poniedziałek, 30 stycznia 2017

485. Domowy jogurt z makiem, migdałami i rokitnikiem

  Nabiał wszelkiego rodzaju idzie w naszym domu w ilościach zdecydowanie hurtowych. Zresztą jajka tak samo. Zaczynam poważnie myśleć o tym, że własne gospodarstwo ze szczęśliwymi kurkami, krowami i krzewami owocowymi byłoby dla nas bardziej opłacalne niż szukanie takich rarytasów w mieście. I cisza by była i dużo przestrzeni gdzie Lucy by mogła wytracić nieco nadmiar energii i miejsce do hasania dla kota i potencjalnego psa, kucyka czy innego jednorożca i drapieżnego smogu by może nie było. Same zalety, tylko kurcze blade, kto by to wszystko oporządzał? Moja wyobraźnia nieco się zacina na myśli o moich działaniach polowych. Niestety tytuł magistra inżyniera ogrodnictwa nie pomógł mi nawet, żeby uchronić swoje bardziej wymagające rośliny doniczkowe, przed widowiskowym skonaniem. Miśko też nie jest tytanem prac domowych. A do roślin go nie dopuszczam od czasu "przeuroczej" pomyłki selera z porem na 3 minuty przed przyjściem przyszłej-ewentualnej teściowej na obiad. 
Jednym słowem czarno widzę nasze sielskie życie na wsi. Póki co za to bardzo chętnie produkuję na potrzeby rodziny hektolitry jogurtu naturalnego. Prosty i zdrowy pomysł na śniadanie.W ramach urozmaicenia ostatnio wyprodukowałam wersję z makiem i migdałami, dla przełamania smaku idealny był dżem z rokitnika.
Cóż przy pysznym i zdrowym śniadaniu można śnić i spełniać sen o sielskim życiu z dala od centrum miasta.

DOMOWY JOGURT Z MAKIEM, MIGDAŁAMI ROKITNIKIEM:
-1 l mleka (nie może być UHT)
-szklanka dobrego jogurtu naturalnego lub specjalne bakterie (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością)
-2-3 łyżki maku
-ok. 100g marcepanu
-garść płatków migdałowych
-dżem z rokitnika Łowicz

1. Mleko wlać do garnka o grubym dnie, podgrzewać je na małym ogniu. Gdy mleko będzie miała temp. ok. 50-60 st zdjąć je z ognia (można sprawdzać za pomocą termometru, a jeśli nie posiada się takiego cuda to można po prostu włożyć mały palec do mleka-powinno być przyjemnie ciepłe i absolutnie nie gorące-wtedy będzie dobre). Do mleka dodać starter, czyli jogurt lub bakterie i dokładnie wymieszać*. Dodać również mak i marcepan. Całość odstawić w ciepłe miejsce na kilka godzin-może to być wnętrze nagrzanego piekarnika, miejsce nad grzejnikiem, można również całość owinąć w koc. Im dłużej bakterie będą pracowały w cieple tym jogurt będzie gęściejszy i bardziej kwaskowaty. Ja zostawiam go zazwyczaj na całą noc.

*żeby mieć starter na następny raz najlepiej odlać sobie trochę "gołego" jogurtu do osobnej miseczki zanim dodamy mak i marcepan. Ta odlana część też musi przejść etap gęstnięcia w cieple, a potem wstawiamy ją do lodówki i spokojnie może poczekać tydzień czasu na robienie kolejnego jogurtu.

2. Płatki migdałów uprażyć na suchej patelni.

3. Do miseczek rozlać jogurt, dodać co najmniej 2 łyżki dżemu z rokitnika Łowicz i udekorować całość migdałami. Od razu zajadać.

SMACZNEGO!

piątek, 27 stycznia 2017

Dobre książki na zimowe wieczory

Co prawda dzień się już wydłuża, ale wieczory nadal są długie i sprzyjające zakopaniu się pod kocykiem z kubkiem kawy czy herbaty i dobrą lekturą w dłoni. Cała jesień spędziłam na czytaniu kolejnych tomów serii kryminalnej Camilli Läckberg, a po skończeniu jej zastanawiałam się jak żyć, co czytać? Na szczęście znalazło się całkiem sporo ciekawych książek. Patrząc po ulubionych pozycjach (i zważywszy na fakt wychowania się na kryminałach Chmielewskiej) aż dziw bierze, że nie mam u boku jakiegoś wielce czarującego i błyskotliwego policjanta :)


ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU-Marta Abramowicz
Cykl wywiadów z kobietami, które wystąpiły już z zakonów. Ich wspomnienia z czasu gdy wstępowały do klasztoru, jak wyglądało ich życie codzienne za murami zakonu i powody dlaczego odeszły. Trochę wstrząsające jak dla mnie, ale bardzo ciekawe historie.  Wielkie brawa dla Marty Abramowicz, że udało jej się dotrzeć do tych kobiet i wydobyć to co zapewne było mocno skrywane. 
SERIA "ANATOMIA ZBRODNI"-Tess Gerritsen
Tess Gerritsen jest z wykształcenia lekarzem zatem wszelkie opisy operacji, czy wyciąganych akurat z ofiary wnętrzności są naprawdę bardzo realistyczne i plastyczne. Same historie też są bardzo sugestywne. Czytając wieczorami "Chirurga" co chwilę sprawdzałam, czy na pewno dobrze zamknęłam mieszkanie. 
Póki co najbardziej podobał mi się 2. tom serii-"Dawca", o rosyjskich bezdomnych chłopcach, sprzedawanych do USA jako dawcy organów. Przerażająca historia. 

A żeby było zabawnie to znalazłam te książki w kiosku. Za naprawdę śmiesznie małe pieniądze można je teraz kupić. Co 2 tygodnie wychodzi nowy tom z serii. 



SPRAWA NINY FRANK-Katarzyna Bonda
O kryminałach Katarzyny Bondy słyszałam już od dawna, ale jakoś nie mogłam na nie trafić. Teraz zaczęłam czytać serię z psychologiem śledczym Hubertem Meyerem. Barwne postacie, każda dopracowana z najdrobniejszymi szczegółami, wymyślna zbrodnia i dużo niewiadomych. Bardzo wciągający kryminał trzymający w napięciu do samego końca....cholera, nawet przeczytałam ostatnie strony i ciągle nie wiem kto zabił. 
MINIATURZYSTKA-Jessie Burton
Powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się w XVII-wiecznym Amsterdamie. Jest młodziutka Nella, która wyszła właśnie za mąż za dużo starszego od niej mężczyznę. Jest piękny domek dla lalek i tajemnicza miniaturzystka, która zdaje się mieć wiedzę o przyszłości. Jest cech kupców, z jednej strony bardzo konserwatywny, z drugiej bardzo rozwiązły. Jest też siostra męża i służba domowa, skrywająca wiele tajemnic. Bardzo wciągająca powieść, niestety o smutnym zakończeniu. 

Najnowszej książki tej autorki, "Muza" jeszcze nie przeczytałam, ale jest na mojej liście czytelniczej. Mam nadzieję, że będzie równie wciągająca. 




FRANCUSKI PIESEK-Marta Obuch
Jedyna komediowa pozycja w tym zestawieniu, ale równie dobra. "Francuski piesek" to komediowy kryminał, z kulinariami w tle. Zwariowane bohaterki, wszystkie równie szybko pakują się w kłopoty. Są też mężczyźni-błyskotliwi policjanci i wspaniały kucharz. Humor wylewa się z każdej strony i trzeba uważać na czytanie w środkach transportu, żeby za głośno się nie śmiać. Polecam zdecydowanie, a ja właśnie czekam na paczkę z kolejnymi kryminałami tej autorki.

środa, 25 stycznia 2017

484. Pierogi leniwe na słodko

 W świecie gdzie nikt nie chce jeść glutenu, latkozy, tłuszczu i kalorii dziecię moje odziedziczyło moje preferencje kulinarne. Albo też (co wielce prawdopodobne) ja jej wyrobiłam nawyk uwielbienia dla wszelkich klusek i innych pracujących na boczki pyszności. Naleśniki, racuchy, makarony, kopytka, można robić w ciemno jeśli chce się nakarmić mojego harpagana. Na szczęście ilość ruchu zażywana przez Lucyndę wpływa bardzo pozytywnie na jej sylwetkę małego charta.
 Do tej pory tradycyjne pierogi leniwe jakoś u nas nie gościły, bo zawsze mama/babcia Krysia wolała zrobić górę kopytek, która zatka nieco głodną familię. Ale na szybki obiad lub nawet drugie śniadanie, gotowanie ziemniaków i przerabianie ich na kopytka jest za bardzo czasochłonne. Leniwe robi się leniwie i szybko. Zasmażane ze słodką bułką tartą i cynamonem tworzą najsmaczniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Lucy rekomenduje takie leniwe kluski na smaczny posiłek. Zatem do kuchni marsz. 

PIEROGI LENIWE NA SŁODKO:
(proporcje przewidziane na 2 średniej wielkości porcje)
-200g twarogu
-1 jajko
-ok. pół szklanki mąki pszennej 
- łyżeczka cukru z wanilią
DO PODANIA:
-2 łyżki masła
-łyżeczka bułki tartej
-łyżeczka cukru
-duża szczypta cynamonu

1. Twaróg rozdrobnić bardzo mocno widelcem. Dodać do niego żółtko i cukier i dokładnie wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z twarogiem. Stopniowo dodawać mąkę (nie całą od razu), aż powstanie ciasto dosyć zwarte i elastyczne. Na posypanej mąką stolnicy formować z ciasta wałeczki, które następnie pokroić na małe (ok. 1-2cm) kluseczki. 

2. Do lekko osolonego wrzątku wrzucać delikatnie przygotowane leniwe. Delikatnie zamieszać i poczekać aż wypłyną na powierzchnię. Wyłowić je łyżką cedzakową i odłożyć na talerz.

3. Na patelni roztopić masło, wsypać do niego bułkę tartą, cukier i cynamon. Wymieszać dokładnie i dorzucić kluski. Chwilę je podsmażać, aż wszystkie będą dokładnie pokryte okrasą. Zdjąć pierogi z patelni i od razu podawać. Można też dodać trochę kwaśnej śmietany lub jogurtu naturalnego jeśli ktoś lubi. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 23 stycznia 2017

483. Proste babeczki waniliowe z białą czekoladą i makiem (cupcakes waniliowe)

W tym roku razem z Lucy zawzięcie przygotowywałyśmy prezenty dla dziadków na Dzień Babci i Dzień Dziadka. Ponieważ dziecię moje ma jeszcze nie do końca wprawne rączki i świat mógłby się nie poznać na artyzmie jej dzieł, wycięłam stempelki z ziemniaków. Kilka kartek, cały świat pomalowany na żółto i na niebiesko, farba na włosach i na ogonie kota, trochę ćwiczeń i pierwsze laurki w życiu wyszły piękne. A w dodatku do laurek jeszcze zrobiłam babeczki z makiem i białą czekoladą z kremem z białej czekolady ( w wielkim świecie zwane cupcakes waniliowe) zamiast zwykłych bombonierek. Jak już wspominałam kiedyś moja rodzina lubi jeść, więc taki dodatek bardzo dziadkom smakował. Lucy też bardzo pomagała przy robieniu "kapkejków", paluszkiem sprawdzała puszystość kremu na każdej babeczce :)

BABECZKI, CUPCAKES WANILIOWE Z MAKIEM I BIAŁĄ CZEKOLADĄ:
BABECZKI:
-2 jajka
-pół kostki roztopionego masła
-3/4 szklanki kefiru lub maślanki
-ok. 250 g mąki pszennej
-2-3 łyżki cukru
-czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-2 łyżki suchego maku
-100g białej czekolady drobno posiekanej
-skórka z cytryny

KREM Z BIAŁEJ CZEKOLADY:
-100g białej czekolady
-ok. 300g białego twarożku np. Philadephia lub President
-pół kostki masła
-trochę esencji waniliowej lub ziarenka z laski wanilii

1. Przygotować krem z białej czekolady. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Masło (powinno być w temperaturze pokojowej) utrzeć z wanilią i serkiem. Nie przerywając mieszania dodać rozpuszczoną czekoladę. Gdy całość będzie już utarta na gładki krem włożyć go do lodówki.  

2. Przygotowanie cupcakes zacząć od utarcia jajek z kefirem. Cały czas ucierając wlać roztopione masło. W osobnej misce wymieszać wymieszać suche składniki. Wsypać je do mieszanki jajecznej i zmieszać kilka razy, tylko tyle, żeby wszystko było mokre. Gdy zbyt długo się uciera, babeczki mogą później wyjść zbyt twarde.
Gotowe ciasto przełożyć do przygotowanych foremek wyłożonych papilotkami do 3/4 ich wysokości. Tak przygotowane cupcakes wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15 minut. Po tym czasie wyjąć je z piekarnika i odstawić do przestygnięcia.

3. Schłodzony krem przełożyć do rękawa cukierniczego. Na każdej babeczce wycisnąć czapeczkę z kremu. Można ozdobić wiórkami z czekolady lub kolorową posypką.

SMACZNEGO!

czwartek, 19 stycznia 2017

482. Lemoniada na gorąco z imbirem, cytryną i miodem

 Gdy temperatura za oknem przypomina o potrzebie wyciągnięcia z szafy wszystkich posiadanych kocyków i ciepłych skarpet, mam dylemat co pić żeby się rozgrzać. Najchętniej byłyby to hektolitry kawy, ale zdrowy rozsądek się czasem odzywa i coś przebąkuje, że 2 duże latte to aż nadto. Wodę lubię, ale gdy myślę o wszystkich sposobach na przetrwanie zimy przedstawionych w filmie "Pojutrze", nic tam o niej nie było nie było. Rozwiązaniem jest prosta w wykonaniu lemoniada na gorąco z imbirem, miodem i cytryną. Samo zdrowie, rozgrzewa, odżywia, uzdrawia i jeszcze smakuje świetnie. Moje dziecko rzuca się na nią jak szczerbaty na suchary, mój konkubent zresztą też. Robi się ją na tyle szybko, że tyłek nie zdąży zamarznąć gdy na chwilę wychyniemy spod koca. Cudny taki napój imbirowy.

LEMONIADA NA GORĄCO Z IMBIREM, CYTRYNĄ I MIODEM:
-1 cytryny
-kawałek ok. 2cm świeżego imbiru
-kilka listków mięty
-5-6 łyżek miodu
-ok. 1 l wrzątku

1. Cytrynę dokładnie umyć. Połowę pokroić na cienkie plasterki, a z połowy wycisnąć sok. Imbir obrać (najłatwiej za pomocą łyżeczki). 

2. Do wrzątku wrzucić plasterki cytryny i listki mięty. Zetrzeć do napoju imbir na tarce. Dodać miód i sok z połówki cytryny. Całość zamieszać i lemoniada już jest gotowa do picia. 

SMACZNEGO!


wtorek, 17 stycznia 2017

481. Bułeczki drożdżowe z budyniem i rodzynkami


Nie spodziewam się medalu dla "Matki roku". Czasem cierpliwość mi się kończy za szybko, często o poranku zamiast tryskać energią jak moje dziecię, owijam się kołdrą w szczelny kokon i jestem głucha na prośby i groźby o zabawę. Często moja kreatywność w wymyślaniu zabaw kończy się na tym kto ułoży wyższą wieżę z klocków. A ostatnie doświadczenia z rozwijania talentu plastycznego Lucy skończyły się na połamaniu wszystkich kredek i pomalowaniu ogona naszej kotki...na jaskrawy róż. I już myślę o błogosławieństwie instytucji przedszkola, w której być może moje dziecię zgubi nieco energii i będę mogła dzięki temu przeżyć jakoś dzień bez nerwów, że ktoś mi wywalił wszystkie książki z regału. Zaprzestanę też szukać na allegro skutecznych więzów dla dzieci, ewentualnie skutecznego sposobu jak takiego gagatka wysłać w kosmos chociaż na 5 minut. 
Może nie jestem idealną matką, ale czasem się staram. Czasem siedzę do 3 nad ranem i zagniatam ciasto drożdżowe w pocie czoła, kręcę i ucieram domowy budyń i w środku nocy z rozwianym włosem szukam w nocnych rodzynek (a tam cholera tylko alkohole i ludzie patrzący na mnie jak na uciekiniera z psychiatryka). Wszystko po to, żeby rano dziecię moje ukochane i jedyne, na śniadanie zjadło cieplutką bułeczkę z budyniem i rodzynkami. Mięciutką i pulchniutką jak mój brzuszek. 
Może zapamięta latorośl, że matka w jedzeniu też przekazuje uczucia...i może dostanę szklankę wody na starość. 

BUŁECZKI DROŻDŻOWE Z BUDYNIEM I RODZYNKAMI:
BUŁECZKI:
-30g świeżych drożdży
-3/4 szklanki mleka
-3 łyżki cukru
-2-3 szklanki mąki pszennej
-1 jajko 
-pół kostki roztopionego masła 
-duża szczypta cynamonu

DOMOWY BUDYŃ:
-ok. 0,5 l mleka
-ziarenka z jednej laski wanilii
-łyżka miodu
-2 łyżki mąki pszennej
-2 łyżki mąki ziemniaczanej
-2 żółtka

-garść rodzynek
 
 
1. Zacząć przygotowania od zrobienia zaczynu drożdżowego. Niepełną szklankę mleka lekko podgrzać (nie gotować), dodać łyżeczkę cukru, wkruszyć  drożdże i odstawić całość w ciepłe miejsce na 10 minut. 

2. Mąkę (na początku 2 szklanki-resztę dodać w miarę potrzeby), cynamon, cukier i jajko zacząć wyrabiać, dolać do tego zaczyn drożdżowy. Cały czas wyrabiając wlać ostudzone masło. Wyrabiać przez kilka minut, aż ciasto będzie elastyczne i będzie odchodziło od ręki. Przykryć je czystą ściereczką i odstawić na co najmniej pół godziny w ciepłe miejsce.

3. Rodzynki namoczyć w wodzie.

4. Przygotować budyń. Większość mleka wlać do garnuszka, dodać ziarna i strąk wanilii i postawić na małym ogniu. W reszcie mleka rozmieszać mąki i miód. Gdy mleko zacznie się gotować wyłowić strąk wanilii i wlać mieszankę mączną. Dodać jeszcze żółtka i mieszać całość cały czas, aż zgęstnieje. Zdjąć z ognia i wystudzić. 

5. Ciasto rozwałkować na duży prostokąt. Rozsmarować równomiernie budyń na całej powierzchni (zostawić tylko 2 cm wole wzdłuż jednego długiego boku), rozsypać rodzynki zwinąć całość w roladę. Kroić w plastry o grubości ok. 1-2 cm i układać w sporej odległości od siebie na blaszce. Piec w piekarniku rozgrzanym do 180 st, przez około 10-15 minut, aż się zarumienią. Gdy bułeczki nieco ostygną są gotowe do jedzenia. 

