środa, 30 kwietnia 2014

218. Grillowane marchewki z tymiankiem na rozpoczęcie sezonu grillowego

Długi weekend majowy zaraz się zacznie, a co za tym idzie sezon grillowy praktycznie można uważać za otwarty. Zamiast jednak wrzucać na ruszt kolejną porcję kaszanki, karkówki i kiełbasy, można poszaleć trochę z warzywami. Cukinie, papryki i bakłażany to dosyć oczywisty wybór jeśli chodzi o warzywa na ruszcie. Ziemniaki z ogniska są pyszne bardzo, ale również znane szerokiej publiczności. Marchewki natomiast skromniutkie, choć w kolorze bardzo rzucającym się w oczy, do tej pory traktowane były po macoszemu. Czasem ktoś je wrzucił do rosołu lub innej zupki, czasem zostały poszatkowane do sałatki jarzynowej. U mnie natomiast zostały wytytłane w marynacie i wrzucone na grilla. Nabrały dzięki temu paseczków zgrabnych oraz aromatu i smaku niesamowitego. Jednym słowem polecam bardzo takie pyszności.

GRILLOWANE MARCHEWKI Z TYMIANKIEM:
-marchewek kilka/kilkanaście (najlepiej w miarę podobne wielkościowo)
-sok z połówki cytryny
-kropla oliwy
-kropla kremu balsamicznego
-szczypta kminu rzymskiego i papryki ostrej
-sól, pieprz 
-garść świeżego tymianku drobno posiekanego

1. Marchewki umyć i cienko obrać. Zagotować garnek wody, posolić ją mocno i wrzucić do niej przygotowane marchewki. Gotować ok. 5 minut, aż marchewki lekko zmiękną (ale nadal mają być al dente a nie rozgotowane i rozmemłane).

2. Tymianek drobno posiekać. Wsypać go do soku z cytryny, oliwy i kremu balsamicznego. Dodać również trochę kminu rzymskiego i papryki i wszystko razem dokładnie wymieszać. Taką marynatą polać dokładnie marchewki tak żeby całe były pokryte tą aromatyczną mieszanką. Najlepiej odstawić na jakiś czas marchewki w marynacie.

3. Na rozgrzanego grilla (lub patelnię grillową) kłaść marchewki wyjęte z marynaty. Grillować z każdej strony po kilka minut. Podawać od razu np. w towarzystwie dobrego grillowanego mięska :)

SMACZNEGO! 


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

217. Jogurtowe placuszki z rabarbarem i płatkami owsianymi

Chociaż w tym momencie nie do końca to widać patrząc za okno, ale....wiosna przyszła! Bez pachnie jak szalony (chociaż akurat pod moim blokiem przestał pachnieć gdy jacyś szaleni miłośnicy piękna ogołocili go ze wszystkich kwiatów), trawa rośnie bujnie, koty drą się szukając miłości....no i rabarbar w końcu jest. W zeszłym roku się zakochałam w wypiekach i lemoniadach z dodatkiem tych kwaskowatych łodyg. W tym roku podtrzymuję miłość rabarbarową, a więc na pierwszy ogień poszły placuszki na śniadanie, żeby sobie trochę osłodzić deszczowy poranek. Placuszki nie dość, że z rabarbarem to jeszcze z jogurtem domowego wyrobu, płatkami owsianymi i siemieniem lnianym, czyli jednym słowem i pysznie i zdrowo i sycąco. Z tempa w jakim znikły wszystkie placuszki wnioskuję, że smakowały nie tylko mi, ale i reszcie głodnych ludzi w moim domu :)

JOGURTOWE PLACUSZKI Z RABARBAREM I PŁATKAMI OWSIANYMI:
-1 szklanka mąki pszennej
-3/4 szklanki płatków owsianych
-2 łyżki siemienia lnianego
-1 łyżka miodu
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-1 łyżeczka sody oczyszczanej
-2 jajka
-1,5 szklanki jogurtu naturalnego (najlepszy jest domowej roboty)
-6-7 łodyg rabarbaru
-duża szczypta cynamonu, mniejsza szczypta gałki muszkatałowej
-ewentualnie cukier puder do posypania

1. Łodygi rabarbaru umyć, obrać i pokroić w plasterki ok. 1-1,5 cm grubości.

