piątek, 31 stycznia 2014

181. Delikatne ciasto krówka

To ciasto jest naprawdę delikatne. Delikatnie i niespodziewanie woła człowieka, żeby go zjadł i ani się człowiek obejrzy, a już 3 kawałki pochłonął. Dopiero potem przychodzi chwila refleksji, że jednak ciasto ze śmietany i masy krówkowej może mieć jakieś negatywne skutki dla obwodu moich bioder. Wystarczy jeden rzut okiem za okno, gdzie śnieg po kolana, dozorca znów nie odśnieżył chodnika przed domem i już nie wiadomo jak i kiedy na moim talerzu znajduje się czwarty kawałek ciasta. Wszystko przez to, że przecież trzeba mieć siłę i energię do walki z zimą, o warstwie grzewczej nie wspominając (też się przydaje w pewnych sytuacjach).
A tak na poważnie to już zaczynam tworzyć przepisy lekko odchudzone, żeby osoby walczące o dobrą figurę też mogły zjeść coś dobrego. Chociaż mniejsze i większe grzeszki kaloryczne pewnie mi się ciągle będą zdarzać :)
 
CIASTO KRÓWKA
BISZKOPT:
-3 jajka
-3 czubate łyżki mąki pszennej
-3 łyżki cukru
-płaska łyżeczka proszku do pieczenia

KRÓWKA:
-puszka masy krówkowej (400g)
-szklanka śmietanki 36%
-czubata łyżeczka żelatyny

+kilka łyżek konfitury z wiśni

1. Białka oddzielić od żółtek. Ubić je na sztywną pianę (można dodać szczyptę soli, to się będą łatwiej ubijały). Gdy piana jest już sztywna dodawać stopniowo do niej cukier, następnie żółtka, a na koniec przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Ciasto przelać do przygotowanej foremki (u mnie to była tortownica o średnicy 26cm) i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 15 minut (aż się zarumieni i będzie suchy w środku). Nie należy podglądać ciasta i zaglądać zbyt często do piekarnika bo może opaść. Gdy już będzie gotowe odstawić do przestygnięcia.

2. Przestygnięty biszkopt posmarować niezbyt grubą warstwą konfitury wiśniowej. 

3. W niewielkiej ilości gorącej wody rozpuścić żelatynę. Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Gdy śmietana już będzie ubita dodawać do niej stopniowo masę krówkową, a na koniec żelatynę. Całą śmietanowo-krówkową masę wylać na biszkopt z konfiturami i wstawić do lodówki na kilka godzin. Gdy masa na wierzchu zastygnie ciasto będzie gotowe.

SMACZNEGO!

środa, 29 stycznia 2014

180. Grzane piwo z pigwą i pomarańczami

Nie to żebym była jakimś piwoszem-smakoszem, albo żebym kogoś usilnie namawiała na piwo, ale grzaniec to jeden ze smaczniejszych sposobów na rozgrzanie się. Jest zima i zimno być musi, ale kiedy zawiedzie komunikacja (czyt. moja ulubiona kolejka), jak już się dojedzie do domu po wielu trudach i mękach, to całkiem przyjemnie wypić kufelek bardzo aromatycznego grzańca z kawałkami pomarańczy. Mieszankę przypraw można kupić gotową, lub jeśli jest chwila czasu samemu utłuc w moździerzu i dobrać ulubione przyprawy (u mnie króluje cynamon i wanilia). Osobiście w sytuacjach napadu lenistwa, kiedy ani mi się nie chciało z własnymi przyprawami kombinować, ani do sklepu po gotową mieszankę przypraw biegać używałam przyprawy do piernika-zestaw smaków podobny :) Niektórzy nie dodają też żadnego soku ani nic dosładzającego do grzańca, ja lubię dodawać domowy sok z pigwy, bo bardzo ciekawego smaku nabiera wtedy piwo a i od razu słodsze jest i bardziej zjadliwe dla mnie.

GRZANE PIWO Z PIGWĄ I POMARAŃCZAMI:
-0,5l ulubionego jasnego piwa
-połówka pomarańczy
-odrobina soku z pigwy (ewentualnie można zastąpić sokiem z malin)
-duża szczypta cynamonu, kilka goździków, szczypta gałki muszkatołowej, gwiazdka anyżu, odrobinę cukru pudru z wanilią, kawałek (1-2cm) świeżego startego imbiru

1. Wszystkie przyprawy dokładnie wymieszać i utłuc w moździerzu na dosyć drobną mieszankę (ewentualnie użyć do tego młynka do kawy :) ). 

