środa, 4 marca 2015

Bezpieczny Maluch, czyli co rodzice powinni się nauczyć przed porodem

Źródło: http://bezpieczny-maluch.com.pl/
Będąc aktualnie w stanie tzw. błogosławionym staram się nie stracić resztek rozsądku i nie wariować zbytnio. Nie zawsze się to udaje, ale wiecie, to jednak jest ogromna zmiana w naszym życiu. Zrozumiałe jest więc, że u mnie i  Miśkosława to główny temat do rozmów.

Uniknęliśmy póki co robienia gipsowego odlewu ciążowego brzucha (powstał jednak pomysł że gdyby Miś zrobił też odlew swojego to potem byśmy kazali zgadywać wszystkim który jest czyj :) ), albo chodzenia na warsztaty muzyczne, żeby już w brzuchu stymulować rozwój talentu naszego Niedźwiadka.
Na różny sposób można roztrwonić swój czas i pieniądze w tym miłym okresie. Ja jednak postanowiłam nic nie marnować tylko działać konstruktywnie. Ola, z Ciąży z Klasą, dała mi znać o warsztatach z pierwszej pomocy dla maluchów, na które się we dwie wybrałyśmy. Jakby nie patrzeć bezpieczeństwo naszego Niedźwiadka jest dla mnie kwestią priorytetową.

Sam temat pierwszej pomocy obcy mi nie jest. Nie mówię tu tylko o celującym zaliczeniu na PO w liceum, ale też marzeniach o studiowaniu na Akademii Medycznej (w czasach jak to była Akademia a nie Uniwersytet). Swego czasu był też krótki acz treściwy moment fascynacji ratownictwem medycznym, wspomagany nieco obecnością przystojnych ratowników. Efektem tego było odbycie licznych szkoleń zarówno w strukturze o wdzięcznej nazwie HOPR, czyli Harcerskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (tam się nawet dorobiłam funkcji instruktora i sama prowadziłam szkolenia), ale również w Pokojowym Patrolu podczas dwóch edycji Przystanku Woodstock. Czasy te są już nieco odległe, w międzyczasie na całe szczęście nie musiałam korzystać ani razu z nabytych umiejętności, wobec czego wiedza się ta nieco zakurzyła. Warsztaty więc były świetnym pretekstem do odświeżenia jej.

Co do samych warsztatów podzielone były na kilka części tematycznych. Można się było dowiedzieć jak dobrze wybrać i prawidłowo zamontować fotelik samochodowy dla naszego dziecka i co ważna jak to dziecko odpowiednio w nim przypiąć. Potem był czas dla sponsorów i ich wystąpienia. Ostatnią częścią była pierwsza pomoc dla malucha, ale również dla kobiety w ciąży.
Osobiście najchętniej wywaliłabym prezentacje sponsorów, bo w przerwie można było podejść i się podpytać jeśli ktoś miał ochotę i jakieś wątpiwości. Marudzić jednak nadmiernie nie będę, bo warsztaty były bezpłatne, czyli ktoś inny (czyt. sponsorzy) musieli pewnie za to zapłacić.

Co do części fotelikowej, to słuchałam jej z ciekawością chociaż akurat wybór fotelika mamy już za sobą. Razem z Miśkiem mieliśmy szczęście trafić świetnego sprzedawcę, który nam naprawdę rzetelnie wszystkie wątpliwości wyjaśnił i doradził wybór najlepszego dla Niedźwiadka fotelika. Jednak posiadamy doświadczenie z innym sklepem, gdzie z kolei potraktowano mnie jak kretynkę, której usiłowano wmówić że jak coś ma naszywkę Ferrari to jest to tak bezpieczny produkt że lepszego nie ma i w ogóle o co mi się rozchodzi z tymi całymi testami ADAC. Więc niestety to jest loteria.
Dla rodziców dopiero poszukujących swojego fotelika warsztaty były super kompendium wiedzy, na co zwrócić uwagę. Ja już wiem jak wpinać fotelik, ale tutaj podpatrując specjalistów mogłam się upewnić, że na pewno wszystko robię (i finalnie z Niedźwiadkiem w środku zrobię) dobrze. I jeszcze moje największe zaskoczenie z tej części....pałąk fotelika, czyli to co większość bierze za rączkę, musi być w cały czas w trakcie użytkowania w pozycji stojącej. Miśko o tym wiedział, ale ja jakoś wcześniej nie zakodowałam w umyśle tej informacji. Stąd moje spore zdziwienie. Więc tutaj wielki plus. Zresztą wszystkie porady jak wpinać fotelik, jak dopasowywać pasy do małego pasażera, gdzie jest najlepsze miejsce w samochodzie dla fotelika z zawartością itp. były przydatne. Więc duże brawa!


Części z wystąpieniami sponsorów nie ma co streszczać, bo to nie one były najważniejsze na tym spotkaniu.

