piątek, 30 października 2015

371. Czekoladowy sernik ze śliwkami i kardamonem

 Mężczyźni to brakujący element w teorii ewolucji Darwina. Tak przynajmniej w moim ulubionym filmie twierdzili. I niestety muszę przyznać, że coraz bardziej w to zaczynam wierzyć. 
Taki mężczyzna nie jest w stanie ogarnąć dosyć prostych spraw. Jak się papier toaletowy kończy to warto iść do sklepu i kupić zapas rolek, samo nie wyrośnie w łazience. Jak się dziecię sfajda po same pachy to trzeba przewinąć, albo najlepiej wsadzić z całym majdanem do wanienki, a nie wołać "Misiu bo ona coś marudzi, pewnie chce do ciebie". Kanapki keczupem zalać można gdy ktoś ten keczup nabył, a śmieci nas nie pochłoną gdy będziemy pamiętać o regularnym wynoszeniu pełnych worków na śmietnik. To nie jest dużo, dla mnie takie rzeczy wydają się być oczywiste. Dla mężczyzny mam wrażenie, takie oczywiste już nie są. Ba, nawet ułatwianie i rozpisanie w kalendarzu ważnych dat nie gwarantuje sukcesu. 
-Kochanie, pamiętasz że jutro Lucy ma szczepienie i idziemy do lekarza?
-yyyyy...bo wiesz, zarobiony byłem i nie miałam kiedy na ten kalendarz zerknąć (przez miesiąc)

Ulewa mi się już i wkurzam się niemożebnie. Nie dość, że przez tego samca zamieniam się w wiecznie marudzącą i strofującą jędzę, że cały dom wraz z przychówkiem na mojej głowie, to jeszcze moja dieta poszła się je...gonić przez niego. Bo znowu ten gamoń wyjechał i wieczorami potrzebuję jakiegoś pocieszacza. Więc oglądam ja sobie "Prokuratora" i wcinam kolejny kawałek sernika czekoladowego ze śliwkami i kardamonem. Dobry bardzo ten sernik, a moje biodra dzięki niemu jakby nieco szersze. To może ten świat nie jest zły. Ale niech ten Niedźwiedź nie pokazuje mi się jeszcze na oczy, bo mogę nawarczeć na niego. No chyba, że sam z własnej nieprzymuszonej woli zacznie odkurzać :)

CZEKOLADOWY SERNIK ZE ŚLIWKAMI I KARDAMONEM:
(używałam tortownicy o średnicy ok 22cm)
SPÓD:
-100g herbatników
-łyżka miękkiego masła

MASA SEROWA:
-500g sera trzykrotnie zmielonego
-3 jajka
-50 g masła
-100g czekolady gorzkiej
-1 łyżka miodu
- 1 opakowanie budyniu waniliowego

SOS ŚLIWKOWY Z KARDAMONEM:
-ok. 400-500g śliwek
-łyżka miodu
-1/3 szklanki wody
-3-4 kapsułki zielonego kardamonu, 4-5 goździki, cynamon, ew. anyż, odrobinę świeżo startej gałki muszkatołowej

1. Herbatniki miksujemy w mikserze razem z masłem. Całość powinna mieć konsystencję mokrego piasku. Wykładamy nim cały spód przygotowanej blaszki. Wstawić na chwilę do lodówki. 

2. Śliwki umyć i wypestkować. Ewentualnie jeśli są duże to pokroić je mniejsze cząstki. Wszystkie wsypać do rondelka o grubym dnie, wlać wodę i miód, oraz dodać przyprawy (najlepiej wcześniej rozetrzeć je w moździerzu). Całość postawić na małym ogniu i gotować, aż śliwki zmiękną i się rozpadną na gęsty sos. 

3.Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Masło utrzeć z miodem i czekoladą. Dodawać do niego pojedynczo jajka, a następnie stopniowo ser i budyń (proszek). Połowę gotowej masy przelać na przygotowany spód ciasteczkowy, na to wylać połowę sosu śliwkowego, przykryć resztą masy serowej i na wierzch reszta śliwek idzie. Sernik wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 40-50 minut. Po upieczeniu ciasto zostawić w piekarniku do ostygnięcia.

SMACZNEGO!