2. Piwo wlać do garnuszka lub rondelka, dosypać do niego przyprawy oraz dolać trochę soku z pigwy. Podgrzewać na małym ogniu, co jakiś czas mieszając i uważając żeby piwo nie wykipiało. Kiedy piwo będzie już odpowiednio ciepłe a nawet gorące dodać do niego pokrojoną w drobne cząstki pomarańczę (obraną ze skórki). Łyżką delikatnie "podziabać" kawałki pomarańczy żeby puściły trochę sok i całość przelać do kufla z grubego szkła. Pić od razu, a na koniec proponuję wyjeść pomarańcze bo są pyszne-nasączone piwem i otoczone przyprawami :)

*w sytuacjach różnych grzałam kiedyś grzańca w mikrofali-też daje radę tylko zazwyczaj kipi i trzeba potem całą kuchenkę myć :)

SMACZNEGO!


poniedziałek, 27 stycznia 2014

179. Jogurtowe ciasto miś z wiśniami i migdałami

Misie różne lubię od zawsze. Jednego Misia-Miśkosława to nawet trochę bardziej niż lubię. Naturalne więc, że w mojej kuchni pełno jest gadżetów wszelakich z tym motywem. Talerzyki, kubeczki, miseczki, solniczki, pieprzniczki i inne pojemniczki pełne są namalowanych misiów, a do tego dochodzą jeszcze foremki mniejsze i większe. W święta pod choinką znalazłam nawet dwie sylikonowe foremki w kształcie misia do pieczenia ciasta (dwie, bo Mikołaj miał rozdwojenie jaźni, ewentualnie nie dogadał się z którymś skrzatem, że jedna foremka już jest). Skoro więc mam aż dwie foremki to muszę dwa razy więcej ciast piec z ich użyciem. Tym razem upiekłam misiowe ciasto jogurtowe z wiśniami i migdałami. Ciasto jeszcze zanim upiecze się do końca wywołuje u wszystkich atak głodu, bo rozkosznie pachnie wanilią, cynamonem i migdałami. Jak ja je piekłam to zwabiłam do kuchni po kolei wszystkich domowników i ciężko było im przetłumaczyć, że muszą trochę poczekać żeby sobie odkroić kawałeczek (lub innymi słowy: odciąć misiowi łapki :) ).

CIASTO JOGURTOWE Z WIŚNIAMI I MIGDAŁAMI:
(ja używałam do pieczenia dużej foremki w kształcie misia i małego serduszka, w przeliczeniu na standardowe foremki to będzie prostokąt o wymiarach ok.20x30cm)
-kubeczek jogurtu greckiego (ok.300g)
-3 jajka
-szklanka cukru
-3 szklanki mąki
-3-4 łyżki oliwy
-łyżeczka proszku do pieczenia
-duża szczypta cynamonu, ziarenka z laski wanilii
-garść lub dwie mrożonych wiśni
-100g płatków migdałów
-cukier puder z wanilią do posypania

1.Łyżkę mąki wsypać do wiśni i dokładnie je wymieszać, tak żeby mąka pokryła dokładnie owoce. 

2. Jajka ubić razem z cukrem na puszystą masę. Następnie, nie przerywając mieszania, dodawać stopniowo jogurt i oliwę. Na koniec wsypać mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamon i wanilię. Gdy masa będzie już dokładnie zmiksowana odstawić mikser na bok i ręcznie wmieszać wiśnie i płatki migdałowe. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej blaszki, ale tylko do ok. 2/3 wysokości bo ciasto bardzo rośnie. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 35-40 minut (trzeba sprawdzić patyczkiem kiedy będzie suche w środku).