2. Mąkę wymieszać z płatkami, siemieniem lnianym, proszkiem do pieczenia, sodą, cynamonem i gałką muszkatołową (jak ktoś nie lubi może ją sobie odpuścić-ja ostatnio polubiłam bardzo i dodaję gdzie się da). W drugiej misce roztrzepać jajko, dodać do niego jogurt i miód, a następnie wmieszać wszystkie suche składniki. Dodać rabarbar i wszystko wymieszać. 

3. Patelnię mocno rozgrzać, jak ktoś lubi dodać trochę tłuszczu do smażenia, ja używałam patelni ceramicznej (moje ostatnie cudowne odkrycie) i nie potrzebne było nic. Następnie na rozgrzaną patelnię nakładać po trochę ciasta i smażyć placuszki po kilka minut z każdej strony, żeby były ładne i rumiane. Placuszki po zdjęciu z patelni od razu posypać odrobinę cukrem pudrem i od razu jeść. 

SMACZNEGO!

piątek, 25 kwietnia 2014

216. Kruche rurki z kremem waniliowym

Ten przepis to jest wspomnienie niedawnych świąt. Dokładniej mówiąc podczas przygotowań kuchennych "wyszły" na wierzch foremki do rurek, skrzętnie kiedyś schowane, a skoro już wyszły to  został również odkopany przepis na te ciekawe ciastka. Rurki z kremem są trochę staroświeckimi ciastkami, niejeden hipster rzekł by pewnie o nich, że są vintage. Jak dla mnie są polem do manewru dla wyobraźni, bo można pokombinować nieco z rodzajem ciasta, a już ze smakami kremów to można popłynąć całkowicie i stworzyć przeróżne kombinacje. U nas na święta zawitała dosyć klasyczna kombinacja, czyli kruche ciasto i krem waniliowy. Wyszło pysznie bardzo, walka o ostatnie sztuki była zażarta. Myślę, że mają szansę częściej pojawiać się na blogu (a co za tym idzie jako słodki dodatek do porannej kawy), chociaż akurat przed świętami już brzydko o nich myślałam przez nadmiar pracy. Na szczęście przy ostatnim etapie tworzenia rurek, czyli przy napychaniu ich kremem, mój osobisty Miś wykazał się swoim talentem cukierniczym i ogarnął całą robotę. Niech Buddy Valastro się schowa...w Misiu drzemie (nieodkryty jeszcze) talent cukierniczy :)
 
KRUCHE RURKI Z KREMEM WANILIOWYM:
CIASTO:
-2 szklanki mąki pszennej
-0,5 szklanki cukru pudru
-0,5 szklanki śmietany 18%
-0,5 kostki masła
-2 jajka

KREM WANILIOWY:
-500g twarogu trzykrotnie zmielonego (jak na sernik)
-0,5 kostki masła
-ziarenka z laski wanilii
-łyżka cukru pudru
-szczypta soli i cynamonu

1. Masło zmiksować z twarogiem, wanilią, cukrem i przyprawami. Gdy masa będzie już idealnie gładka wstawić ją do lodówki żeby stężała.

2. Wszystkie składniki ciasta zagnieść ze sobą szybko. Gotowe ciasto wstawić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie rozwałkować ciasto na placek grubości kilku mm. Pokroić go w paski o szerokości ok. 2 cm i długości 10-15cm. Każdy z powstałych pasków owinąć wokół foremki do rurek (lub kołeczka, czy co tam kto używa to formowania rurek), zaczynając od węższego końca. Tak przygotowane ciasta wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 15 minut, aż się lekko zarumienią. Upieczone rurki odstawić do wystygnięcia.

