wtorek, 28 marca 2017

501. Bezglutenowe, pyszne ciasto z fasoli i bananów

 Człowiek uczy się przez całe życie. Przeglądając gazetę telewizyjną, pomiędzy streszczeniem Klanu i zapowiedzią kolejnego odgrzewanego kotleta, przeczytałam o fleksitarianach. Taka elastyczna wersja wegetarianizmu, gdzie jesz dużo warzyw, owoców, kasz i innych zdrowych rzeczy, ale jak najdzie cię ochota to możesz dziabnąć kotleta. No wypisz wymaluj, jam jest fleksitarianinem. Dom zatowarowałam zieleniną, kaszami i ziarnami wszelkimi, a jak jestem na obiedzie u mamusi to wciągam pierogi z mięsem. Przynajmniej póki Miśko nie wróci i nie zacznie marudzić o potrzebie kotleta na obiad. 
Jak już się dowiedziałam, że jestem swoistą wegetarianką, to z emocji upiekłam zdrowe ciasto. Może na to też jest jakieś magiczne określenie. Polubiłam ostatnio ciekawe przepisy na zdrowe słodycze, ale nie pogardzę tłuściutkim ptysiem czy eklerką skąpaną w czekoladzie. A może takie określenie to zdroworozsądkowizm.
Tym razem padło na ciasto z fasoli, bananów i masła orzechowego. Bez glutenu, bez laktozy, bez większych wyrzutów sumienia. Idealne na miłe spotkanie towarzyskie. 

BEZGLUTENOWE CIASTO Z FASOLI I BANANÓW:
-1 puszka białej fasoli (lub szklanka ugotowanej fasoli)
-2 dojrzałe banany
-2 łyżki masła orzechowego
-2 jajka
-1 łyżka mąki ziemniaczanej
-duża szczypta cynamonu
-1 łyżeczka proszku do pieczenia *
- ewentualnie garść płatków migdałowych

Wszystkie składniki, oprócz migdałów, wrzucić do miksera i zmiksować na gładką masę. Dodać migdały i wymieszać łyżką. Gotową masę przelać do keksówki. Tak przygotowane ciasto fasolowe wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 40-50 minut.  
Po wystudzeniu można obsypać ciasto fasolowe cukrem pudrem i podprażonymi płatkami migdałów.

*ja nie jestem na diecie bezglutenowej, dlatego swobodnie używam do wypieków proszku do pieczenia. Jeśli komuś faktycznie szkodzi nawet odrobina tego białka polecam użyć zamiast proszku sody oczyszczonej

SMACZNEGO!

czwartek, 23 marca 2017

500. Wegetariańskie burgery z batatów i fasoli

 Do diet wszelakich stosunek mam raczej taki z rzędu nieufnych. Raz w życiu byłam na diecie restrykcyjnej bardzo, bo to dieta kopenhaska była. Faktycznie schudłam na niej i to nieźle, ale za to po 13 dniach rzuciłam się na jedzenie jak szczerbaty na suchary. Miśko jak zaczyna coś przebąkiwać o braniu się o siebie to od razu przypominają mi się marchewki. Znaczy kiedyś mojemu mężczyźnie koleżanki z pracy poradziły, żeby chrupał marchewki. Ponoć więcej się kalorii traci przy chrupaniu niż taka marchewka posiada. Więc któregoś dnia wparował mój luby, dumny z siebie i blady, dzierżąc w dłoni reklamówkę z 2 kg marchwi. Zapowiedział, że od dziś to się już odchudza i bierze za siebie na poważnie. Obrał marchewek cały stosik, zasiadł przed kompem i odpalił ulubioną grę i....otworzył puszeczkę piwa. Bo przecież na sucho tych marchewek to żuć nie będzie, bo nie lubi. 
Znaczy nie dla nas diety i cuda-wianki dietetyczne. Za to od kiedy jestem słomianą wdową zauważyłam, że więcej jem warzyw, mniej mięsa i generalnie dużo lżejsza jest to moje gotowanie. Waga też uważa, że dużo lżej jest aktualnie. I właśnie takie zgrabne burgery/kotlety z batatów i fasoli ostatnio ulepiłam, w zestawie z kaszą z jarmużem. Zdrowie aż kipi z talerza, a przy okazji człowiek nie ma przeżyć że jest na diecie. 

