piątek, 28 lutego 2014

193. Jajka zapiekane ze szpinakiem na całkiem zdrowe śniadanie

Miśkosław mój osobisty lubi jajka...w każdej postaci i w każdej ilości. Pomna wszelkich rad i przestróg, że droga do serca ukochanego mężczyzny wiedzie przez żołądek wymyślam coraz to nowe frykasy (główny zainteresowany niestety wciąż twierdzi że za mało mu jeść daję :) ). Pomimo tych marudzeń Misio jest postury misiowatej (kto zna ten zaświadczyć może że go jednak nie głodzę), więc dobrze mu zrobią smaczne, pożywne śniadania jajeczne, które jednocześnie będą zdrowe i nie ociekające tłuszczem. Wymyślając, kombinując, przerabiając i ogólnie rzecz ujmując dosmaczając wszystko stworzyłam zapiekane w kokilkach jajka na grubej warstwie aromatycznego szpinaku. Dla malkontentów, którzy marudzą że rano czasu nie ma jest rada-szpinak trzeba przygotować dzień wcześniej, a  rano tylko zapiekać. W czasie samego zapiekania jest idealny czas na mycie i suszenie włosów :)

JAJKA ZAPIEKANE ZE SZPINAKIEM:
(2 porcje-idealne na śniadanie dla dwojga)
-150g świeżych liści szpinaku
-1 malutka cebulka
-1 ząbek czosnku
-kilka świeżych lub suszonych liści szałwi
-sól, pieprz, łyżeczka masła
-2 jajka
-ewentualnie odrobina parmezanu

1. Cebulkę i czosnek posiekać jak najdrobniej. Na patelni teflonowej (lub innej nieprzywierającej-u mnie ostatnio to patelnia ceramiczna) rozgrzać odrobinę masła, zeszklić na nim cebulkę. Jeśli mamy świeżą szałwię to wrzucić ją razem z czosnkiem na zeszkloną cebulkę i chwilę podprażyć (suszoną można dodać już do szpinaku). W czasie jak cebulka się smaży, umyć i porwać na mniejsze kawałki liście szpinaku. Dorzucić szpinak do cebulki i szałwii. Całość lekko posolić i popieprzyć. Po 2-3 minutach zdjąć całość z ognia-ten cały etap można ewentualnie wykonać wieczorem, dzień wcześniej.

2. Szpinak przełożyć do kokilek. Zrobić w nim lekkie zagłębienie. Posypać całość odrobiną startego parmezanu, a na wierzch wbić jajko. Dla miłośników ostrzejszych smaków można jeszcze całość posypać świeżo zmielonym pieprzem lub płatkami chilli. Kokilki wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15-20 minut, aż jajko się zetnie. Po wyjęciu z piekarnika odczekać kilka minut, aż kokilki ostygną na tyle, że można je będzie trzymać w ręku :)

SMACZNEGO!


Wytrawne Vege Śniadanie

środa, 26 lutego 2014

192. Pączki najlepsze bo domowe, robione przez mamę

Już za chwilę najsłodsze święto w kalendarzu, czyli Tłusty Czwartek. Niektórzy złośliwcy nazywają to święto dniem najgorszego pączka z możliwych, bo wszelkie cukiernie i piekarnie prześcigają się w zrobieniu jak największej ilości pączków, a nikt nie zwraca uwagi na ich jakość. Tego dnia głodny naród wykupi nawet najgorsze gnioty. Recepta jest na to jedna....szeroki uśmiech w stronę mamusi, która postoi trochę w kuchni, zagniecie idealne ciasto, ulepi pełne marmolady pączki, a potem łaskawie pozwoli postać przy garnku z gorącym smalcem, żeby człowiek mógł sam smażyć. Całe szczęście, mama Krysia sama jest łasuchem, więc uśmiechać się nie trzeba zbyt długo i namów wielkich nie potrzeba. Jedyny problem taki, że pączków jest zawsze mniej niż głodnych gąb do wykarmienia :) Wszystko chyba przez to, że rodzina się rozrasta przez pączkowanie.


PĄCZKI DOMOWE:
(z tych proporcji wyjdzie ok. 30 pączków)
-10 żółtek
-1,25kg mąki
-6 łyżki cukru
-125g masła
-2 łyżki śmietany
-0,5 kostki drożdży
-0,5 szklanki mleka
-cukier wanilinowy, aromat cytrynowy, "duży chlust" spirytusu
-0,5kg marmolady
-smalec do smażenia (całkiem dużo smalcu)

1. Mleko z 2 łyżkami cukru i drożdżami lekko podgrzać, ale uważać żeby nie zagotować. Rozmieszać i poczekać, aż drożdże zaczną rosnąć.

2. Żółtka rozetrzeć na gładką masę z cukrem. Dodać mąkę i wyrośnięte drożdże i wszystkie substancje zapachowe (co prawda spirytus nie jest dla zapachu ale głównie po to żeby ograniczyć wchłanianie tłuszczu ze smażenia ale zaliczyłam go do tej grupy dla ułatwienia :)), wszystko razem wyrabiać i wymieszać. Na koniec dodać śmietanę i roztopione (i przestudzone) masło. Wyrabiać ciasto tak długo, aż zacznie odchodzić od rąk i zacznie sapać:) tzn wydawać dźwięki typu "pfffff"-musi być dobrze napowietrzone. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

3. Gdy ciasto podwoi swoją objętość odkrajać po kawałku, rozpłaszczać na placek, nakładać marmoladę i zaklejać formując  okrągłe pączusie. W międzyczasie w garnku lub innym naczyniu, roztopić tyle smalcu, żeby pączki mogły swobodnie pływać i nie dotykać dna. Gdy tłuszcz jest już rozgrzany (można wrzucić kawałek ciasta, żeby sprawdzić czy się od razu zacznie rumienić) smażyć pączki na jasno brązowy kolor z dwóch stron.

4. Lekko przestudzone pączki można polukrować, lub zrobić wersję moją ulubioną czyli obtoczyć gorące pączki w cukrze pudrze z wanilią. Po tym są już gotowe do jedzenia, ale trzeba uważać żeby nie poparzyć się gorącą marmoladą :)

SMACZNEGO!

poniedziałek, 24 lutego 2014

191.Kokosowy deser z kaszy jaglanej z sosem wiśniowym


Wszyscy mówią jaka ta kasza jaglana jest cudowna i zdrowa i w ogóle ile ma cudownych właściwości. Najwięcej w telewizjach śniadaniowych pieją o zaletach kaszy eko-gwiazdy. Jak dla mnie kasza jaglana to wciąż twór dosyć nieznany, bo do tej pory jadałam kasze różne ale tej akurat nie. Więc jak już postanowiłam zdrowiej i chudziej się odżywiać, to kupiłam kilogram kaszy. Zrobiłam już z części zapiekankę z bakłażanów i kaszy, a potem zaczęłam czyhać na jakiś kolejny miły przepis. Nic nie chwyciło mnie za serce, ewentualnie nie wywołało drżenia żołądka. Dopiero deser jaglany z wiśniami jakoś do mnie przemówił. Dodałam do niego jeszcze wiórków kokosowych (bo lubię), cynamon (bo lubię) i wanilię (bo bardzo lubię) i wyszło coś naprawdę dobrego. Moim zdaniem sprawdzi się zarówno jako lekki deser jak i pyszne i pożywne śniadanie.

KOKOSOWY DESER Z KASZY JAGLANEJ Z SOSEM WIŚNIOWYM
(proporcje na ok. 6 porcji)
-1,5 szklanki kaszy jaglanej
-3 szklanki mleka
-3 łyżki wiórków kokosowych
-laska wanilii
-1 czubata łyżka cukru pudru

SOS WIŚNIOWY:
-3 szklanki wiśni mrożonych
-1 czubata łyżeczka cukru 
-duża szczypta cynamonu

1. Kaszę wypłukać dokładnie w zimnej wodzie (żeby nie miała w sobie goryczy po ugotowaniu). Wsypać do garnka o grubym dnia i zalać mlekiem. Postawić na małym ogniu, dodać ziarna z laski wanilii i same strąki oraz cukier. Gotować na małym ogniu, aż kasza zacznie pęcznieć, po ok. 20 minutach dodać wiórki kokosowe. Gdy kasza będzie już miękka zestawić z ognia i poprzekładać kaszę do miseczek.

2. Wiśnie wrzucić do rondelka, dodać 2 łyżki zimnej wody, żeby wiśnie się nie przypaliły. Następnie cukier i cynamon. Podgrzewać kilkanaście minut, aż wiśnie puszczą sok i się trochę rozpuszczą. Sosem wiśniowym polać słodką kaszę. Desery gdy przestygną można włożyć do lodówki, żeby je mocno schłodzić, albo podawać od razu na ciepło....i w jednej i w drugiej wersji smakują wyśmienicie.

SMACZNEGO!


