poniedziałek, 14 września 2015

Co wypanda a co nie wypanda

 Sama uwielbiam czytać książki i jak twierdzi Miśko, nie czytam czegoś tylko gdy śpię. Od jakiegoś czasu mamy też z Luśką rytuał czytania na dobranoc. Ot, taka nasza wersja akcji "cała Polska czyta dzieciom". Póki co lektury, które poznaje moje dziecko, to są po prostu książki aktualnie przeze mnie czytane. Czasem więc przerabiamy kryminały, czasem powieści czy książki podróżnicze, a niekiedy książki kucharskie. Taki przepis na królika z warzywami może być najpiękniejszą bajką, a jakie smaczne po nim są sny. 

Przygotowuję się już systematycznie na moment kiedy Lucynda zapragnie jednak bardziej bajkowych bajek. Kompletuje powoli naszą dziecięcą biblioteczkę, część pozycji to będą moje stare książki, część nówki sztuki jeszcze nie śmigane. Każdą nową książkę staram się wybierać w miarę rozsądnie. Powinna być piękną opowieścią, albo chociaż pięknie wydana. 

Tym razem na Luśkową półeczkę trafiła książeczka "Co wypanda a co nie wypanda" Oli Cieślak. Jest zbiór zabawnych wierszyków, które pomogą maluchom zrozumieć zasady dobrego wychowania. Urocza panda opowiada nam o tym, żeby w nosie nie dłubać i bąków nie puszczać, nie spóźniać się i nie mlaskać paszczą w trakcie posiłku. Żeby było zabawnie przyda się pewnie nie tylko maluchom, może to odświeży nieco przykurzoną wiedzę o savoir vivre niektórych dorosłych. 
Z recenzji innych mam wnioskuję iż każda mała dama i mały gentleman polubi wierszyki pandy. Mam nadzieję, że Luśce też się spodobają.

Szkoda, że dla dorosłych nie ma takich miłych i pożytecznych poradników co "wypanda" robić. Od jakiegoś czasu równie chętnie co blogi kulinarne przeglądam blogi parentingowe. Znalazłam bardzo przyjemną internetową mamę dwóch córek, lubująca się w pięknych, pastelowych wnętrzach, z całkiem sensownymi przemyśleniami. Zaczęłam czytać jej bloga i obserwować profil na instagramie. Do pewnego momentu było wszystko fajnie, pięknie, kolorow aż do momentu jednego zdjęcia......dziecię na nocniku. No żesz kurcze pieczone! Ja rozumiem wszystko, że to codzienność, że to blog o dzieciach, że to było urocze zdjęcie a pod nim toczyła się wartka dyskusja, a za kilka lat ciężko będzie odszukać to zdjęcie w odmętach internetu. Ale to zdjęcie na nocniku. Dziecko też ma swoją prywatność, nawet jeśli mówić jeszcze nie potrafi. Fakt, ja wychowywałam się w czasach gdy kompromitujące zdjęcia rodzice mogli pokazać jedynie u cioci na imieninach. Stety lub niestety teraz trochę czasy się zmieniły, ale część rodziców jakoś tego nie ogarnia. 

Dzieci są rozkoszne, nawet jeśli są umorusane w czymś, albo radośnie taplają się w wanience. Sama mam pełen komputer takich Luśkowych zdjęć, ale to są fotografie tylko na użytek moich najbliższych krewnych i znajomych.Na tyle uwielbiam swoje dziecko, że nigdy nie opublikuję zbyt prywatnych zdjęć, a więc takich na nocniku, w wanience, w stanie silnego zapłakania, w trakcie zmiany pieluchy, ubrudzonej jedzeniem, czy z glutem do pasa. To są zdjęcia intymne przeznaczone tylko i wyłącznie na użytek zachowania umykających chwil dla naszej rodziny, a nie dla uciechy gawiedzi. 

Miło byłoby gdyby rodzice pamiętali, że dzieciaki chociaż jeszcze nie mówią, nie są naszą własnością. Nie lekceważmy ich prywatności.....jak by się droga mama czuła gdyby ktoś opublikował jej zdjęcie na sedesie??
Drukuj to!

2 komentarze :

  1. Jak dobrze, że o tym piszesz. Warto też dodać, że rodzice kompletnie nie zdają sobie sprawy, że urocze i słodziutkie zdjęcie bobasa w samych gatkach (albo i bez) podlinkowane na stronę dla pedofili już nie jest słodkie i urocze... Czasem trzeba pomyśleć o tym co się wstawia na facebooki, instagramy i blogi. Pewne jest tylko to, że poza internet nie wycieknie. I wcale nikt nam nie musi nic "kraść", wystarczy link. A mamusia się cieszy, bo statystyki oglądalności jej bloga rosną. Ehh. Ja w ogóle jestem przeciwna zamieszczaniu zdjęć dzieci w necie, bo w końcu nie nasze zdjęcia. Nie wiem, może jestem staroświecka i dzieci za 20 lat nie będą mieć takich problemów, ale ja bym nie chciała, żeby moje zdjęcia, zwłaszcza te "intymne" fruwały po fejsie, nawet z czasów jak miałam roczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie. Zdjęcia dzieci są urocze jak i same dzieci, ale dzielmy się nimi z najbliższymi. Najlepiej podczas herbatki i miłego spotkania, a nie przez internet. Tak będzie i milej i bezpieczniej.

      Usuń