3. Wystudzone ciasto obficie posypać cukrem pudrem z wanilią.

SMACZNEGO!

niedziela, 26 stycznia 2014

Urodzinowy tort dla leśnika z jeleniem na rykowisku

Torty ostatnio wszelakie wykonuje z miłą chęcią. Samo pieczenie mnie relaksuje (a po tygodniu w korpo-pracy relaks jest potrzebny), a dodatkowo zdobienie wypieków masą cukrową jest dla mnie super zabawą. Powrót do czasów kiedy lepiłam coś z plasteliny, tylko że teraz bonus jest taki że "plastelinę" można zjeść :)
Co by nie było przy robieniu jednego z poprzednich tortów, mój tatunio, Lesio leśnik (wzór skromności i nieśmiałości-kto zna może potwierdzić :) ) wzdychał, że on na pewno się ode mnie takiego ładnego tortu nie doczeka. Na pytanie a z czym dokładnie by sobie życzył taki tort westchnął tylko pod wąsem, że może być cokolwiek, chociażby i jeleń na rykowisku. Tatuniu, mówisz i masz! Jeleń jak malowany (prawie że), rykowisko też niczego sobie i jakie do tego gęste poszycie leśne. Jedyne co lekko psuje efekt to ciutkę krzywy napis. Wszystko przez drżenie rąk wywołane stresem, że to dla taty, a poza tym dnia rano ukochany Lesiowy samochód się spsuł...więc wiadomo, że silne emocje hulały po mieszkaniu :)
Na szczęście mankamenty widziałam tylko ja, reszta biesiadników wpadła w zachwyt nad lasem i jeleniem. Jeleń i jedna z choinek stoją zakonserwowane do pokazywania, 3 choinki leśniczy zezwolił wyciąć i poszły razem z kawałkami tortu na wynos dla gości :)


Główny bohater tortu, czyli według mnie jeleń, według taty Lesia koziołek (ponoć to dobrze, bo w naszym lesie koziołki z sarnami biegają :) ). 
A zdjęcia z tego jak "rodził" się jelonek są na fanpejdżu na FB :) 

Tort poza tym, że urody oryginalnej był, to jeszcze wyszedł bardzo smaczny. Zrobiony z biszkopta z dużą ilością kakao, przełożonego maślanym kremem malinowym, z całymi malinami i nasączony sokiem malinowym. Maliny z własnej działki, więc tym bardziej smaczne :)

piątek, 24 stycznia 2014

178. Pasta kanapkowa z czerwonej fasoli i wędzonej makreli

W taką pogodę jak dziś ciutkę męczą mnie dojazdy kolejką do pracy. Wszystko przez to, że upał nieco zelżał. Dupka nieco marznie jak się stoi na peronie, tym bardziej że PKP dba o to żeby nudno nie było. Nigdy nie wiadomo kiedy pociąg przyjedzie, czy dziś będzie o czasie, czy może się spóźni, a może uda się zdążyć na pociąg, który według rozkładu powinien być 3 godziny temu, ale jego spóźnienie idealnie zbiegło się w czasie z moim przyjściem na stację. Dodatkowo adrenalinę zawsze podnosi zagadka czy tym razem w kolejce będzie włączone ogrzewanie czy nie. 
Żeby tym wszystkim przeciwnościom losu stawić czoło trzeba przed wyjściem zjeść pożywne śniadanko. Chociaż najbardziej lubię słodkie śniadania, czasem czuję lekki przesyt i decyduję się na coś bardziej wytrawnego. Przepis na tą pastę kanapkową miałam zapisany już dawno w jakiś swoich tajnych notatkach. Odnalazłam je ostatnio, przepis nieco odchudziłam (w oryginale był majonez i sos tatarski), po przeróbkach uważam że wyszło pysznie. A najlepszy do tego jest własnej roboty, świeżo upieczony chlebek (tatunio zapewnia nam takie cuda raz w tygodniu:) ).

PASTA KANAPKOWA Z CZERWONEJ FASOLI I WĘDZONEJ MAKRELI
-puszka czerwonej fasoli
-średniej wielkości wędzona makrela
-mała cebulka
-pęczek natki pietruszki
-łyżka jogurtu greckiego
-łyżeczka musztardy 
-odrobina pieprzu, wędzonej papryki, ewentualnie sól (ale według mnie makrela jest dostatecznie słona żeby nadać smak całej paście)

Makrelę obrać ze skóry i oddzielić od ości (trochę można dać kotom warującym w kuchni to przynajmniej nie będą drzeć pysków i dopominać się jedzenia :) ). Fasolę odsączyć z zalewy i trochę przepłukać. Do miski wrzucić makrelę, fasolę, dodać jogurt grecki, musztardę i przyprawy. Wszystko razem zmiksować, a następnie dodać posiekaną na drobno cebulkę i natkę pietruszki. Pastę można jeść od razu, ale według mnie lepsza jest jak smaki się przegryzą, czyli postoją trochę w lodówce. Dlatego też polecam zrobienie tej pasy wieczorem, żeby na rano była gotowa.

