów i fasoli

 Do diet wszelakich stosunek mam raczej taki z rzędu nieufnych. Raz w życiu byłam na diecie restrykcyjnej bardzo, bo to dieta kopenhaska była. Faktycznie schudłam na niej i to nieźle, ale za to po 13 dniach rzuciłam się na jedzenie jak szczerbaty na suchary. Miśko jak zaczyna coś przebąkiwać o braniu się o siebie to od razu przypominają mi się marchewki. Znaczy kiedyś mojemu mężczyźnie koleżanki z pracy poradziły, żeby chrupał marchewki. Ponoć więcej się kalorii traci przy chrupaniu niż taka marchewka posiada. Więc któregoś dnia wparował mój luby, dumny z siebie i blady, dzierżąc w dłoni reklamówkę z 2 kg marchwi. Zapowiedział, że od dziś to się już odchudza i bierze za siebie na poważnie. Obrał marchewek cały stosik, zasiadł przed kompem i odpalił ulubioną grę i....otworzył puszeczkę piwa. Bo przecież na sucho tych marchewek to żuć nie będzie, bo nie lubi. 
Znaczy nie dla nas diety i cuda-wianki dietetyczne. Za to od kiedy jestem słomianą wdową zauważyłam, że więcej jem warzyw, mniej mięsa i generalnie dużo lżejsza jest to moje gotowanie. Waga też uważa, że dużo lżej jest aktualnie. I właśnie takie zgrabne burgery/kotlety z batatów i fasoli ostatnio ulepiłam, w zestawie z kaszą z jarmużem. Zdrowie aż kipi z talerza, a przy okazji człowiek nie ma przeżyć że jest na diecie. 

WEGETARIAŃSKIE BURGERY Z BATATÓW I FASOLI:
-1 duży batat
-szklanka ugotowanej białej fasoli (lub taka sama ilość fasoli z puszki)
-1 średnia cebulka
-2-3 ząbki czosnku
-pęczek natki pietruszki
-4-5 łyżek sezamu
-2 łyżki ziaren słonecznika
-łyżka musztardy (jeśli lubicie ostre smaki polecam Dijon)
-2-3 łyżki serka Arla Apetina Papaja i Curry
-łyżka octu jabłkowego
-łyżka sosu sojowego
-duża szczypta wędzonej papryki i kminu rzymskiego

1. Batata obrać ze skórki i zetrzeć na tarce o małych oczkach. 

2. Słonecznika i sezam uprażyć na suchej patelni.

3. Do kielicha blendera wrzucić startego batata, ziarna słonecznika i sezamu i wszystkie pozostałe składniki burgerów. Zmiksować wszystko dokładanie. Zwilżonymi dłońmi formować kotlety i układać je na przygotowanej blaszce, lekko spłaszczając. Wstawić burgery do piekarnika rozgrzanego do 200st, na około 20 minut.  Podawać od razu po wyjęciu ich z piekarnika.

KASZA BULGUR Z JARMUŻEM:
-szklanka ugotowanej na sypko kaszy bulgur
-2-3 garści jarmużu
-2-3 średniej wielkości pomidory
-1 cebula
-3 ząbki czosnku
-kolendra w ziarnach, siemię lniane, kmin rzymski, cynamon, suszone oregano
-olej kokosowy

Na gorącą patelnię wsypać łyżeczkę ziaren kolendry. Gdy zaczną intensywnie pachnieć dodać olej kokosowy. Na rozgrzanym oleju zeszklić cebulę pokrojoną w piórka. Dodać do niej posiekany czosnek, a następnie pokrojony na (w miarę) drobno jarmuż. Po kilku chwilach dodać posiekane pomidory.  Dodać wszystkie przyprawy do smaku i smażyć przez 5-10 minut. Dodać kaszę, wymieszać wszystko i gotowe. 

SMACZNEGO!

Codziennie baw się smakiem!

poniedziałek, 20 marca 2017

Z kuchni do łazienki, czyli naturalne kosmetyki


Nie wiem czy to już metryka daje o sobie znać, czy ewentualnie permanentne zmęczenie spowodowane moim słomianym wdowieństwem. Jednym słowem u progu wiosny moja cera była poszarzała, a włosy połamane i przypominające miotłę po sprzątaniu zagraconego strychu. Czas, żeby Matka Polka wiecznie zmęczona znalazła czas dla siebie i nieco się ogarnęła. 
Drogerie pełne są wszelkich mazideł, które mają nas upiększyć i odmłodzić do etapu sprzed 18-stych urodzin. Jednak zamiast wydawać miliony ciężko zarobionych monet na gotowe kosmetyki, wtedy kiedy mogę szperam po swoich szafkach kuchennych. Kilka składników, które zawsze mam w swojej kuchni pozwoliły mi nieco odgruzować się po zimie bez nadmiernych kosztów. Dodatkowo naturalne kosmetyki są zawsze pod ręką i zazwyczaj fantastycznie pachną. 
Poniżej kilka składników, które chętnie przenoszę z kuchni do łazienki. Biorąc pod uwagę jak bardzo jestem zadowolona z efektów, chętnie przyjmę wszelkie przepisy na maseczki/płukanki/inne paćki, które mogę sobie ukręcić sama w kuchni. 