SMACZNEGO!
 

piątek, 13 stycznia 2017

480. Zdrowe brownie z amarantusem i wiśniami

Kiedyś nie rozumiałam dlaczego młode matki kiszą się w swoim własnym sosie i wiecznie się spotykają gadając o kupkach i zupkach. Jednak, ustalmy to, nie każda przyjaciółka jest w stanie zrozumieć twoją frustrację, gdy konkubent od tygodnia obiecuje że odkurzy mieszanie, a dziecko po raz piętnasty wysypało klocki które właśnie wyzbierałaś z trasy do łazienki, natomiast kot zrzucił swoim grubym zadkiem pięknego storczyka hodowanego od 3 lat. Jednym słowem lubię spotkać się czasem w gronie moich dzieciatych znajomych, bo nie dość że dzieciory nam się wybawią i nieco wytracą energię, to jeszcze mogę wyżalić się na całe zło tego świata. Wiadomo też, że złorzeczenie na facetów warto uprzyjemnić sobie czymś małym i pysznym. Czekolada zawsze jest dobra, bo czekolada nie zadaje żadnych pytań. Czekolada rozumie. Dlatego też do kawy (lub herbaty czy kawy zbożowej dla tej części z nas które jeszcze karmią) upiekłam ostatnio brownie, całkiem zdrowe bo z amarantusem, wiśniami i olejem kokosowym. Pomimo tego, że takie zdrowe mi wyszło, to jest pyszne, zakalcowate takie jak trzeba i rozpływające się w ustach.  

BROWNIE Z AMARANTUSEM I WIŚNIAMI:
-200g gorzkiej czekolady
-3 jajka
-2 łyżki oleju kokosowego
-1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
-1/3 szklanki amarantusa ekspandowanego
-2  łyżki cukru trzcinowego
-szczypta soli
-garść wiśni (mogą być mrożone)

1. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z olejem kokosowym. Zdjąć z ognia i odstawić do przestygnięcia.

2. Jajka ubijać razem z cukrem i solą. Nie przerywając ubijania dodać czekoladę z olejem, a następnie mąkę i amarantusa. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej blaszki (używałam takiej o wymiarach 25x20cm). Na wierzchu rozłożyć równomiernie wiśnie i wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15-20 minut. Gdy nieco ostygnie jest gotowy. 

*ja miałam jeszcze resztkę serka śmietankowego który równomiernie rozłożyłam razem z wiśniami na wierzchu-stąd białe ciapki na moim cieście

SMACZNEGO!

środa, 11 stycznia 2017

479. Zupa krem z pieczonego kalafiora i czosnku

Są takie momenty w życiu, kiedy już na nic nie ma się sił i jedyne co chcesz to zjeść coś dobrego. Ostatnio mnie dopadła zima taka, że tyłek ściska. Do tego Misiek oszalał na punkcie samochodu i całe dnie spędzał pucując i gładząc reflektorki oraz wycieraczki. Nasza kocica poczuła się zaniedbana wychowawczo i postanowiła wyrzucić z mroków swej pamięci informację o tym gdzie stoi kuweta. A na dokładkę Lucy z gorączką przyprawiała mnie o drżenie serca i lekkie palpitację gdy gorączka nieco odpuszczała, a ona pokazywała jak bardzo się nudzi w domu. Nawet najświętsza Matka Polka ma swoją wytrzymałość psychiczną. Gdy już kolejna herbatka z melisy, zagryzana garścią tabletek na lepszy humor nie pomogła ugotowałam sobie zupę. Zupa, jak zupa. Wyglądem niestety nie powaliła, za to nadrobiła smakiem i to z nawiązką. Bo to była zupa krem z kalafiora i czosnku, które najpierw upiekłam. Pachniało obłędnie, jeszcze lepiej smakowało. 2 miseczki zjadłam za jednym posiedzeniem i trochę mi się poprawił humor. Jestem już gotowa na kolejny atak zimy ( i strasznych pomysłów mojej familii).