SMACZNEGO!

środa, 22 stycznia 2014

177. Owocowa pianka jak ptasie mleczko, czyli ciasto z nadmiaru białek

To kolejne ciasto powstałe przy okazji tworzenia tortu na chrzciny. W prostych słowach to ciasto (a właściwie deser) tzw. "przegląd lodówki". Zrobione z tego co po prostu zostało po robieniu tortu i po zrobieniu tarty cytrynowej. Tym czego zostało najwięcej były białka jajek, bo jakoś  za tak się złożyło że same żółtka potrzebowałam. Bezy piec nie umiem, za jajecznicą za bardzo nie przepadam (zresztą co to za jajecznica składająca się praktycznie z samych żółtek), lukru królewskiego robić nie przewidywałam. Tak więc mama Krysia wymyśliła jak zagospodarować to co mamy w nadmiarze, bo tak w sumie to jeszcze kruchego ciasta nam trochę zostało i resztka dżemu z pigwy w lodówce czekała na zmiłowanie.

OWOCOWA PIANKA Z NADMIARU BIAŁEK:
CIASTO:
(podane proporcje są na 2 porcje ciasta, przy użyciu blaszki o kwadratowej ok. 30x30cm-ale nadmiar kruchego ciasta zawsze można zamrozić)
-300g mąki pszennej
-100g cukru
-125g masła
-2 żółtka
-łyżka śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia 

OWOCOWA PIANKA:
-8 białek
-2 łyżki cukru pudru
-szczypta soli
-galaretka o ulubionym smaku
-kilka łyżek ulubionego dżemu (u nas to był dżem z pigwy)

1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk (ewentualnie modyfikować jego lepkość za pomocą mąki lub śmietany). Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć, podzielić je na dwie równe części i jedną z nich rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy. Nakłuć ciasto widelcem, wyłożyć pergaminem i wysypać suchym grochem lub fasolą (żeby nie urosło). Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 10 minut, a następnie zdjąć obciążenie z grochu i piec jeszcze przez 10 minut.

2. Galaretkę przygotować według przepisu na opakowaniu (można ewentualnie użyć odrobinę mniej wody) i odstawić do przestygnięcia. Dżem z pigwy rozsmarować równomiernie na upieczonym kruchym spodzie.

3.Surowe jajka sparzyć wrzątkiem. Białka oddzielić od żółtek i ubić je na sztywną pianę, a następnie dodawać do nich stopniowo cukier puder. Dolać do białek połowę przygotowanej galaretki, wylać masę na kruchy spód z dżemem i odstawić w chłodne miejsce do gęstnięcia (w obecnych warunkach idealnie do tego celu przydaje się balkon:) ). Gdy masa białkowa zacznie gęstnieć wylać na nią galaretkę i całość znów odstawić do gęstnięcia.

Po całej nocy spędzonej w lodówce/na balkonie ciasto jest dostatecznie sztywne to łatwego krojenia, a mimo to nadal rozpływa się w ustach. U nas niestety nie miało tyle czasu i po ok. 2 godzinach już wylądowało na stole....nikomu nie przeszkadzało, że się lekko rozpływało :)

SMACZNEGO! 
 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

176. Tarta cytrynowa z musem czekoladowym

Ostatni weekend upłynął pod znakiem aniołkowego tortu na chrzciny. Jednak ponieważ tortu nie można było ani trochę uszczknąć, a przecież człowiek coś słodkiego zjeść musi, to w tak zwanym międzyczasie zrobiłam słodkości do domu. Dodatkową okazją był zbliżający się Dzień Babci, więc trzeba było zrobić zapasy różnorodnych ciast, na wypadek pojawiania się kolejnych wnucząt z przyległościami. Ta tarta była robiona z myślą o mnie i moim Miśkosławie (jakby nie było też jest zaliczany do wnucząt mojej babci, tylko tych przyszywanych)-on lubi ciasta z kremem cytrynowym, ja lubię czekoladę, tak więc proste jest że trzeba było jakoś to wszystko połączyć. Wyszło pysznie i orzeźwiająco, a Miś był zadowolony i z ciasta, które dostał jak przyszedł do babci :)

TARTA CYTRYNOWA Z MUSEM CZEKOLADOWYM:
CIASTO:
(podane proporcje są na 2 porcje ciasta, przy użyciu blaszki o średnicy ok. 30cm-ale nadmiar kruchego ciasta zawsze można zamrozić)
-300g mąki pszennej
-3 łyżki kakao
-100g cukru
-125g masła
-2 żółtka
-łyżka śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia 
 
LEMON CURD:
-sok i skórka z 3 cytryn
-150g cukru
-1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej
-2 całe jajka+2 żółtka
-łyżka masła
 
MUS CZEKOLADOWY:
-200g gorzkiej czekolady
-szklanka śmietanki kremówki
-50g masła
 
 
1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk (ewentualnie modyfikować jego lepkość za pomocą mąki lub śmietany). Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć, podzielić je na dwie równe części i jedną z nich rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy do tarty o średnicy około 30cm (drugą zamrozić lub upiec drugie ciasto:)). Nakłuć ciasto widelcem, wyłożyć pergaminem i wysypać suchym grochem lub fasolą (żeby nie urosło). Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 10 minut, a następnie zdjąć obciążenie z grochu i piec jeszcze przez 10 minut.
 
2.Wszystkie składniki kremu cytrynowego, oprócz masła, wymieszać w rondlu i postawić na małym ogniu. Cały czas mieszając podgrzewać. Gdy masa będzie już bardzo ciepła dodać masło, nie przerywając mieszania. Gdy masa zgęstnieje zestawić całość z ognia-krem powinien być gładki i błyszczący. Odstawić rondelek z lemon curd do przestygnięcia. Gdy odrobinę przestygnie rozsmarować lemon curd na upieczonym kruchym cieście.
 
3. Czekoladę na krem czekoladowy połamać na małe kosteczki. Śmietankę podgrzać w garnuszku, aż do momentu gdy zacznie wrzeć. Zdjąć z ognia, dodać do niej czekoladę i w miarę wszystko wymieszać. Całość zmiksować na gładką masę razem z masłem. Odstawić w chłodne miejsce do przestygnięcia. Gdy mus czekoladowy zacznie gęstnieć wylać go na wierzch tarty i całość wstawić do lodówki co najmniej na jedną noc.

Po spędzeniu  nocy (albo chociaż kilku godzin) w lodówce tarta jest gotowa :)

SMACZNEGO.

niedziela, 19 stycznia 2014

Tort z aniołem na chrzciny

Podczas oglądania wszystkich odcinków "Cake Boss" wpadałam w zachwyt jakie to ładne torty można zrobić. Tak więc bardzo się cieszę jak dostaję zamówienia na różne słodkości i mogę potrenować pracę z masą cukrową. W telewizji wygląda to na bułkę z masłem. Telewizja niestety kłamie, bo póki co jak dla mnie to dużo pracy (prawie jak samodzielne upieczenie bułki, ubicie masła i jeszcze wykucie noża). Niemniej warto się było trochę pomęczyć, bo mam nadzieję, że mały Leon i jego rodzice uśmiechną się jak spojrzą na wesołego anioła oraz gdy posmakują tortu (wedle zamówienia-biszkopt przełożony masą sernikową z dużą ilością skórki pomarańczowej i migdałów).
Jeszcze nie wszystko wyszło idealnie, ale ćwiczenie czyni mistrza, tak więc już na przyszły weekend szykuję się do robienia kolejnego tortu. Tym razem nie będzie tak "łatwo" jak z aniołem, bo temat tortu będzie...jeleń na rykowisku :)

Główny bohater tortu, czyli wielce uśmiechnięty anioł...mój talent rzeźbiarski jak widać wciąż nie do końca się ujawnił :)

Zadanie jak widać łatwe nie było, tym bardziej że oprócz tortu trzeba było też zrobić górę czekoladowych muffinów z kremem z białej czekolady :)

piątek, 17 stycznia 2014

175. Serowe placuszki z kaszy manny

W Warszawie śnieg sypie ostro, upał nieco zelżał, więc wygląda na to, że zima w końcu przyszła. Czuję się w takim wypadku rozgrzeszona jak śniadanie zjem trochę bardziej obfite niż normalnie. W końcu muszę mieć siłę na to żeby przedzierać się przez zaspy śnieżne i zawieje. W ramach takiego troszkę bardziej sytego śniadania lubię sobie (i przy okazji reszcie głodnej rodziny) zaserwować słodkie małe co nieco. Co prawda przy smażeniu tych placuszków niektórzy puknęli się w głowę, twierdząc że smażę kotlety mielone na śniadanie. Faktycznie zgrabności im może trochę brakuje, mogłam je zrobić trochę cieńsze i ciut mniejsze, ale pyszność, sytość i miły dla nosa aromat zrekompensował mankamenty urody.