3. Schłodzony krem przełożyć do szprycy cukierniczej i napełnić nim dokładnie każdą rurkę (w tym właśnie momencie przydaje się posiadanie Misia, który nas w tym wyręcza). 
Rurki od razu po napełnieniu są gotowe i lekko chrupiące im dłużej będziemy zwlekać z podaniem tym ciasto będzie coraz bardziej miękkie.

SMACZNEGO!

środa, 23 kwietnia 2014

215. Arabska sałatka z cieciorką i roszponką

Święta, święta i po świętach....a teraz tylko trzeba walczyć ze sobą, żeby nie pęknąć po tych tonach jedzenia wchłoniętych przez 2 dni. Moim sposobem walki z przejedzeniem jest zastosowanie kilkudniowego detoksu warzywno-owocowego oraz wzmożona aktywność fizyczna. Przez wzmożoną aktywność rozumiem uruchomienie roweru oraz dłuższe spacery (zdecydowanie nie zaliczam się do osób które lubią biegać na siłownię i tam się katować). Natomiast jeśli chodzi o warzywa to najbardziej lubię je w formie sałatek wszelakich, najlepiej takich dosyć sycących, żeby można je było zapakować i zabrać ze sobą do pracy w ramach przekąski. Ta sałatka jest bardzo sycąca i bardzo aromatyczna, a do tego we wszystkich kolorach tęczy więc aż chce się ją jeść.

ARABSKA SAŁATKA Z CIECIORKĄ
-szklanka cieciorki
-garść lub dwie liści roszponki
-2 papryki
-2-3 pomidory
-1 nieduża czerwona cebula
-150g sera feta
-szczypta soli, pieprzu, kminu rzymskiego, płatków chilli
-oliwa

1.Cieciorkę zalać zimną wodą i odstawić na całą noc, a następnie gotować przez około godzinę aż do miękkości. Ewentualnie użyć cieciorki z puszki i wtedy ominąć etap namaczania i gotowania.

2. Papryki opłukać i pokroić na ćwiartki, a następnie upiec w 170st przez około 30 minut. 

3. Roszponkę opłukać i ewentualnie porwać na mniejsze części, pomidory i papryki pokroić na mniejsze cząstki, cebulkę posiekać, ser pokruszyć. Wszystko razem dokładnie wymieszać, doprawić pieprzem, chilli i kminem rzymskim (jak ktoś jest miłośnikiem soli to można jeszcze dosolić), oraz dodać kilka kropel oliwy. Podawać najlepiej od razu.

SMACZNEGO!

Świąteczne spacery zaowocowały masą zdjęć rozbuchanej roślinności oraz miejscem na kolejne przysmaki :)

Smardze, czyli polskie trufle.

"Bocian! Bociek! Skoro on żyje to my też możemy..... " że tak zacytuję klasykę filmową :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Tort z sercem na rocznicę ślubu rodziców

Krystynka i Lesio (czyt. mama i tata) mieli w zeszłym tygodniu rocznicę ślubu. Wiadomo było, że dużej uroczystości nie będą robić, ale najbliższa rodzina (która ostatnio jakby ciągle się rozrasta) się zjawi. Trzeba było więc stworzyć jakiś dobry i ładny tort. Co prawda pierwotny pomysł był inny, ale ze względu na to, że miałam zdecydowanie mniej czasu niż zazwyczaj na lepienie (wieczór po dniu w korpo-pracy) powstała prosta dekoracja. Sam środek był z kremu cynamonowego z malinami i płatkami migdałów....dobre wyszło bardzo :)

