piątek, 29 kwietnia 2016

Jak zorganizować przyjęcie, bez większego rozlewu krwi

Już za chwilę maj i sezon komunijny. Również mogą się przydarzyć urodziny, chrzciny, imieniny, czy inne okazje do większych i mniejszych spotkań towarzyskich. Oglądając ostatnio "Moje Wielkie Greckie Wesele 2" doszłam do wniosku, że moja rodzina ma dużo wspólnego z grecką familią Portokalos. Biesiady i imprezy lubimy bardzo i organizujemy bardzo często...naprawdę bardzo bardzo często. 
Dlatego właśnie sztukę urządzania imprez wszelkiego rodzaju w rodzinie mamy opanowaną prawie do perfekcji. Poniżej mała ściąga, dla tych którzy nie idą na łatwiznę i nie chcą organizować spotkań w restauracji. 
 
0. PLAN DZIAŁANIA:
Wszystko zależy od rangi imprezy. Jeśli robisz urodziny dla wąskiej grupy najbliższych nie musisz zaczynać przygotowań aż tak wcześnie jak w sytuacji organizowania chrzcin dla 40 osób. Mając w głowie mniej-więcej wielkość spotkania zacznij konkretne przygotowania odpowiednio wcześniej. 
 
1. LISTA GOŚCI
Od tego wszystko się zaczyna. Rozpisz sobie ile osób będzie, ile z nich to dorośli a ile dzieci, czy ktoś ma jakieś ograniczenia w kwestii diety, albo też wybitne preferencje. Na tym etapie też pomyśl czy pomieścisz wszystkich u siebie w domu, czy przeniesiesz jednak imprezę do restauracji, czy może znajdziesz jakieś lokum które jest większe ale możesz w nim samodzielnie gotować. 
Pamiętaj też, że gdy już wiesz kogo zaprosić, to tych gości zaproś jak najwcześniej. Trzeba dać czas do zastanowienia czy gość może do nas przybyć, do zaplanowania, ewentualnie do ustalenia grafiku w pracy. Zapraszanie na imprezę 3 tygodnie przed nią to absolutne minimum. 

Gdy mamy gości spoza naszego miasta zamieszkania koniecznie trzeba pomyśleć o noclegu. Jeśli są to wyluzowani goście nie obrażą się pewnie przy spaniu na kanapie, ale jeśli jest to szacowna ciocia może trzeba będzie wynająć pokój w hotelu.

Jeśli na spotkaniu rodzinnym będzie dużo dzieci trzeba pomyśleć o miejscu zabaw dla nich. Jeśli mamy dom z ogródkiem i będzie ładna pogoda zapewne dzieciarnia będzie biegać po podwórku. Gorzej jeśli mamy mieszkanie, a pogoda nieszczególna. Zapewne trzeba będzie przeznaczyć jeden pokój na salę zabaw i nieco go przystosować, czyli schować przedmioty potencjalnie niebezpieczne lub też takie na których nam zależy żeby nie zostały przypadkowo zniszczone.

2. MENU
Gdy już wiesz kto do ciebie zawita pomyśl co chcesz gościom zaserwować. Trzeba się zastanowić jakie są nasze możliwości kulinarne, czy stawiamy na sprawdzone przepisy, czy szalejemy z nowymi pomysłami. Warto zastanowić się też czy ukochana babcia na pewno zje zupę tajską, a dzieciarnia doceni indyka nadziewanego szpinakiem. Jeśli w rodzinie mamy wegetarianina, bezglutenowca, czy też osobnika z innymi ograniczeniami żywieniowymi warto pokusić się o danie i jakieś przystawki specjalnie dla niego. Nie będzie zmuszony przynosić własnego jedzenia w pudełku, nie będzie głodny, a inni goście może też chętnie coś nowego spróbują. 

Przy układaniu menu warto również rozpisać sobie jakie dania możemy zrobić wcześniej, tak żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatni moment. Może warto zrobić górę pierogów trochę wcześniej i zamrozić je po prostu. Śledzie zamarynować kilka dni wcześniej, tak samo szaszłyki, czy inne mięsa. Kruche ciasteczka można upiec również wcześniej i przechowywać je w szczelnie zamkniętym pojemniku. Dekoracja z masy cukrowej na tort spokojnie postoi przez tydzień, a przynajmniej w nocy przed imprezą nie będziemy z mozołem lepić kwiatków. 
Warto całą pracę rozpisać sobie w kalendarzu na poszczególne dni. To bardzo ułatwia i usprawnia pracę.