PLACUSZKI Z KASZY MANNY:
-200g kaszy manny
-500g białego sera półtłustego
-3 jajka
-3 łyżki miodu
- szczypta soli
-mąka pszenna i masło

+trochę cukru pudru z wanilią

1. Ser rozdrobnić widelcem na jak najmniejsze kawałeczki. Dodać do niego żółtka, kaszę manną oraz miód i dokładnie wymieszać. 

2. Białka ubić na sztywną pianę z odrobiną soli. Kiedy już będą ubite dodać je serowej masy i delikatnie wymieszać. Z masy serowej formować palcami niewielkie placuszki (lub jak w moim przypadku oszukane kotlety mielone:) ) obtoczyć je w mące pszennej i smażyć na roztopionym maśle. Placuszki powinny być rumiane z obu stron. Odsączyć nadmiar tłuszczu za pomocą ręczników papierowych i jeszcze gorące placuszki posypać odrobiną cukru pudru z wanilią. 

Zaparzyć dobrą mocną, dobrą kawę i już można jeść placuszki, a potem stawić czoło zimowym zawieruchom:)

SMACZNEGO!

Jeszcze tego jeszcze nie próbowałam, ale myślę że można zamiast mąki to obtaczania użyć np. otrębów, a zamiast smażyć na maśle smażyć po prostu bez użycia tłuszczu na patelni teflonowej. Wtedy ciut zmniejszymy kaloryczność potrawy i jeszcze bardziej rozgrzeszymy się po dużym śniadanku:)

środa, 15 stycznia 2014

174. Biszkoptowa rolada z białą czekoladą i gruszkami

Mam ostatnio ulubiony krem, który używam kiedy tylko mogę i w prawie wszystkich możliwych wypiekach. Smaruję go jako nadzienie do tortu, wypełnienie kruchych babeczek, nadzienie do tart, albo kremową czapę do muffinów (lub jak ktoś woli frosting). Krem jest prosty, w zasadzie składa się tylko z trzech składników. Wydaje się być lekki jak bita śmietana, a jednocześnie jest dosyć sztywny....o kaloriach, które w sobie zawiera nie będę wspominać, bo ich nie widać (przecież jak czegoś nie widać to to nie istnieje :) ). Kwestią czasu było tylko kiedy coś jeszcze z tym kremem wymyślę i wymyśliłam, czyli zawinęłam w cienki biszkopt, a w środek wsadziłam jeszcze moje ulubione gruszki. O matko i córko jakie to dobre wyszło. Tylko najlepsze było po nocy w lodówce (a w zasadzie na balkonie) jak biszkopt trochę nasiąknął kremem. Znikało w takim tempie, że cudem udało mi się jeden kawałek zachować i zdjęcie mu zrobić :)

ROLADA BISZKOPTOWA Z CZEKOLADĄ I GRUSZKAMI
BISZKOPT:
-3 jajka
-3 łyżki cukru
-3 łyżki mąki pszennej
-2 czubate łyżeczki kakao
-pół łyżeczki proszku do pieczenia

KREM Z BIAŁEJ CZEKOLADY:
-250g maskarpone
-szklanka śmietanki 36%
-100g białej czekolady

+kilka gruszek z syropu (albo innych ulubionych owoców)

1. Białka oddzielić od żółtek. Ubić z nich sztywną pianę (można dodać szczyptę soli, żeby było łatwiej). Nie przerywając ubijania dodawać stopniowo cukier, następnie żółtka pojedynczo, a na samym końcu przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i kakao. Gotowe ciasto wylać i rozprowadzić równomiernie na dużej blaszce przykrytej papierem do pieczenia. Piec przez około 5-7 minut (do lekkiego zarumienienia) w temperaturze 180st. Po wyjęciu z piekarnika ciasto od razu zwinąć w rulon (nie odrywać go póki co od papieru) i odłożyć do wystygnięcia.

2. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Mocno schłodzoną śmietankę ubić na sztywno. Nie przerywając miksowania dodawać do niej stopniowo serek maskarpone, a następnie cienką strużką wlać rozpuszczoną czekoladę. Gotowy krem wsadzić jeszcze na chwilę do lodówki. 

3. Gruszki odsączyć z syropu. Jeśli są duże pokroić je na ćwiartki. Wystudzone ciasto delikatnie rozwinąć z papieru do pieczenia i ułożyć na dużym kawałku folii aluminiowej. Masę czekoladową rozłożyć w miarę równomiernie na całym arkuszu ciasta, zostawiając tylko ok. 2cm wolny do kremu pasek przy jednym z dłuższych boków. Wzdłuż drugiego dłuższego boku ułożyć przygotowane gruszki. Całość zwinąć w zgrabną (albo i  niezgrabną) roladę zaczynając od boku z gruszkami, a następnie zawinąć ciasno w folię aluminiową. Ciasto włożyć na kilka godzin, a najlepiej na całą noc do lodówki. Po tym czasie można ewentualnie ozdobić wierzch rolady np. roztopioną czekoladą albo inną dekoracją...ja nie zdążyłam tego zrobić przed jej zniknięciem, więc jak widać zdobienie nie jest konieczne :)

SMACZNEGO!


poniedziałek, 13 stycznia 2014

173. Penne po marynarsku według Makłowicza

Roberta Makłowicza lubię bardzo, wcale mi się nie nudzi i wcale nie uważam, że z jego przepisów nie da się nic ugotować. Ostatnio trafiłam na odcinek, w którym ten miły gawędziarz, do Chorwacji pojechał.
W Chorwacji byłam raz, jakoś nieszczególnie miło ten akurat fragment podróży wspominam. Szukając sympatycznego (czyt. niezbyt drogiego, ale czystego) noclegu trafiłam, razem z koleżanką, do "very cheap, one star hotel". Niestety jak przyszło do płacenia rachunku, to wcale to nie było "very cheap" i zasadniczo dobrze, że nie zamknęli nas na zmywaku żebyśmy odrobiły swój dług.
Jednak Makłowicz tak ładnie gawędził, taki smakowity przepis podał i w dodatku przygotowywał makaron, więc się skusiłam...dobre to było niemożliwie, więc może jeszcze się skuszę na kolejną podróż w ten akurat rejon Bałkanów.

PENNE PO MARYNARSKU
-400g makaronu penne (albo fusilli)
-150g filetów z anchois 
-mała cebulka
-2-3 ząbki czosnku
-pęczek natki pietruszki, trochę igiełek świeżego (ewentualnie suszonego) rozmarynu
-kieliszek białego wytrawnego wina
-sok z połówki cytryny
-oliwa
-pieprz świeżo zmielony 
-parmezan 

1. Cebulkę obrać i posiekać drobno. Na patelni rozgrzać oliwę i wsypać na nią cebulę oraz zmiażdżone (lub starte na tarce) ząbki czosnku. Gdy cebula się zeszkli dorzucić posiekane anchois (sardele trzeba odsączyć z zalewy, a trochę zalewy dać kotu, bo na pewno będzie się dopominał). Następnie dolać wino i wciąż trzymając patelnię na małym ogniu poczekać, aż odparuje.

2.  W międzyczasie ugotować al dente makaron. Gdy będzie już gotowy, a sos zredukowany dorzucić makaron na patelnię. Dodać jeszcze posiekaną natkę pietruszki, rozmaryn i sok z cytryny, oraz trochę świeżo zmielonego pieprzu (sól raczej nie będzie potrzebna, bo anchois są słone). Wszystko razem dokładnie wymieszać. Podawać od razu obficie posypane startym parmezanem.

*Sosu wychodzi niewiele, ale nie należy się tym przejmować bo jest naprawdę bardzo esencjonalny.