WEGETARIAŃSKIE BURGERY Z BATATÓW I FASOLI:
-1 duży batat
-szklanka ugotowanej białej fasoli (lub taka sama ilość fasoli z puszki)
-1 średnia cebulka
-2-3 ząbki czosnku
-pęczek natki pietruszki
-4-5 łyżek sezamu
-2 łyżki ziaren słonecznika
-łyżka musztardy (jeśli lubicie ostre smaki polecam Dijon)
-2-3 łyżki serka Arla Apetina Papaja i Curry
-łyżka octu jabłkowego
-łyżka sosu sojowego
-duża szczypta wędzonej papryki i kminu rzymskiego

1. Batata obrać ze skórki i zetrzeć na tarce o małych oczkach. 

2. Słonecznika i sezam uprażyć na suchej patelni.

3. Do kielicha blendera wrzucić startego batata, ziarna słonecznika i sezamu i wszystkie pozostałe składniki burgerów. Zmiksować wszystko dokładanie. Zwilżonymi dłońmi formować kotlety i układać je na przygotowanej blaszce, lekko spłaszczając. Wstawić burgery do piekarnika rozgrzanego do 200st, na około 20 minut.  Podawać od razu po wyjęciu ich z piekarnika.

KASZA BULGUR Z JARMUŻEM:
-szklanka ugotowanej na sypko kaszy bulgur
-2-3 garści jarmużu
-2-3 średniej wielkości pomidory
-1 cebula
-3 ząbki czosnku
-kolendra w ziarnach, siemię lniane, kmin rzymski, cynamon, suszone oregano
-olej kokosowy

Na gorącą patelnię wsypać łyżeczkę ziaren kolendry. Gdy zaczną intensywnie pachnieć dodać olej kokosowy. Na rozgrzanym oleju zeszklić cebulę pokrojoną w piórka. Dodać do niej posiekany czosnek, a następnie pokrojony na (w miarę) drobno jarmuż. Po kilku chwilach dodać posiekane pomidory.  Dodać wszystkie przyprawy do smaku i smażyć przez 5-10 minut. Dodać kaszę, wymieszać wszystko i gotowe. 

SMACZNEGO!

Codziennie baw się smakiem!

poniedziałek, 20 marca 2017

Z kuchni do łazienki, czyli naturalne kosmetyki


Nie wiem czy to już metryka daje o sobie znać, czy ewentualnie permanentne zmęczenie spowodowane moim słomianym wdowieństwem. Jednym słowem u progu wiosny moja cera była poszarzała, a włosy połamane i przypominające miotłę po sprzątaniu zagraconego strychu. Czas, żeby Matka Polka wiecznie zmęczona znalazła czas dla siebie i nieco się ogarnęła. 
Drogerie pełne są wszelkich mazideł, które mają nas upiększyć i odmłodzić do etapu sprzed 18-stych urodzin. Jednak zamiast wydawać miliony ciężko zarobionych monet na gotowe kosmetyki, wtedy kiedy mogę szperam po swoich szafkach kuchennych. Kilka składników, które zawsze mam w swojej kuchni pozwoliły mi nieco odgruzować się po zimie bez nadmiernych kosztów. Dodatkowo naturalne kosmetyki są zawsze pod ręką i zazwyczaj fantastycznie pachną. 
Poniżej kilka składników, które chętnie przenoszę z kuchni do łazienki. Biorąc pod uwagę jak bardzo jestem zadowolona z efektów, chętnie przyjmę wszelkie przepisy na maseczki/płukanki/inne paćki, które mogę sobie ukręcić sama w kuchni. 

KAWA-odżywcza maseczka kawowa :
Na zmęczoną, poszarzałą cerę twarzy u mnie świetnie sprawdziła się maseczka z kawy, miodu i oleju kokosowego. 2-3 łyżki fusów z kawy (czyli tego co standardowo wyrzucamy) mieszam z 1 łyżką oleju kokosowego i 1 łyżką płynnego miodu. Taką mieszankę nakładam na twarz na 10-15 minut, po czym zmywam delikatnie letnią wodą. Po nałożeniu tej maseczki już nie stosuję żadnego kremu, bo i tak twarz jest dobrze nawilżona dzięki olejowi kokosowemu.Mam też ładniejszy koloryt, bardziej napiętą skórę. Ziarenka kawy również działają jak peeling więc twarz jest bardziej gładka. Stosują taką paćkę 2 razy w tygodniu. 

OCET JABŁKOWY-płukanka do włosów:
Z octu jabłkowego robię raz w tygodniu płukankę do włosów. Dzięki temu są łatwiej pozbywam się wszelkich zanieczyszczeń, włosy są bardziej miękkie i błyszczące. Taka płukanka zamyka też łuski włosa, więc włosy są mocniejsze i bardziej odporne na wszelkie zło tego świata. 
Płukanka z octu jabłkowego jest bardzo prosta do przygotowania. Do jednej szklanki ciepłej wody z kranu dodajemy 1 łyżkę octu jabłkowego. Myjemy normalnie włosy, nakładamy odżywkę i spłukujemy włosy płukanką. Zostawiamy to na włosach na 1-2 minuty i spłukujemy letnią wodą. Zapach octu po wysuszeniu włosów na szczęście się ulatnia. Nie należy tylko przesadzić i stosować tej płukanki częściej niż raz w tygodniu lub w wyższym stężeniu, bo można sobie spalić włosy. 

OLEJ KOKOSOWY- do olejowania włosów:
Olej kokosowy w czystej postaci przyda się nie tylko do maseczki na twarz, ale również do odżywienia włosów. Raz w tygodniu nakładam na pół godziny olej (w płynnej postaci za pomocą pędzelka), a następnie myję normalnie włosy i nakładam odżywkę. Po kilku takich zabiegach moje włosy są bardziej błyszczące i miękkie. 
U mnie olej kokosowy się świetnie sprawdził, jednak nie na wszystkie rodzaje włosów zadziała równie cudownie. Proponuję poszukać odpowiedniego oleju, świetnie sprawdza się też olejek arganowy (czysty olej arganowy bez dodatków jest do dostania za kilka złotych w Biedronce), ale można też używać np. oleju lnianego, czy z pestek winogron. 

Do łazienek więc moje drogie :)

środa, 15 marca 2017

499. Prosty makaron z pesto trapanese i kremowym serkiem

 Matka ma być cierpliwa.U mnie z cierpliwością jest krucho bardzo, a muszę się wykazywać. Dziecko moje samo z siebie postanowiło zacząć naukę obchodzenia się bez pieluch w życiu. Jeśli o mnie chodzi, dla własnej wygody wolałabym jej zmieniać pieluchy do 18-stki, niż połowę dnia przesiadywać z nią w łazience namawiając na zrobienie siusiu tam gdzie dorośli siusiu robią. Jednak zapędów młodocianego harpagana nie należy gasić, skoro sama chce, to się uczymy i robimy ten krok ku dorosłości. To wszystko wina Tuska i tego, że Lucy obraca się w złym towarzystwie, które już przeszło etap odpieluchowania się. Do tego ta cwana łasica już zauważyła, że po każdej prawidłowo wykonanej akcji jest nagroda, więc specjalnie gałgan jeden wypija hektolitry wody, żeby więcej siusiać i więcej nagród zgarnąć. Dziecina moja sprytniutka i łakoma.
Trochę tylko zgrzytam zębami, że jak zwykle takie atrakcje są na mojej głowie. Miśko tylko się cieszy przy rozmowach na Skypie i wzrusza moim losem na odległość, gdy kolejny raz ścieram mokrą plamę z podłogi. Za karę ja mu opowiem jakie dobre pesto ukręciłam. Nie, nie jest zielone. Pesto trapanese jest czerwone, a przepis pochodzi z Sycylii. Słoiczek pesto umila mi prawie każdy posiłek ostatnio, a teraz dodatkowo zrobiłam z nim mój ukochany makaron. Ponieważ to obiad również dla Lucy, złagodziłam nieco charakterystyczny smak pesto delikatnym serkiem. Wyszło pysznie. Konkubent może zacząć żałować, że go z nami nie ma.

MAKARON Z PESTO TRAPANESE I KREMOWYM SERKIEM:
-200g makaronu pełnoziarnistego spaghetti lub innego ulubionego
-1 niewielka cebulka
-2 ząbki czosnku
-garść pomidorków koktajlowych
-4 łyżki pesto trapanese* 
-3 łyżki serka Arla Apetina Pomidory z Bazylią
-oliwa, sól, pieprz 

*PESTO TRAPANESE:
-2 szklanki pomidorków koktajlowych
-pół-3/4 szklanki uprażonych migdałów bez skórki
-4-5 łyżek dobrej oliwy
-garść świeżej bazylii
-2 ząbki czosnku
-2 łyżki startego sera pecorino (ewentualnie parmezanu)
-sól, pieprz, 

1. Pesto najlepiej przygotować dzień wcześniej. Wszystkie składniki umieścić w kielichu blendera i dokładnie zmiksować. Można pokusić się również o tradycyjne ucieranie w moździerzu. Jeśli pesto będzie zbyt gęste można dolać odrobinę zimnej wody, jeśli za rzadkie dosypać sera lub migdałów.

2. Makaron ugotować al dente w dużej ilości mocno osolonej wody.

3. Na sporej ilości rozgrzanej oliwy zeszklić drobno posiekaną cebulkę. Dorzucić do niej posiekany czosnek oraz przekrojone na ćwiartki pomidorki koktajlowe. Gdy pomidorki nieco zmiękną dodać pesto oraz serek. Zdjąć całość z ognia, dodać świeżo ugotowany makaron, oraz 2-3 łyżki wody z jego gotowania i całość dokładnie wymieszać. Ewentualnie doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać od razu, każdą porcję dekorując świeżymi listkami bazylii. 

SMACZNEGO!


Codziennie baw się smakiem!