Lekkie desery bez piekarnika

piątek, 21 lutego 2014

190. Zupa meksykańska Ptysia

Karnawał trwa w pełni (chociaż za oknem to bardziej wiosnę widać), jest więc znakomita okazja do wszelkich spotkań towarzyskich. Spotkania towarzyskie w pewnym wieku wiążą się często ze spożyciem napojów wyskokowych. Żeby takie spożycie nie skończyło się jakąś tragedią, czyli np. uśnięciem z głową w talerzu, albo innymi perturbacjami należy mieć dobry, treściwy podkład. W kuchni polskiej do nieśmiertelnych gorących przekąsek należą żurek i flaczki, ale czasem warto sięgnąć po inne smaki (tym bardziej jeśli komuś flaczki nie przechodzą przez gardło). 
Ta zupa jest bardzo aromatyczna i treściwa. Co prawda nie wiem czy w Meksyku ktokolwiek taką robi, ale składniki jak najbardziej pasują do tego klimatu. Ptysiem zaś jest jeden z kompanów w mojej sylwestrowej zabawie, przyniósł on ze sobą oprócz schłodzonej butli, gar zupy. Zupa była pyszna i nad ranem dodała niektórym siły do dalszych pląsów na parkiecie. Miśkosław zaś mój osobisty, tak się rozsmakował w tej zupce, że wymusił na mnie zdobycie przepisu i wykonanie mu jej do osobistego użytku. Zupki zrobiłam gar przeogromny, żeby nie tylko Misiek się najadł, więc od razu uprzedzam, że można zmniejszyć nieco proporcje. No chyba że ma się dom pełen głodnych ludzi i wiecznie głodnego lubego u boku...to wtedy lepiej zrobić duży gar :)

ZUPA MEKSYKAŃSKA
-5 l bulionu warzywnego
-500-700g mięsa mielonego wieprzowego
-2-3 papryki w różnych kolorach
-1 duża cebula
-2 ząbki czosnku
-3-4 marchewki
-4-5 ziemniaków
-2 puszki pomidorów
-2 puszki czerwonej fasoli
-1 puszka kukurydzy
-sok z 3 limonek
-natka kolendry
-płatki chilli, sól, pieprz, ziarna kolendry, kmin rzymski mielony,papryka mielona słodka i ostra, liście laurowe, ziele angielskie
-odrobina masła
-ewentualnie kilka nachos do pokruszenia i dodania zamiast grzanek

1. Wszystkie warzywa obrać i pokroić w mniejsze kawałki-cebulę w piórka, marchew w słupki, paprykę w drobną kostkę, ziemniaki w kostkę. Na odrobinie masła zeszklić cebulę, następnie dodać posiekane ząbki czosnku i mięso. Dodać do tego sól, pieprz i paprykę mieloną, wszystko dokładnie wymieszać. Kiedy mięso się już przysmaży dodać paprykę i pomidory z puszki razem z sosem.

2. W tak zwanym międzyczasie podgrzać bulion, dodać do niego 2-3 kulki ziela angielskiego i kilka listków laurowych. Gdy bulion się zagotuje dodać do niego marchewkę, ziemniaki oraz całą mieszankę mięsną z patelni. Dodać do zupy utłuczone w moździerzu płatki chilli, ziarna kolendry i kmin rzymski. Ewentualnie doprawić jeszcze solą i pieprzem. Dodać również kukurydzę i fasolę z puszki. Wszystko razem zostawić na małym ogniu, żeby parkotało w garnku, na około 30 minut. 

3. Gdy ziemniaki i marchewka zmiękną, a wszystkie smaki się dobrze wymieszają, można zdjąć zupę z ognia. Dodać sok z limonki oraz posiekaną natkę kolendry. Tuż przed podaniem można również dodać do zupy pokruszone nachos.

*zupa jest o tyle łatwa w przygotowaniu, że nawet średnio ogarnięty facet jest w stanie ją zrobić, jeśli wyeliminuje się obieranie ziemniaków i marchewki, oraz bardziej skomplikowane przyprawy i zostawi samą sól, pieprz i chilli-kilka puszek z warzywami każdy jest w stanie dodać :)

SMACZNEGO!



środa, 19 lutego 2014

189. Jogurtowy koktajl z kiwi na odchudzone śniadanie

Rano za dużo czasu zazwyczaj nie ma. Ja to osobiście wolę pospać ze 3 minuty dłużej niż zmarnować czas na jakieś głupoty. Śniadanie jednak zdecydowanie głupotą nie jest, ale w tygodniu to trzeba coś błyskawicznego w przygotowaniu wymyślać. Zazwyczaj u mnie to jest owsianka z dodatkiem gorzkiej czekolady. Ostatnio w ramach urozmaicenia diety (ale nie za bardzo-nadal śniadanie jest słodkie, żeby organizm nie doznał szoku przy zbyt dużych zmianach) zrobiłam błyskawiczny koktajl z kiwi. Właściwie nazwa przepisu zdradza jego całą recepturę...bo jest z jogurtu i jest z kiwi i prawie nic więcej do szczęścia już nie potrzeba :)

JOGURTOWY KOKTAJL Z KIWI:
(proporcję są przewidziane na 2 porcje zwykłe, albo jedną dużą dla bardzo głodnej osoby)
-4-5 dojrzałych kiwi
-400ml jogurtu naturalnego 
-ewentualnie 1-2 łyżki miodu

Kiwi obrać ze skórki i pokroić w ćwiartki.Zmiksować dokładnie. Zalać jogurtem i miodem i wszystko razem wymieszać. Przelać do szklaneczek i od razu pić (pić od razu, bo z czasem może się zrobić gorzki)

*w ramach tworzenia jeszcze bardziej zdrowszej wersji można dodać 1 czubatą łyżkę otrębów pszennych lub żytnich-trochę pogorszy to wygląd koktajlu ale zwiększy zawartość błonnika, a więc poprawi nam przemianę materii

*ewentualnie zamiast otrębów, jeśli ktoś ma możliwość, to w sezonie polecam dodać aktinidię (czyli odmianę kiwi rosnącą w Polsce). Aktinidia ma jadalną skórkę i wtedy polecam zmiksować razem ze skórką-też wzrośnie ilość błonnika w koktajlu.