KAWA-odżywcza maseczka kawowa :
Na zmęczoną, poszarzałą cerę twarzy u mnie świetnie sprawdziła się maseczka z kawy, miodu i oleju kokosowego. 2-3 łyżki fusów z kawy (czyli tego co standardowo wyrzucamy) mieszam z 1 łyżką oleju kokosowego i 1 łyżką płynnego miodu. Taką mieszankę nakładam na twarz na 10-15 minut, po czym zmywam delikatnie letnią wodą. Po nałożeniu tej maseczki już nie stosuję żadnego kremu, bo i tak twarz jest dobrze nawilżona dzięki olejowi kokosowemu.Mam też ładniejszy koloryt, bardziej napiętą skórę. Ziarenka kawy również działają jak peeling więc twarz jest bardziej gładka. Stosują taką paćkę 2 razy w tygodniu. 

OCET JABŁKOWY-płukanka do włosów:
Z octu jabłkowego robię raz w tygodniu płukankę do włosów. Dzięki temu są łatwiej pozbywam się wszelkich zanieczyszczeń, włosy są bardziej miękkie i błyszczące. Taka płukanka zamyka też łuski włosa, więc włosy są mocniejsze i bardziej odporne na wszelkie zło tego świata. 
Płukanka z octu jabłkowego jest bardzo prosta do przygotowania. Do jednej szklanki ciepłej wody z kranu dodajemy 1 łyżkę octu jabłkowego. Myjemy normalnie włosy, nakładamy odżywkę i spłukujemy włosy płukanką. Zostawiamy to na włosach na 1-2 minuty i spłukujemy letnią wodą. Zapach octu po wysuszeniu włosów na szczęście się ulatnia. Nie należy tylko przesadzić i stosować tej płukanki częściej niż raz w tygodniu lub w wyższym stężeniu, bo można sobie spalić włosy. 

OLEJ KOKOSOWY- do olejowania włosów:
Olej kokosowy w czystej postaci przyda się nie tylko do maseczki na twarz, ale również do odżywienia włosów. Raz w tygodniu nakładam na pół godziny olej (w płynnej postaci za pomocą pędzelka), a następnie myję normalnie włosy i nakładam odżywkę. Po kilku takich zabiegach moje włosy są bardziej błyszczące i miękkie. 
U mnie olej kokosowy się świetnie sprawdził, jednak nie na wszystkie rodzaje włosów zadziała równie cudownie. Proponuję poszukać odpowiedniego oleju, świetnie sprawdza się też olejek arganowy (czysty olej arganowy bez dodatków jest do dostania za kilka złotych w Biedronce), ale można też używać np. oleju lnianego, czy z pestek winogron. 

Do łazienek więc moje drogie :)

środa, 15 marca 2017

499. Prosty makaron z pesto trapanese i kremowym serkiem

 Matka ma być cierpliwa.U mnie z cierpliwością jest krucho bardzo, a muszę się wykazywać. Dziecko moje samo z siebie postanowiło zacząć naukę obchodzenia się bez pieluch w życiu. Jeśli o mnie chodzi, dla własnej wygody wolałabym jej zmieniać pieluchy do 18-stki, niż połowę dnia przesiadywać z nią w łazience namawiając na zrobienie siusiu tam gdzie dorośli siusiu robią. Jednak zapędów młodocianego harpagana nie należy gasić, skoro sama chce, to się uczymy i robimy ten krok ku dorosłości. To wszystko wina Tuska i tego, że Lucy obraca się w złym towarzystwie, które już przeszło etap odpieluchowania się. Do tego ta cwana łasica już zauważyła, że po każdej prawidłowo wykonanej akcji jest nagroda, więc specjalnie gałgan jeden wypija hektolitry wody, żeby więcej siusiać i więcej nagród zgarnąć. Dziecina moja sprytniutka i łakoma.
Trochę tylko zgrzytam zębami, że jak zwykle takie atrakcje są na mojej głowie. Miśko tylko się cieszy przy rozmowach na Skypie i wzrusza moim losem na odległość, gdy kolejny raz ścieram mokrą plamę z podłogi. Za karę ja mu opowiem jakie dobre pesto ukręciłam. Nie, nie jest zielone. Pesto trapanese jest czerwone, a przepis pochodzi z Sycylii. Słoiczek pesto umila mi prawie każdy posiłek ostatnio, a teraz dodatkowo zrobiłam z nim mój ukochany makaron. Ponieważ to obiad również dla Lucy, złagodziłam nieco charakterystyczny smak pesto delikatnym serkiem. Wyszło pysznie. Konkubent może zacząć żałować, że go z nami nie ma.