piątek, 18 kwietnia 2014

214. Schabowy po kubańsku, czyli przysmak Fidela :)

Praktycznie wszyscy moi krewni i znajomi wiedzą o tym, że gotować i piec lubię bardzo. Jedną z zalet tego faktu jest to, że często dzielą się ze mną co ciekawszymi przepisami, również tymi przywiezionymi z podróży. Efekt jest tego taki, że nie będąc jeszcze do tej pory na Kubie (chociaż Misiu bardzo bym tego chciała....jedźmy, jedźmy, jedźmy tam) zyskałam przepis na bardzo dobre kotlety ze schabu. Ponoć jest to ulubiony sposób na przyrządzanie mięsa Fidela Castro. Trzeba mu przyznać rację w tej akurat sprawie, bo mięso wychodzi rewelacyjne. Dodatkowo grilluje się je bez dodatku tłuszczu i nadmiaru soli, oraz tuczącej panierki, więc jest to sprytny sposób dla osób dbających o linię. Zresztą jak dla mnie to jest to również dużo łatwiejszy sposób na schabowego niż tradycyjne wytytłanie go w panierce, a potem w tłuszczu na patelni. Raz w życiu musiałam zrobić tradycyjne schabowe i jakoś silnie się tym zestresowałam czy wszystko jest dobrze z nimi i czy nie są surowe w środku. Zdecydowanie bardziej wolę robić jakieś wariacje na ten temat niż klasykę gatunku. 
Świąteczny obiad będzie dobrym momentem, gdyby ktoś chciał wypróbować ten przepis. Sycący, ale nie tuczący (za bardzo), a do tego można zaskoczyć pozytywnie rodzinę czymś nowym. Zaskocz babcię schabowym :)

SCHABOWY PO KUBAŃSKU:
-1 kg schabu bez kości
-2 duże pomarańcze
-3 limonki
-suszone płatki chilli (ewentualnie świeże, ale akurat nie miałam pod ręką)
-1-2 ząbki czosnku
-szczypta świeżo zmielonego pieprzu, odrobina soli i duża szczypta kminu rzymskiego 

1. Schab pokroić w niezbyt grube (ok1cm) kotlety. Wykroić z nich co większe kawałki tłuszczu (obdzielić tymi skrawkami koty, które udają że nie jadły od miesiąca). Jeśli kotlety wyszły za grube można je delikatnie rozbić tłuczkiem do mięsa. 

2. Z pomarańczy i limonek wycisnąć sok. Przelać go do miski, dosypać hojnie płatki chilli (ewentualnie trochę mniej hojnie jeśli ktoś w ogóle nie lubi ostrego), dosypać szczyptę kminu rzymskiego, świeżo zmielonego pieprzu i soli (soli nie musi być dużo, bo kwaskowaty smak soku równoważy jej brak). Ząbki czosnku przecisnąć przez praskę lub zetrzeć na tarce i dorzucić do cytrusowej marynaty. Marynatę dokładnie wymieszać i wsadzić do niej przygotowanej kotlety, tak żeby wszystkie były dokładnie zakryte. Miskę z marynującym się mięsem wstawić do lodówki na kilka godzin-najlepiej całą noc.

3. Rozgrzać patelnię grillową (w sezonie można przygotować na tradycyjnym grillu). Jeśli ktoś odczuwa potrzebę można ją delikatnie posmarować olejem. Na rozgrzaną patelnię kłaść po kolei kawałki mięsa i obsmażać je po kilka minut z każdej strony. Gdy wszystkie kawałki będą już gotowe, zredukować ogień i pozostałą w misce marynatę wlać na patelnię. Chwilę ją podgrzewać, tak żeby sok zredukował się do w miarę gęstego sosu. Polać sosem mięso tuż przed podaniem.

*ja proponuję do tego mięska dodatki w postaci brązowego ryżu gotowanego z dodatkiem kminu rzymskiego i suszonej ostrej papryki, oraz sałatkę z pomidorów, cebuli, pieczonej papryki i kolendry. 

SMACZNEGO!!!