W czasie poświęconym pierwszej pomocy zaczęto od ciężarnej. Dlatego że w trakcie tych 9 miesięcy kobiecie się mogą różne cuda-wianki przytrafić niestety. Zasadniczo przy takiej ciężarówce trzeba uważać jak nam się krztusi czy mdleje i asekurować ją, żeby przypadkiem nie walnęła o glebę. A jeśli ją układamy na ziemi to trzeba pamiętać, żeby kłaść ją na lewym boku. Położenie na prawym może spowodować ucisk dużym brzuchem na żyłę główną dolną, co powoduje jakieś szalone komplikacje, o których do końca nie mam pojęcia.
Same ciężarne niech też w trakcie snu i wypoczynku się nie kładą na prawym boczku bo się dorobić mogą żylaków, albo obrzęków nóg czy innych przykrych dolegliwości....coś na ten temat wiem niestety.

Oprócz udzielenia ciężarnej pierwszej pomocy w razie potrzeby, trzeba też pamiętać o zapewnieniu bezpieczeństwa w trakcie jazdy. Nasze prawo dopuszcza możliwość jazdy samochodem bez zapiętych pasów jeśli ciąża jest już widoczna. Ponieważ mieliśmy z Miśkiem zażartą dyskusję na ten temat, to przerobiliśmy go dosyć dokładnie.
Jeździmy w pasach...zawsze! Pas biodrowy powinien być przeprowadzony pod brzuchem, powinien opierać się na biodrach. Wtedy w razie wypadku nie zgniecie nam lokatora w środku. Jeśli nam to jakoś wybitnie przeszkadza to można zaopatrzyć się w adaptery do pasów dla ciężarnych. Mają one za zadanie przytrzymać pas w odpowiedniej pozycji pod brzuchem i dzięki temu nic nikogo nie będzie uciskać.
Mi osobiście przy zapięciu pasów najbardziej przeszkadzał ucisk na klatkę piersiową. Teraz to jeszcze pół biedy, ale w I trymestrze od lekkiego nawet ucisku było mi słabo i zbierało się na mdłości....tylko że rady na to nie było i w tym wypadku adapterów żadnych nie ma, więc po prostu ograniczyłam na jakiś czas jazdę samochodem.
Z innych ważnych zasad to jeszcze powiem wam tyle, że należy się nieco oddalić od poduszki powietrznej, żeby w razie czego nie walnęła nas z wielką siłą w brzuch. Na końcówce ciąży najlepiej zostawić funkcję kierowcy innym, a samej odsunąć sobie fotel pasażera do tyłu. Z doświadczeń rodzinnych wiem, że taka poduszka jak wystrzeli może mocno poturbować ciężarną.
Kolejny duży plus dla organizatorów za tę część warsztatów.

Były plusy to teraz będzie jeden minus. Zasadniczą i jak dla mnie najważniejszą częścią tych warsztatów był dla mnie fragment o pierwszej pomocy noworodkom i niemowlakom. I czuję spory niedosyt niestety.
Ja wiem, że to były tylko warsztaty, które pewne problemy i sposoby ich rozwiązywania miały zasygnalizować i że jakby co to najlepiej iść na dłuższy kurs. Tylko, że tutaj już prowadzący przyspieszył mocno, bo czas nas gonił. Możliwość potrzymania sztucznego noworodka i potrenowania na nim tego o czym była mowa, miało tylko kilku tatusiów. Ze swoich wcześniejszych kursów i szkoleń pamiętam upiorną noc gdzie przez kilka godzin usiłowałam wykonać prawidłowe oddechy i nie połamać delikwenta podczas resuscytacji fantoma noworodka. To nie jest takie proste, a zakładam że na własnym dziecku, któremu się coś dzieje to jest już w ogóle arcytrudne.
Podstawowa zasada, czyli NIE STAĆ, DZIAŁAĆ!, była tutaj mocno zaakcentowana. Bo to rodzice którzy zaczną działać, nawet nie fachowo, mają zdecydowanie większą szansę na pomoc maluchowi, niż ratownicy którzy przyjadą dopiero po kilkunastu minutach.
Mimo braku zajęć praktycznych i tak samo mówienie o tym co trzeba zrobić może pomoże w razie potrzeby. Albo może chociaż powstrzyma ewentualną panikę. Chociaż mam ogromną nadzieję, że nie będę musiała tego sprawdzać.

W kilku zdaniach ciężko opisać wszystko czego można dowiedzieć się na tych warsztatach. Dlatego też zachęcam do zajrzenia na stronę www.bezpieczny-maluch.com.pl gdzie można znaleźć terminy i adresy spotkań oraz poczytać wiele przydatnych rad i informacji.
Warsztaty odbyć warto nawet jeśli już nasz maluch jest na świecie, bo nadmiaru wiedzy w kwestii bezpieczeństwa nigdy dość.

Drukuj to!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz