poniedziałek, 27 lutego 2017

494. Krówkowa caffe latte na poprawę humoru

 Romantyzm-poziom hard (ewentualnie poziom rodzicielski). Miśkosław, czyli konkubent mój jedyny ukochany, wyjechał na czas dłuższy, żeby zarabiać takie kokosy by wszystkim oko zbielało. Niby do jego wyjazdów jestem przyzwyczajona, niby już kiedyś wyjechał na czas dłuższy, ale jednak z Lucy u boku to tak jakoś ciężej. Mieliśmy ostatni wieczór spędzić romantycznie. Konkubent przytargał nawet bukiet pięknych chwastów. Luśka miała iść spać, a starzy mieli wypić wino, zagryźć je serkami śmierdziuchami i innymi przyjemnymi przegryzkami, a potem...kto wie co się jeszcze mogło wydarzyć. Gorzej, że Lucy nie do końca chciała współpracować. O 22:00 była w pełnym rozkwicie sił witalnych. Całkiem inaczej niż jej matka. 
Lucy skacze i zawzięcie się dopomina o kolejną bajkę, ojciec już coś sapie ze zniecierpliwienia pod nosem, a ja czuję że zaraz padnę ze zmęczenia a przecież jeszcze bym chciała sera śmierdziucha zjeść. Reszta mnie nie obchodzi, byle tylko ten śmierdziuch był. 
Finał wieczoru wyglądał tak, że Lucy usnęła i owszem, ale ja razem z nią. Przecknęłam się koło 2 w nocy, gdy luby z żałości spożył już całą butlę wina i wszystkie zagryzki. Na delikatne próby trącania go kolanem i przewleczenie z kanapy w salonie do sypialni reagował agresją słowną. A w łóżku chrapał jak stado drwali. Także tak....nie ma po co kupować następnym razem wina, bo i tak go nie wypijemy a tylko Misiek od niego chrapie i spać innym nie daje. 
Stratę ukochanych serów wynagrodziłam sobie o poranku tworząc bombę złożoną z pierdyliona kalorii. Złożyły się na nią krem krówkowy, bita śmietana, ziarna kawy w czekoladzie i inne wspaniałości. Dla takiej kawy zrezygnuję z romantycznych wieczorów. I tak się nie udają. 

KRÓWKOWA CAFFE LATTE:
-podwójne espresso
-niepełna szklanka mleka
-1,5-2 łyżeczki kremu krówkowego
-bita śmietana
-cynamon i gałka muszkatałowa
-prażone ziarna kawy w czekoladzie, wafelki itp. 


Zaparzyć espresso. Mleko podgrzać razem z kremem krówkowym. Gdy będzie już bardzo ciepłe, ale jeszcze nie zacznie się gotować, zdjąć je z ognia i spienić spieniaczem do mleka. Przelać do wysokiej szklanki, uzupełnić espresso. Na wierzchu wycisnąć czapeczkę z bitej śmietan. Na wierzchu można udekorować z pomocą wafelków, masy krówkowej, czekolady, czy też nasion kawy w czekoladzie. 

SMACZNEGO

piątek, 24 lutego 2017

493. Tort kawowy z czekoladą i wafelkami

 Kawę uwielbiam miłością niezmierzoną. Co prawda od dłuższego czasu mam swój ulubiony sposób parzenia kawy i żadna inna mi nie smakuje. O poranku i do jakiś pysznych słodkości uznaję tylko świeżo zmieloną kawę, zaparzoną w kawiarce, z dodatkiem spienionego mleka i cynamonu. Jest najlepsza na świecie. Mimo to posiadam w domu jeszcze cały arsenał kaw innych, mielona (dla Miśka rano jak się silnie spieszy i nie zależy mu na smaku tylko na efekcie), rozpuszczalna karmelowa (do kawy frappe), rozpuszczalna zwykła (do ciast i deserów). Dojrzałam też do posiadania kawy zbożowej dla ciężarnych i karmiących matek polek, które wpadają do mnie na ploty. 
Kawa jaka by nie była nie może się obejść bez czegoś słodkiego. Trzeba jeść dobre rzeczy. Trzeba pilnować żeby poziom cukru za bardzo nie spadł, o poziomie endorfin nie wspominając. Torcik zrobiłam w wersji niewielkiej, żebym się nie musiała martwić zbytnio że tyłek za bardzo urośnie. 
Do kuchni moi drodzy, tort się sam nie zrobi. Kupcie wafelki, kupcie kawę i czekoladę i szybko kręćcie krem i zachwyćcie rodzinę. 

TORT KAWOWY Z CZEKOLADĄ I WAFELKAMI:
(proporcje przewidziane na niewielki torcik o średnicy ok. 18cm)
BISZKOPT CZEKOLADOWY:
-4 jajka
-4 łyżki cukru trzcinowego
-4 czubate łyżki mąki pszennej
-1 czubata łyża kakao

KREM KAWOWY:
-100g gorzkiej czekolady
-serek śmietankowy  300g
-pół kostki miękkiego masła
-3-4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

DEKORACJA: 
 -100g gorzkiej lub mlecznej czekolady
-łyżka oleju kokosowego
-ciastka kawowe z czekoladą (przepis na nie znajdziecie tutaj)
-garść prażonych ziaren kawy w czekoladzie
-kilka wafelków czekoladowy np. Lusette

-dodatkowo mocne espresso do nasączenia

1. Zacząć przygotowania od zrobienia kremu kawowego. W kąpieli wodnej rozpuścić czekoladę. W międzyczasie utrzeć masło z serkiem  śmietankowym i kawą na gładką masę. Dodać rozpuszczoną czekoladę i dokładnie wymieszać. Wstawić całość do lodówki na co najmniej godzinę, żeby krem zgęstniał.

2. Upiec biszkopt. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania dodać cukier, a następnie żółtka. Na koniec, wciąż mieszając, dodać przesianą mąkę i kakao. Tak przygotowaną masę przelać do tortownicy i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15 minut. Po upieczeniu zostawić jeszcze biszkopt w piekarniku do ostygnięcia. 

3. Ostygnięty biszkopt przekroić na 3 plastry. Każdy z nich dokładnie nasączyć espresso i posmarować kremem kawowym. Posmarować również grubą warstwą wierzch i boki tortu. Wygładzić całość i wstawić na chwilę do lodówki. 

4. W czasie chłodzenia się tortu przygotować dekorację. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej  z dodatkiem oleju kokosowego. Wymieszać je dokładnie i oblać wierzch tortu. Wygładzić nożem i ułożyć na wierzchu ciastka, wafelki, oraz ziarna kawy. Gdy tylko czekolada nieco stężeje tort już jest gotowy. 

SMACZNEGO!

wtorek, 21 lutego 2017

492. Domowa granola kokosowa z czekoladą

Gdzieś kiedyś wyczytałam, że atmosfera w domu zależy w dużej części od zapachu, który się w nim roztacza. Przyznaję, czasem jest to atmosfera, świeżo zmienianej pieluchy, której zawartość jeszcze nie wywietrzała. Czasem jest to świeżo zmielona kawa, ale tylko czasem bo Miśko potrafi zmielić cały młynek na zapas i jest to zapas na 5 dni. 
Ostatnio udało mi się wyprodukować inny czarowny zapach. Granola kokosowa podczas pieczenia uwalnia taki zapach, że aż nie można się doczekać wyjęcia jej z piekarnika. Po ostudzeniu dodałam do niej jeszcze drobno posiekaną gorzką czekoladę. Trzeba dodać tylko do jogurtu, ewentualnie jeszcze jakieś owoce i zacne, zdrowe śniadanie gotowe. A do tego gdy zrobiłam je wieczorem przed zaśnięciem, to rano obudził mnie cudowny zapach...a nie lekki fetorek przypominający, że po całej nocy w pielucha nadaje się do ekspresowej zmiany. 
Zatem pieczcie moi mili granolę, bo same zalety ma. 

*z ciekawostek zapachowych moim rodzicom ostatnio wybuchła puszka z kocim jedzeniem-to dopiero był zapach nie do zamaskowania. 

DOMOWA GRANOLA KOKOSOWA Z CZEKOLADĄ:
-1,5 szklanki płatków owsianych
-1,5 szklanki wiórków kokosowych
-2 łyżki sezamu
-100g gorzkiej czekolady
-łyżka płynnego miodu
-2 łyżki oleju kokosowego

Na małym ogniu rozpuścić olej kokosowy. W misce wymieszać ze sobą płatki owsiane, wiórki kokosowe i sezam. Dodać do nich rozpuszczony olej i miód i całość dokładnie wymieszać. Wyłożyć taką mieszankę na blaszkę (taką dużą na cały piekarnik) do pieczenia, rozłożyć ją  równomiernie cienką warstwą po całej powierzchni. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na 10-15 minut, aż się zarumieni. Od czasu do czasu trzeba przemieszać całość. Gdy ostygnie dodać posiekaną na drobno czekoladę i już gotowe. 
Zamknięta w szczelnym pojemniku może spokojnie poleżeć przez 2-3 tygodnie. 

SMACZNEGO!

niedziela, 19 lutego 2017

Tort z Myszką Minnie na pierwsze urodziny

 Ostatnio ulepiłam bardzo dziewczęcy tort dla pewnej młodej damy. Tort pełen perełek, świecidełek, gwiazdeczek i kokardek, czyli wszystkich tych piękności które się podobają małym dziewczynkom. Tort biało różowy, w kropeczki, z Myszką Minnie siedzącą i uśmiechającą się na jego szczycie. Sms od rodziców jubilatki był miłym zakończeniem dnia-podobno mysza zrobiła furorę na przyjęciu : )

piątek, 17 lutego 2017

491. Domowe burgery

 Dziecię moje, słodkie, jedyne i urocze jest 100% mięsożercą. Na widok babcinego rosołku dziarsko łapie za łyżkę i zajada w takim tempie, że kluseczki lądują na suficie, kocim ogonie i czole matki rodzicielki. Kanapeczki z pasztetem pieczonym przez dziadków, to ulubiony poranny rarytas. Najbardziej urocze zdjęcie, z najwspanialszym uśmiechem mojego dziecko jest w towarzystwie nogi z kurczaka. A wizyta u dziadka kojarzy się chyba głównie z frankfurterkami, które Lesio podtyka Luśce pod nos. 
Jednym słowem, gdy zaczęłam robić Walentynkową kolację dla lubego, musiałam też uwzględnić małego głodomora. Ponieważ robiłam burgery. Domowe bułeczki, mnóstwo warzyw, ostra musztarda i pyszna grillowana wołowina. Do tego ukochana bajka Lucy, czyli Aryskotraci i moje dziecko oszalało ze szczęścia. Tyle radości, tyle kotków, tyle pysznego mięska i z tego szczęścia aż zasnęła na kanapie. Lubię takie momenty. Muszę częściej burgery robić, to przynajmniej nie mam problemów z usypianiem dziecka. 

DOMOWE BURGERY
(w wersji dla dorosłych polecam zrobić 4 większe burgery, u nast było 6 mniejszych kanapek, żeby Lucy mogła je łatwiej złapać w swoje małe rączki)
-ok. 500g mielonej wołowiny
-2 łyżki musztardy
-1 łyżka ketchupu (u nas akurat był ajvar)
-trochę sosu sojowego
-kilka łyżek zimnej wody
-świeżo zmielony pieprz (ewentualnie jeszcze sól)
-dodatkowo ulubione dodatki: musztarda, majonez, sałata lodowa/rukola, pomidory, ogórki kiszone, cebula, kapary, żółty ser

1. Mięso mieszamy z musztardą, ketchupem, sosem sojowym 2-3 łyżkami zimnej wody i pieprzem. Wszystko dokładnie wyrabiamy rękoma przez kilka minut, aż powstanie w miarę zwarta masa. Nie potrzeba do tego żadnego jajka tylko trochę cierpliwości. Gdy mięso będzie już dobrze wyrobione formujemy z niego okrągłe kotlety, grubości ok. 2cm. Ich średnicę dopasowujemy do posiadanych bułek. Trzeba pamiętać, że przy smażeniu burgery się nieco zmniejszą. 

2. Na mocno rozgrzanej patelni grillowej smażymy burgery z obu stron, aż się zarumienią i osiągną nasz ulubiony stopień wysmażenia. 

3. W międzyczasie kroimy bułki na połówki podgrzewamy je w piekarniku przez kilka minut. Po wyjęciu jej z piekarnika smarujemy każdą połówkę ulubionym sosem (ja lubię w wersji z dużą ilością musztardy, Miśko woli majonez). Kładziemy na bułę ulubione dodatki, polecam rukolę, pomidor, cebulę i kapary. Nie zapominamy o położeniu również usmażonego kotleta. Przykrywamy górną częścią bułeczki i od razu podajemy. 