Festiwal Kuchni Kubańskiej

środa, 16 kwietnia 2014

213. Mazurek malinowy z białą czekoladą

Chociaż talentów plastycznych los mi zdecydowanie poskąpił, to jednak lubię się czasem artystycznie wyżyć. Ostatnio udaje mi się to za pomocą tortów wszelakich, a kiedyś były to głównie mazurki. Za pomocą bakalii i ewentualnie gotowych figurek można z łatwością ozdobić te malutkie słodkości. Ostatnio doszłam nawet do etapu, że sama w ramach rozrywki (a raczej przerwy w lepieniu cukrowej sukni ślubnej) stworzyłam wesołego zająca z masy cukrowej. Żeby mu nie było za bardzo smutno dostał do towarzystwa misia grubaska (to wcale nie jest żadna aluzja co do żadnego Misia:) ). Dusza ogrodnicza z kolei podpowiedziała mi zrobienie cukrowych kwiatuszków.....ot kupa różności i cudności, żeby było super słodko. Bo mazurek sam w sobie też jest bardziej słodki niż kwaskowaty, ale o to właśnie chodzi. Mazurek ma być małym cudeńkiem, którego zjesz kawałeczek i w tym małym kawałeczku masz moc smaku i aromatu. W malinach i czekoladzie tego smaku i aromatu jest ile dusza zapragnie :)
MAZUREK MALINOWY Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ: 
(podane proporcję przewidziane są na dwa mazurki każdy o wymiarach ok. 30x30cm) 
CIASTO:
-1 szklanka maki
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%
NADZIENIE MALINOWO-CZEKOLADOWE:
-300g mrożony malin
-szklanka śmietanki kremówki
-100g białej czekolady
-2 łyżeczki miodu
-szczypta cynamonu

1. Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. 
2. Połowę ciasta rozwałkować na bardzo cienki placek, grubość powinna być poniżej 0,5cm. Wyciąć z niego pożądany kształt i ułożyć na przygotowanej blaszce (u mnie były to po prostu kwadraty). Z kawałków pozostałego ciasta zrobić dekoracyjne obramowanie ciasta (ja zrobiłam "warkocze"). Ciasto nakłuć widelcem i obciążyć np. suchym grochem lub ryżem, żeby nie urosło. Ciasto piec w piekarniku rozgrzanym do 170st, przez około 15 minut,  z czego na ostatnie 5 minut najlepiej zdjąć obciążenie z grochu.
Z drugiej połowy ciasta zrobić i upiec drugi spód.

3. W czasie jak ciasto będzie chłodziło się w lodówce można zrobić nadzienie malinowo-czekoladowe. Maliny wsypać do rondelka, dodać do nich miód oraz cynamon. Podgrzewać przez chwilę na małym ogniu, aż do momentu kiedy się rozlecą i zrobi się z nich pulpa malinowa. Masę malinową przetrzeć przez sitko (nie trzeba się jakoś specjalnie starać, bo chodzi tylko o uzyskanie odrobiny soku malinowego). Pulpą malinową, która została na sitku, będzie można posmarować równomiernie oba upieczone blaty ciasta (jak już się upieką i przestygną).

4. W kąpieli wodnej rozpuścić białą czekoladę i odstawić ją do wystygnięcia. Śmietankę kremówkę ubić na sztywno, a następnie dodać do niej roztopioną czekoladę i sok z malin. Gdy wszystko będzie dokładnie wymieszane wstawić na chwilę do lodówki, żeby stężało, a następnie posmarować równomiernie oba mazurki. Udekorować wierzch tym co się lubi :)

SMACZNEGO!



A gdyby malina z czekoladą było dla kogoś zbyt słodkim połączeniem to proponuję zrobienie mazurka z pigwą i gorzką czekoladą :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

212. Jajka faszerowane suszonymi pomidorami i bazylią

Mój Miś bardzo lubi jajka w każdej postaci. Dlatego też nadchodzące święta są dla niego idealne, bo zanim już przyjdą testuję nowe pomysły na jajka w różnych postaciach, a on robi za mojego kontrolera jakości (czyt. naczelny próbowacz). Tym razem dodałam do farszu jajecznego moich ulubionych suszonych pomidorów i świeżą bazylię. Całość wyszła bardzo aromatyczna i smaczna. Dodatkowym plusem jest to, że wszystko robi się błyskawicznie, więc jak ktoś cierpi na wieczny brak czasu i nigdy nie wyrabia się na czas z przygotowaniami przed imprezą/świętami/spotkaniami towarzyskimi to jest to idealny przepis :)