MAKARON Z PESTO TRAPANESE I KREMOWYM SERKIEM:
-200g makaronu pełnoziarnistego spaghetti lub innego ulubionego
-1 niewielka cebulka
-2 ząbki czosnku
-garść pomidorków koktajlowych
-4 łyżki pesto trapanese* 
-3 łyżki serka Arla Apetina Pomidory z Bazylią
-oliwa, sól, pieprz 

*PESTO TRAPANESE:
-2 szklanki pomidorków koktajlowych
-pół-3/4 szklanki uprażonych migdałów bez skórki
-4-5 łyżek dobrej oliwy
-garść świeżej bazylii
-2 ząbki czosnku
-2 łyżki startego sera pecorino (ewentualnie parmezanu)
-sól, pieprz, 

1. Pesto najlepiej przygotować dzień wcześniej. Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i dokładnie zmiksować. Można pokusić się również o tradycyjne ucieranie w moździerzu. Jeśli pesto będzie zbyt gęste można dolać odrobinę zimnej wody, jeśli za rzadkie dosypać sera lub migdałów.

2. Makaron ugotować al dente w dużej ilości mocno osolonej wody.

3. Na sporej ilości rozgrzanej oliwy zeszklić drobno posiekaną cebulkę. Dorzucić do niej posiekany czosnek oraz przekrojone na ćwiartki pomidorki koktajlowe. Gdy pomidorki nieco zmiękną dodać pesto oraz serek. Zdjąć całość z ognia, dodać świeżo ugotowany makaron, oraz 2-3 łyżki wody z jego gotowania i całość dokładnie wymieszać. Ewentualnie doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać od razu, każdą porcję dekorując świeżymi listkami bazylii. 

SMACZNEGO!


Codziennie baw się smakiem!

poniedziałek, 13 marca 2017

498. Zdrowe ciasto czekoladowe z burakiem i orzechami

 Idzie wiosna, idzie nowe, idą rewolucje...domowe. Jak konkubent taki wyjechany jest to postanowiłam wziąć się wreszcie za wszystkie rzeczy, o które go prosiłam od dłuższego czasu, a jakoś nie było sposobności żeby zostały wykonane. Weźmy np. taki stolik kawowy. Mebel ładny, solidny, drewniany, zastany w mieszkaniu, ale już nieco nadgryziony zębem czasu. Gdy się tutaj wprowadzaliśmy postanowiliśmy go zachować, ale nieco odnowić. Na to konto została zakupiona wielce potrzebna, niezbędna do życia i szczęścia szlifierka, dzięki której praca miała być SZYBKA I BEZPROBLEMOWA. Miśko zamknął się w salonie i zawzięcie szlifował wszystko. Dokładnie. Z namaszczeniem. I nie wolno było przeszkadzać i poganiać. Wszelkie próby przyspieszenia całej operacji kończyły się obrazą majestatu. 
A przyspieszyć całość chciałam, bo to było na miesiąc przed terminem porodu. W całym domu pył, jeden pokój wyłączony z obiegu i połowa mebli w renowacji.  I nie wiedzieć czemu wpadałam w histerię i się złościłam.  Toć Miśko pracowity jest jeno dokładny i skrupulatny, dlatego to tyle czasu zajmowało.
Jednym słowem od 2 lat posiadam piękny stolik kawowy, oszlifowany, ale niestety nie polakierowany w żaden sposób, bo swoją histerią wytrąciłam mistrza z równowagi. Moja wina, a jeszcze śmiem pretensje zgłaszać. 
Gdy konkubent wyjechał to się wzięłam, za wszystkie odłożone "na potem" prace. Oszlifowałam stolik jeszcze raz (bo jednak te rozlane kubeczki kakałka i tony keczupu mu nie pomogły na wygląd) i rach-ciach pomalowałam. Przyjemnie było, obejrzałam przy okazji kilka odcinków Szelągowskiej, tak tematycznie. Na wieczór się za to zabrałam, do rana stolik wysechł. A konkubent wciąż nie może wyjść z podziwu jak ja to dałam radę tak szybko ogarnąć. Przecież według jego obliczeń to więcej roboty to miało być, dlatego nie miał czasu biedaczek przez ten cały czas go ogarnąć. 
Pierwszym posiłkiem zjedzonym na nowym stoliku było ciasto czekoladowe z burakiem. Chociaż internety takie ciasto zawzięcie nazywają brownie z burakiem to jednak nie jest dokładnie to samo, przede wszystkim konsystencja nie taka. To ciasto jest puszyste, a nie ciężkie i gliniaste, bardziej podobne do swojskiego murzynka. Buraka w cieście nie czuć, za to dużo czekolady i orzechy idealnie poprawiają humor po ciężkiej pracy. A jednocześnie wyrzutów sumienia człowiek nie ma i jest szansa, że biodra się nie rozszerzą zanadto. 

CIASTO CZEKOLADOWE Z BURAKIEM:
-2 średniej wielkości buraki (ok. 300-350g)
-200g gorzkiej czekolady
-3 czubate łyżki oleju kokosowego (jeśli jest w stanie płynnym to 4)
-szklanka mąki pszennej
-łyżeczka proszku do pieczenia
-3 łyżki cukru trzcinowego
-2 czubate łyżeczki kakao
-3 jajka
-szczypta soli
-garść orzechów włoskich uprażonych i posiekanych, do dekoracji

1. Olej kokosowy włożyć do rondelka, dodać połamaną czekoladę, kakao i cukier. Postawić całość na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu aż czekolada się rozpuści. Następnie zestawić rondelek z ognia i poczekać aż cała masa nieco ostygnie.

2. Buraki obrać i zetrzeć na tarce o małych oczkach. Odcisnąć z nadmiaru soku. Najlepiej wszystko robić w rękawiczkach, żeby nie zafarbować sobie nadmiernie dłoni. 

3. Do masy czekoladowej dodawać pojedynczo jajka i dokładnie mieszać całość. Następnie dodać buraki, a na koniec mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Gdy całość będzie już dokładnie wymieszana przelać czekoladową masę do blaszki wyłożonej papierem  (używałam takiej o wymiarach 25x25cm). Na wierzchu ciasta czekoladowego można rozłożyć równomiernie uprażone orzechy. Piec w piekarniku rozgrzanych do 170st, przez około 20-25 minut. Przestudzić nasze buraczane ciasto i już można podawać. 

SMACZNEGO!


Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex
http://durszlak.pl/pliki/878

czwartek, 9 marca 2017

497. Lekki tort z musem wiśniowym

 Ten Dzień Kobiet był szczególny. Świętowałam od samego rana. Jeszcze na dobre się nie obudziłam a już słyszę cichutki głosik wołający "ojoj mama!". Nic to, że godzina była 6 z malusieńkim haczykiem, podniosło mnie natychmiast. Poprzednim razem gdy Lucy tak wołała wysmarowała sobie całą twarz moją najlepszą szminką. Tym razem to był tylko krem do rąk. Na rękach. Na całej twarzy. Na włosach i piżamie. Nałożony warstwą mogącą ochronić przed mrozem -500. 
Jak już raz wstałam to zaczęłam działać w kierunku śniadania. Dzieciątko umyte i grzeczniutkie bawiło się piaskiem kinetycznym. Cudny wynalazek, zastępujący piaskownice w sezonie zimowym. Cudny jednak tylko czasem. Bo gdy usłyszałam za plecami "Koniu am!" to wiedziałam, że dziecko ma inną definicję grzecznej zabawy. Ona chciała konia karmić piaskiem kinetycznym, a ten dziad jeden jeść nie chciał. W efekcie równiutka różowa poświata z piasku ścieliła się w całym mieszkaniu, na tej podłodze co ją dzień wcześniej wypucowałam.
Coś mi już lekko serduszko pikało i nerwowo rozglądałam się za melisą. Stłuczenie jednej ozdobnej buteleczki i ulubionego talerzyka Lucy właściwie przemknęło prawie bez echa w tym wypadku. Karmienie kota na siłę suchym żarciem też już mnie nie wzrusza.
Gdy tylko mój osobisty huragan poszedł na drzemkę byłam już tak zmęczona, że z radością zaparzyłam sobie drugą kawę. Do kawy zaś miałam cudny tort z musem wiśniowym przygotowany. Ale, żeby nie był to tylko taki zwykły tort, to chciałam go ozdobić kwiatkami.Miałam wypróbować techniki podpatrzone na jutubie. Prosto to wszystko wyglądało. Rękawy cukiernicze przygotowane, tylko jeszcze mi Miśko kupił przed wyjazdem. Pełna profeska....i na to słyszę się budzi się moje dziecię, co spało tylko 20 minut. A dziecię moje lubi robić to co mama, więc złapała za jeden z rękawów i radośnie wyciskało kleksy kremu...wprost do swojej paszczy. To dziecko nigdy nie zaśnie po takiej ilości cukru, który przyswoiła. Dobrze, że chociaż ja też mam swoją kawę, swój tort i swoje pierwsze kremowe kwiatki.

TORT Z MUSEM WIŚNIOWYM:
(proporcje przewidziane na niewielki torcik o średnicy ok. 16cm)
 BISZKOPT KAKAOWY:
- 4 jajka
-4 łyżki cukru 
-4 łyżki mąki
-2 czubate łyżeczki kakao

MUS WIŚNIOWY:
-350g serka śmietankowego np. firmy President 
-3 łyżeczki żelatyny
-2-3 łyżki cukru trzcinowego
-szklanka wiśni

-mocna herbata posłodzona 3-4 łyżeczkami cukru z sokiem z połówki cytryny
1. Przygotowania zacząć do zrobienia musu wiśniowego. Żelatynę zalać odrobiną zimnej wodyi odstawić na 10 minut żeby napęczniała. Następnie dodać niepełne pół szklanki wrzątki i dokładnie wymieszać.
Serek zmiksować na gładko z wiśniami i cukrem. Dodać rozpuszczoną żelatynę i dokładnie wymieszać. Wstawić całość do lodówki, żeby mus stężał (co najmniej na godzinę).

2. Upiec biszkopt. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania dodać cukier, a następnie żółtka. Na końcu zaś dodać przesianą mąkę i kakao. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej blaszki i wstawić biszkopt do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 10-15 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i odstawić biszkopt do przestygnięcia.

3. Przestudzony biszkopt przekroić na 2 lub 3 części. Nasączyć biszkopty herbatą. Przełożyć mus do rękawa cukierniczego z szerokim otworem/tylką. Nałożyć równomierną porcję kremu, przykryć kolejną warstwą biszkoptu i powtórzyć operację układania kremu. Na koniec nałożyć krem na wierzch i boki tortu i wyrównać nożem całość.  Wstawić tort do lodówki, a potem podawać lub udekorować według własnego gustu.
*to nie jest najsztywniejszy krem na świecie, więc może lekko spływać, jest za lekki i mocno owocowy. Idealnie się nadaje do tortów nieco niedbałych w zamyśle, np. naked cake. 

SMACZNEGO

poniedziałek, 6 marca 2017

496. Waniliowa panna cotta z sosem truskawkowym

 Miałam takie mocne postanowienie. Zrobić sobie całkowity detoks od cukru na czas kiedy Miśko jest poza domem. Wszystko było wymyślone, dom z cukrowych pokus prawie opróżniony, motywacji ogrom. I byłoby dobrze, gdyby nie moje nieco kulawe szczęście. 
Śpię spokojnie, bo niby co można robić o 3 w nocy. Przez kłęby waty błogiej nieświadomości, przebija mi się nagle świdrujący dźwięk domofonu. Nawet przez sen przebija mi się myśl, żeby uciszyć dziadostwo, bo zaraz Lucy się obudzi i będzie impreza do rana. Jak zombiak jakiś podnoszę słuchawkę i słyszę czarone "Otwierać policja!". Kurcze. Czasy durne i chmurne, kiedy imprezy się przeciągały i były szalone już minęły, zastąpione przez harce przy baseniku z piłeczkami. Znaczy chyba nie zrobiłam nic złego. Jedyne co mi przyszło do głowy, to że się będą czepiać za parkowanie pod pobliską komendą. Jeżu! Ci się pieklą, że chcą wejść ja ich nie chcę wpuścić. Kolejne dzwonki. Nosz kurcze blade, aż żem się zaczęła budzić z wrażenia, a tu nagle policja mi mówi, że "Dowidzenia, przyjdziemy później". 
Matko bosko! Rano to nawet kawy nie potrzebowałam, bo ciśnienie to mi skoczyło do poziomu, którego w życiu nie posiadałam. Telefoniczna konferencja z Miśkiem jeszcze bardziej mnie zestresowała. Nosz w papę misia. Trzeba było zjeść coś słodkiego. W takich warunkach o żadnym detoksie nie było mowy. Ukręciłam waniliową panna cotta, zmiksowałam do niej krem truskawkowy. Poziom cukru trochę mi się podniósł i już jakby trzeźwiej spojrzałam na świat, bez obłędu w oczach. I ta panna cotta pomogła chyba ocenić mi całą sytuację jako głupi żart, a nie jako spisek wszystkich bandziorów świata przeciwko mnie. 

WANILIOWA PANNA COTTA Z SOSEM TRUSKAWKOWYM:
 -1,5 szklanki (300ml) śmietanki 36%
-szklanka mleka (200ml)
-3 łyżeczki żelatyny
-laska wanilii
-3-4 łyżki cukru trzcinowego

-garść truskawek (mogą być mrożone) 
-2-3 łyżki wody
-duża szczypta cynamonu

1. Śmietankę i mleko podgrzać na małym ogniu razem z cukrem. Dodać do nich ziarenka z laski wanilii i pozostały strąk. Jednocześnie dolać do żelatyny kilka łyżek zimnej wody, żeby napęczniała.

2. Gdy śmietanka będzie już gorąca (ale jeszcze się nie zagotuje), a cukier się rozpuści zdjąć całość z ognia. Wyjąć strąk wanilii i dodać żelatynę. Dokładnie ją wymieszać, żeby się rozpuściła. Schłodzić tak przygotowaną mieszankę, a następnie rozlać do przygotowanych miseczek/słoiczków i wstawić do lodówki na kilka godzin. 