poniedziałek, 13 marca 2017

498. Zdrowe ciasto czekoladowe z burakiem i orzechami

 Idzie wiosna, idzie nowe, idą rewolucje...domowe. Jak konkubent taki wyjechany jest to postanowiłam wziąć się wreszcie za wszystkie rzeczy, o które go prosiłam od dłuższego czasu, a jakoś nie było sposobności żeby zostały wykonane. Weźmy np. taki stolik kawowy. Mebel ładny, solidny, drewniany, zastany w mieszkaniu, ale już nieco nadgryziony zębem czasu. Gdy się tutaj wprowadzaliśmy postanowiliśmy go zachować, ale nieco odnowić. Na to konto została zakupiona wielce potrzebna, niezbędna do życia i szczęścia szlifierka, dzięki której praca miała być SZYBKA I BEZPROBLEMOWA. Miśko zamknął się w salonie i zawzięcie szlifował wszystko. Dokładnie. Z namaszczeniem. I nie wolno było przeszkadzać i poganiać. Wszelkie próby przyspieszenia całej operacji kończyły się obrazą majestatu. 
A przyspieszyć całość chciałam, bo to było na miesiąc przed terminem porodu. W całym domu pył, jeden pokój wyłączony z obiegu i połowa mebli w renowacji.  I nie wiedzieć czemu wpadałam w histerię i się złościłam.  Toć Miśko pracowity jest jeno dokładny i skrupulatny, dlatego to tyle czasu zajmowało.
Jednym słowem od 2 lat posiadam piękny stolik kawowy, oszlifowany, ale niestety nie polakierowany w żaden sposób, bo swoją histerią wytrąciłam mistrza z równowagi. Moja wina, a jeszcze śmiem pretensje zgłaszać. 
Gdy konkubent wyjechał to się wzięłam, za wszystkie odłożone "na potem" prace. Oszlifowałam stolik jeszcze raz (bo jednak te rozlane kubeczki kakałka i tony keczupu mu nie pomogły na wygląd) i rach-ciach pomalowałam. Przyjemnie było, obejrzałam przy okazji kilka odcinków Szelągowskiej, tak tematycznie. Na wieczór się za to zabrałam, do rana stolik wysechł. A konkubent wciąż nie może wyjść z podziwu jak ja to dałam radę tak szybko ogarnąć. Przecież według jego obliczeń to więcej roboty to miało być, dlatego nie miał czasu biedaczek przez ten cały czas go ogarnąć. 
Pierwszym posiłkiem zjedzonym na nowym stoliku było ciasto czekoladowe z burakiem. Chociaż internety takie ciasto zawzięcie nazywają brownie z burakiem to jednak nie jest dokładnie to samo, przede wszystkim konsystencja nie taka. To ciasto jest puszyste, a nie ciężkie i gliniaste, bardziej podobne do swojskiego murzynka. Buraka w cieście nie czuć, za to dużo czekolady i orzechy idealnie poprawiają humor po ciężkiej pracy. A jednocześnie wyrzutów sumienia człowiek nie ma i jest szansa, że biodra się nie rozszerzą zanadto. 

CIASTO CZEKOLADOWE Z BURAKIEM:
-2 średniej wielkości buraki (ok. 300-350g)
-200g gorzkiej czekolady
-3 czubate łyżki oleju kokosowego (jeśli jest w stanie płynnym to 4)
-szklanka mąki pszennej
-łyżeczka proszku do pieczenia
-3 łyżki cukru trzcinowego
-2 czubate łyżeczki kakao
-3 jajka
-szczypta soli
-garść orzechów włoskich uprażonych i posiekanych, do dekoracji

1. Olej kokosowy włożyć do rondelka, dodać połamaną czekoladę, kakao i cukier. Postawić całość na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu aż czekolada się rozpuści. Następnie zestawić rondelek z ognia i poczekać aż cała masa nieco ostygnie.

2. Buraki obrać i zetrzeć na tarce o małych oczkach. Odcisnąć z nadmiaru soku. Najlepiej wszystko robić w rękawiczkach, żeby nie zafarbować sobie nadmiernie dłoni. 

3. Do masy czekoladowej dodawać pojedynczo jajka i dokładnie mieszać całość. Następnie dodać buraki, a na koniec mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Gdy całość będzie już dokładnie wymieszana przelać czekoladową masę do blaszki wyłożonej papierem  (używałam takiej o wymiarach 25x25cm). Na wierzchu ciasta czekoladowego można rozłożyć równomiernie uprażone orzechy. Piec w piekarniku rozgrzanych do 170st, przez około 20-25 minut. Przestudzić nasze buraczane ciasto i już można podawać. 

SMACZNEGO!