środa, 28 października 2015

370. Kasza gryczana z jarmużem i kalafiorem, czyli przegląd lodówki

 No cóż, marketingowiec ze mnie żaden więc pięknie brzmiącej nazwy typu kaszotto u mnie nie uświadczysz. Bo też i pięknej historii tego dania nie ma (samo zresztą urodą nie grzeszy). Po prostu konkubent znowu wyjechał, a ja zostałam z lodówką wypełnioną jedzeniem, któremu groziło zepsucie. Coś trzeba było wymyślić na przerobienie tych wszystkich warzyw. Wyszedł taki bieda obiad, albo inaczej mówiąc przegląd lodówki, czyli kasza gryczana z jarmużem i kalafiorem. 
Jak dla mnie jest to idealne danie obiadowe. Ale jakby mój chłop miał po pracy coś takiego zjeść to pewnie dorzuciłabym jakiś kawał mięcha. Jak by nie patrzeć, grunt że taka kasza pyszna i zdrowa jest.

KASZA GRYCZANA Z JARMUŻEM I KALAFIOREM:
(proporcje przewidziane są na mniej-więcej 2 porcje) 
-pół szklanki suchej kaszy gryczanej
-2 garści jarmużu
-1 kalafior
-1 duża cebula
-3-4 ząbki czosnku
-duży pomidor
-oregano, rozmaryn, sól, pieprz, płatki chilli, oliwa

1. Kaszę ugotować na sypko w lekko osolonej wodzie.

2. Kalafior i jarmuż umyć dokładnie i pokroić, kalafior w małe różyczki, jarmuż posiekać drobno. W sporym garnku zagotować wodę i wrzucić na nią na ok. 2 minut przygotowane warzywa. 

3.Na dużej patelni rozgrzać trochę oliwy i wrzucić do niej posiekaną cebulę. Gdy się nieco zeszkli dodać posiekane ząbki czosnku a następnie pokrojonego w małe cząstki pomidora. Gdy pomidor zacznie się rozpadać, wsypać do kaszę gryczaną oraz kalafior z jarmużem. Całość dokładnie wymieszać, a następnie doprawić i zdjąć z ognia. Podawać najlepiej od razu. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 26 października 2015

Urodzinowy tort z różami i hortensjami dla babci

Niektórzy twierdzą, że z rodziną to się dobrze tylko na zdjęciu wychodzi. Mam zgoła odmienne zdanie na ten temat. Taka rodzina się przydaje zdecydowanie, jak np. trzeba ci zrobić szybką psychoterapię, albo popilnować na chwilę dziecka, albo ocenić czy kwiatki ładne z masy cukrowej robisz, czy skontrolować błędy ortograficzne na blogu. No przydaje się po prostu familia. Moja rodzina jest duża, hałaśliwa i rozrastająca się ostatnio w bardzo szybkim tempie (ach ten babyboom). W ostatnią sobotę nestorka rodu, babcia Danusia, obchodziła 80-te urodziny. Z tej okazji ulepiłam tort pełen kwiatów. Złośliwcy twierdzili, że powinny na nim się znaleźć też papierosy (bo babcia kopci jak smok). Niech się złośliwcy wypchają i przestaną czepiać babci...tylko ja mogę ją od czasu do czasu postrofować, że nie dba o zdrowie :) 
Sto lat babciu. 


piątek, 23 października 2015

369. Kruche ciasto z gruszkami i delikatnym kremem z mascarpone

Dawno u mnie nie było nic słodkiego. Zebrać się nie mogę do pieczenia, jak się nagle cała rodzina odchudza. A jak już wymyśliłam co chcę upiec to wysłałam Miśkosława na zakupy po ser ricotta. Przyniósł mi mascarpone. W sumie podobnie nieco są, jeden i drugi z Włoch pochodzi. Trzeba było coś nowego wymyślić w ramach słodkości. Zrobiłam naprawdę zacne ciasto kruche wypełnione aksamitnym kremem z mascarpone, z zatopionymi weń gruszkami. Cudo. 
A jak już zrobiłam to sobie przypomniałam, że urodziny bloga były. Znowu o nich zapomniałam, a ten rok był przecież dla mnie przełomowy. No cóż, peszek. Lubię pisanie, dusza niespełnionego pisarza się przy tym raduje, ale jakoś nie ogarniam tych wszystkich nowinek z blogosfery. Tak w ogóle nie ogarniam blogosfery. Nie bywam na salonach, nie mam kont na wszelkich możliwych portalach społecznościowych, nawet kanału na YouTube nie uświadczysz u mnie. Nie mam zaplanowanej strategii rozwoju...może to błąd. Taka starodawna jestem, ja sobie piszę, na szczęście ktoś to czyta. Przepisy się podobają i zazwyczaj sprawdzają. I o to właśnie mi chodzi, żeby było miło i smacznie bez zadęcia i nadęcia, ą, ę, trrrę dupę o trotuar :)