3. Truskawki wsypać do rondelka, dodać trochę wody i cynamon. Podgrzewać przez chwilę, aż utworzy się syrop truskawkowy i zmiksować całość.  Każdą porcję panna cotta ozdobić kleksami z sosu truskawkowego. 

*jeśli nie będzie się chłodzić panna cotta stopniowo, tylko od razu po podgrzaniu wstawi ją do lodówki to wszystkie ziarenka wanilii opadną na dno i może się rozwarstwić. Najlepiej najpierw ją schłodzić w misce z lodem, a dopiero potem wstawić do lodówki.

** ja przygotowywałam ten deser w małych słoiczkach, ale można zrobić je w bardziej klasycznej wersji-przygotować niewielkie miseczki lub kokilki które należy najpierw posmarować olejem, potem wlać w nie mieszankę śmietankową, a tuż przed podaniem na chwilę zanurzyć w gorącej wodzie, żeby deser łatwo wyszedł z naczynia. 

SMACZNEGO!

środa, 1 marca 2017

495. Sałatka z pieczonym burakiem, wędzonym twarogiem i roszponką

 Chyba nie jestem odosobniona w wielkich wiosennych planach pozbycia się oponki z brzucha przed wakacjami. Plany są, a jakże, jak co roku. Jak co roku obiecuję sobie, że teraz to już będę się tylko zdrowo odżywiać. Jak co roku też wszelkie dobre chęci przegrywają z czekoladą, ciastami, muffinkami i hektolitrami kawy. 
W tym roku ma być inaczej. Zbieram się w sobie, żeby przeprowadzić detoks cukrowy. Ułatwić sprawę ma mi fakt, że konkubent wyjechał na dłużej i chcę go zaskoczyć swoim lepszym wcieleniem gdy wróci. Wiecie ma być włos błyszczący, brzuch płaski, a dziecko grzeczne. Zaczęłam od tego włosa błyszczącego i nowej lepszej fryzury. Pierwszego dnia po wyjeździe lubego zostawiłam Lucy u dziadków i pobiegłam do fryzjera. Kilka godzin później, uboższa o nieco monet z portfela, z włosami skróconymi o dobre 10 czy 15cm i zaczadzona specyfikami do włosów, nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Ot taka przypadłość, nigdy nie jestem zadowolona z efektu na głowie od razu po wyjściu z salonu. Dopiero po jakimś tygodniu moje włosy i ja zaczynamy żyć w zgodzie, ewentualnie ja się po prostu przyzwyczajam. Z  uczesaniami na różne okazje jest gorzej,bo  nie mam tego czasu na oswojenie się. Nie wiedzieć czemu zazwyczaj fryzjerzy robią mi też takie coś na głowie, że wyglądam jak Lusesita, hiszpańska prostytutka.
 Póki co cieszę się, że daję radę włosy związać w kitkę. I może jednak zabiorę się za płaski brzuch (o grzecznym dziecku nie mam co marzyć przy jej temperamencie). W ramach zdrowej przekąski wymieszałam sobie pyszną sałatkę z pieczonego buraka z dodatkiem kaszy bulgur, roszponki i wędzonego twarogu. Czasem coś zdrowego może być pyszne jednak. 

SAŁATKA Z PIECZONYM BURAKIEM, WĘDZONYM TWAROGIEM I ROSZPONKĄ:
-2 średniej wielkości buraki
-garść roszponki ewentualnie świeżego szpinaku
-pół szklanki kaszy bulgur
-1 mała cebulka
-garść nasion słonecznika
-ok. 100g wędzonego twarogu ewentualnie twarogu z koziego sera

SOS:
-łyżka oliwy
-łyżeczka miodu
-łyżeczka łagodnej musztardy
-łyżeczka octu winnego
-sól, pieprz

1. Buraki dokładnie umyć. Odkroić im czubki z dwóch stron. Skropić oliwą i oprószyć solą i pieprzem. Szczelnie zawinąć w folie aluminiową i wsadzić do piekarnika rozgrzanego 180st, na około 20-30 minut, aż zmiękną. Po tym czasie wyjąć upieczone buraki piekarnika i ostudzić. 