ZUPA KREM Z PIECZONEGO KALAFIORA I CZOSNKU:
-1 duży kalafior
-1 główka czosnku
-2 średnie ziemniaki
-kilka (4-5) suszonych pomidorów
-1 szklanka mleka
-1-2 szklanki bulionu warzywnego
-sól, pieprz, rozmaryn, gałka muszkatołowa, oliwa

 1. Kalafior umyć i pokroić na różyczki, głąba nie wyrzucać tylko również pokroić na małe kawałki. Czosnek i ziemniaki obrać ze skórki. Ziemniaki pokroić na ćwiartki. Warzywa skropić oliwą, oprószyć solą i pieprzem oraz niewielką ilością igiełek rozmarynu. Całość wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 20 minut, aż warzywa nieco zmiękną i zaczną intensywnie pachnieć. 
2. Na dnie garnka rozgrzać spory chlust oliwy, wrzucić na nią upieczone warzywa. Chwilę podsmażać i dolać bulion, oraz dorzucić suszone pomidory. Po 5-10 minut gotowania, zminimalizować ogień i zblendować całość na gładki krem. Nie przerywając miksowania dolewać stopniowo mleko. Zdjąć całość z ognia. Dodać hojną ręką gałkę muszkatołową i od razu podawać. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 9 stycznia 2017

478. Budyń jaglany z truskawkami

 Termometr za oknem w ten weekend pokazywał milion stopni na minusie. Nos z całą zawartością zamarzał z prędkością światła, a na tyłek wciągnęłam ciepłe gaciory od przyszłej-ewentualnej teściowej. Jednym słowem zima przyszła. Razem z zimą przyszło do nas przeziębienie Lucy, które już niestety nie przywołuje u mnie żadnych wesołych skojarzeń. Biedne takie i wymizerowane moje dziecko było, bez energii, głównie się przytulała i wymagała wytarcia nosa. Zrobiłam jej więc pyszną kolację dla zdrowotności, która z powodu ilości wytworzonego smakołyku przerodziła się w śniadanie. W ramach tego zdrowia Lucy dostała ode mnie budyń truskawkowy z kaszy jaglanej, słodzony miodem. O ile zazwyczaj podchodzę do kaszy jaglanej jak pies do jeża, o tyle tym razem wyszło naprawdę smacznie. Kolejny pomysł jak wykorzystać tą, nie bardzo przeze mnie lubianą kaszę. Miksery w dłoń zatem.

TRUSKAWKOWY BUDYŃ Z KASZY JAGLANEJ
(proporcje przewidziane na 2-3 porcje)
 -0,5 szklanki nieugotowanej kaszy
-szklanka mleka
-2 garści truskawek (mrożone się zdecydowanie też nadają)
-1-2 łyżki miodu (zależnie jak słodki budyń chcemy mieć)
-duża szczypta cynamonu
-szczypta soli
-ewentualnie trochę jogurtu naturalnego

1. Kaszę wypłukać pod zimną wodą kilkukrotnie. Wsypać ją do garnka, dolać mleko i postawić na małym ogniu, dodać odrobinę soli i cynamon. Gotować przez kilka minut, aż kasza wchłonie całe mleko. 

2. Odłożyć kilka truskawek do dekoracji. Resztę wrzucić do kaszy razem z miodem i całość dokładnie miksować przez kilka minut na gładki budyń. Gotowy budyń jaglany przełożyć do miseczek/słoiczków, udekorować kleksami z jogurtu naturalnego i cząstek truskawek.
*budyń jaglany jest smaczny zarówno na ciepło jak i na zimno, więc możemy go przygotować wcześniej

SMACZNEGO!

niedziela, 8 stycznia 2017

Torty z dziecięcymi ulubieńcami Star Wars, Kraina lodu i dinozaurami

 
 Przy tortach z idolami dzieci mam zawsze dużo stresu. Tutaj smak ma drugorzędne znaczenie (chociaż jeśli bezczelnie dodałaś truskawki do tortu czekoladowego to usłyszysz wiele słów krytyki). W takim torcie najważniejsze jest na tyle wierne odwzorowanie postaci, żeby od razu było wiadomo kogo przedstawiają. Przy moich zdolnościach plastycznych lepienie Luka Skywalkera, który nie byłby podobny do rosyjskiego chłopa pańszczyźnianego, przyprawiało mnie o palpitacje serca. 
W ciągu ostatnich tygodni z drżeniem rąk uturlałam  z masy cukrowej bałwana Olafa, stadko dinozaurów i jeszcze R2D2 i wspomnianego Luka z Gwiezdnych Wojen. Łatwo nie było