KRUCHE CIASTO Z GRUSZKAMI I DELIKATNYM KREMEM Z MASCARPONE:
 CIASTO:
-200g mąki pszennej
-100g cukru
-kostka masła
-2 żółtka
-łyżka jogurtu naturalnego
-2 czubate łyżeczki kakao

KREM Z MASCARPONE:
-250g sera mascarpone
-2 łyżki miodu
-2 białka+ 3 jajka
-trochę esencji waniliowej
-3-4 dojrzałe gruszki

1. Ze wszystkich podanych (i schłodzonych) składników zagnieść kruche ciasto. Wstawić je na pół godziny do lodówki. 

2. Gruszki obrać i pokroić w niezbyt cienkie plasterki. 

3.  Utrzeć żółtka z miodem, aż zaczną bieleć. Dodać ser mascarpone oraz wanilię i dokładnie wymieszać. Wszystkie białka ubić na sztywną pianę, delikatnie wmieszać je do do pozostałych składników kremu. 

4. Spód i boki tortownicy (lub foremki od tarty lub jakąkolwiek inną-ja używałam tortownicy o średnicy 25cm), wylepić ciastem. Na ciasto rozłożyć równomiernie plasterkami gruszki. Całość zalać kremem z mascarpone. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180st, na około 50-60 minut. Po skończonym pieczeniu nie wyjmować ciasta od razu z piekarnika tylko pozwolić spokojnie ostygnąć.

SMACZNEGO!

*przepis podpatrzony na blogu Studio kuchnia :) 


czwartek, 22 października 2015

Dziecko jak z reklamy

Bobas z reklamy...za czysty jak na mój gust
Do tej pory było pięknie. Taka dumna z mojego dziecka i z moich znakomitych metod wychowawczych byłam. No lepszej Matki całym kosmosie próżno szukać.
Oooo jaka ona duża była jak się urodziła. Jaka dzielna mama co tak dobrze poród zniosła (nic to że zdobycze medycyny mocno w tym znoszeniu pomogły). Oooo jak Lucy ładnie śpi, jak ty to zrobiłaś że całe noce przesypia (prawda jest taka że nic nie zrobiłam-po prostu głupi ma zawsze szczęście). Oooo jak się fajnie śmieje Lucynka, jak to zrobiłaś że masz takie pogodne dziecko (nic nie zrobiłam, buzi jej daje w policzek co jakiś czas a ona ma z tego ubaw po pachy). Tak było przez 5 miesięcy, aż nadszedł ten dzień....dzień pierwszego posiłku co mlekiem nie był. 

Moja dusza niespełnionego kucharza już śniła o tych wszystkich pysznościach, które teraz będę mogła zaserwować własnemu dziecku. Przed oczami stał mi już czarowny obraz Luśki śmiejącej się do pysznej paciajki z marchewki. Ambicja czule szeptała na uszko, że dziecko moje pokocha szpinak od pierwszego kęsa, a i z kalarepką będzie za pan brat. Owoce będą jej deserem najwspanialszym, a gardziołko swe niewinne zwilżać będzie tylko wodą. 
Jeszcze, cholera, na dodatek w telewizorni ciągle leci reklama, w której Wojtuś chętnie je obiadki ze słoiczka z dzieckiem na wieczku. I taki czyściutki ten Wojtuś, że nawet mu śliniak nie potrzebny, buzię szeroko otwiera i chętnie próbuje co mu rodzicielka podsuwa. Smakosz cholerny się znalazł.