JAJKA FASZEROWANE SUSZONYMI POMIDORAMI:
(ilości zależą od tego ilu będzie gości i ile jajek trzeba przygotować-ja robiłam testową wersję więc wzięłam "tylko" 5 jajek)
-jajka ugotowane na twardo
-kilka suszonych pomidorów
-garść świeżej bazylii
-łyżka majonezu (w wersji fit jogurtu greckiego)
-sól, pieprz
 
Jajka przekroić na pół i wydrążyć żółtka. Suszone pomidory pokroić w cienkie paski, bazylię wstępnie posiekać. Wszystko razem zblendować na gładko z majonezem i przyprawami. Napełnić gotowym farszem pozostawione białka. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

niedziela, 13 kwietnia 2014

Elegancki, księżniczkowy tort na wieczór panieński

Wśród rozlicznych tortów, które robiłam do tej pory na różne okazje, nie było jeszcze żadnego na wieczór panieński. Aż w końcu przyszedł ten moment. Trochę się obawiałam, że będę musiała ulepić z ciasta dosyć jednoznaczny kształt (swoją drogą...co to za moda żeby na wieczorze panieńskim motywem przewodnim był penis???). Na całe szczęście mogłam na razie odetchnąć, bo tort miał być elegancki i księżniczkowy. Dlatego też nie ma na nim żadnego peniska, a za to jest cukrowa suknia ślubna :)

piątek, 11 kwietnia 2014

211. Tarta czekoladowa z solą morską na Dzień Czekolady

Zamiast świętować Walentynki zdecydowanie bardziej wolę świętować różnego rodzaju święta kulinarne. Jak się dokładniej przyjrzeć szczegółowym kalendarzom to można znaleźć dni kiedy uhonorowano chyba każdą potrawę. Mamy więc Dzień Naleśnika, Budyniu, Marchewki, Ziemniaka, Musztardy i wielu wielu innych. Wśród tych najbardziej ukochanych świąt jest oczywiście Dzień Czekolady. Takie miłe święto było dla mnie dodatkowym pretekstem, żeby przygotować coś wystrzałowego i pysznego. Krucha tarta, wypełniona kremem czekoladowym z dodatkiem soli morskiej, która dodatkowo podkreśliła jej smak, jest zdecydowanie lepszym wyborem niż kolejny czekoladowy batonik. A do tego taka tarta ma właściwości lecznicze (przynajmniej w moim przypadku). Wtajemniczeni twierdzą, że mój wyjątkowo spokojny charakter po zjedzeniu czegoś czekoladowego, jeszcze bardziej łagodnieje :)

TARTA CZEKOLADOWA Z SOLĄ MORSKĄ:
CIASTO:
-1 szklanka mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%

NADZIENIE CZEKOLADOWA:
-200g gorzkiej czekolady
-1 jajko
-szklanka śmietanki kremówki
-1 łyżka cukru trzcinowego
-duża szczypta cynamonu
-pół łyżeczki soli morskiej gruboziarnistej

1.Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i 3/4 ciasta rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do formy do tarty o średnicy około 30cm i obciążyć ciasto np. suchym grochem. Piec w piekarniku rozgrzanym do 160st. przez około 10 minut.
Resztę ciasta również rozwałkować i wykroić z niego misiaczka i serduszka....ewentualnie po prostu cienkie paseczki.

2.W czasie pieczenia się ciasta rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej. Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno, dodawać do niego stopniowo cukier, a następnie czekoladę, cynamon, sól i jajko. Gotową mieszankę wylać na podpieczony kruchy spód. Na wierzchu czekoladowej masy ułożyć wykrojone z ciasta misiaczki i serduszka (albo kratkę z paseczków ciasta). Tak przygotowaną tartę wsadzić do piekarnika na 25-30 minut (w 160st).

3. Po wyjęciu z piekarnika ostudzić ciasto i dopiero wtedy podawać. Najlepiej z filiżanką dobrej kawy :)

SMACZNEGO!
 