2. Kaszę bulgur ugotować w lekko osolonej wodzie na sypko. 

3. Buraki obrać ze skórki i pokroić w średniej grubości kostkę. Cebulę posiekać na bardzo drobną kosteczkę. Wymieszać ze sobą buraki, kaszę, cebulę, roszponkę oraz pokruszony twaróg. Całość oblać sosem (przygotowanie jest banalne-wszystkie składniki wlać do małego słoiczka, kilka razy energicznie nim potrząsnąć i już gotowe), oraz posypać uprażonymi na suchej patelni ziarnami słonecznika. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 27 lutego 2017

494. Krówkowa caffe latte na poprawę humoru

 Romantyzm-poziom hard (ewentualnie poziom rodzicielski). Miśkosław, czyli konkubent mój jedyny ukochany, wyjechał na czas dłuższy, żeby zarabiać takie kokosy by wszystkim oko zbielało. Niby do jego wyjazdów jestem przyzwyczajona, niby już kiedyś wyjechał na czas dłuższy, ale jednak z Lucy u boku to tak jakoś ciężej. Mieliśmy ostatni wieczór spędzić romantycznie. Konkubent przytargał nawet bukiet pięknych chwastów. Luśka miała iść spać, a starzy mieli wypić wino, zagryźć je serkami śmierdziuchami i innymi przyjemnymi przegryzkami, a potem...kto wie co się jeszcze mogło wydarzyć. Gorzej, że Lucy nie do końca chciała współpracować. O 22:00 była w pełnym rozkwicie sił witalnych. Całkiem inaczej niż jej matka. 
Lucy skacze i zawzięcie się dopomina o kolejną bajkę, ojciec już coś sapie ze zniecierpliwienia pod nosem, a ja czuję że zaraz padnę ze zmęczenia a przecież jeszcze bym chciała sera śmierdziucha zjeść. Reszta mnie nie obchodzi, byle tylko ten śmierdziuch był. 
Finał wieczoru wyglądał tak, że Lucy usnęła i owszem, ale ja razem z nią. Przecknęłam się koło 2 w nocy, gdy luby z żałości spożył już całą butlę wina i wszystkie zagryzki. Na delikatne próby trącania go kolanem i przewleczenie z kanapy w salonie do sypialni reagował agresją słowną. A w łóżku chrapał jak stado drwali. Także tak....nie ma po co kupować następnym razem wina, bo i tak go nie wypijemy a tylko Misiek od niego chrapie i spać innym nie daje. 
Stratę ukochanych serów wynagrodziłam sobie o poranku tworząc bombę złożoną z pierdyliona kalorii. Złożyły się na nią krem krówkowy, bita śmietana, ziarna kawy w czekoladzie i inne wspaniałości. Dla takiej kawy zrezygnuję z romantycznych wieczorów. I tak się nie udają. 

KRÓWKOWA CAFFE LATTE:
-podwójne espresso
-niepełna szklanka mleka
-1,5-2 łyżeczki kremu krówkowego
-bita śmietana
-cynamon i gałka muszkatałowa
-prażone ziarna kawy w czekoladzie, wafelki itp. 


Zaparzyć espresso. Mleko podgrzać razem z kremem krówkowym. Gdy będzie już bardzo ciepłe, ale jeszcze nie zacznie się gotować, zdjąć je z ognia i spienić spieniaczem do mleka. Przelać do wysokiej szklanki, uzupełnić espresso. Na wierzchu wycisnąć czapeczkę z bitej śmietan. Na wierzchu można udekorować z pomocą wafelków, masy krówkowej, czekolady, czy też nasion kawy w czekoladzie. 

SMACZNEGO

piątek, 24 lutego 2017

493. Tort kawowy z czekoladą i wafelkami

 Kawę uwielbiam miłością niezmierzoną. Co prawda od dłuższego czasu mam swój ulubiony sposób parzenia kawy i żadna inna mi nie smakuje. O poranku i do jakiś pysznych słodkości uznaję tylko świeżo zmieloną kawę, zaparzoną w kawiarce, z dodatkiem spienionego mleka i cynamonu. Jest najlepsza na świecie. Mimo to posiadam w domu jeszcze cały arsenał kaw innych, mielona (dla Miśka rano jak się silnie spieszy i nie zależy mu na smaku tylko na efekcie), rozpuszczalna karmelowa (do kawy frappe), rozpuszczalna zwykła (do ciast i deserów). Dojrzałam też do posiadania kawy zbożowej dla ciężarnych i karmiących matek polek, które wpadają do mnie na ploty. 
Kawa jaka by nie była nie może się obejść bez czegoś słodkiego. Trzeba jeść dobre rzeczy. Trzeba pilnować żeby poziom cukru za bardzo nie spadł, o poziomie endorfin nie wspominając. Torcik zrobiłam w wersji niewielkiej, żebym się nie musiała martwić zbytnio że tyłek za bardzo urośnie. 
Do kuchni moi drodzy, tort się sam nie zrobi. Kupcie wafelki, kupcie kawę i czekoladę i szybko kręćcie krem i zachwyćcie rodzinę. 