Bo moje dziecko proszę Państwa nie jest jak dzieci w reklamach. Krzesełko ma piękne specjalistyczne i wpada w ryk opętańczy jak się go w nim usadza. Jak siedzi na kolanach to podstawowym jej zadaniem jest złapać żarcie w rękę i rozmaślić je na spodniach trzymającego. O dziwo taka mała rączka ma całkiem dużą pojemność. A jak Miśkosław ciepło się wyraża gdy tuż przed wyjściem do pracy dostanie swoją porcję kaszy na spodnie. Od razu nam się zacieśniają więzy rodzinne. 
Pierwszą marcheweczkę to mieliśmy dosłownie wszędzie (wszystkie kolejne posiłki zresztą też). Ja już nie mówię, że Lucy była nią cała usmarowana, łącznie z włosami, plecami, łapkami wszystkimi czterema i pieluchą. Ja też miałam tą koszmarną marchewkę w każdym możliwym miejscu na ciele.Dodatkowo na kanapie, podłodze, stoliku przy jej krzesełku, naszym stoliku kawowym, na moich skarpetkach....ba nawet na naszym kocie były marchewkowe ślady. To dziecięce żarcie mamy wszędzie.
Nie pomagają prośby ni groźby, triki i sztuczki magiczki. Nie podawanie mleka, zabawianie, włączony telewizor (tak, coś słyszałam że to niepedagogiczne), robienie z siebie pajaca. Spójrz Luśka jakie pyszne buraczki, zobacz jak mamie smakują ty też spróbuj. Lucy powiedz aaaaa! Spróbuj łyżeczkę chociaż. Jak nie przejdziesz etapu warzywek to nie dojdziesz do słodyczy. No weź jedz, bo matkę wykończysz. Jedz to w końcu gówniarzu, bo cię apetizerem nafaszeruję. 
Nawet piękna miseczka i kolorowe łyżeczki nie pomagają. Weź se matka wsadź te buraczki w oko.

Jednocześnie skubana, potrafi się przypiąć do mojego kubka i wytrąbić mi całą herbatę. Do kawy też ją ciągnie, ale okrutnie wyrywam wtedy kubek z łapek. Po dobrej woli własnej działki kofeiny nie oddam. 
Patrząc na kolejne ślady spożywanego posiłku już nie wiem czy śmiać się czy płakać....bo Wojtuś z reklamy tak pięknie je, a moje dziecko mogłoby co najwyżej reklamować cudowne odplamiacze :)

wtorek, 20 października 2015

368. Naleśniki gryczane z serem pleśniowym i "Sztuka jedzenia po francusku"

Lubię kręcić się po świecie, tym dalszym i tym bliższym. Bardzo ubolewam, że nie podróżuję tyle ile bym chciała, a ostatnio wręcz za często grzeję tyłek w domu. Szczególnie upodobałam sobie rejony, gdzie dobrze karmią, słoneczna Italia, barwne Bałkany, czy z bliższych rejonów nasze piękne Podlasie. 
Kuchnia francuska to ponoć jedna z najlepszych kuchni na świecie, a ja cóż tego nie ogarniam do końca. Dlatego że we Francji, moi mili, byłam tylko raz. Chętnie tam powrócę, a póki co chłonę wiedzę teoretyczną. Ostatnio w łapki me chciwe wpadła książka "Sztuka jedzenia po francusku. O gotowaniu i miłości w Paryżu" Ann Mah. Amerykańska dziennikarka, o bardzo wielokulturowych korzeniach, razem z mężem dyplomatą przenoszą się na placówkę do Paryża. Niestety Pan Mąż zostaje wysłany na rok do Iraku, a Ann od tej pory musi samodzielnie poznawać swój ulubiony kraj. 
Dużo historii, dykteryjek i anegdot o każdym z regionów Francji przybliża nam nieco tradycyjne smaki i kulturę. Każdy rozdział wieńczy przepis na danie typowe dla opisywanego regionu. Przy niektórych tradycyjnych recepturach co wrażliwsi mogą zemdleć (ach te kiełbasy, flaczki i inne mięsne pyszności). Bardzo przyjemna lektura na jesienne wieczory. 
Jedyne co mi nieco przeszkadzało, to niektóre dialogi po francusku, które nie zostały przetłumaczone. Rozumiem, że dzięki nim miało być jak najbardziej autentycznie, ale dla kogoś kto z francuskiego opanował tylko BON ŻUR, są drażniące odrobinę. 
Jak tak czytałam to zgłodniałam. Nie wiem czy to danie m coś wspólnego z autentyczną kuchnią francuską, ale powstało po przeczytaniu tej miłej książki. Dla mnie tak wygląda Francja na talerzu.