SMACZNEGO! 

poniedziałek, 17 lutego 2014

188. Odchudzona szarlotka, czyli jabłka zapiekane pod kruszonką z orzechów i płatków owsianych

Ostatnio intensywnie myślę co by tu zrobić, żeby moje ubrania nie kurczyły się wprost proporcjonalnie do ilości zjadanych ciasteczek. Z tego powodu też staram się niektóre przepisy nieco odchudzić, ewentualnie zrobić coś podobnego do pierwowzoru, ale w trochę zdrowszej wersji. Dlatego też zaopatrzyłam się niedawno w piękne kokilki (a raczej mama Krysia mi zakupiła cały zestaw) i dzięki nim mogłam stworzyć deser na wzór i podobieństwo szarlotki. Jabłka wymieszane i zapiekane z aromatycznymi przyprawami prawie nie potrzebują cukru, ewentualnie odrobinę miodu. A do tego schowane są pod kruszonką, którą uwielbiam, chociaż nie jest standardowa bo zrobiona z płatków owsianych, orzechów i różnych ziaren, które znalazłam w domu. Proste, pyszne, zdrowe, a do tego szybkie do zrobienia. Może człowiek nie schudnie od tego od razu, ale przynajmniej nie roztyje się w zbyt gwałtownym tempie :)
 
ZAPIEKANE JABŁKA POD KRUSZONKĄ Z ORZECHÓW I PŁATKÓW OWSIANYCH:
-3-4 duże jabłka (u mnie to były 'Idared')
-1 łyżka miodu
-1 czubata łyżeczka przyprawy do szarlotki Kamis (ewentualnie cynamon, goździki, imbir, kardamon)
-odrobinę esencji waniliowej

KRUSZONKA:
-2-3 łyżki roztopionego masła
-2 garści orzechów (ja używałam laskowych i włoskich)
-2-3 łyżki płatków owsianych
-1 łyżka siemienia lnianego
-2 łyżki pestek dyni

1. Jabłka obrać i pokroić na małe kawałeczki. Dodać do nich miód, mieszankę do szarlotki i wanilię. Wszystko dokładnie wymieszać, tak żeby każdy kawałeczek był obtoczony w przyprawach. Jabłka przełożyć do kokilek, aż po sam brzeg.

2. Orzechy posiekać na jak najdrobniejsze kawałeczki. Wymieszać je z pozostałymi suchymi składnikami kruszonki i zalać rozpuszczonym masłem. Dokładnie rozmieszać i przełożyć kruszonkę na wierzch jabłek. 

3. Kokilki włożyć do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 15-20 minut. Gdy tylko kokilki odrobinę przestygną i będzie można je złapać w rękę można zacząć jeść....chociaż na zimno ten deser też jest pyszny. 

SMACZNEGO!

Zazwyczaj nie korzystam z gotowych  mieszanek przypraw (oprócz przyprawy do "gyrosa" która zawsze jest w szafce na wypadek potrzeby przygotowania szybkiego obiadu), ale jak już dostałam paczkę od Kamisa, to postanowiłam spróbować. W końcu darowanym przyprawom nie zagląda się do torebki :) 
Jednak miło się zaskoczyłam, bo ta mieszanka do szarlotki jest całkiem dobrze wymyślona i smaczna. I myślę, że też zagości na dłużej w szafce kuchennej, na wypadek napadu lenia, kiedy nie będzie mi się chciało mieszać w moździerzu poszczególnych składników.

A z okazji Światowego Dnia Kota, życzę kotom znalezienia swojego człowieka do kochania, a człowiekom, znalezienia swojego kota do miziania :)

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." Oscar Wilde

piątek, 14 lutego 2014

187. Red velvet cake, czyli słodka klasyka na Walentynki

Dziś Dzień Zakochanych i chociaż zdecydowanie bardziej wolę jak Miśkosław pamięta, że się we mnie zakochał przez cały rok, to jednak ten dzień też się na coś przydaje. A konkretnie przydaje się do wypróbowania kolejnego przepisu. Tym razem przepis na bardzo oryginalne w wyglądzie ciasto (chociaż niektórzy złośliwcy marudzili coś że wygląda jakby buraka miało na wierzchu). Sam pomysł zaczerpnięty z niezastąpionego programu "Cake boss". Tyle razy mówili w nim o robieniu właśnie Red Velvet, że w końcu z czystej ciekawości musiałam je zrobić, a że ciasto jak sama nazwa wskazuje jest intensywnie czerwone, więc Walentynki to idealny czas na nie. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zmodyfikowała odrobinę chociaż przepisu. W tym przypadku w ramach myślenia oszczędnie zamiast serka Philadelphia do kremu użyłam po prostu twaróg trzykrotnie zmielony (jak na sernik)-uważam że wyszło pysznie, a zdecydowanie taniej i Misio się ucieszy że ma taką gospodarną dziewuszkę u boku :).