Pomysł na ten przepis został zaczerpnięty z książki "The school of Chocolate". Trafiłam na nią przypadkiem, absolutnie nie planowałam jej kupić, ale po przejrzeniu zdjęć brzydko mówiąc dostałam ślinotoku. Ponieważ dosyć przytomnie stwierdziłam, że wszystkich przepisów nie zapamiętam zaczęłam szybko przeliczać ile mam jeszcze drobniaków w portfelu. Sprawa została przesądzona w momencie kiedy doszłam do rozdziału o dekoracjach wykonanych z czekolady. Wspaniałości są tam cudne, ale najbardziej za moje czekoladowe serce chwycił mnie plaster miodu wykonany z czekolady. Coś pięknego....ciągle zbieram się żeby spróbować go zrobić. 
Generalnie dla wszystkich zakochanych w czekoladzie książka jak najbardziej godna polecenia zarówno ze względu na smaczne przepisy i apetyczne zdjęcia jak na różne pomysły i triki z wykorzystaniem czekolady.
Dzień czekolady

środa, 9 kwietnia 2014

210. Puszyste, maślane, pszenne bułeczki zajączki

Trochę wyobraźni potrzeba, żeby w moich skośnookich bułeczkach dojrzeć zajączki. Przy lekkiej zmianie kąta patrzenia mogą to też być kotki. Ale nie należy nadmiernie czepiać się szczegółów. Niestety talentów plastycznych los mi poskąpił, a dodatkowo ciasto drożdżowe nie jest najłatwiejszym materiałem do rzeźbienia. Jednak przy odrobinie dobrych chęci zajączków wielkanocnych można zobaczyć cały talerz. Zajączki są mięciutkie, maślane, idealne do koszyczka wielkanocnego, oraz na świątecznego śniadanie. Nie dość, że cudnie i trochę śmiesznie wyglądają to jeszcze przy ich robieniu jest mnóstwo zabawy i śmiechu (a przy śmianiu się człowiek spala ponoć mnóstwo kalorii, a to ważne przed zbliżającymi się wakacjami).

MAŚLANE BUŁECZKI ZAJĄCZKI:
-ok. 3 szklanek mąki pszennej
-100g roztopionego masła
-1 jajko
-3/4 szklanki ciepłego mleka
-30g świeżych drożdży
-1 łyżeczka cukru
-1/2 łyżeczki soli

-kilkanaście ziaren czarnuszki
-1 roztrzepane jajko do posmarowania bułeczek

1. W ciepłym (ale nie gorącym) mleku rozmieszać cukier i pokruszone drożdże. Odstawić zaczyn w ciepłe miejsce, aż zacznie pracować.

2. W dużej misce wymieszać 2 szklanki mąki z solą. Dodać zaczyn drożdżowy oraz jajko i wszystko razem zacząć wyrabiać. Dodać roztopione i ostudzone masło i dosypywać mąkę, aż do momentu kiedy ciasto będzie elastyczne, gładkie i zwięzłe. Wyrabiać przez kilka minut, aż nabierze trochę powietrza. Odstawić gotowe ciasto w ciepłe miejsce na pół godziny. 

3. Ciasto rozwałkować na placek grubości ok.1cm. Okrągłą foremką (chociaż szklanką też będzie dobrze) o średnicy ok 5-6cm,, wykrajać krążki ciasta. Z każdego krążka ulepić kuleczkę, miejsca zlepienia ciasta schować pod spód zajączka. Za pomocą nożyczek wykroić uszka, z resztek ciasta ulepić noski i ogonki. Każdą bułeczkę posmarować dokładnie roztrzepanym jajkiem i przykleić elementy pyszczka i ogonek też. Odstawić przygotowane bułeczki na kolejne pół godziny w ciepłe miejsce (szczerze mówiąc u mnie stały w ciepełku przez 1,5 godziny, bo czekały aż sernik zwolni piekarnik, ale zasadniczo aż tak długo nie muszą się grzać). 