SMACZNEGO!


czwartek, 9 stycznia 2014

172. Magdalenki i "Dania z anegdotą" Hanny Szymanderskiej

Magdalenki to małe, biszkoptowe ciasteczka w kształcie muszelek. Idealnie pasują do kawy lub herbaty lub na babci imieniny. Robi się je bardzo prosto, tylko potrzeba specjalnych foremek, które u mnie na szczęście Mikołaj zostawił pod choinką (jaki miły z niego święty:) ). 
Magdalenki to ciasteczka wywodzące się z Francji. Ponoć przepis pochodzi z XVIII w. kiedy to upiekła je piękna Magdalena, od której imienia ciasteczka mają swoją nazwę. Na piękną Magdalenę i jej wypieki uwagę zwrócił Stanisław Leszczyński, a jego córka (Maria Leszczyńska) zawiozła je do Wersalu i tam spopularyzowała. Tak więc mamy też polski wkład w historię tych pysznych ciastek. 
Tą i inna historię można wyczytać w książce Hanny Szymanderskiej "Dania z anegdotą". Książka pełna jest takich miłych historyjek oraz uroczych rycin, a do tego okraszona jest przepisami na te wszystkie pyszności. I tylko po przeczytaniu jej trochę mi żal, że te romantyczne czasy kiedy wymyślano dania specjalnie dla ówczesnych pięknych dam bezpowrotnie minęły i teraz to co najwyżej mogę się doczekać wymyślenia burgera z zupek chińskich. 

MAGDALENKI:
(ja robiłam dużą porcję magdalenek, bo miałam dużą imprezę rodzinną i dużo głodnych ludzi do nakarmienia, ale spokojnie można zmniejszyć ilości składników o połowę i też wyjdzie całkiem sporo ciasteczek)
-6 jajek
-1 czubata łyżka cukru pudru
-3-4 łyżki miodu
-300g mąki pszennej
-pół łyżeczki proszku do pieczenia
-200g masła
-skórka z otarta z 1 dużej cytryny

1. Masło rozpuścić w rondelku razem z miodem i odstawić do ostygnięcia. 

2. Białka oddzielić od żółtek i ubić z nich sztywną pianę. Gdy piana będzie już gotowa stopniowo dodawać do niej cukier. Następnie, nie przerywając mieszania, dodawać żółtka, a na koniec mąkę, proszek do pieczenia, skórkę z cytryny i masło z miodem. Gotowe ciasto przełożyć do foremek na magdalenki do 3/4 wysokości. Piec przez 7-10 minut w temperaturze 180st. 

3. Ciasteczka po wyjęciu z foremek i ostudzeniu oprószyć cukrem pudrem.

SMACZNEGO:)
  



wtorek, 7 stycznia 2014

171. Trufle czekoladowe z winem gruszkowym

Co by nie powiedzieć czekoladę to ja lubię, a nawet bardzo lubię. Niektórzy wiedzą, że jak się zezłoszczę to najłatwiej mi dać czekoladę i od razu się uspokajam :) Trufle czekoladowe miałam już zrobić dawno, a tu się nadarzyła dobra okazja (imieniny babci) i jeszcze ładne papilotki kupiłam i trzeba je było jakoś wykorzystać. Przepis miałam od dawna, opisy w internecie poczytałam, więc uznałam, że o truflach to ja wiem prawie wszystko. Miały być łatwo prosto i przyjemnie, miały wyjść zgrabne trufelki, wyszło jak zwykle. Czyli upaprałam się po pachy (ale za to jakie to miłe upapranie było),a trufelki były mało zgrabne, ale za to dobre. Co by nie było polecam, ale najlepiej żeby z noc poleżały sobie w lodówce, bo potem są najlepsze.

TRUFLE CZEKOLADOWE Z WINEM GRUSZKOWYM:
(u mnie ilość jest dosyć duża, bo to było na dużą ilość osób robione-wyszło ok.50 trufli)
-300g czekolady gorzkiej
-200g masła
-1 czubata łyżka cukru pudru z wanilią
-2 łyżki miodu
-kieliszek (albo nawet dwa) wina gruszkowego (albo innego ulubionego)
-kakao

1. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej razem z miodem. Odstawić do przestygnięcia.

2. Miękkie masło utrzeć na gładką masę z cukrem pudrem. Dolać do niego czekoladę oraz wino i gdy całość będzie już dokładnie wymieszane odstawić na godzinę lub dwie do lodówki, żeby masa zastygła.

3. Z masy formować zgrabne okrągłe trufelki (jak nie będą zgrabne to się nic nie stanie :) ). Każdego trufla obtoczyć w kakao. Trufle odstawić jeszcze na jakiś czas (najlepiej na całą noc) do lodówki-to kakao się nie będzie tak bardzo sypać a trufle nie będą się rozpływać w dłoni.

SMACZNEGO!