SMACZNEGO!

środa, 15 lutego 2017

490. Domowe bułki maślane (do burgerów)

 Chociaż dosyć często jestem leniwa i lubię sobie ułatwiać życie, są takie momenty gdy np. zagniatanie ciasta mnie nie męczy, a wręcz relaksuje i pozwala się wyżyć. Według mojego konkubenta romantyczna kolacja to nie wytworne risotto, czy zapiekane karczochy, a prosta pizza albo burgery. Toć fast-food taki romantyczny. Miła chciałam być, więc na Walentynki zagniotłam ciasto na domowe bułeczki do burgerów i jeszcze zgrillowałam do nich kotleciory. Moje obie walentynki chyba były szczęśliwe. A ja nieco się odstresowałam gdy międliłam ciasto drożdżowe. Bo pomimo święta miłości moi ukochani potrafią doprowadzić mnie do furii i rozbudzają we mnie chęć mordu. Więc naprawdę czasem warto się wysilić i upiec własne bułeczki, bo smaczne i łagodzą obyczaje.

DOMOWE BUŁKI DO BURGERÓW
-2,5 szklanki mąki pszennej
-2 łyżki roztopionego masła
-1 jajko
-szczypta cukru
-3/4 szklanki ciepłego mleka
-20g świeżych drożdży
-niepełna łyżeczka soli
-dodatkowo rozmącone jajko i sezam

1. Do ciepłego (ale nie gorącego) mleka dodajemy szczyptę cukru i drożdże. Odstawiamy na chwilę w ciepłe miejsce, aż drożdże zaczną pracować. 

2. Do mąki dodajemy sól, jajko i zaczyn drożdżowy Zaczynamy wyrabiać i dodajemy roztopione i ostudzone masło. Wyrabiamy przez kilka minut. Ciasto powinno być elastyczne, miękkie i z łatwością odchodzić od ręki. Przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość. 

3. Z wyrośniętego ciasta formujemy okrągłe bułeczki-i tu dygresja. Standardowe burgery, a zatem i bułki do nich są dość spore, ale u nas ze względu na to że jest Lucy robiliśmy wersję mniejszą, idealną do dziecięcej rączki. Tak więc można zrobić 4 duże buły albo tak jak my 6 mniejszych.
Każdą bułeczkę lekko spłaszczamy, smarujemy rozmąconym jajkiem i sypiemy obficie sezamem. Bułeczki pieczemy przez 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200st, aż lekko zarumienią. 

SMACZNEGO! 
 

piątek, 10 lutego 2017

489. Nietypowe kotlety schabowe z suszonym pomidorami

Matki Polki powinny się spotykać na ploty i gorące dyskusje. Nie dość, że dzieciory wytracą nieco energii bawiąc się ze sobą, to matki mogą podyskutować o problemach, poradzić się w nurtujących problemach i chwilę ponarzekać na ojców (zawsze powód do narzekań się jakiś znajdzie). A ostatnio doszła jeszcze jedna zaleta do spotkań z Matkami Polkami-wymiana przepisów. Jak ja nie lubię tłuc kotletów i jakoś te tradycyjne schaboszczaki do mnie nie przemawiają, to na taką wersję mogę machać tłuczkiem nawet codziennie. Dziecię moje chętnie zajada roladki ze schabu z suszonymi pomidorami, konkubent mlaszcze zadowolony że wreszcie mięso jakieś zrobiłam, a ja rozpływam się jaka jestem zdolna. I to wszytko dzięki spotkaniu z innymi Matkami Polkami. Czas się chyba szykować na kolejne ploty-może kolejny pomysł na obiad będzie.

KOTLETY SCHABOWE Z SUSZONYMI POMIDORAMI:
(proporcję podaję na zrobienie obiadu dla 2 dorosłych osób i jednego dziecka, czyli w naszym przypadku 5 kotletów)
-5 kawałków schabu wykrojonych na kotlety
-5-6 suszonych pomidorów
-gomółka mozzarelli (ok. 100g)
-kilka oliwek
-sól, pieprz, masło klarowane

1. Schab roztłuc na cienkie kotlety

2. Mozzarellę pokroić w cienkie plasterki. Suszone pomidory i oliwki pokroić w cienkie paseczki. 
3. Każdy kotlet oprószyć świeżo zmielonym pieprzem (można też dodać sól ale niekoniecznie bo dodatki są słone). Nałożyć na kotlet kawałek sera oraz suszone pomidory i oliwki. Zwinąć kotlet w ciasną roladkę, spiąć ją za pomocą wykałaczek. 

4. Na patelni rozgrzać nieco masła klarowanego. Obsmażyć każdą roladkę ze wszystkich stron. Włożyć je do naczynia żaroodpornego  i wszystkie razem zapakować do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15-20 minut aż się nieco zarumienią. Podawać od razu po wyjęciu z piekarnika. 
*Idealnie będą smakować z kopytkami i warzywami -np. cukinią, czosnkiem i pomidorami. 

SMACZNEGO!

środa, 8 lutego 2017

488. Smoothie z buraka i truskawek

 Coś musi być na rzeczy, nowy rok, postanowienia, zmiany i w ogóle szał-ciał. Jednym słowem razem z Miśkosławem, konkubentem mym lubym, zmieniamy nieco swoje nawyki żywieniowe. Nie to wcale nie znaczy, że już nigdy nie zjemy chińczyka w środku nocy (póki co go nie jemy bo zamknęli ulubioną knajpę Miśka), albo nie usmażymy góry burgerów od których pękną nam brzuchy. Póki co odstawiliśmy chipsiory, piwo, tosty w ilościach hurtowych o północy i jaja od kur z klatek. Więcej owoców, warzyw i kuloodporna kawa o poranku być może pomoże nam zrzucić nasze zimowe oponki.W ramach zmian w życiu zmiksowałam ostatnio takie zacne smoothie (koktajl innymi słowy) z buraków i truskawek. Bardzo smaczne połączenie, które przypadnie do gustu nawet takim antyfanom soków warzywnych jak ja. I co więcej, jest to jedyny sposób jedzenia buraków, który akceptuje Lucy. Jednym słowem do mikserów moi mili, miksować buraka bo smaczny i zdrowy i każdy się w nim rozsmakuje. 

SMOOTHIE Z BURAKA I TRUSKAWEK
-pół buraka (surowego)
-garść truskawek (mogą być mrożone)
-1 dojrzały banana
-łyżeczka nasion siemienia lnianego
-szklanka wody
-duża szczypta cynamonu

Buraka obrać ze skórki i pokroić na małe kawałki. Tak samo zrobić z bananem. Wszystko razem wrzucić do kielicha blendera i zmiksować na gładko. Od razu wypijać. 

SMACZNEGO!
 

poniedziałek, 6 lutego 2017

Tort z autami na pierwsze urodziny

 Mam szczęście do posiadania chrześniaków lubiących motoryzację. Rośnie kolejny fan czterech kółek. Na pierwsze urodziny małego Karolka zrobiłam więc odpowiedni tort dla fana motoryzacji, bo było dużo samochodów i traktorów kilka i jeszcze baloniki i dużo kolorów. Na pierwsze urodziny idealny :)

piątek, 3 lutego 2017

487. Makaron penne z pieczonym kalafiorem, pomidorami i migdałami

Są takie momenty w życiu matki, kiedy jest bezsilna. Sama zaprowadziłam do przychodni Lucy. Jeszcze ją zachęcałam żeby raźno maszerowała (szybko szybko kochanie bo zaraz się spóźnimy). Sama ją wprowadziłam do gabinetu lekarskiego. I niestety sama przytrzymałam gdy pielęgniarka wkuwała się w tą chudą nogę mojego biednego i nieświadomego dziecka. Całe nieszczęście tego świata skupiło się na Lucy. Nawet naklejka z kotkiem nie pomogła. Oklejenie ukochanego pluszowego lisa plastrami też dało raczej marne rezultaty. Więc wzięłam tą moją chlipiącą kupkę nieszczęścia na ręce, ledwo zipiąc doniosłam do domu. Wstępnie przyszykowałam produkty na obiad uśmierzający ból i odpaliłam bajkę. I w nosie mam zdanie psychologów czy innych magów, że przed ukończeniem 2 roku życia się nie powinno telewizora ni nic. W bajce były pieski, kotki i nawet króliczek, chociaż raczej taki drapieżny bardziej, które w zestawieniu z bujnym cycem i cieplutką fałdką na brzuchu mamy pozwoliły Luśce zasnąć. Gdy się obudziła obiad i ulubione kluchy były już gotowe. Pomogły do końca zwalczyć zło i wreszcie mi się dziecko uśmiechnęło. Także polecam wam kochani ten makaron z pieczonym kalafiorem, pomidorami i migdałami. Chociaż nic nie może się równać z bólem po szczepieniu, to może i was spotkało coś takiego, po czym pomoże już tylko micha pysznego jedzenia i ciepły cyc. 
Nawet jeśli was nic nie spotkało to też spróbujcie.


MAKARON Z PIECZONYM KALAFIOREM, POMIDORAMI I MIGDAŁAMI:
-ok. 400g makaronu penne
-1 spory kalafior
-ok. 500g pomidorków koktajlowych
-1 duża cebula
-2-3 ząbki czosnku
-garść czarnych oliwek
-pęczek natki pietruszki
-garść migdałów w płatkach
-oliwa, sól, pieprz, gałka muszkatołowa, czarnuszka

1. Kalafiora umyć i podzielić na różyczki. Pomidorki również umyć i jeśli są duże przekroić na połówki lub ćwiartki. Warzywa skropić oliwą, oprószyć solą, pieprzem, gałką i czarnuszką. Wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 20 minut.

2. Zacząć gotować makaron.
3. Na suchej patelni uprażyć płatki migdałowe.
4.. Na sporej ilości oliwy zeszklić cebulę pokrojoną w piórka (proponuję użyć tej samej patelni na której prażyliśmy migdały-będzie mniej mycia). Dodać do niej posiekany czosnek, a następnie kalafiora, pomidorki i pokrojone w plasterki oliwki. Chwilę całość podsmażać, a następnie zdjąć z ognia, dodać ugotowany al dente makaron oraz posiekaną natkę pietruszki. Podawać od razu gdy makaron jest jeszcze ciepły. Każdą porcję posypać obficie płatkami migdałów. 

SMACZNEGO! 

*Oglądałyśmy "Sekretne życie zwierzaków domowych"-zabawny, zwierzaki są przekomiczne, szczególnie pudel-metal, chociaż dobrze że Lucy wcześnie usnęła i najbardziej sensacyjne momenty ją ominęły. To bajka zdecydowanie dla starszych (10 wzwyż) dzieci.
 

środa, 1 lutego 2017

486. Prosta babka cytrynowa z kefirem

 Z moim konkubentem czasem są kłopoty. Marudzi mi chłopak i jęczy, że nie podoba mu się to co upiekłam i ugotowałam. Wybitnie rozbraja mnie gdy mamrocze coś pod nosem, że nie lubi suchych ciast bez żadnych kremów czy owoców i on takich jeść nie będzie. A potem w niewyjaśnionych okolicznościach cała blacha takiego suchotnika znika jak sen jaki złoty. No dziad jeden. To jakże to tak? Raz mówi, że nie lubi takich zwykłych ciast, a za chwilę rzuca się nie jak szczerbaty na suchary. Poczekałam, aż wyjedzie na kilka dni i sobie upiekłam taką zwykłą, prostą babkę cytrynową z kefirem. Babkę z tłuszczem, cukrem, laktozą i glutenem i wszystkimi tymi smakowitościami, które przywołują nieco wspomnienia z dzieciństwa i wyjadanie surowego ciasta paluchem z miski. Na tyle prosta ta babka, że nie trzeba żadnego miksera ani innych sprzętów poza rózgą czy widelcem. Sama mogę sobie ją zjeść i nikt mnie w konia nie zrobi.

BABKA CYTRYNOWA Z KEFIREM:
(proporcje na jedną długą keksówkę lub 2 krótkie-ok 20cm)
-3 jajka 
-pół kostki roztopionego masła
-szklanka kefiru
-sok i skórka z 1 cytryny
-1,5 szklanki mąki pszennej
- 3/4 szklanki cukru
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-duża szczypta soli

1. W jednej misce wymieszać wszystkie suche składniki. W drugiej misce roztrzepać jajka, kefir i masło ze skórką i sokiem z cytryny. Wymieszać ze sobą zawartość obu misek. Dokładnie zamieszać i przelać ciasto do przygotowanej foremki. Wstawić ciasto do piekarnika rozgrzanego do 170 st, na około 40-50 minut. Trzeba sprawdzić patyczkiem czy wnętrze jest już suche. Gotową babkę cytrynową oprószyć cukrem pudrem. 

SMACZNEGO!