3. PODZIAŁ ZADAŃ
Nie bój się prosić o pomoc. Być może teściowa się ucieszy gdy docenisz jej szarlotkę i poprosisz o upieczenie blaszki na spotkanie. Jeśli mama robi genialne kotlety schabowe i pyszny barszczyk zaangażuj ją do pracy. 
Warto znać swoje mocne i słabe strony. Nie porywaj się z motyką na słońce i nie rób czegoś czego kompletnie nie umiesz, bo tylko dodatkowy stres przed imprezą sobie dodasz. 

W podziale obowiązków nie zapomnij o swoim ukochanym mężczyźnie. Jeśli nie jest szczególnie zachwycony pracą w kuchni może posprzątać. 

Pomyśl też czy w trakcie samej imprezy nie będzie ci potrzebna pomoc, chociażby przy roznoszeniu potraw. Jeśli nie masz zmywarki (tak jak ja) to fajnie byłoby poprosić kogoś z rodziny o pomoc na zmywaku. Osobiście zginęłabym ostatnio bez mojej cioci, u której już za chwilę będę odrabiać zmywak podczas komunii jej syna. Dzięki temu i ja nie utknęłam w kuchni i mogłam być z gośćmi na swojej imprezie i ona nie zginie przy zlewie na swoim spotkaniu.

4.LISTA POTRZEB
Gdy menu rozpisane, zadania rozdzielone, zrób listę potrzeb. Chodzi nie tylko o niezbędne zakupy, ale również o ewentualne brakujące sprzęty domowe. 
Listę zakupów najlepiej robić z rozpisanymi przepisami na poszczególne dania. W ten sposób niczego nie zapomnisz i nie będziesz biegać co chwilę do sklepu (i tak pewnie się czegoś zapomni ale może będzie to jedna rzecz a nie 15). 
W domowych sprzętach może brakować wszystkiego....stoły, krzesła, szklanki, sztućce, talerze itp. itd. Znakomitą sytuacją jest gdy rodzina jest dobrze zaopatrzona i spokojnie możesz od niej coś pożyczyć. Ale pożyczaj rozważnie, powstrzymaj się od wzięcia od teściowej kryształowej patery, bo będzie dramat gdy się stłucze.
Ewentualnie zaprzyjaźnij się z sąsiadami, może mają akurat te kilka brakujących krzeseł. 
Jeszcze inną opcją są wypożyczalnie np. naczyń. Warto o tym pomyśleć trochę wcześniej niż w momencie nakrywania do stołu.


5. PUDEŁKA, POJEMNIKI I SŁOICZKI
Wszelkiej maści pudełka do przechowywania, słoiki w różnych wielkościach czy też zwykłe pojemniki po lodach przydadzą się zarówno przed imprezą jak i po niej. Przed pomogą zaoszczędzić miejsce w lodówce. Łatwiej przechowasz sałatki gdy nie będą w miskach a właśnie w pojemnikach. Na półmiski przełożysz dopiero tuż przed spotkaniem. 
Po imprezie zaś warto zapakować dla gości małą wałówkę. Brat na pewno ucieszy się z pojemniczka ze śledziami w śmietanie, tatę ucieszy sałatka, a ciocia będzie wdzięczna za ciasto które jutro zje do porannej kawy. Nam nie zostanie tona jedzenia, które mogłoby się zmarnować, a goście dostaną coś co im smakowało.

6. TYLKO SPOKÓJ NAS URATUJE
 Warto sobie uświadomić, że prawie zawsze coś pójdzie nie do końca z planem. O czymś się zapomni, coś się może przypalić, a coś wylać. Również może się zdarzyć ktoś kto ma zły dzień i wszystko mu się nie będzie pasować. Trudno. Zapewne to co ty odbierasz jako straszną wtopę, przez resztę towarzystwa jest w ogóle niezauważone.
Uspokój się i ciesz z miłego spotkania.

*przyznaję bez bicia, że mam zawsze problem z dekoracją stołu, bo albo stół jest za mały i za dużo półmisków na nim stoi, albo czasu brak. Marzy mi się tak pięknie udekorowany stół....może teraz na urodziny Luśki mi się uda.

czwartek, 28 kwietnia 2016

412. Lemoniada z pokrzyw

 Wodę i kawę piję namiętnie w ilościach hurtowych. Jedno jest zdrowe, drugie może trochę mniej, ale bez kawy byłoby mi bardzo źle w życiu. Za słodkimi, gazowanymi napojami jakoś wybitnie nie przepadam. Chociaż czasem coś podpiję Miśkowi gdy ten sobie przyniesie butelkę colki albo innego ulepka słodkiego. Jednak ponieważ obydwoje tej wiosny poczuliśmy zew zdrowia i staramy się nieco przeobrazić (liczę że zmienię się z Fiony w wersji ogrowej w tą księżniczkową), kombinuję z napojami własnej roboty. Tak właśnie powstała lemoniada pokrzywowa. Może nie ma zbyt powalającego koloru, to jednak zielsko jest, ale nadrabia smakiem i zdrowiem w szklaneczce. Dzięki dodatkowi imbiru i cytryny ma bardzo orzeźwiający smak. W cieplejsze dni na pewno zagości na naszym stole. 

LEMONIADA Z POKRZYW:
-pęczek młodych pokrzyw
-kawałek ok. 1-2 cm świeżego imbiru
-cytryna
-ewentualnie łyżka miodu
-2 szklanki wrzątku
-woda gazowana

Pokrzywy dokładnie umyć i jeśli są długie porwać na mniejsze kawałki. Zalać je wrzątkiem, dodać imbir i ewentualnie miód jeśli lubimy słodsze napoje. Odstawić całość, aż przestygnie. 
Przestudzony napar przelać przez sitko, jeśli ktoś nie chce pływających liści. Do naparu dodać pokrojoną w plasterki cytrynę i dopełnić 3-4 szklankami wody gazowanej. 

SMACZNEGO!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Biblioteka mojego malucha

 Wczoraj był Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Ponieważ dobre nawyki trzeba wpajać od maleńkości, to o bibliotekę Luśki zaczęłam dbać gdy ta była jeszcze w brzuchu. Systematycznie zbiór lektur się powiększa. Cieszy mnie, że Lucy lubi gdy jej czytam, lubi też sama oglądać książki. Niestety czasem książki nie wytrzymują tego zainteresowania. Ale nic to...grunt, że Luśka lubi bardzo się wgryźć w lektury (i to całkiem dosłownie czasem). 
Poniżej kilka pozycji, które lubimy oglądać, przeglądać lub czytać. 

RÓŻNIMISIE-Agata Królak
Na twardych stronach, które wytrzymają zainteresowanie małych łapek, ukrywają się różne sympatyczne misie. Misie wdzięcznie pokazują, jak można się od siebie różnić. Są więc misie pracowite i leniwe, grube i chude, odważne i bojaźliwe. Misie pozwolą oswoić się z tym, że nie każdy musi być taki sam.
BAJKI MISIA FISIA-Wojciech Bonowicz (z rysunkami Bartka Waglewskiego)
Miś-Fiś jest sympatycznym nieco nieporadnym misiem, o małym rozumku, który nie do końca ogarnia otaczającą go rzeczywistość. Zauważa dużo rzeczy, a to krasnoludka który schował się w brodzie króla, a to głodnego lwa, a to drzewo rosnące nad przepaścią. Patrzy i opowiada króciutkie historyjki. Historyjki są nieco abstrakcyjne, czasem się wydają nieco smutne, ale i tak są bardzo sympatyczne. '
UŚMIECH DLA ŻABKI-Przemysław Wechterowicz (z rysunkami Emilii Dziubak)
Przyznaję, że przy tej książce ryczę jak głupia. Mała Żabka tęskni za mamą, gdy ta jest w pracy. Mama wyczuwa, że coś się dzieje i przez sympatyczne zwierzątka posyła swojej małej córeczce uśmiech. Każdy z posłańców ma od razu lepszy humor, a i mała Żabka też staje się weselsza. Przepiękne ilustracje Emilii Dziubak jeszcze podkreślają piękno tej bajki. 
Ten sam duet stworzył równie piękne "Proszę mnie przytulić".

TRÓJKOWE GAWĘDY DOKTORA KRUSZEWICZA-Andrzej Kruszewicz
Doktor Kruszewicz, czyli aktualny dyrektor warszawskiego ZOO, jak również idol mojego taty, na antenie radiowej 3 opowiada swoje gawędy o ptakach i ich zwyczajach. "Gawędy" to ich papierowa wersja, z załączonymi dodatkowo płytami z wersji radiowych. Każda gawęda jest o innym gatunku, lub zwyczaju ptactwa. Opowiedziane lekko i z humorem, okraszone anegdotkami z życia Kruszewicza. Dla młodego miłośnika przyrody idealne do posłuchania na dobranoc. 

PSZCZOŁY-Piotr Socha
Solidne kompendium wiedzy o pszczołach. Piękne ryciny przybliżają nas fascynującego świata pszczół, a tekst jest fachowy i pełen wiedzy. Przyznaję bez bicia, że chociaż o pszczołach uczyłam się między innymi na studiach to wielu ciekawostek nie znałam. Zarówno rodzice jak i dzieci dowiedzą się wielu ciekawych rzeczy. A maluchy jak Lucy na pewno będą zafascynowane ilustracjami. Luśka bardzo lubi przewracać kolejne strony i oglądać pszczoły i te które są robotnicami i królową i trutnie.

piątek, 22 kwietnia 2016

411. Pesto z pokrzyw z makaronem i serem korycińskim, obiad na wiosenny detoks

 Pierwszy raz o tym, że pokrzywy można jeść, powiedział mi pewien Gruzin parę lat temu. Twierdził, że w Gruzji, na wiosnę wszyscy zajadają się pyszną sałatką z pokrzyw. Ale że jak? Że co? Ten chwaścior paskudny, którym obrywałam po gołych łydkach od braci ma być smaczny? W moim małym rozumku to nie do końca mogło się pomieścić. Jednak ponieważ ów Gruzin jednocześnie zrobił pyszną sałatkę z orzechów włoskich, chaczapuri, grillowanego bakłażana z granatem i parę innych pyszności, o których nie śniło się filozofom to pomyślałam, że jednak na jedzeniu się zna. Znaczy pokrzywy też trzeba spróbować, bo może faktycznie okaże się jadalna.
Do tego pokrzywa to kopalnia zdrowia i pomaga w oczyszczani organizmu. Jednym słowem, tej wiosny gdy staram się na powrót stać się laską, pokrzywa musiała znaleźć się również w mojej kuchni. W naszym lesie na działce akurat pokrzywy mają się dobrze, więc towaru mi nie zabraknie.
Na początku postarałam się o łagodną formę, która nie przerazi pozostałych domowników, czyli zmiksowałam ją żeby nie było widać co się je. Tak właśnie powstało pesto z pokrzyw, które dodałam do pełnoziarnistego makaronu i okrasiłam serem korycińskim. Zdrowie na talerzu.

PESTO Z POKRZYW Z MAKARONEM I SEREM KORYCIŃSKIM
(proporcje są przewidziane dla 2 osób)
-spory pęczek młodych pokrzyw
-pół pęczka natki pietruszki
-3 łyżki ziaren słonecznika
-2 łyżki startego parmezanu
-2 ząbki czosnku
-oliwa
-sól, pieprz

-ok. 100g sera korycińskiego
-ok. 200g makaronu spaghetti

1.Pokrzywy dokładnie umyć.Ziarna słonecznika uprażyć na suchej patelni. Zmiksować ze wszystkimi pozostałymi składnikami pesto (pokrzywa jest dosyć "suchą" rośliną więc albo trzeba dolać całkiem spory chlust oliwy albo dodać nieco wody). 

2. Makaron ugotować al dente, w mocno osolonej wodzie. Do gorącego makaronu dodać pesto z pokrzyw i pokruszony ser. Całość dokładnie wymieszać i od razu podawać. 
SMACZNEGO!


środa, 20 kwietnia 2016

410. Tarta migdałowa z truskawkami i brzoskwiniami

 Już są. Pod Halą Mirowską są pierwsze truskawki w tym sezonie. Co prawda jeszcze to nie są nasze i nie z gruntu, ale i tak cieszą oko. Ja wiem, że teraz to technologia uprawy jest kosmiczna i nawet w środku zimy można świeże truskawki dostać. Jednak to nie to samo letnia truskaweczka, zerwana prosto z krzaka i lekko otarta o portki, żeby oczyścić ją z gleby. Te wszystkie smakowite odmiany 'Marmolada', 'Honeoye', 'Senga sengana', 'Florence'. W sezonie mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolację i jeszcze pewnie deser jakiś bym dorzuciła, z truskawkami oczywiście.
Ponoć Japończycy uważają truskawkę za owoc doskonały. Tylko nie mogą zrozumieć dlaczego tak ją masakrujemy robiąc z niej kompot.No cóż, ja się starałam nie przeprowadzić masakry, tylko jeszcze podbić słodycz dodając truskawki do tarty migdałowej z brzoskwiniami. Pomysł na tartę zaczerpnięty ze smakowitych warsztatów z Andrzejem Polanem.
Idealna tarta na wiosenny deser. 

TARTA MIGDAŁOWA Z BRZOSKWINIAMI I TRUSKAWKAMI:
CIASTO:

-1 szklanka maki
-1/4 szklanki cukru
-szczypta soli
-1 żółtko
-100g zimnego masła
-łyżeczka śmietany 18% 
 
NADZIENIE MIGDAŁOWE:
-3 jajka
-150g migdałów
-3 łyżki cukru trzcinowego
- ok. 50 roztopionego masła

OWOCE:
-garść truskawek
-kilka brzoskwiń

1.Zagnieść w miarę szybko ciasto ze wszystkich podanych składników-nie powinno się kleić do rąk. Zawinąć je w kawałek folii spożywczej i włożyć na pół godziny do lodówki. Po tym czasie wyjąć i wysypać ciasto do formy do tarty o średnicy około 26cm, ugnieść palcami ciasto w miarę równomiernie. Nakłuć ciasto widelcem, wyłożyć pergaminem i wysypać suchym grochem lub fasolą (żeby nie urosło). Piec w piekarniku rozgrzanym do 180st, przez około 20 minut.

 2. Migdały zmielić na mączkę. Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę. Stopniowo do piany dodawać cukier, następnie migdały, a na końcu masło. Nadzienie migdałowe wylać na podpieczony spód.

3. Truskawki jeśli są duże przekroić na połówki, brzoskwinie pokroić na plasterki. Ułożyć je równomiernie na nadzieniu migdałowym. Tak przygotowaną tartę wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170st, na około 30 minut. Gdy tylko nieco ostygnie można już jeść.

SMACZNEGO!




poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Prosty tort z truskawkami, bitą śmietaną i czekoladą

 W prostocie siła. Tym razem miało być bez tony masy cukrowej i wymyślnych ozdób. Dlatego też ten tort jest wybitnym, klasycznym połączeniem smaków, które gwarantuje sukces. Lekki biszkopt jest przełożony bitą śmietaną, truskawkami i brzoskwiniami. Wierzch oblany został rozpuszczoną czekoladą mleczną i obłożony jeszcze większą ilością truskawek, brzoskwiń i dla dodania koloru świeżymi liśćmi mięty. Aż ślinka mi ciekła gdy go robiłam. Niestety trzeba było się powstrzymać, bo tort miał uświetnić przyjęcie z okazji chrztu jednego małego gagatka.

piątek, 15 kwietnia 2016

Najlepszy budzik bez funkcji drzemki


Poranne spotkanie na szczycie...mojego brzucha
 Mam taki super budzik. Jak się włączy to trzeba wykonać odpowiednią sekwencję ruchów, żeby przestał wydawać z siebie dźwięki. Już nie kusi mnie włączanie co chwila drzemki, bo jeszcze 5 minut sobie pośpię i na pewno mi to pomoże. Kiedy już się wstanie z łóżka i zacznie działać, organizm od razu pobudza się do życia. 

Tylko jedną małą wadę ma ten budzik. Nigdy nie wiadomo kiedy uzna, że już trzeba wstać. Kiedyś było mi dobrze i budzik zaczynał działać dopiero koło 8-9, ba czasem nawet 10 rano. Ostatnio jakby przyspieszył bo już o 6:00 podrywa mnie do życia. Raz to nawet o barbarzyńskiej 5:20 się zaczęło. 

A zaczyna się niewinnie. Jest cisza. We śnie przewracam się z boczku na boczek i nagle słyszę "mamamamamamamama....łeeeeeeeeeee....mamamammamama... łeeee" i tak do momentu gdy wstanę, wezmę szanowny budzik na ręce i zabiorę do naszego łóżka. To jeszcze można zrobić w półśnie, z nadzieją w sercu że pacyfikacja budzika się uda i jeszcze chwilę pośpię. 
Budzik leży, ja leżę, konkubent w ogóle nie daje znaków życia, znaczy chyba się udało i jeszcze pośpimy. I nagle ....na łóżko wskakuje kocica. Poziom ekscytacji u budzika niebezpiecznie się podnosi. Na obliczu zakwita uśmiech od ucha do ucha, a z gardziołka wydobywają się radosne piski i nawoływania. Prosto do mojego się wydobywają. 
Ale trudno może jeszcze uda się zasnąć. A może się nie uda, bo właśnie budzik i kocia Zołza urządziły sobie spotkanie na szczycie. Na szczycie mojego brzucha oczywiści. Leżą sobie przyjaciółki i się wspólnie bawią piłeczkę, którą kilka dni temu kupiłam. Co mnie głupią podkusiło, więcej gówniarzowi nic nie kupię.  
Zabawa z piłeczką jest przednia. Jedna drugiej sobie ją wyrywa i skaczą radośnie, a że skaczą po rodzicach to dodatkowa atrakcja. Matka piętą w oko dostała, ojciec łokciem pod żebra. Ale przecież to takie małe i urocze łapki, więc na pewno nic nie boli. Sama radość o poranku. 
Uffff....wreszcie zlazły obie z łóżka i bawią się na podłodze, wystarczy łypnąć okiem od czasu do czasu. Ładnie się bawią gagatki, grzeczniutko jedna drugiej sobie zabawki podają. Czujność lekko uśpiona i ja zaczynam przysypiać bo coraz ciszej jest i nagle.....łubudu! Przy współpracy obu przyjaciółek moje kwiaty lecą z szafek. I te doniczki co je tak pieczołowicie wybierałam w sklepie nie wytrzymały psychicznie i leżą w szczątkach. Kątem oka jeszcze zauważam, że po całym domu jest rozwleczony papier toaletowy, który ktoś sobie pożyczył z łazienki.

No to.....znak sygnał, że spać już się nie da. Do roboty starzy. Czas posprzątać dom po zabawie Luśki i Zołzy. Czas zaparzyć sobie porcję kofeiny i przygotować śniadanie dla ancymona. Żeby miała jeszcze więcej sił na psoty. 

Dzień będzie na pewno dobry, bo mama zobaczyła najpiękniejszy Luśkowy uśmiech na świecie!
Siostra szczeniaczka uczniaczka.....ulubiona o poranku i jak pięknie i głośno się z nią śiewa.

Bateryjki się wyczerpały.

czwartek, 14 kwietnia 2016

409. Wytrawna kasza manna z pomidorami i oliwkami na syte śniadanie

Lucy ząbkuje. Każdy rodzic wie, że to nie przelewki i dom zamienia się w poligon. U nas objawia się to w ten sposób, że dzień zaczynamy niekiedy bardzo wcześnie. Śniadanie jest zjadane w atmosferze względnego spokoju, ale już co dzień przyniesie tego nie odgadną nawet pradawni bogowie. Dlatego też śniadanie musi być bardzo pożywne, bo nie do końca wiadomo na ile godzin musi wystarczyć. Kasz manna na śniadanie to jedna z moich ulubionych pozycji, jeszcze z dzieciństwa. Co prawda do tej pory zawsze ten rodzaj kaszy jadłam w wersji słodkiej, z owocami, cynamonem, sokiem malinowym, miodem lub innymi słodkościami. Ostatnio natknęłam się w jednym z numerów KUKBUKa na wersję kaszy manny z pieczarkami i parmezanem. No cóż, pieczarek w domu nie miałam, parmezanu też akurat u mnie nie uświadczysz, więc wymyśliłam coś innego. W ten prosty sposób powstała wytrawna kasza manna z pomidorami, oliwkami i serem pleśniowym. Lubię to, teraz mogę stawić czoło najbardziej rozbrykanemu gagatkowi.


WYTRAWNA KASZA MANNA Z POMIDORAMI I OLIWKAMI:
-2 łyżki kaszy manny
-szklanka mleka (można zamienić mleko krowie na mleko ryżowe)
-pół szklanki wody
-trochę (ok. 50g ) sera z niebieską pleśnią np. Saint Agur
-1 duży lub 2 mniejsze pomidory
-1 mała cebulka
-1 ząbek czosnku
-kilka (8-10) czarnych oliwek
-trochę świeżych liści bazylii
-oliwa, sól, pieprz, duża szczypta wędzonej papryki

1. Na patelni rozgrzać trochę oliwy, zeszklić na niej posiekaną na drobno cebulkę. Dodać do niej po chwili posiekany ząbek czosnku i pokrojone w drobną kostkę pomidory. Przykryć całość i dusić do momentu aż pomidory się rozpadną. Dodać posiekane oliwki i posiekaną bazylię. Doprawić solą i pieprzem. 

2. Mleko wlać do rondelka i postawić na małym ogniu. W szklance wymieszać wodę, kaszę manny, sól, pieprz i wędzoną paprykę. Gdy mleko zacznie się gotować wlać do niego mieszankę z kaszą. Zmniejszyć ogień do minimum i cały czas mieszać, aż kasza zgęstnieje. Zdjąć ją z ognia i dodać pokruszony ser pleśniowy. 

3. Kaszę przelać do miseczki, dodać do niej sos pomidorowy i od razu podawać. 

*tym zabieganym o poranku polecam zrobić sos pomidorowy poprzedniego dnia wieczorem :)

SMACZNEGO!

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

408. Koktajl malinowy z kaszą jaglaną na wiosenny detoks

Moja nierówna walka z nadmiarem kilogramów weszła na wyższy poziom. Wytoczyłam ciężką artylerię i sięgnęłam po kaszę jaglaną. Cud-miód jest to kasza....tylko ja tak na co dzień nie przepadam za nią wybitnie. Zdecydowanie bardziej lubię inne rodzaje kasz. Dlatego właśnie cieszy mnie zawsze gdy znajdę jakiś przepis gdzie nie czuć, że kasza jaglana to kasza jaglana. Detoks na wiosnę mogę spokojnie przeprowadzać przy pomocy takiego miłego dla podniebienia koktajlu z malin i z kaszy jaglanej. Jeszcze trochę innych cudów w nim jest. Smakował zarówno mi jak i Luśce. Wciągnęła porcję prawie takiej wielkości jak ja. 
Może więc jednak ta walka z kilogramami nie będzie, aż tak straszna.

KOKTAJL MALINOWY Z KASZĄ JAGLANĄ:
-niepełna szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
-niepełna szklanka malin
-pół dojrzałego banana
-szklanka mleka kokosowego
-duża szczypta cynamonu

Ugotowaną (w proporcjach 2:1) i lekko osoloną kaszę jaglaną studzimy. Dodajemy ją do pozostałych składników i dokładnie miksujemy na gładką masę. Przelać do szklanek i od razu podawać.

*Jeśli jest zbyt gęste dodać trochę mleka kokosowego, jeśli ktoś potrzebuje słodszej wersji można dosłodzić miodem lub np. stewią.

Smakuje i dużym i małym, więc Luśka również poleca ten przepis.

SMACZNEGO!

piątek, 8 kwietnia 2016

407. Jajecznica z awokado i czarnuszką

Pogoda coraz bardziej zachęca do dłuższych spacerów i wycieczek. Jeszcze bardziej zachęca mnie szybkość zasypiania wieczorem Lucy, po całym dniu spędzonym na dworze. Jednym słowem ostatnio spacerujemy, poznajemy nowe miejsca, odwiedzamy te już znane i cieszymy się każdym promykiem słońca (lekkim deszczem ewentualnie też-w końcu będzie bardziej zielono dzięki niemu). Żeby mieć siły na to wszystko trzeba zjeść pożywne śniadanie. Ponieważ Luśka uwielbia próbować wszystko co mamy na talerzu, muszę uwzględnić również jej mały brzuszek przy komponowaniu posiłków. Czasem ten jej mały brzuszek zje więcej iż mój duży, bo coś jej wybitnie zasmakowało. Tak było i tym razem. Miał powstać omlet z awokado, ale przyznaję bez bicia, że mi się rozleciał przy przekładaniu na talerz, więc go przerobiłam na jajecznicę. No cóż, nie jest łatwo operować patelnią gdy głodne dziecię stoi uczepione maminej spódnicy. Jajecznica też wyszła pysznie. Pełna jest zdrowych składników idealnych dla mamy i dla bobasa. 

JAJECZNICA Z AWOKADO I CZARNUSZKĄ:
(to jest duża porcja dla jednej dorosłej osoby i jednego małego dziecka, lub 2 średnie porcje dla dwóch dorosłych osób)
-3 jajka
-2 łyżki mleka
-1 mała cebulka
-1 średni pomidor
-pół awokado
-łyżeczka nasion czarnuszki
-szczypta płatków chilli i kminu rzymskiego
-pół pęczka szczypiorku
-mała szczypta soli, oliwa

Cebulkę posiekać w drobną kostkę, pomidory i awokado pokroić w ciut grubiej. Wszystkie warzywa wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą i podsmażyć przez 2-3 minuty. W tym czasie roztrzepać jajka z mlekiem i przyprawami. Wylać na patelnię z warzywami, zmniejszyć ogień do minimum i smażyć pod przykryciem ok. 5-7 minut, aż dół omletu się zetnie. Spróbować go przewrócić na drugą stronę i smażyć póki jajka z drugiej strony się nie zetną. Jeśli się nie uda, nie należy się przejmować, wyjdzie jajecznica. Gdy jajka będą już gotowe zdjąć nasz omlet/jajecznicę z patelni,posypać posiekanym szczypiorkiem i od razu podawać. 

SMACZNEGO!

środa, 6 kwietnia 2016

406. Bardzo prosta tarta caprese, z pomidorami i mozzarellą

 Po ostatnich świętach zostało mi w kuchni kilka gomółek mozzarelli (efekt tego że zapomniałam o nich w trakcie robienie sałatek), oraz lekka niechęć do pracochłonnych działań kuchennych. Z niechęcią nic zrobić się nie da, po prostu muszę znowu złapać wiatr w żagle albo w fartuszek kuchenny. Za to z mozzarellą coś udało się pomyśleć, żeby było pysznie i prosto. Najprościej jak się da to zrobić sałatkę caprese. Właśnie o niej pomyślałam. Tylko trochę podrasowałam ten klasyczny przepis, bo po prostu położyłam sałatkę na cieście francuskim i całość została zapieczona, tak że powstała tarta caprese. Prosta i pyszna przekąska...tylko chyba aż za bardzo niektórym posmakowała, bo sama załapałam się na tylko 2 mizerne kawałki.

TARTA CAPRESE:
-opakowanie ciasta francuskiego
-3 dojrzałe pomidory
-3 gomółki sera mozzarella
-garść świeżych liści bazylii
-1 jajko rozmącone z odrobiną mleka i startym ząbkiem czosnku
-świeżo zmielony pieprz

Ciasto francuskie lekko rozwałkować i zagiąć mu brzegi. Posmarować je dokładnie jajkiem z mlekiem i czosnkiem. Na wierzchu układać na przemian plastry pomidora i sera. Całość oprószyć świeżo zmielonym pieprzem i tartę wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200st, na około 10-15 minut. Gdy tarta będzie zarumieniona wyjąć ją z piekarnika i posypać wierzch posiekaną bazylią. 

*w ramach innowacji można dodać czarne oliwki, anchois, pesto z bazylii, suszone pomidory lub co wam dusza podpowiada :)

SMACZNEGO!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Książki dla małego podróżnika

Moje dziecko lubi książki na szczęście. Co prawda najchętniej by brało w łapki książki, które aktualnie ja czytam, a te niestety nie są przystosowane do małych łapek i niektóre kartki są już w strzępach. Rodzina również staje na wysokości zadania i jeśli jest okazja to nie tylko zabawki nam dostarcza, ale również ciekawe pozycje do czytania i oglądania. Ostatnio dwie ciocie sprezentowały nam ciekawe pozycje rozbudzające wyobraźnię małego podróżnika. 

MAPY. OBRAZKOWA PODRÓŻ PO LĄDACH, MORZACH I KULTURACH ŚWIATA-Mizielińska Aleksandra i Mizieliński Daniel
Książka dobrze znana szerszej publiczności. Na pięknych rycinach jest pokazany dosłownie cały świat. Na 52 mapach pokazane są rośliny, zwierzęta, dania, sławni mieszkańcy i inne ciekawostki z danego regionu. Gejzery z Islandii, fontannę na jeziorze Genewskim, piramidy w Egipcie czy karnawał w Brazylii, to wszystko można obejrzeć na kartach tej książki. Idealna pozycja zarówno dla tych najmniejszych (kolorowe ilustracje przyciągają wzrok małego czytelnika), dla tych ciut większych (rozbudzają chęć poznawania świata) jak również dla tych najstarszych (bardzo przyjemna powtórka z geografii). 
Obowiązkowa lektura dla każdego 

KOZIUTEK ZDOBYWA ZAMEK. ODKRYJMY LUBLIN Z MPK-Grażyna Ruszewska, Hanna Wyszkowska, ilustracje Piotr Fąfrowicz
Pozycja zaskakująca nieco i trudna do zdobycia, bo wydana przez lubelskie MPK. Na uroczych ilustracjach Piotra Fąfrowicza poznajemy Koziutka (niewtajemniczonym polecam zerknąć na herb Lublina). Koziutek jeździ trolejbusem i poznaje Lublin. Odwiedza między innymi zamek, plac zamkowy czy kościół ojców Salezjanów i poznaje ich historię. Dzięki niemu i mały czytelnik może poznać to ciekawe miasto. Dodatkowo dla nieco starszych dzieci jest zestaw rycin do samodzielnego pokolorowania, a tam między innymi portret Koziutka. Piękne. Pięknie dziękujemy za taki prezent.