RED VELVET:
CIASTO:
-2,5 szklanki mąki pszennej
-1 szklanka cukru
-1 czubata łyżka kakao
-1 łyżeczka soli
-2 jajka
-1 szklanka oleju
-1,5 szklanki maślanki lub kefiru
-1 łyżka octu winnego
-1 łyżeczka sody oczyszczonej
-duży chlust esencji waniliowej
-łyżeczka czerwonego barwnika spożywczego w żelu (lub 2 łyżeczki barwnika w płynie)

KREM:
-1 kostka masła
-500g twarogu trzykrotnie zmielonego
-duża szczypta soli
-1 szklanka cukru pudru
-trochę esencji waniliowej


1.Wszystkie suche składniki ciasta, oprócz sody oczyszczonej, wsypać do jeden miski i dokładnie ze sobą wymieszać. W drugiej misce jajka roztrzepać widelcem, dolać do nich olej, maślankę, barwnik i esencję waniliową. Suche składniki połączyć z mokrymi i wymieszać (ja cały czas mieszałam widelcem). Do szklanki wlać ocet i dosypać sodę, jak mikstura skończy się pienić gwałtownie przelać ją do miski z ciastem i dokładnie wymieszać. Gotowe ciasto przelać do przygotowanej foremki (u mnie to było serduszko-odpowiadało wielkością tortownicy o średnicy ok.25cm) i piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 45-50 minut, aż do uzyskania suchego patyczka.

2. Miękkie masło utrzeć na gładki puch. Dodawać do niego stopniowo twaróg, następnie sól, cukier i wanilię. Gotowy krem włożyć na trochę do lodówki żeby stężał.

3. Przestygnięte ciasto przekroić na dwie części (ja jeszcze odkroiłam odrobinę z wierzchu żeby mieć okruchy do dekoracji). Jeden z blatów posmarować połową przygotowanego kremu. Przykryć drugim blatem i wierzch oraz boki posmarować pozostałym kremem. Na samą górę posypać trochę czerwonych okruchów do dekoracji. Ciasto najlepiej wsadzić jeszcze na chwilę do lodówki, przed podaniem, żeby całość się dobrze ze sobą związała.

SMACZNEGO :)




Słodkie Walentynki 2014

środa, 12 lutego 2014

186. Grillowany chleb arabski faszerowany warzywami

Jak już kiedyś wspominałam "każdy ma takie Walentynki na jakie zasłużył" :) W wolnym tłumaczeniu oznacza to mniej-więcej tyle, że w ramach rozpieszczania siebie i innych na Dzień Zakochanych, dla siebie tworzę słodkości, a dla Miśkosława pizzę. Niepohamowany apetyt na ten specjał u mojego osobistego mężczyzny, skutkuje tym że na wszystkie romantyczne kolacje przygotowuję pizze. Czasem pod wpływem jego silnych nacisków, muszę ją przygotowywać np. 2 lub 3 dni z rzędu. Żeby "urozmaicić" mu trochę dietę, zrobiłam grillowane chlebki arabskie. Ciasto podobne do pizzowego, nadzienie bardzo aromatyczne, warzywne (chociaż pewnie następnym razem będę musiała dołożyć jakieś mięso), a do tego bardzo sycące. Świetne jako ciepła/zimna przekąska, oraz jako pyszne śniadanie na dobry początek dnia.

GRILLOWANY CHLEB ARABSKI Z WARZYWAMI:
CIASTO: 
-300g mąki pszennej
-30-20g świeżych drożdży
- ok. 0,5 szklanki ciepłej wody
-1 łyżeczki soli, pół łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
-2 łyżki oliwy 

FARSZ WARZYWNY:

-1 marchewka
-średniej wielkości cebula
-papryka czerwona
-1-2 ząbki czosnku
-pomidory w puszce 
-pęczek natki pietruszki
-sól, pieprz, papryka słodka, kmin rzymski, (ponieważ Misiek lubi ostre potrawy do części farszu dodałam jeszcze ostrości, czyli ognistej mieszanki przypraw Kamisu)

 
1. Do ciepłej wody wkruszyć drożdże. Odstawić na chwilę w ciepłe miejsce, aż drożdże zaczną pracować i rosnąć. Do dużej miski wsypać mąkę, sól i kmin rzymski, w zagłębienie wlać zaczyn drożdżowy i zacząć wyrabiać. Nie przerywając wyrabiania dodać oliwę. Ciasto wyrabiać do momentu, aż będzie elastyczne i nie będzie za bardzo kleiło się do rąk. Ewentualnie dodać trochę mąki. Gotowe ciasto odstawić na pół godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

2. Warzywa umyć i obrać i pokroić w dość drobną kostkę. Cebulę zeszklić na niewielkiej ilości oliwy, dodać do niej posiekane ząbki czosnku. Następnie dorzucić paprykę i marchewkę. Całość zalać pomidorami w puszce wraz z sosem, dodać przyprawy i przykryć pokrywką. Dusić przez około 5-10 minut na niewielkim ogniu, aż wszystkie warzywa zmiękną. Gdy warzywa będą już miękkie zdjąć przykrywkę i odparować jak największą ilość sosu. Na koniec dodać posiekaną natkę pietruszki. 

3. Ciasto podzielić na 4-5 części. Każdą rozwałkować na dosyć cienki placek (grubość ok. 0,5cm), zachowując mniej-więcej prostokątny kształt. Na każdy prostokąt nałożyć sporo farszu i dokładnie zlepić ze sobą brzegi (można trochę pomóc sobie zwilżając je lekko wodą). Tak przygotowany chlebek położyć na rozgrzanej patelni grillowej (w sezonie można użyć normalnego grilla-na pewno doda to świetnego aromatu drzewnego). Grillować przez kilka minut, aż się zarumienią, a następnie przełożyć na drugą stronę i znów kilka minut grillować. Podawać na ciepło albo na zimno, zależnie od upodobań. Ja dodałam również jeszcze jogurt grecki do polania po wierzchu. 

SMACZNEGO!


Wytrawne Vege Śniadanie

poniedziałek, 10 lutego 2014

185. Walentynkowe markizy kakaowe z kremem malinowym

Walentynkowe wypieki czas zacząć. Na pierwszy ogień do piekarnika powędrowały urocze serduszka z kruchego ciasta z dużym dodatkiem kakao. Ciasto nie wymieszałam do końca z kakao, żeby serduszka miały bardziej marmurkowy kolor. Do ciasta kakaowego dodałam krem malinowy (ten krem świetnie sprawdza się też w tortach już go wypróbowałam jak robiłam tort leśny dla taty). Te serduszka to moja propozycja na urocze rozpoczęcie dnia zakochanych. Bardzo dobre do porannej kawy. I nawet Miśkosław, który zarzeka się że ze słodyczy to najbardziej lubi kotlety mielone, będzie zadowolony :)

MARKIZY KAKAOWE Z KREMEM MALINOWYM:
CIASTO:
-300g mąki pszennej
-3 łyżki kakao
-100g cukru
-125g masła
-2 żółtka
-łyżka śmietany
-1 łyżeczka proszku do pieczenia 

KREM MALINOWY:
-200g masła
-500g twarogu trzykrotnie zmielonego (jak na sernik)
-1 czubata łyżka cukru pudru
-2-3 garści malin (mrożone się idealnie do tego nadają)

1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk (ewentualnie modyfikować jego lepkość za pomocą mąki lub śmietany). Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie ciasto podzielić na mniejsze partie, każdą rozwałkować jak najbardziej cienko się da (ok.3-4mm). Z ciasta wykrawać serduszka lub inne ulubione kształty. Ułożyć na przygotowanej blaszce i włożyć do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 5 minut-trzeba uważać żeby ich nie spalić, bo są bardzo cienkie.

2. Maliny wsypać do małego rondelka, dodać odrobinę wody i cukier puder. Podgrzewać na małym ogniu, aż się rozpadną i zrobi się z nich słodki sos. Następnie zdjąć je z ognia i przetrzeć przez sitko, żeby pozbyć się pestek.

3. Miękkie masło utrzeć na puszystą masę. Dodawać do niego stopniowo twaróg, a na koniec wlać syrop malinowy. Sprawdzić czy krem jest odpowiednio słodki do naszych preferencji i ewentualnie dodać cukier (mama Krysia zawsze każe mi dosładzać :) ).

4. Ostudzone ciasteczka smarować kremem malinowym i przykrywać drugim ciasteczkiem, tak żeby powstały markizy. Najlepiej wsadzić na trochę do lodówki całość, żeby krem stężał i dobrze posklejał ze sobą ciastka.  Po tym będą już gotowe do pałaszowania :)

SMACZNEGO

Słodkie Walentynki 2014

piątek, 7 lutego 2014

184. Pizza pepperoni specjalnie na Dzień Pizzy

W najbliższą niedzielę, czyli 9 lutego, jest jedno z najsmaczniejszych świąt, czyli Dzień Pizzy. Zaplanowane już mamy (z Miśkosławem i Rudą z Bałkanów według Rudej) grupowe pieczenie pizzy, oraz ewentualnie jakieś drobne degustacje alkoholowe. Na pewno powstanie coś ciekawego, bo pizza musi zaspokoić apetyt jednej wegetarianki i trojga zadeklarowanych mięsożerców. Ale zanim stworzymy "świąteczny" przepis to można skosztować klasyki, czyli pizzy pepperoni. Wszystko przez to, że jeden z moich kolegów z korpo-pracy prawie codziennie je taką na obiad. Tak długo za mną chodził ten smak, że musiałam wreszcie zrobić wersję domową :)

PIZZA PEPPERONI
CIASTO:
-30g świeżych drożdży
-pół szklanki ciepłej wody
-pół łyżeczki cukru
-3-4 łyżki oliwy
-0,5 kg mąki pszennej
-łyżeczka soli

SOS POMIDOROWY:
-0,5 l przecieru pomidorowego
-średniej wielkości cebula
-2-3 ząbki czosnku
-suszone oregano, sól, pieprz

DODATKI:
-pepperoni (lub inne salami)
-mozzarella (według uznania-u mnie to ok. 300g było bo baaardzo lubię ser)

1. W ciepłej wodzie (ale nie gorącej) rozmieszać cukier, łyżeczkę mąki i na koniec wkruszyć w to drożdże. Odstawić zaczyn na pół godziny w ciepłe miejsce, aż drożdże zaczną pracować.

2. Mąkę wsypać do dużej miski lub na stolnicę. Zrobić w środku zagłębienie, wlać do niego oliwę i zaczyn drożdżowy oraz wsypać sól. Zacząć wyrabiać ciasto, powinno być elastyczne i nie klejące się do rąk. W razie potrzeby dodać trochę oliwy lub wody, a jeśli jest za mokre dodać odrobinę mąki. Gotowe ciasto natrzeć oliwą, żeby nie wysychało i odstawić na pół godziny w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 

3. W czasie gdy ciasto będzie wyrastać przygotować sos i dodatki. Cebulkę posiekać na drobno i zeszklić w rondelku na odrobinie masła, na małym ogniu. Dodać do niej posiekany czosnek, po chwili wlać przecier pomidorowy. Do przecieru dodać sporą ilość suszonego oregano, oraz sól i pieprz do smaku. Ja dodałam jeszcze szczyptę cukru, żeby trochę zmniejszyć kwaskowatość sosu. Sos potrzymać na małym ogniu jeszcze około 10 minut, żeby wszystko dobrze się ze sobą zgryzło. Mozzarellę zetrzeć na tarce, pepperoni jeśli trzeba pokroić w cienkie plasterki.

4. Ciasto po wyrośnięciu rozwałkować lub rozciągnąć dłońmi na dosyć cienki placek (grubości ok. 0,5cm). Przełożyć na przygotowaną blaszkę, a potem obficie polać sosem pomidorowym. Na wierzch sosu posypać starty ser (duuuużo sera:) ), a na ser położyć plasterki salami. Tak przygotowaną pizzę włożyć do piekarnika rozgrzanego do 220st, na około 10-15 minut. Gotowa do zjedzenia będzie, gdy tylko troszkę przestygnie i już nie będzie parzyć :)

BON APPETIT!!!


środa, 5 lutego 2014

183. Odchudzone muffiny bananowe z suszonymi śliwkami

To nie chodzi o to, że nagle postanowiłam się jakoś szczególnie odchudzać, albo zacząć jakoś silnie ograniczać słodycze. Po prostu nagle uświadomiłam sobie, że przyswajanie jakiegoś tryliarda kalorii może mieć odrobinę zgubny wpływ na szerokość bioder. Wpadłam więc na pomysł, żeby odrobinę odchudzić niektóre swoje przepisy. W końcu radykalne zmiany nie są wskazane, bo organizm mógłby doznać szoku czy czegoś innego niedobrego. Odchudzanie przepisów zaczęłam więc od tego co najłatwiej było mi zmodyfikować, czyli od muffinów. Wyszły dobre, chociaż całkiem były bez cukru (cała słodycz była z bananów). Bardzo sycące (bo dużo ziaren), więc razem z poranną kawą mogą zastąpić śniadanie. Chociaż przyznaję się bez bicia, że równocześnie z moimi muffinami w kuchni smażyły się pączki....hm, no ciężko było się powstrzymać przed pochłonięciem pyszniutkich, świeżutkich pączusiów :)

ODCHUDZONE MUFFINY BANANOWE Z SUSZONYMI ŚLIWKAMI:
-100g mąki pszennej
-100g razowej mąki żytniej 
-2 łyżki siemienia lnianego
-2 łyżki pestek dyni
-1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
-duża szczypta cynamonu i odrobina gałki muszkatałowej
-2 jajka
-3/4 szklanki jogurtu naturalnego lub maślanki
-100g roztopionego masła (trochę tłuszczu musi być-w końcu część witamin go potrzebuje żeby się rozpuścić i być przyswajalna)
-2-3 dojrzałe banany
-100-150g suszonych śliwek


1. Banany pokroić na plasterki lub półplasterki, śliwki można pokroić na mniejsze kawałki i odłożyć na bok.

2. W osobnej misce wymieszać ze sobą mokre składniki, w drugiej wszystkie mokre składniki. Zmieszać z sobą zawartości obu misek i szybko wymieszać, mogą zostać grudki ale ważne żeby nie międlić tego za długo bo ciasto będzie za twarde po upieczeniu. Na koniec dorzucić do ciasta przygotowane owoce. Gotowe ciasto przełożyć do foremek na muffinki do 3/4 ich wysokości. Piec przez około 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 170st.

Może te muffiny nie są najpiękniejsze na świecie, ale za to są bardzo sycące i naprawdę idealnie nadają się na śniadanie. 
Gdyby dla kogoś słodycz z bananów to było jednak za mało to proponuję dodać trochę miodu :)

SMACZNEGO!


Dietetyczne ciasteczka

poniedziałek, 3 lutego 2014

182. Sałatka ze szpinakiem, krewetkami i suszonymi pomidorami z Dominikany

Sałatka sama w sobie jest pyszna i zrobiona z kilku prostych składników. Bardziej zaskakuje fakt, że mi smakuje chociaż są w niej "robale" (czyt. krewetki) za którymi nie przepadam, a już w ogóle niesamowite jest to że przepis dostałam od brata. Mój brat był do niedawna kulinarnym analfabetą. Jak byliśmy młodsi i zostawaliśmy sami w domu, to w ramach zorganizowania obiadu, zawsze był telefon po chińczyka lub pizzę. W zeszłym roku na Walentynki postanowił zrobić romantyczną kolację dla narzeczonej i dostał ode mnie najprostszy na świecie przepis (weź pierś z kurczaka, obsyp ją przyprawą do gyrosa i usmaż na patelni). Po piątym telefonie pomocniczym byłam już bliska załamania nerwowego i bałam się, że za chwilę w telewizji będzie komunikat o wielkim pożarze z małej kuchni.
Na szczęście brat troszkę dorósł i co najważniejsze nauczył się gotować trochę bardziej skomplikowane potrawy niż zupki chińskie i makaron z ketchupem. Po powrocie z podróży poślubnej, oprócz całej serii zdjęć, zaserwował dania wprost z Dominikany i była pośród nich właśnie ta sałatka. Dzięki niej wiem, że krewetkowe robale też są jadalne, tak więc będą się pojawiać w mojej kuchni.

SAŁATKA ZE SZPINAKIEM, KREWETKAMI I SUSZONYMI POMIDORAMI:
-2 garści świeżych liści szpinaku (ok.100-150g)
-200-300g krewetek
-4 średniej wielkości pomidory
-4-5 suszonych pomidorów
-1 duża cebula
-2-3 ząbki czosnku
-2 łyżki jogurtu greckiego
-1 łyżka musztardy
-sok z połówki limonki
-duża szczypta czerwonej słodkiej papryki, kilka igiełek świeżego rozmarynu
-sól, pieprz, oliwa
-2-3 kromki czerstwego pieczywa

1. Cebulkę obrać i posiekać na drobno. Wrzucić na rozgrzaną patelnię z odrobiną oliwy. Gdy cebulka się zeszkli dorzucić do niej posiekane ząbki czosnku i obrane z pancerzyków oraz pozbawione jelitka (takiej żyłki w środku) krewetki. Delikatnie posolić i popieprzyć całość i obsmażyć krewetki z obu stron przez chwilę. Całość smaży się około 2-3 minuty.

2. Szpinak umyć i posiekać lub porwać na drobniejsze kawałki. Pomidory zwykłe i suszone pokroić na małe cząstki i dodać do szpinaku. Dodać do niego również przestudzone krewetki. 

3. Jogurt, musztardę, suszoną paprykę, sól, pieprz oraz sok z limonki dokładnie wymieszać. Tak przygotowanym sosem polać dokładnie sałatkę i wszystko razem wymieszać. Sałatkę odstawić na chwilę w chłodne miejsce, żeby wszystkie smaki się przegryzły.

4. Kromki czerstwego pieczywa pokroić w drobną kostkę. Na suchej patelni lub w piekarniku upiec je na chrupiące grzanki. Tuż przed podaniem sałatkę obficie posypać gotowymi grzankami.

SMACZNEGO!

Dzięki mojemu bratu i jego dalekiej podróży zyskałam przepis na jeszcze jedną smaczną rzecz, a raczej trunek. Nalewka kokosowo-rumowa już stoi w kącie nabierając mocy urzędowej. Mam nadzieję, że również będzie pysznościowa :)