piątek, 22 kwietnia 2016

411. Pesto z pokrzyw z makaronem i serem korycińskim, obiad na wiosenny detoks

 Pierwszy raz o tym, że pokrzywy można jeść, powiedział mi pewien Gruzin parę lat temu. Twierdził, że w Gruzji, na wiosnę wszyscy zajadają się pyszną sałatką z pokrzyw. Ale że jak? Że co? Ten chwaścior paskudny, którym obrywałam po gołych łydkach od braci ma być smaczny? W moim małym rozumku to nie do końca mogło się pomieścić. Jednak ponieważ ów Gruzin jednocześnie zrobił pyszną sałatkę z orzechów włoskich, chaczapuri, grillowanego bakłażana z granatem i parę innych pyszności, o których nie śniło się filozofom to pomyślałam, że jednak na jedzeniu się zna. Znaczy pokrzywy też trzeba spróbować, bo może faktycznie okaże się jadalna.
Do tego pokrzywa to kopalnia zdrowia i pomaga w oczyszczani organizmu. Jednym słowem, tej wiosny gdy staram się na powrót stać się laską, pokrzywa musiała znaleźć się również w mojej kuchni. W naszym lesie na działce akurat pokrzywy mają się dobrze, więc towaru mi nie zabraknie.
Na początku postarałam się o łagodną formę, która nie przerazi pozostałych domowników, czyli zmiksowałam ją żeby nie było widać co się je. Tak właśnie powstało pesto z pokrzyw, które dodałam do pełnoziarnistego makaronu i okrasiłam serem korycińskim. Zdrowie na talerzu.

PESTO Z POKRZYW Z MAKARONEM I SEREM KORYCIŃSKIM
(proporcje są przewidziane dla 2 osób)
-spory pęczek młodych pokrzyw
-pół pęczka natki pietruszki
-3 łyżki ziaren słonecznika
-2 łyżki startego parmezanu
-2 ząbki czosnku
-oliwa
-sól, pieprz

-ok. 100g sera korycińskiego
-ok. 200g makaronu spaghetti

1.Pokrzywy dokładnie umyć.Ziarna słonecznika uprażyć na suchej patelni. Zmiksować ze wszystkimi pozostałymi składnikami pesto (pokrzywa jest dosyć "suchą" rośliną więc albo trzeba dolać całkiem spory chlust oliwy albo dodać nieco wody). 

2. Makaron ugotować al dente, w mocno osolonej wodzie. Do gorącego makaronu dodać pesto z pokrzyw i pokruszony ser. Całość dokładnie wymieszać i od razu podawać. 
SMACZNEGO!


Drukuj to!

4 komentarze :

  1. Moi rodzice jedli kiedyś jajecznicę z młodymi pokrzywami i mówili, że pyszne, coś jak z grzybami ;-) mnie jednak zabrakło odwagi, żeby chociaż spróbować, w głowie miałam obraz poparzonych i piekących ust ;-) rodzicom nic się nie stało, przeżyli i mają się dobrze, ja chyba jednak nie zdobędę się na odwagę.......-no chyba, że ktoś coś dla mnie przygotuje, na co się na razie nie zanosi ;-) paradoksalnie herbata z pokrzywy jest jedną z moich ulubionych :-) no i weź tu zrozum kobiety ;-)
    Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, że eksperyment się udał, przynajmniej Luśka ma szansę nie nabyć uprzedzeń, wszak o pokrzywie jeszcze nie słyszała ;-)
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli Cię to pocieszy to też miałam wyobrażenie poparzonych ust, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o jedzeniu pokrzywy. Miśkosław zato pozieleniał nieco na twarzy kiedy dowiedział się co właśnie spożywa. Biedak nie wiedział czy sobie z niego jaja robię czy faktycznie je zielsko.
      A Lusia ma szansę faktycznie być bardzo otwartym na nowe smaki dzieckiem...póki co tylko burakami pluje, a całą resztę chętnie zjada :)
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Haha widzę minę Twojej Drugiej Połowy ;-) najważniejsze czy smakowało ;-) ja w ten sposób pozbyłam się bezsensownych uprzedzeń do szpinaku - moja ciocia, mistrz pierogów wszelakich, zrobiła takie małe cudeńka ze szpinakiem i twarogiem, oj przepyszne to było, nie mogłam zgadnąć co jest w środku, moja mina, kiedy się dowiedziałam - bezcenna :-P ale szpinak dzięki temu odczarowany :-)
    A z dziećmi to nigdy nie wiadomo - moja córcia w wieku Lusi też wszystko jadła, trochę nosem na brokuły kręciła na początku, ale potem było ok, a teraz (lat 3) to się taka wybredna zrobiła, że czasem mi ręce opadają ;-) i nawet jak robi coś sama (w sensie uczestniczy czynnie w gotowaniu), to też niestety nie znaczy od razu, że będzie to potem jeść - nie ma łatwo ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja też do szpinaku się przekonałam dzięki genialnym pierogom, a potem to już jakoś poszło :)
      z pokrzywą może też warto tak poeksperymentować, żeby najpierw nie było widać co to za zielsko.
      Za Luśkę i siebie trzymam kciuki, żeby nas problemy kulinarne nie dotyczyły.

      Usuń