TORT KAWOWY Z CZEKOLADĄ I WAFELKAMI:
(proporcje przewidziane na niewielki torcik o średnicy ok. 18cm)
BISZKOPT CZEKOLADOWY:
-4 jajka
-4 łyżki cukru trzcinowego
-4 czubate łyżki mąki pszennej
-1 czubata łyża kakao

KREM KAWOWY:
-100g gorzkiej czekolady
-serek śmietankowy  300g
-pół kostki miękkiego masła
-3-4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

DEKORACJA: 
 -100g gorzkiej lub mlecznej czekolady
-łyżka oleju kokosowego
-ciastka kawowe z czekoladą (przepis na nie znajdziecie tutaj)
-garść prażonych ziaren kawy w czekoladzie
-kilka wafelków czekoladowy np. Lusette

-dodatkowo mocne espresso do nasączenia

1. Zacząć przygotowania od zrobienia kremu kawowego. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę. W międzyczasie utrzeć masło z serkiem  śmietankowym i kawą na gładką masę. Dodać rozpuszczoną czekoladę i dokładnie wymieszać. Wstawić całość do lodówki na co najmniej godzinę, żeby krem zgęstniał.

2. Upiec biszkopt. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania dodać cukier, a następnie żółtka. Na koniec, wciąż mieszając, dodać przesianą mąkę i kakao. Tak przygotowaną masę przelać do tortownicy i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15 minut. Po upieczeniu zostawić jeszcze biszkopt w piekarniku do ostygnięcia. 

3. Ostygnięty biszkopt przekroić na 3 plastry. Każdy z nich dokładnie nasączyć espresso i posmarować kremem kawowym. Posmarować również grubą warstwą wierzch i boki tortu. Wygładzić całość i wstawić na chwilę do lodówki. 

4. W czasie chłodzenia się tortu przygotować dekorację. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej  z dodatkiem oleju kokosowego. Wymieszać je dokładnie i oblać wierzch tortu. Wygładzić nożem i ułożyć na wierzchu ciastka, wafelki, oraz ziarna kawy. Gdy tylko czekolada nieco stężeje tort już jest gotowy. 

SMACZNEGO!

wtorek, 21 lutego 2017

492. Domowa granola kokosowa z czekoladą

Gdzieś kiedyś wyczytałam, że atmosfera w domu zależy w dużej części od zapachu, który się w nim roztacza. Przyznaję, czasem jest to atmosfera, świeżo zmienianej pieluchy, której zawartość jeszcze nie wywietrzała. Czasem jest to świeżo zmielona kawa, ale tylko czasem bo Miśko potrafi zmielić cały młynek na zapas i jest to zapas na 5 dni. 
Ostatnio udało mi się wyprodukować inny czarowny zapach. Granola kokosowa podczas pieczenia uwalnia taki zapach, że aż nie można się doczekać wyjęcia jej z piekarnika. Po ostudzeniu dodałam do niej jeszcze drobno posiekaną gorzką czekoladę. Trzeba dodać tylko do jogurtu, ewentualnie jeszcze jakieś owoce i zacne, zdrowe śniadanie gotowe. A do tego gdy zrobiłam je wieczorem przed zaśnięciem, to rano obudził mnie cudowny zapach...a nie lekki fetorek przypominający, że po całej nocy w pielucha nadaje się do ekspresowej zmiany. 
Zatem pieczcie moi mili granolę, bo same zalety ma. 

*z ciekawostek zapachowych moim rodzicom ostatnio wybuchła puszka z kocim jedzeniem-to dopiero był zapach nie do zamaskowania. 

DOMOWA GRANOLA KOKOSOWA Z CZEKOLADĄ:
-1,5 szklanki płatków owsianych
-1,5 szklanki wiórków kokosowych
-2 łyżki sezamu
-100g gorzkiej czekolady
-łyżka płynnego miodu
-2 łyżki oleju kokosowego

Na małym ogniu rozpuścić olej kokosowy. W misce wymieszać ze sobą płatki owsiane, wiórki kokosowe i sezam. Dodać do nich rozpuszczony olej i miód i całość dokładnie wymieszać. Wyłożyć taką mieszankę na blaszkę (taką dużą na cały piekarnik) do pieczenia, rozłożyć ją  równomiernie cienką warstwą po całej powierzchni. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na 10-15 minut, aż się zarumieni. Od czasu do czasu trzeba przemieszać całość. Gdy ostygnie dodać posiekaną na drobno czekoladę i już gotowe. 
Zamknięta w szczelnym pojemniku może spokojnie poleżeć przez 2-3 tygodnie. 

SMACZNEGO!

niedziela, 19 lutego 2017

Tort z Myszką Minnie na pierwsze urodziny

 Ostatnio ulepiłam bardzo dziewczęcy tort dla pewnej młodej damy. Tort pełen perełek, świecidełek, gwiazdeczek i kokardek, czyli wszystkich tych piękności które się podobają małym dziewczynkom. Tort biało różowy, w kropeczki, z Myszką Minnie siedzącą i uśmiechającą się na jego szczycie. Sms od rodziców jubilatki był miłym zakończeniem dnia-podobno mysza zrobiła furorę na przyjęciu : )