Jeden z ostatnich jubilatów, Leoś, jest stały w uczuciach i uwielbia dinozaury od kilku lat. 2 lata temu stworzyłam mu Bolkozaura w ramach tortu (można go zobaczyć tutaj).  Miodem na moje serce rzeźbiarza, była chwila gdy Leon wyjaśniał mi, który dinozaur jest jakiego gatunku. W sensie, że mógł je rozpoznać. Znaczy, że udało mi się zachować odpowiednie cechy osobnicze. Dumna z siebie jestem.

 Przy torcie z Krainą Lodu i księżniczkami Elsą i Anną, poszłam nieco na łatwiznę. Wykorzystałam jadalny wydruk na papierze cukrowym. Przy dekoracjach, które mają idealnie oddać rysy ulubionego bohatera, to bardzo dobre rozwiązanie. 
Nie ukrywam, że Alusia, dla której był to tort, w zeszłych latach dawała mi prostsze zadania w postaci tortu z Myszką Miki (obejrzyjcie go tutaj). W tym roku zaszalała nieco, ale i tak zeszła z oczekiwań. Pierwotnie chciała wszystkie (podkreślam WSZYSTKIE) postacie z bajki.

Gwiezdne Wojny to ciężki temat. Z wielkiego uczucia do swojego konkubenta obejrzałam nawet wszystkie części, więc pi razy oko orientuję się o co chodzi, chociaż wciąż nie wiem co jest tak fascynujące. Widzę jednak, że szał ogarnia nie tylko dorosłych facetów, ale też małoletnich młodzieńców. Trudno, ja się nie muszę znać, ja tylko lepię robota i młodego padawana :)

wtorek, 3 stycznia 2017

476. Wytrawne gofry z pastą kanapkową na śniadanie lub przekąskę

 Czasem przychodzi taki moment gdy święto goni święto i nie ma kiedy iść do sklepu, a wszelkie jadalne rzeczy w domu wciągnął w siebie jak odkurzacz konkubent. Do sklepu wyjść się nie chce, bo akurat zima o sobie przypomniała i zaczął sypać śnieg. No jednym słowem całe życie pod górkę, a tu trzeba jakieś śniadanie dla siebie i jeszcze dziecięcia zorganizować. Jednym słowem kryzysowe śniadanie to u nas gofry. Jajka praktycznie zawsze są, mleko i mąka też, wystarczy ukręcić wszystko razem i upiec w gofrownicy. Przez święta mam lekki przesyt słodkościami, dlatego tym razem upiekłam gofry wytrawne. W ramach dodatków usiekłam pastę jajeczną. Ale świetnie też się sprawdzają w towarzystwie np. wędzonego łososia z koperkiem i serkiem śmietankowym, albo z jajkiem sadzonym, albo z roztopionym żółtym serem i ogórkiem kiszonym. Rukola z szynką parmeńską i suszonymi pomidorami też świetnie smakuje na takich gofrach. Za trzepaczki więc chwyćcie moi mili i do gofrownicy. 

WYTRAWNE GOFRY:
(proporcje na 6 gofrów)
-1 jajko
-1 szklanka mąki pszennej
-1 szklanka mleka
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-1 łyżka masła lub innego tłuszczu (ja używałam olej kokosowy)
-1 łyżeczka siemienia lnianego i 1 suszonego oregano
-duża szczypta soli, pieprzu i kminu rzymskiego

1. Oddzielić białko od żółtka i ubić je na sztywną pianę. 

2. Żółtko zmiksować z mąką, tłuszczem i przyprawami. Delikatnie wmieszać do tej mieszanki ubite białka. 

3. Na rozgrzanej gofrownicy wylewać porcje ciasta na gofry i piec aż się zarumienią. Podawać od razu i nakładać ulubione dodatki. Polecam np. pastę jajeczną (przepis znajdziecie tutaj).

SMACZNEGO!
1.