NALEŚNIKI GRYCZANE Z SEREM PLEŚNIOWYM:
NALEŚNIKI:
-ok. 0,5l mleka
-1 jajko
-ok. 500g mąki gryczanej
-szczypta soli
-chlust piwa

FARSZ:
-dojrzałe pomidory malinowe
-kilka plasterków ser  Camembert
-kilka plasterków sera Saint Agur (ewentualnie jakiś inny ulubiony śmierdziuch przerośnięty pleśnią)
-świeży tymianek i rozmaryn
-musztarda z Dijon

1. Przygotować ciasto na naleśniki. Jajko roztrzepać z mlekiem. Cały czas mieszając dodawać mąkę i sól oraz trochę piwa (można dodać również odrobinę cukru to naleśniki nam się będą ładnie rumienić). Gotowe ciasto powinno mieć konsystencję śmietany. 

2. Na rozgrzaną patelnię wylać porcję ciasta i rozlać ją dokładnie po patelni (nie używam w ogóle tłuszczu do smażenia bo posiadam super-hiper-odlotową patelnię, jak ktoś ma zwykłą niech lepiej kapnie olejem lub masłem). Smażyć z obu stron, aż się ładnie zarumienią. 

3. Każdy z naleśników posmarować cienką warstwą musztardy. Położyć plaster pomidora, na niego po plasterku każdego z serów pleśniowych. Dodać kilka igiełek rozmarynu i odrobinę tymianku. Złożyć naleśnika w zgrabny trójkąt i położyć na chwilę na gorącą patelnię, aż ser się rozpuści. Podawać od razu.

Bon appétit!

piątek, 16 października 2015

367. Masala chai, czyli herbata pełna przypraw

 Jestem ciepłolubna. Odkryłam, że co roku mam ten sam problem, gdy nadchodzi jesień to nic mi się nie chce. Codzienne spacery z bobasem stały się mało przyjemne. Pieczołowicie układana o poranku grzyweczka, po zrobieniu 2 kroków na dworze zamienia się w jakąś paskudną, przylizaną koafiurę. Lucy też marudzi coraz bardziej, bo zamiast zwiedzać świat z wyżyn ramion Matki, zabunkrowana jest w wózku pod śpiworkami, kocykami i jeszcze folią przeciwdeszczową. Też bym marudziła pod takim zestawem. I jeszcze mi ostatnio trampki przemiękły bo zapomniałam je zmienić na kaloszki. Nosz całe życie pod górkę. 
 To się rozgrzewam na różne sposoby. Herbatą z całą masą przypraw, czyli chai masala też można się zagrzać. Polecam na te jesienne słoty. 

CHAI MASALA:
-1 łyżeczka mocnej czarnej herbtaty (np. darjeeling lub assam)
-pół szklanki wody
pół szklanki mleka
-gwiazdka anyżu, trochę kory cynamonu, goździki, imbir, świeżo starta gałka muszkatołowa, 2-3 kapsułki kardamonu, ewentualnie szczypta pieprzu
-miód do smaku

Wszystko razem włożyć/wlać do garnuszka i postawić na małym ogniu. Całość powinna się zagotować. Zostawić wtedy na ogniu jeszcze przez 10-15 minut, następnie zdjąć i przecedzić herbatę do czajniczka lub filiżanek. 

SMACZNEGO!

wtorek, 13 października 2015

366. Wytrawna owsianka z curry i pomidorami

Są takie połączenia smaków, które wydają mi się być jedyne słuszne i prawdziwe. Taka oczywista oczywistość jak np. kotlet mielony z buraczkami. No nie idzie zjeść go inaczej. Owsianka kiedyś też była dla mnie wyłącznie na słodko i zazwyczaj z kostką gorzkiej czekolady. Ponieważ o poranku telepie mnie z zimna ostatnio, zawitały u mnie sycące śniadania na ciepło. I teraz czas na odkrycie roku....owsianka wcale nie musi być na słodko i na mleku robiona żeby była smaczna. Można ją zrobić z warzywami i przyprawami wytrawnymi, np. curry, pomidorami i szczypiorkiem. Nie przypomina już wtedy owsianki trochę, ale dzięki temu może przekona się do niej przeciwników. 

WYTRAWNA OWSIANKA Z CURRY I POMIDORAMI
(proporcje przewidziane dla 1 osoby...Miśko jest anty-owsiankowy dlatego nie dostał swojej porcji)
-0,5 szklanki płatków owsianych górskich
-ok. 1 szklanka zimnej wody
-1 cebula dymka ze szczypiorem
-garść pomidorków koktajlowych
-1-2 ząbki czosnku
-duża szczypta curry, sól, pieprz, słodka papryka, oliwa


1. Cebulę i czosnek posiekać drobno i zeszklić na rozgrzanej oliwie. Wsypać na to płatki owsiane i chwilę je podprażyć. Dolewać stopniowo wodę, cały czas mieszając. Gdy płatki wchłoną większość wody wsypać na posiekany szczypiorek, pokrojone na ćwiartki pomidorki i przyprawy. Wszystko razem dokładnie zamieszać i zdjąć całość z ognia. Owsiankę podawać od razu, jeszcze gorącą.

SMACZNEGO!

piątek, 9 października 2015

365. Lasagne ze szpinakiem i indykiem

Szpinak. Zielenina, która niektórych prześladuje w sennych koszmarach długo po tym, jak skończyli przedszkole. Ja chyba jestem z tych mniej wrażliwych, bo traumy na tym punkcie się nigdy nie nabawiłam. Zieloną breję dostawałam w przedszkolu, szału nie było, dupy nie urywała, ale ją zjadałam. W domu też od czasu do czasu mama Krysia szykowała nam szpinak na obiad. I wiecie co....dopiero jak się dorobiłam 20-stu kilku lat to odkryłam, że szpinak może być naprawdę smaczny. Do tego czasu zawsze mi się wydawał mdły i jakiś taki nijaki. A przecież można dodać kilka listków szałwii, czosneczku troszkę posiekać, cebulkę zeszklić albo sera śmierdziucha jakiegoś wrzucić, generalnie cokolwiek co doda smaku. No i nad formą można popracować. Taka zielona paciaja to raczej nikogo nie zachęci do jedzenia, ale już naleśnik zwinięty w smukły rulonik, czy długie nitki makaronu otoczone szpinakiem pobudzają apetyt. Dlatego też ostatnio pracuję i udoskonalam różne przepisy, żeby Luśka w przyszłości jak najbardziej była otwarta na różne smaki i traumy nie musiała leczyć na kozetce psychoanalityka.

LASAGNE ZE SZPINAKIEM I INDYKIEM:
-kilka płatów makaronu lasagne

-ok. 500g świeżego szpinaku
-1 cebula
-2-3 ząbki czosnku
-garść liści szałwii (może być suszona)
-sól, pieprz, oliwa

-500g mięsa mielonego z indyka
-2-3 pomidory
-suszona słodka papryka, sól, pieprz, oregano

-szklanka jogurtu naturalnego 
-1 jajko
-gałka muszkatołowa

1. Do gotującej się, mocno osolonej wody, wrzucić na chwilę płaty makaronu. 

2. Szpinak umyć i posiekać na małe kawałki. Na rozgrzaną patelnię wylać chlust oliwy, wsypać posiekaną na drobno cebulę i czosnek, a następnie szpinak. Dodać jeszcze liście szałwii, sól i pierz. Kiedy szpinak zmięknie zdjąć całość z ognia. 

3. Mięso wrzucić na rozgrzaną patelnię. Doprawić je solą, pieprzem, oregano i papryką i chwilę całość podsmażać. 

3. Jogurt wymieszać dokładnie z jajkiem i odrobiną świeżo startej gałki muszkatołowej.

4. W naczyniu żaroodpornym układać naprzemiennie warstwę makaronu, potem mięsa, szpinaku i znowu makaronu. Układać takie warstwy aż skończą się składniki. Na wierzch polać sos jogurtowy. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st na około 20 minut. Podawać od razu.

SMACZNEGO!


wtorek, 6 października 2015

364. Kalafior po marokańsku

Knajpy wegetariańskie się czasem na coś przydają. Nawet takim zatwardziałym mięsożercom jak ja i Miśko. Dokładniej mówiąc food truck Pąki Smaków przydał nam się, bo dzięki nim mamy dziś pyszną przekąskę. Spróbowałam u nich po raz pierwszy kalafiora z pastą tahini i bardzo mi posmakowało. Odtworzyłam i oczywiście nieco zmodyfikowałam na własne potrzeby przepis na kalafiora po marokańsku. Wyszło smakowicie . Kubki smakowe wprost oszalały. 

KALAFIOR PO MAROKAŃSKU:
-1 kalafior
-1 granat
-szklanka ugotowanej soczewicy
-garść liści rukoli
-2 łyżeczki tahini
-łyżeczka curry
-sól, pieprz, odrobina oliwy


1. Kalafiora pokroić w małe różyczki. Wrzucić go dosłownie na chwilę (2-3 minuty) do gotującej się, osolonej wody. Powinien być ciągle mocno chrupiący. Na gorący jeszcze kalafior położyć pastę sezamową tahini oraz przyprawę curry. Dokładnie wymieszać, żeby wszystkie różyczki były pokryte przyprawami. Odstawić do ostygnięcia.


2. Rukolę porwać na małe kawałeczki. Wymieszać ją z soczewicą, ziarenkami z granatu oraz kalafiorem. Całość skropić oliwą i doprawić solą i pieprzem. Najlepiej wstawić na chwilę do lodówki, żeby całość "się przegryzła".


SMACZNEGO!

piątek, 2 października 2015

363. Makaron z serem ricotta i pomidorami na chandrę

Znowu wyjechał. Sezon na wyjazdy miał się już skończyć, a tutaj znowu Miśko wybył na kilka dni z domu. I już dzwonił, że jeszcze kolejny wyjazd będzie...pewnie potem okaże się, że jeszcze jeden i jeszcze i tak bez końca. Szału można dostać, albo chociaż lekkiej chandry. Poradzę sobie ze wszystkim, Luśka wiele problemów nie sprawia, codzienność ogarnę. Tylko jakoś tak mnie wkurza, że znowu wieczorem muszę gadać do naszej kocurzycy. Na dokładkę zimno i jesiennie coraz bardziej. Co za głupia pogoda. Dlatego właśnie na mój stół znowu wjechała micha parującego makaronu, tym razem z sosem z sera ricotta i pomidorów suszonych oraz koktajlowych. Po makaronie zawsze mi się humor poprawia. Jak Miśko będzie tak ciągle wyjeżdżał to sama niedługo zamienię się w kluchę. 

MAKARON Z SEREM RICOTTA I POMIDORAMI:
-ok. 300g ulubionego makaronu (np. fusilli lub penne)
-ok. 200g sera ricotta
-garść lub dwie pomidorków koktajlowych
-4-5 suszonych pomidorów
-2-3 ząbki czosnku
-garść świeżej bazylii
-sól, pieprz, oliwa

1. Makaron ugotować al dente w dużej ilości mocno osolonej wody.

 2. W międzyczasie rozgrzać patelnię. Wlać na nią duży chlust oliwy, wrzucić posiekane ząbki czosnku i pomidorki koktajlowe (jeśli są duże można je pokroić na połówki lub ćwiartki). Podsmażyć całość przez chwilę, aż czosnek zacznie mocno pachnieć. Dorzucić na patelnię ser oraz posiekane na małe kawałeczki pomidory suszone. Całość doprawić solą i pieprzem. 

3. Dodać ugotowany makaron, nieco wody z gotowania (ok. 1/4 szklanki),  oraz posiekaną bazylię. Wszystko razem dokładnie wymieszać i od razu podawać. 

BUON APPETITO

*chciałam się jeszcze pochwalić, że właśnie zaczęłam się uczyć języka włoskiego....bardzo smakowita nauka :)