4. Po ostatnim leżakowaniu w cieple wstawić bułeczki do rozgrzanego do 170st piekarnika na około 15 minut, aż się zarumienią. Można jeść od razu po wyjęciu z piekarnika i wtedy są najlepsze, lub przechowywać w szczelnym pojemniku i konsumować kiedy zajdzie potrzeba.

SMACZNEGO!
 

 
Święta świętami, zajączków mogę sobie lepić "skolko ugodno", ale jak już robię zwierzątka to muszą też być misie. Misiobułeczki w misiowej diecie Misiosława to podstawa.

Wśród rozlicznych, radosnych zwierzątek znalazły się też takie trochę Zołzowate :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

209. Tradycyjny sernik krakowski, idealny na święta

Święta Wielkanocne coraz bliżej, lista wypieków do zrobienia coraz to się wydłuża i zmienia. Pomimo tego, że bardzo lubię eksperymentować i zmieniać przepisy na ciasta oraz desery, od czasu do czasu skuszę się na jakiś tradycyjny wypiek. Jednym z takich klasyków cukiernictwa, który ostatnio u mnie zagościł i zapewne znajdzie się również na świątecznym stole, jest sernik krakowski. Co prawda on również nie uchronił się przed moimi zmianami, bo nie dodałam do niego absolutnie żadnych bakalii (jakoś nie pasują mi w serniku). Pomimo tego, że mam swój sprawdzony przepis na serniki, z którym często eksperymentuję, tym razem ciasto zostało upieczone według przepisu mamy Krysi. W ramach moich ingerencji dodałam od siebie trochę przyprawy do sernika firmy Kamis...wyszło pysznie, na tyle pysznie, że po jednym dniu po serniku zostało już tylko wspomnienie.

SERNIK KRAKOWSKI:
CIASTO:
-1 szklanka mąki pszennej
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-70g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18%


MASA SEROWA:
-1kg sera trzykrotnie mielonego
-4 jajka
-1 budyń waniliowy
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-0,5 kostki masła
-1 szklanka cukru
-skórka z 1 pomarańczy
-ewentualnie przyprawa do sernika i mas serowych Kamis

1.Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i wsadzić na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i 3/4 ciasta rozwałkować na grubość około 5 mm, a następnie przełożyć do przygotowanej foremki (u mnie to była foremka o wymiarach ok.30x40cm). Piec w piekarniku rozgrzanym do 160st. przez około 10 minut.
Resztę ciasta również rozwałkować i wykroić z niego cienkie paski.
2.Masło utrzeć na gładką masę z żółtkami i cukrem. Nie przerywając mieszania dodawać stopniowo ser oraz budyń waniliowy, proszek do pieczenia, skórkę pomarańczową i przyprawę do sernika. Białka ubić na sztywną pianę (dodać można do nich szczyptę soli). Następnie delikatnie wymieszać białka z masą serową. 
3. Gotową masę serową wylać na podpieczony kruchy spód. Na wierzchu masy serowej ułożyć krateczkę z wyciętych pasków ciasta. Wstawić całość do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 50-60 minut. Dla sprawdzenia czy ciasto już jest upieczone należy wetknąć w środek wykałaczkę, gdy już będzie sucha wyłączyć piekarnik i zostawić w nim ciasto jeszcze na jakieś 20-30 minut, aż ostygnie. Wtedy sernik nie powinien nam opaść.
Gdy trochę ostygnie będzie już gotowy do jedzenia.
 
SMACZNEGO!

Jak już kiedyś wspominałam gotowych mieszanek przypraw zazwyczaj nie używam, ale ostatnio testuję różne ciekawe mieszanki od Kamisa. Przyprawa do sernika i mas serowych jest ciekawa, złożona z wanilii, skórki z cytryny i pomarańczy oraz kardamonu. Nie jest bardzo intensywna i przytłaczająca w smaku, ale nadaje ciastu bardzo ciekawy aromat. Opakowanie starcza na kilka razy i uważam, że to ciekawy dodatek do ciast.