Bakalie mają moc! Zdrowe desery z Agnex
http://durszlak.pl/pliki/878

czwartek, 9 marca 2017

497. Lekki tort z musem wiśniowym

 Ten Dzień Kobiet był szczególny. Świętowałam od samego rana. Jeszcze na dobre się nie obudziłam a już słyszę cichutki głosik wołający "ojoj mama!". Nic to, że godzina była 6 z malusieńkim haczykiem, podniosło mnie natychmiast. Poprzednim razem gdy Lucy tak wołała wysmarowała sobie całą twarz moją najlepszą szminką. Tym razem to był tylko krem do rąk. Na rękach. Na całej twarzy. Na włosach i piżamie. Nałożony warstwą mogącą ochronić przed mrozem -500. 
Jak już raz wstałam to zaczęłam działać w kierunku śniadania. Dzieciątko umyte i grzeczniutkie bawiło się piaskiem kinetycznym. Cudny wynalazek, zastępujący piaskownice w sezonie zimowym. Cudny jednak tylko czasem. Bo gdy usłyszałam za plecami "Koniu am!" to wiedziałam, że dziecko ma inną definicję grzecznej zabawy. Ona chciała konia karmić piaskiem kinetycznym, a ten dziad jeden jeść nie chciał. W efekcie równiutka różowa poświata z piasku ścieliła się w całym mieszkaniu, na tej podłodze co ją dzień wcześniej wypucowałam.
Coś mi już lekko serduszko pikało i nerwowo rozglądałam się za melisą. Stłuczenie jednej ozdobnej buteleczki i ulubionego talerzyka Lucy właściwie przemknęło prawie bez echa w tym wypadku. Karmienie kota na siłę suchym żarciem też już mnie nie wzrusza.
Gdy tylko mój osobisty huragan poszedł na drzemkę byłam już tak zmęczona, że z radością zaparzyłam sobie drugą kawę. Do kawy zaś miałam cudny tort z musem wiśniowym przygotowany. Ale, żeby nie był to tylko taki zwykły tort, to chciałam go ozdobić kwiatkami.Miałam wypróbować techniki podpatrzone na jutubie. Prosto to wszystko wyglądało. Rękawy cukiernicze przygotowane, tylko jeszcze mi Miśko kupił przed wyjazdem. Pełna profeska....i na to słyszę się budzi się moje dziecię, co spało tylko 20 minut. A dziecię moje lubi robić to co mama, więc złapała za jeden z rękawów i radośnie wyciskało kleksy kremu...wprost do swojej paszczy. To dziecko nigdy nie zaśnie po takiej ilości cukru, który przyswoiła. Dobrze, że chociaż ja też mam swoją kawę, swój tort i swoje pierwsze kremowe kwiatki.

TORT Z MUSEM WIŚNIOWYM:
(proporcje przewidziane na niewielki torcik o średnicy ok. 16cm)
 BISZKOPT KAKAOWY:
- 4 jajka
-4 łyżki cukru 
-4 łyżki mąki
-2 czubate łyżeczki kakao

MUS WIŚNIOWY:
-350g serka śmietankowego np. firmy President 
-3 łyżeczki żelatyny
-2-3 łyżki cukru trzcinowego
-szklanka wiśni

-mocna herbata posłodzona 3-4 łyżeczkami cukru z sokiem z połówki cytryny
1. Przygotowania zacząć do zrobienia musu wiśniowego. Żelatynę zalać odrobiną zimnej wodyi odstawić na 10 minut żeby napęczniała. Następnie dodać niepełne pół szklanki wrzątki i dokładnie wymieszać.
Serek zmiksować na gładko z wiśniami i cukrem. Dodać rozpuszczoną żelatynę i dokładnie wymieszać. Wstawić całość do lodówki, żeby mus stężał (co najmniej na godzinę).

2. Upiec biszkopt. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę. Nie przerywając ubijania dodać cukier, a następnie żółtka. Na końcu zaś dodać przesianą mąkę i kakao. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej blaszki i wstawić biszkopt do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 10-15 minut. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i odstawić biszkopt do przestygnięcia.

3. Przestudzony biszkopt przekroić na 2 lub 3 części. Nasączyć biszkopty herbatą. Przełożyć mus do rękawa cukierniczego z szerokim otworem/tylką. Nałożyć równomierną porcję kremu, przykryć kolejną warstwą biszkoptu i powtórzyć operację układania kremu. Na koniec nałożyć krem na wierzch i boki tortu i wyrównać nożem całość.  Wstawić tort do lodówki, a potem podawać lub udekorować według własnego gustu.
*to nie jest najsztywniejszy krem na świecie, więc może lekko spływać, jest za lekki i mocno owocowy. Idealnie się nadaje do tortów nieco niedbałych w zamyśle, np. naked cake. 

SMACZNEGO