wtorek, 21 lipca 2015

Lub lubelskie Lucynko

Wczasy pod gruszą...znaczy pod jabłonką akurat.
Ja wiem, że wyjazd na wieś do babci (dla niektórych uczestników wyprawy do prababci) to może nie jest jakiś szał i wielkie ŁAŁ! Pewnie bardziej ekscytujące są wojaże po szerokim świecie. Wiecie,  te jakieś Tajlandie, Turcje czy inne Riwiery Francuskie. Jednak swego czasu, poza wyjazdami z rodzicami, wakacje miałam wypełnione pobytem na wsi u jednej lub drugiej babci. Cała dzieciarnia rodzinna była porzucana na wsi i sami sobie musieliśmy wymyślić zajęcie. Pobliskie lasy i wąwozy były przez nas spenetrowane dokładnie, bunkry pobudowane, okoliczne dzieciaki były dla nas kumplami...lub śmiertelnymi wrogami (czasem nawet komuś się przyłożyło paletką od badmintona), a największą frajdą było spanie na sianie w stodole i wypicie butli Ptysia. 
No cóż, może Lucynka nie zazna już wszystkich z tych atrakcji, może nawet by ich nie dokładnie doceniła. Ale chciałabym, żeby jak najszybciej poczuła, że ma miejsce na ziemi gdzie może pojechać i radośnie pohasać po trawie i posłuchać pohukiwania sowy (ulubiony ostatnio dźwięk do zasypiania), a dziadek zabierze ją na spacer i wyjaśni gdzie leży Nizina Mazowiecka a gdzie Wyżyna Lubartowska. Lucynka posiada tutaj również, do spółki z bratem ciotecznym, piaskownicę z najpiękniejszym widokiem na świecie-na górce skąd widać całą okolicę. Zaraz będzie jeszcze domek na drzewie. A do tego tutaj też może spotkać całe zastępy cioć i wujków, którzy wyrywają ją sobie z rąk i noszą niezmordowanie.
Odpoczęłyśmy sobie obie, bo ja też już dawno tak długo na wsi nie siedziałam. Zawsze jakieś ważniejsze wyjazdy były i tylko na dzień lub dwa przyjeżdżałam do babci. Czas spędziłyśmy bardzo miło, co poniektórzy objadali się zawzięcie lodami, owocami i cebularzami oraz opijali mlekiem takim od prawdziwej krowy a nie z kartonika. Inni stymulowali swój rozwój obcując z bratem ciotecznym i wdychali świeże powietrze spędzając całe dni na dworze. I objechałyśmy kawałek Lubelszczyzny, żeby też pozwiedzać co nieco.
Fajnie było :)
Pałacowy paw z Puław

Całkiem miłe miejsce-firmowy sklep "Solidarności"
Cebularz zamiast kocyka...takie rzeczy tylko w Lublinie
Na Lubartowskiej w Lublinie...szukając śladów komisarza Majewskiego

Tak brzydkie, że aż piękne...kupiłabym wszystkie
Perszerony
Konie małopolskie

Dwoje Niszczycieli Świata
Pijalnia wody w Nałęczowie i wilk taki, że strach się bać

Wspominałam już, że uwielbiam swoje dziecko?? :)
Drukuj to!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz